Strony

środa, 8 stycznia 2020

Tsuru Japan Festival 2019

W zeszły weekend w Rybniku ruszyła już 7 edycja konwentu o Japonii. Tegorocznym motywem było Kodomo no Hi, czyli Japoński Dzień Dziecka. Dlatego w budynku były wywieszone koi-nobori, czyli rękawy wiatru jakie stosuje się na lotniskach, tylko te były w kształcie karpi koi. Czarny symbolizuje ojca, czerwony bądź pomarańczowy matkę, a niebieski najstarszego syna.
W taki oto sposób ozdobiono szatnię, kasy i drogę prowadzącą do pryszniców. W związku z tym, że konwent był dwu-dniowy zadbano o to, aby woda była dostępna i każdy mógł umyć się. Jest to bardzo ważne, ponieważ brak bieżącej wody+ dużą tłum= przykra śmierdząca niespodzianka. Kolejka do wejścia przebiegła szybko, sprawnie bez zbędnych niespodzianek. Bilety w dniu wydarzenia kosztowały odpowiednia: 60 złotych na oba dni, 50 złotych na sobotę i 10 na niedzielę. Bilety VIP w tym roku były bardzo drogie, więc zdecydowałam się na wersję tradycyjną. Każdy dostał bilet, który tym razem był gorszej jakości niż na Aiconie. Zwykły mały bilecik, niewodoodporny, który łatwo podrzeć.
Jak możecie zauważyć jest to program dwóch sal tematycznych z dwudziestu. Program był na prawdę różnorodny. Można było porozmawiać o seryjnych mordercach, chińskich bajkach czy koreańskich dramach. Myślę, że w takim wypadku każdy znalazłby coś dla siebie.
W związku z tym, że lubię "mroczną" tematykę nie mogłam się oprzeć porannemu niedzielnemu panelowi o "Japońskich i koreańskich mordercach." Wykład moim zdaniem był ciekawy, prowadzący dobrze się do niego przygotowali. Jak dla mnie nie dowiedziałam się nic nowego, ale przyjemnie spędziłam godzinną prelekcję. Chociaż godzina rozpoczęcia była zabójcza (8.00 w niedzielę).
Oczywiście nie można zapomnieć o salach interakcyjnych z grami planszowymi, na konsolę oraz karaokę. Osobiście podziwiam dziewczyny, które tańczyły na macie tanecznej. One to muszą mieć kondycję. Samo patrzenie na nie sprawiło, że się spociłam.  Chętni mogli także pograć na bębnach, zrobić swój własny kubek z gliny oraz wziąć turniej wiedzy o ninja. A dziewczyny z Milky Heroes wymiatały na scenie.
Było bardzo dużo wystawców. Można było bez problemu kupić mangę, gadżety z ulubionego anime czy smaczne przekąski. GinPol Korea oferujące koreańskie przekąski, gadżety czy kosmetyki ma swój sklep stacjonarny w Katowicach Nie ukrywam, że sama skusiłam się na batoniki marki KitKat, ale to na innym stanowisku.  Jeden o smaku kasztanów a drugi ziemniaka. Recenzja już niebawem. Punkt oferował także mochi, japońskie oranżady i inne dobroci.Na kolejnym konwencie z całą pewnością kupię więcej słodyczy i rysunek z "kawaii" grafiką. Do tej pory żałuję, że się nie przygarnęłam jednego lub dwóch do domu. I na pewno spróbuję japońskiej Coca-Cola clear. Jestem ciekawa czy na serio jest tak niedobra jak mówią.Mangi można było zakupić np. u Komiksiarnii, Yatta czy u prywatnych wystawców. Bardzo mi się podobało, że na niektórych stanowiskach można było płacić kartą, jestem osobą, która rzadko ma przy sobie gotówkę, więc bardzo podoba mi się takie rozwiązanie.Następnym razem planuję zapisać się na jakąś sesję zdjęciową. Mam plan zrobić fajne fotki.Z ciekawostek mogę dodać, że na konwencie zbierano fundusze dla podopiecznych fundacji Jestem głosem tych, którzy nie mówią. Bardzo fajna akcja.

Przyznajcie się kto z Was był na jakimś fajnym konwencie?
ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 30 grudnia 2019

Świąteczny Zlot Food Trucków w Żorach

Tuż przed Wigilią wszyscy są zajęci ubieraniem choinki, pieczeniem ciasteczek czy szykowaniem prezentów dla najbliższych. Dobrze, że świąteczne drzewko ubrałam na długo przed Świętami Bożego Narodzenia dzięki temu mogłam mini świątecznym jarmarkiem w Żorach.  
W Jiao Zi skusiłam się na dwa rodzaje azjatyckich pierożków na parze. W obydwu wersjach ciasto sprężyste, nie skleja się ani nie rozpada. Nie za grube ani nie za cienkie. Farsze bardzo smaczne, dobrze doprawione.Wieprzowina z krewetką wymiata (22 złote). Wołowina z selerem naciowym (20zł) również bardzo smaczna. Sos sojowy klasyczny, nie mam się do czego przyczepić, natomiast sos ostry był po prostu nie dobry. Uwielbiam ostre rzeczy a na nim się zawiodłam. Zupełnie mi nie smakował. Jak wprowadzą wersję pierożków na ostro z kimchi, takich które ostatnio jadłam na festiwalu azjatyckim to będę w 7 niebie!
Z kwestii dodatkowych bardzo podoba mi się wygląd food trucka, zarówno w środku jak i na zewnątrz bardzo ładnie się prezentuje. Nie ukrywam, że przyciąga uwagę. Dodatkowo podoba mi się, że wóz oferuje bambusowe stoliki z krzesełkami, gdzie możemy zjeść zakupione pierożki. Nadmienię, że Jiao zi zostało wybrane najlepszym food truckiem zlotu w Gdańsku. Szczerze? Nie dziwie się, bo pierożki były przepyszne. 
Przyznaje się, że bardzo lubię frytki, pewnie gdy się zestarzeję to z poziomem mojego cholesterol u nie będzie za ciekawie, ale na razie jestem młoda, więc się tym nie przejmuję. Za trzynaście złotych zjadłam całkiem smaczne frytki. Nie były to najlepsze frytki w moim życiu, ale nie mam za wiele im do zarzucenia. Chrupiące, chociaż moim zdaniem powinny być jeszcze bardziej wysmażone. Robione na bieżąco, więc były cieplutkie i "nierozmiękłe."  Za to sos andaluzyjski bardzo smaczny. Idealnie komponował się z smażoną przekąską. Bardzo przyjemne połączenie. Gdyby do swojego menu dodali zakręcone frytki to byłyby jeszcze lepiej. Najlepsze frytki z furgonetki jadłam chyba z Fabryki Frytek.
No i na koniec wizyta w Coffeinie, czyli wozie serwującym ciepłe i zimne napoje oraz ciasta i gofry. Skusiłam się na gorące napoje: kawę piernikową z czekoladą (10zł/300ml) oraz zimową herbatę (9zł/300ml). Idealne zakończenie dnia. Kawa była ciepła, rozgrzewająca od środka i smaczna, ze słodką domową bitą śmietaną. Ważny punk, ponieważ często się zdarza, że podawana jest najzwyklejsza bita śmietana ze sklepu. Herbata również przypadła mi do gustu. Dodatki takie jak goździki, sok malinowy i pomarańcza bardzo dobrze się komponują ze sobą. Co tu dużo mówić uwielbiam takie połączenie i uważam, że nie da się go popsuć. 
Na amerykańskich burgerach, węgierskich langoszach i kurtoszach nie byłam, może innym razem. Jak widać, jestem wielką fanką wszelkich rodzajów pierogów i frytek. 

Owszem może nie był to tak spektakularny jarmark jak ten w Katowicach, ale miał wszystko czego potrzeba takiemu wydarzeniu: smaczne jedzenie, można było się napić grzańca, zjeść pierniczka czy kupić ręcznie robione serwetki,  fałszujących kolędników a co najważniejsze tę atmosferę, która jest tak ważna podczas takich tematycznych festynów.  
ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 4 listopada 2019

Sushi Noriko 4You

W weekendy chodzę do szkoły. Zwykle nie robię sobie kanapek, ponieważ nie lubię jeść śniadań bardzo wcześnie rano. Zazwyczaj w takiej sytuacji idę do pobliskiej Żabki która jest dosłownie dwa metry od budynku w  którym się uczę. Zazwyczaj sięgam po bagietki  z  ostrym kurczakiem bądź kanapki z ciemnym pieczywem i tuńczykiem. Podczas oglądania zawartości lodówki moją uwagę przykuło coś innego. Nie wiedziałam, że ta sieć sklepów ma w swojej ofercie sushi. Podobnie jak ramen te danie stało się dość modne, więc gotowe boxy można spotkać wszędzie, a zarówno susharnie jak i ramenownie wyrastają jak grzyby po deszczu. 
Pierwsze co mnie zdziwiło to cena. Normalnie taki box kosztuje 9.99 złotych. Ja natomiast kupiłam go w promocji -50 % i zapłaciłam za niego 4.99. Skąd taka obniżka? Nie mam zielonego pojęcia pudełko było całe, nieuszkodzone, nieubrudzone, a data przydatności do spożycia długa.
Tak natomiast box prezentuje się w środku. Kawałki sushi, dodatki i drewniane pałeczki mają swoje miejsce w oddzielnych komorach. Całość jest szczelnie zafoliowana, więc nic się nie obraca ani nie zmienia swojego położenia. Box zawiera 4 futomaki: 2 ze śledziem marynowanym, 2 z paluszkiem surimi,  2x california roll z sałatką z paluