Strony

wtorek, 14 kwietnia 2020

Top koreańskich dram, które widziałam w 2019 r.

Stała się rzecz niespotykana. W ubiegłym roku zobaczyłam na prawdę mało koreańskich dram. W związku z tym lista moich ulubionych obejrzanych ubiegłorocznych dram będzie liczyła tylko  jeden post i będzie zawierała dziesięć pozycji. 
Doctor Prisoner


Na Yi Je jest chirurgiem o doskonałych umiejętnościach, który nie dopuszcza się dyskryminacji i traktuje swoich pacjentów z pełnym oddaniem. W wyniku pewnego incydentu jego licencja lekarska zostaje zawieszona, wskutek czego zostaje on wyrzucony ze szpitala, w którym pracuje. Yi Je, decyduje się podjąć pracę w więziennej klinice medycznej, gdzie ma do czynienia ze skazańcami, którzy byli niegdyś osobami o wysokich pozycjach społecznych. Praca z byłymi potentatami biznesowymi, skazanymi za narkotyki celebrytami bądź uprawiającymi hazard gwiazdami sportowymi staje się jego codziennością. Uzyskane znajomości i zdobyci sojusznicy mają pomóc mu w wypełnieniu jego głównego celu – dokonania zemsty na szpitalu, z którego go wyrzucono.
Motyw zemsty bardzo lubię. Uważam, że jest to najbardziej plastyczny motyw, który można wykorzystać w kinematografii. To bardzo dobry thriller od początku do końca. Drama od pierwszego odcinka do ostatniego utrzymuje napięcie. Podoba mi się wątek lekarza, który współpracuje z celebrytami, przestępcami i ludźmi działającymi na granicy prawa, aby osiągnąć swój cel. Na Yi Je jest tak przekonujący w tym co robi, że zaczyna mu pomagać stróż prawa. Wymyślanie różnych chorób i fingowanie ich aby wydostać kogoś za krat? Dlaczego nie?
Cross
 Ojciec Kang In Kyu został brutalnie zamordowany 13 lat temu. Zostaje lekarzem, aby się zemścić na sprawcy. Dobrowolnie zgłasza się do pracy do kliniki więziennej, która znajduje się w więzieniu, w którym wyrok odsiaduje morderca jego ojca.
Kolejna drama z gatunku "revenge." Podobnie jak w Doctor Prisoner główni bohaterzy to lekarze i duża część akcji rozgrywa się w więzieniu. W przeciwieństwie do Na Yi Je Kang In Kyu w wyniku wypadku otrzymuje pewien "dar."  Chłopiec dorasta i zostaje lekarzem w zakładzie karnym, gdzie wyrok odsiaduje morderca jego ojca. Postanawia go "leczyć." A tak na prawdę powoli odbiera mu życie. W końcu kto podejrzewałby o zbrodnię lekarza o dobrej reputacji z dobrymi wynikami z egzaminu? Dramat od początku przypomina jazdę bez trzymanki. Serial bez najmniejszego problemu wciągnie nas, a jego świata nie będziemy chcieli opuścić.  
Stranger/Secret forest

Hwang Shi-Mok w dzieciństwie przeszedł operację mózgu, która spowodowała u niego zanik wszelakich emocji. Pracując jako prokurator jest racjonalny, chłodny i samotny. Jako jeden z niewielu prokuratorów walczy jednak z korupcją. Pewnego dnia na miejscu zbrodni spotyka policjantkę, Han Yeo-Jin (Bae Doo-Na). Rozpoczynają współpracę, by wykorzenić korupcję z biura prokuratury i rozwiązać przypadek seryjnych morderstw.

Bardzo dobra drama z niesamowitą obsadą i kilkoma "plot twistami".Seriale z motywem seryjnych morderstw na serio bardzo lubię. Z punktu widzenia zdrowej (chyba) na umyśle kobiety mózg wielokrotnego mordercy jest fascynujący. Bo co musi mieć w głowie człowiek, który popełnia tak okrutne zbrodnie?
Trap


Kang Woo Hyun jest znanym prezenterem telewizyjnym, który wydaje się mieć wszystko. Szanowany przez społeczeństwo za dostarczanie najwiarygodniejszych informacji, dostaje również propozycję spróbowania swoich sił w polityce. Mimo intensywnego życia zawodowego, zawsze znajduje czas by być kochającym mężem i ojcem. Jednak wszystko zmienia się na rodzinnym wyjeździe, podczas którego jego rodzina znika, a on sam wpada w tajemniczą pułapkę. Sprawą postanawia zająć się doświadczony detektyw, Go Dong Kook, który zacznie odkrywać szokującą i nieoczekiwaną prawdę.

Przyznaje się, że Trap jest dość niedocenioną w Polsce dramą. Oceny na różnych stronach internetowych nie zachęcają do jej obejrzenia. Szczerze? Bardzo mnie to dziwi, ponieważ drama jest fenomenalna. Takiego obrotu spraw dawno nie widziałam, a zagranie reżyserie było fenomenalne. Dawno żaden scenarzysta nie zagrał mi tak na nosie i mnie kolokwialnie mówiąc nie wkręcił.

Big man

Historia mężczyzny, który nie zna swojej prawdziwej rodziny. W wieku kilku lat zostaje adoptowany przez bogatą rodzinę z tradycjami. Ma zapewniony wszelki dobrobyt, jednak nie jest szczęśliwy, gdyż rodzina go odtrąca i marginalizuje. Mija 20 lat... Mężczyzna coraz częściej jest atakowany przez swoją rodzinę. Gdy okazuje się, że jeden z jej członków chce go zabić, zaczyna go to poważnie zastanawiać. Okazuje się, iż rodzony syn jego adopcyjnych rodziców jest ciężko chory na serce i potrzebuje przeszczepu tego organu. Wychodzi na jaw straszna prawda - chłopaka adoptowano tylko dlatego, gdyż po badaniach okazało się, że jego serce będzie odpowiednie dla ich syna za kilkanaście lat, gdy potrzebny będzie przeszczep. Mężczyzna ucieka i ukrywa się, aby znaleźć dowody przeciwko rodzinie.

W porównaniu do Doctor Forest oraz Cross Big Man jest dużo lżejszą dramą. Nie ma w niej nic z ciężkiego mrocznego thrillera z przewrotnymi zwrotami akcji. Postać Kim Ji Hyuk bardzo mi się podobała. Był to po prostu zwykły człowiek, jakich wielu, który był złakniony matczynej miłości. Mimo że nie miał skończonych prestiżowych studiów, wpływowych kontaktów czy nienagannych manier to z całych sił starał się pomóc swojej nowej "rodzinie." Chociaż wszyscy czytający opis serialu wiemy, że wyszedł jak Zabłocki na mydle. Postać So Mi Ra bardzo mi się podobała. Ten dylemat moralny czy pomóc narzeczonemu i firmie czy nowemu dyrektorowi jest fascynujący. 
Birth of a Beauty

Han Tae Hee to prezes jednej z największych firm w Korei. Oficjalnie pewny siebie i dążący do perfekcjonizmu, jednak prywatnie to mężczyzna, który choruje na "syndrom złamanego serca" i nie może pogodzić się z utratą ukochanej kobiety. Pewnego dnia na swej drodze spotyka niezbyt urodziwą i mającą problemy z nadwagą Sa Geum Ran. W wyniku pewnych zdarzeń Tae Hee zaczyna wierzyć, iż poznana kobieta może mu pomóc odzyskać swą wielką miłość, Kyo Chae Yeon. W zamian za zostanie jego asystentką funduje jej szereg zabiegów i operacji, dzięki którym zaniedbana Geum Ran zmienia się w kobietę z klasą o imieniu Sara. Z czasem mężczyzna zaczyna czuć coś więcej do Sary, a ona przypadkiem odkrywa jego perfidny plan wykorzystania jej osoby. Czy oboje dadzą sobie szansę na szczęście? Czy Tae Hee zapomni w końcu o byłej narzeczonej?

Włączyłam ją, ponieważ myślałam, że będzie to głównie "revenge drama." Cóż dostałam zupełnie coś innego. Jest to typowa drama romantyczna z dużą ilością chemii między głównymi aktorami, dobrą ścieżką dźwiękową i śladową ilością zemsty żony na niewiernym mężu i jego kochance..
The Beauty Inside

Kobieta zmienia swój wygląd za każdym razem, gdy pojawia się pewne nadprzyrodzone zjawisko. Pewien mężczyzna zakochuje się w tej kobiecie.Han Se Kye to doskonała aktorka. Jest znana jednak jako wichrzycielka i jest przedmiotem wielu plotek. Jej życie prywatne jest tajemnicą, ale w rzeczywistości cierpi na niezwykłą "chorobę". Jeden raz w miesiącu zmienia się na tydzień w inną osobę. Han Se Kye spotyka Seo Do Jae. Seo Do Jae jest przedstawicielem firmy lotniczej. Wydaje się być idealny z atrakcyjnym wyglądem i posiadając niesamowitą inteligencję, ale cierpi na niezdolność rozpoznawania twarzy. Ukrywa tę "niepełnosprawność" i stara się zapamiętać ludzi poprzez ich przyzwyczajenia i zachowanie. Jedyną osobą, której twarz rozpoznaje, jest Han Se Kye.


Najlepsza komedia romantyczna z elementami fantasy, którą oglądałam od kilku sezonów.  Chemia miedzy Han Se Kye i Seo Do Jae bardzo wyczuwalna. Przyjemnie się patrzy na interakcje tych postaci. Uwielbiam parę drugoplanowych bohaterów. Połączenie bogaczki i chłopaka, który chce zostać księdzem jest przeurocze. Na szczególną uwagę zasługują kostiumy bohaterek tej dramy. Są przecudowne. Doskonała uczta dla oka.
Because This Is My First Life

Nam Se-Hee to młody mężczyzna po trzydziestce. Uznał, że nigdy się nie ożeni. Ma własny dom ze zadłużoną hipoteką. Yoon Ji-Ho to młoda kobieta też po trzydziestce. Nie posiada własnego lokum i zazdrości tym, którzy je mają. Zrezygnowała z chodzenia na randki z powodu problemów finansowych. W wyniku pewnych wydarzeń Yoon Ji Ho zamieszka z Nam Se Hee.

Szczerze mówiąc nie wiem dlaczego mi się ta drama tak spodobała. Stosunek rodziców (a zwłaszcza ojca ) i brata do bohaterki woła o pomstę do nieba. Ale jeśli odrzucimy relację rodzinne to otrzymamy prostą historię o miłości i o rzeczach, który robimy po raz pierwszy.  Bardzo dobrze ukazana chemia między głównymi postaciami. Historia poboczna też dobrze rozpisana. Zwłaszcza planowane i późniejsze rozwijanie firmy bieliźniarskiej przez Soo Ji. No i oczywiście jej relacja z Ma. Nie zapominając o tym, że cieszyłam się jak głupia jak przywaliła w windzie byłemu pracownikowi, który ją ciągle obgadywał. No i ostatnie. Na szczególną uwagę zasługuje kot. Tak dobrze czytacie kot, rasy Ragdoll. Czy nie jest uroczy?
 1% of Anything

Jae In, bezwzględny syn pochodzący z bogatej rodziny, zaczyna spotykać się z nauczycielką ze szkoły podstawowej. Podpisują kontrakt narzeczeński, by mężczyzna mógł odziedziczyć to, co przepisał mu w ostatniej woli jego dziadek.

Przyjemny remrake koreańskiej dramy z 2003 roku pt."One Percent of Anything." Ładnie poprowadzona historia o miłości, która wniknęła z tzw."|papierowego małżeństwa." I chociaż niekiedy Jae In był przysłowiowym wrzodem na d***, który nie mógł uwierzyć w to, że niektórzy ludzie są bezinteresowni to podobała mi się ta relacja. Widać było chemię chociażby podczas pocałunków na sofie czy późniejszej relacji między dwoma bohaterami.
The Boy Next Door

Studenci, Park Kyu Tae i Sung Gi Jae to dwaj sąsiedzi, którzy nie lubią się nawzajem. Po wypadku dwóch chłopców wprowadza się razem do jednego mieszkania. Wkrótce okazuje się, że oboje są przyjaciółmi Kim Kim Ah. Oboje znajdują się w zabawnych, niezręcznych sytuacjach, co sprawia, że Min Ah i jej zamknięty chłopak uważają, że są gejami.

I na koniec mini web drama, przy której pękniecie ze śmiechu. Doskonała komedia pomyłek, dziwnych sytuacji i absurdu. Idealna na doła, zły humor czy niepogodę. 
A jakie są Wasze ulubione koreańskie dramy?

Dla zainteresowanych części zamykające rok 2018: top koreańskich dram cz.1top koreańskich dram część. 2,  top japońskich dram,top chińskich dramanime część 1 anime część 2top mang cz.1top mang cz.2top manhw cz.1.oraz części zamykające rok 2017: ogólne podsumowanie rokutop japońskich dramtop koreańskich dram cz.1top koreańskich dram cz.2top chińskich dramtop animetop mang cz.1top mang cz.2 i oczywiście top manhua cz.1 i top manhua cz.2. Więc jeżeli potrzebujecie więcej propozycji do obejrzenia to serdecznie zapraszam.

Ps. Wszystkie opisy dram jak i grafiki je obrazujące nie są moją własnością. Są to materiały promującą dany serial. 

ClaudiaMorningstar

sobota, 4 kwietnia 2020

Soyung Yu, Duo Karolina Mikołajczyk & Iwo Jedynecki, Sung-sin Park,Joo-Hye Lee,Mirosław Jacek Błaszczyk ,Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Śląskiej

Pamiętam, że gdy w 2018r. Filharmonia Śląska organizowała koncert wraz z Japońskimi muzykami to byłam pierwsza, która pobiegła kupić bilet na występ. Nic więc dziwnego, że gdy katowicki instytut kultury postanowił nawiązać współpracę z uznanymi koreańskimi i polskimi artystami to bilety wyprzedały się bardzo szybko.  Mi osobiście udało się kupić bilet, niestety na parterze. Ma też to swoje dobre strony, ponieważ miejsca "na dole" są bardziej ekonomiczne od tych na parterze. Ja swój ulgowy kupiłam za 21 złotych, czyli tak na prawdę za mniej niż bilet do kina. 
Przed recenzją występu powiem kilka słów o organizacji, która była na bardzo wysokim poziomie. Swoje miejsce znalazłam bez problemu, toaletę, szatnię czy kawiarnię tak samo. Koncert zaczął się punktualnie, bez zbędnej zwłoki.
Soyung Yu ma przepiękny sopran. Jestem laikiem w kwestii śpiewania. Zawsze podobały mi się utwory operowo, niestety los nie obdarzył mnie anielskim głosem w przeciwieństwie do Soyung Yu, która potrafiła wydobyć z siebie bardzo wysokie i czyste dźwięki. Występ Sung-sin Park przy a kompanii polskiej orkiestry wbił mnie w fotel. Moim zdaniem był to najbardziej efektowny występ wieczoru. Koreańskie utwory, które pierwotnie były grane na koreańskich instrumentach doskonale brzmiały na tych zachodnich. Widać było ile trudu było trzeba sobie zadać, aby dostosować wschodnią muzykę do zachodnich instrumentów. Sam występ Pani Park był bardzo harmonijny a jej gra na kayageum (chordofon szarpany) bardzo mi się podobała. Chciałam jeszcze dodać, że jej hanbok (tradycyjny koreański strój) był przepiękny. Jej chima (spódnica) zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Wykonana z jasnoróżowej tkaniny przeplatanej brokatem sprawiała, że trudno było odwrócić od niej wzrok. Ostatnią koreańską artystką, którą miałam okazję podziwiać była Joo-Hye Lee, której gra na fortepianie bardzo mi się podała. Utwór Arari mimo że słyszałam po raz pierwszy zapadł mi w pamięć. Nie było słychać fałszu a czystą grę. Koncert był zakończony polskim duetem.  Część damska Karoliny Mikołajczyk, która grała na skrzypcach bardzo mi się podobał. Uwielbiam ten instrument smyczkowy, a widać było, że dziewczyna wie co robi i potrafi na nim grać. Natomiast występ Iwa Jedyneckiego nie przypadł mi do gustu. Słychać było, że facet ma olbrzymią wiedzę i umiejętności do gry na akordeonie, tylko ja po prostu z całego serca nie cierpię dźwięku tego instrumentu. Co nie zmienia faktu, że całej sali bardzo podobał się ten występ. Tak bardzo, że w wyniku aplauzu duet zagrał jeszcze utwór ku uciesze widowni.
ClaudiaMorningstar

czwartek, 2 kwietnia 2020

Kit kat o smaku kasztanów i batatów

Dziś ostatni post z serii o Tsuru, czyli o ubiegłorocznym festiwalu japońskim. Po omówieniu kwestii organizacyjnych jak tego co można było zjeść na konwencie przechodzimy do postu, którego  najbardziej wyczekiwałam z tej serii. Mowa tu o dwóch wersjach popularnych batonów marki KitKat, które w Japonii słyną z tego, że sprzedaje się dużo i w różnych egzotycznych smakach. Nikogo już tam nie dziwią wersję z mandarynką czy o smaku szarlotki. 
Zdecydowałam się na kupno dwóch różnych smaków. Każdy batonik kosztował miał jednakową cenę (5zł). Na pierwszy ogień poszedł KitKat Sweet Potato, który pochodził ze specjalnej halloweenowej kolekcji. W Japonii "beni imo" powszechnie stosuje się do wypieków czy produkcji lodów. Dla typowego Europejczyka połączenie czekolady i ziemniaka to sprawa dość kontrowersyjna. Po otwarciu opakowania wyłania się przyjemny zapach. Smak? Bliżej nieokreślony, trochę chemiczny z dużą (na prawdę dużą) ilością cukru.  Nie powiem żeby nie smakowałby mi ten batonik, ale nie jest to opcja, którą mogłabym jeść codziennie.
Przyznam się szczerze, że kasztany jadłam tylko raz w życiu. I nie był to za dobry wybór, ponieważ były okropne. Dlatego KitKat chestnut wybierałam trochę z obawą, czy będzie mi taki smak odpowiadać. Ale jak to się mówi? Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana! No więc zaryzykowałam i w sumie to nie był to zły wybór. Jak poprzednio batonik był bardzo słodki, ale w tym przypadku smakował orzechowo.  Bardzo dobrze komponował się z białą czekoladą. Myślę, że z klasyczną współgrał jeszcze lepiej.

To nie był moje pierwsze testów KitKatów w niecodziennych smakach. Jadłam już malinoweo smaku sernika, o smaku sake oraz matchy, melona z Hokkaido. A Wy testowalicie te batoniki w oryginalnych smakach? Czy pozostajecie wierni wersji tradycyjnej w mlecznej czekoladzie?
ClaudiaMorningstar

wtorek, 31 marca 2020

Tsuru Japan Festival 2019- czyli co się je na konwentach

Przyznaje się, że jedzenie jest dość dużą częścią mojego życia. Uwielbiam poznawać nowe smaki, odkrywać nowe miejsca, spędzać czas z przyjaciółmi przy dobrym posiłku.  Na konwentach uważam, że jedzenie też jest ważną sprawą. Ważne aby było smaczne i nie kosztowało milionów. W końcu bilety wstępu, przejazdu, noclegu oraz stroju też swoje kosztują. A przecież nie można zapominać, że zloty to doskonała okazja aby zaopatrzyć się w japońskie słodycze, gadżety z ulubionego anime czy ręcznie wykonywanych dodatków. 
W przeciwieństwie do zeszłych konwentów. Tym razem na Tsuru nie zagościł Yaki Kingu, który serwował przepyszne okonomiyaki, onigiri i miso shiru, a Pochi Loves Maids. Jest to kawiarenka na wzór japońskich kawiarni z pokojówkami. W związku z tym, że dotarłam tam dopiero w niedzielę rano nie załapałam się na najbardziej smakowite kąski jakimi są ramen, onigiri czy curry. Zdecydowałam się na smażony makaron z kurczakiem (14 złotych) i deser niespodziankę (10 złotych). Oprócz jedzenia punk oferował zimne importowane napoje z Kraju Kwitnącej wiśni takie jak ramune. 
Kurczak z makaronem udon bardzo mi smakował.  Przyznam się szczerze, że rzadko jem kurczaka, ponieważ często jest on suchy. W tym przypadku był on bardzo soczysty. Makaron sprężysty, zamarynowany w smacznym sosie. Warzywka jako dodatki spoko. Zakładam, że w restauracji nie zamówiłabym takiego dania, ale na konwencie? Dlaczego nie? Ciepłe, stosunkowo niedrogie, szybko podane przez miłą obsługę. Czego chcieć więcej?
A teraz  deser niespodzianka. Smaczny, bo słodki. Szybki deser dla niewymagających. Myślę, że  owoce w syropie ukryte w chrupiącym wafelku lepiej komponowały by się z prawdziwą bitą śmietaną, a nie tą sztuczna z aerozolu.
I tradycyjnie było kilka punktów, które pojawiają się zawsze na "rybnickich konwentach."  W Hidamari sushi jadłam na poprzednich konwentach.  Nie umywa się do Japan Sun, ale nie było to złe sushi. Bubble Tea Yappo też może polecić. Ich napój Pikachu bardzo mi smakował.  Następnym razem skuszę się też na ich bubble waffle. Do Herbaciarni tym razem też nie udało mi się zawitać. Pocieszam się myślą, że już niebawem zobaczymy się na kolejnym konwencje. Aicon nie ma  szczęścia.  W zeszłym roku przełożony był z powodu żałoby narodowej, a w tym z powodu epidemii koronawirusa. O tym co jeszcze można było zrobić na zeszłorocznym Tsuru możecie przeczytać tutaj.
ClaudiaMorningstar

środa, 8 stycznia 2020

Tsuru Japan Festival 2019

W zeszły weekend w Rybniku ruszyła już 7 edycja konwentu o Japonii. Tegorocznym motywem było Kodomo no Hi, czyli Japoński Dzień Dziecka. Dlatego w budynku były wywieszone koi-nobori, czyli rękawy wiatru jakie stosuje się na lotniskach, tylko te były w kształcie karpi koi. Czarny symbolizuje ojca, czerwony bądź pomarańczowy matkę, a niebieski najstarszego syna.
W taki oto sposób ozdobiono szatnię, kasy i drogę prowadzącą do pryszniców. W związku z tym, że konwent był dwu-dniowy zadbano o to, aby woda była dostępna i każdy mógł umyć się. Jest to bardzo ważne, ponieważ brak bieżącej wody+ dużą tłum= przykra śmierdząca niespodzianka. Kolejka do wejścia przebiegła szybko, sprawnie bez zbędnych niespodzianek. Bilety w dniu wydarzenia kosztowały odpowiednia: 60 złotych na oba dni, 50 złotych na sobotę i 10 na niedzielę. Bilety VIP w tym roku były bardzo drogie, więc zdecydowałam się na wersję tradycyjną. Każdy dostał bilet, który tym razem był gorszej jakości niż na Aiconie. Zwykły mały bilecik, niewodoodporny, który łatwo podrzeć.
Jak możecie zauważyć jest to program dwóch sal tematycznych z dwudziestu. Program był na prawdę różnorodny. Można było porozmawiać o seryjnych mordercach, chińskich bajkach czy koreańskich dramach. Myślę, że w takim wypadku każdy znalazłby coś dla siebie.
W związku z tym, że lubię "mroczną" tematykę nie mogłam się oprzeć porannemu niedzielnemu panelowi o "Japońskich i koreańskich mordercach." Wykład moim zdaniem był ciekawy, prowadzący dobrze się do niego przygotowali. Jak dla mnie nie dowiedziałam się nic nowego, ale przyjemnie spędziłam godzinną prelekcję. Chociaż godzina rozpoczęcia była zabójcza (8.00 w niedzielę).
Oczywiście nie można zapomnieć o salach interakcyjnych z grami planszowymi, na konsolę oraz karaokę. Osobiście podziwiam dziewczyny, które tańczyły na macie tanecznej. One to muszą mieć kondycję. Samo patrzenie na nie sprawiło, że się spociłam.  Chętni mogli także pograć na bębnach, zrobić swój własny kubek z gliny oraz wziąć turniej wiedzy o ninja. A dziewczyny z Milky Heroes wymiatały na scenie.
Było bardzo dużo wystawców. Można było bez problemu kupić mangę, gadżety z ulubionego anime czy smaczne przekąski. GinPol Korea oferujące koreańskie przekąski, gadżety czy kosmetyki ma swój sklep stacjonarny w Katowicach Nie ukrywam, że sama skusiłam się na batoniki marki KitKat, ale to na innym stanowisku.  Jeden o smaku kasztanów a drugi ziemniaka. Recenzja już niebawem. Punkt oferował także mochi, japońskie oranżady i inne dobroci.Na kolejnym konwencie z całą pewnością kupię więcej słodyczy i rysunek z "kawaii" grafiką. Do tej pory żałuję, że się nie przygarnęłam jednego lub dwóch do domu. I na pewno spróbuję japońskiej Coca-Cola clear. Jestem ciekawa czy na serio jest tak niedobra jak mówią.Mangi można było zakupić np. u Komiksiarnii, Yatta czy u prywatnych wystawców. Bardzo mi się podobało, że na niektórych stanowiskach można było płacić kartą, jestem osobą, która rzadko ma przy sobie gotówkę, więc bardzo podoba mi się takie rozwiązanie.Następnym razem planuję zapisać się na jakąś sesję zdjęciową. Mam plan zrobić fajne fotki.Z ciekawostek mogę dodać, że na konwencie zbierano fundusze dla podopiecznych fundacji Jestem głosem tych, którzy nie mówią. Bardzo fajna akcja.

Przyznajcie się kto z Was był na jakimś fajnym konwencie?
ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 30 grudnia 2019

Świąteczny Zlot Food Trucków w Żorach

Tuż przed Wigilią wszyscy są zajęci ubieraniem choinki, pieczeniem ciasteczek czy szykowaniem prezentów dla najbliższych. Dobrze, że świąteczne drzewko ubrałam na długo przed Świętami Bożego Narodzenia dzięki temu mogłam mini świątecznym jarmarkiem w Żorach.  
W Jiao Zi skusiłam się na dwa rodzaje azjatyckich pierożków na parze. W obydwu wersjach ciasto sprężyste, nie skleja się ani nie rozpada. Nie za grube ani nie za cienkie. Farsze bardzo smaczne, dobrze doprawione.Wieprzowina z krewetką wymiata (22 złote). Wołowina z selerem naciowym (20zł) również bardzo smaczna. Sos sojowy klasyczny, nie mam się do czego przyczepić, natomiast sos ostry był po prostu nie dobry. Uwielbiam ostre rzeczy a na nim się zawiodłam. Zupełnie mi nie smakował. Jak wprowadzą wersję pierożków na ostro z kimchi, takich które ostatnio jadłam na festiwalu azjatyckim to będę w 7 niebie!
Z kwestii dodatkowych bardzo podoba mi się wygląd food trucka, zarówno w środku jak i na zewnątrz bardzo ładnie się prezentuje. Nie ukrywam, że przyciąga uwagę. Dodatkowo podoba mi się, że wóz oferuje bambusowe stoliki z krzesełkami, gdzie możemy zjeść zakupione pierożki. Nadmienię, że Jiao zi zostało wybrane najlepszym food truckiem zlotu w Gdańsku. Szczerze? Nie dziwie się, bo pierożki były przepyszne. 
Przyznaje się, że bardzo lubię frytki, pewnie gdy się zestarzeję to z poziomem mojego cholesterol u nie będzie za ciekawie, ale na razie jestem młoda, więc się tym nie przejmuję. Za trzynaście złotych zjadłam całkiem smaczne frytki. Nie były to najlepsze frytki w moim życiu, ale nie mam za wiele im do zarzucenia. Chrupiące, chociaż moim zdaniem powinny być jeszcze bardziej wysmażone. Robione na bieżąco, więc były cieplutkie i "nierozmiękłe."  Za to sos andaluzyjski bardzo smaczny. Idealnie komponował się z smażoną przekąską. Bardzo przyjemne połączenie. Gdyby do swojego menu dodali zakręcone frytki to byłyby jeszcze lepiej. Najlepsze frytki z furgonetki jadłam chyba z Fabryki Frytek.
No i na koniec wizyta w Coffeinie, czyli wozie serwującym ciepłe i zimne napoje oraz ciasta i gofry. Skusiłam się na gorące napoje: kawę piernikową z czekoladą (10zł/300ml) oraz zimową herbatę (9zł/300ml). Idealne zakończenie dnia. Kawa była ciepła, rozgrzewająca od środka i smaczna, ze słodką domową bitą śmietaną. Ważny punk, ponieważ często się zdarza, że podawana jest najzwyklejsza bita śmietana ze sklepu. Herbata również przypadła mi do gustu. Dodatki takie jak goździki, sok malinowy i pomarańcza bardzo dobrze się komponują ze sobą. Co tu dużo mówić uwielbiam takie połączenie i uważam, że nie da się go popsuć. 
Na amerykańskich burgerach, węgierskich langoszach i kurtoszach nie byłam, może innym razem. Jak widać, jestem wielką fanką wszelkich rodzajów pierogów i frytek. 

Owszem może nie był to tak spektakularny jarmark jak ten w Katowicach, ale miał wszystko czego potrzeba takiemu wydarzeniu: smaczne jedzenie, można było się napić grzańca, zjeść pierniczka czy kupić ręcznie robione serwetki,  fałszujących kolędników a co najważniejsze tę atmosferę, która jest tak ważna podczas takich tematycznych festynów.  
ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 4 listopada 2019

Sushi Noriko 4You

W weekendy chodzę do szkoły. Zwykle nie robię sobie kanapek, ponieważ nie lubię jeść śniadań bardzo wcześnie rano. Zazwyczaj w takiej sytuacji idę do pobliskiej Żabki która jest dosłownie dwa metry od budynku w  którym się uczę. Zazwyczaj sięgam po bagietki  z  ostrym kurczakiem bądź kanapki z ciemnym pieczywem i tuńczykiem. Podczas oglądania zawartości lodówki moją uwagę przykuło coś innego. Nie wiedziałam, że ta sieć sklepów ma w swojej ofercie sushi. Podobnie jak ramen te danie stało się dość modne, więc gotowe boxy można spotkać wszędzie, a zarówno susharnie jak i ramenownie wyrastają jak grzyby po deszczu. 
Pierwsze co mnie zdziwiło to cena. Normalnie taki box kosztuje 9.99 złotych. Ja natomiast kupiłam go w promocji -50 % i zapłaciłam za niego 4.99. Skąd taka obniżka? Nie mam zielonego pojęcia pudełko było całe, nieuszkodzone, nieubrudzone, a data przydatności do spożycia długa.
Tak natomiast box prezentuje się w środku. Kawałki sushi, dodatki i drewniane pałeczki mają swoje miejsce w oddzielnych komorach. Całość jest szczelnie zafoliowana, więc nic się nie obraca ani nie zmienia swojego położenia. Box zawiera 4 futomaki: 2 ze śledziem marynowanym, 2 z paluszkiem surimi,  2x california roll z sałatką z paluszków surimi i 3x hosomaki z serem twarogowym z kawiorem z alg morskich. jednorazowe pałeczki, sos sojowy, imbir marynowane i sos chrzanowy o smaku wasabi. 
Nie wiem czy w Japoni je się sushi z marynowanym śledziem, ale ten rodzaj był wprost koszmarny. Ryba była po prostu niedobra i nie pasowała do ryżu i nori. Futomaki z paluszkiem krabowym to klasyka w gotowych zestawach, podobnie jak poprzednia wersja niesmaczna. California roll to kolejna porcja paluszków surimi tylko w tym przypadku bez alg a ryż obtoczony jest ziarnami amarantusa. Nieco lepsze od poprzedników. Hosomaki z serem twarogowym z kawiorem z alg był chyba najmocniejszym punktem tego zestawu, chociaż kawioru było tam tyle co kot napłakał. Co do ryżu o dziwo nie rozwalał się podczas nabierania kawałka, ale daleko mu było do ideału. Sos sojowy i imbir marynowany no cóż bardzo przeciętny, sos chrzanowy ostry ale myślę, że był czymś barwiony, aby miał ładniejszy kolor. Podsumowując nie kupię tego zestawu ponownie, a w wrócę do kanapek. Te wypadają o wiele lepiej. 

To jest kolejny test z serii gotowych zestawu sushi z marketu. Po inne eksperymenty jedzeniowe zapraszam tutaj: "Lucky Fish Unagi""Lucky Fish Oki""Marineo Sushi", "Sushinki",""Lucky Fish Yoko""Tokyo Sushi,"  "Sushi box Kiku," Lucky Fish Saido.
 ClaudiaMorningstar
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka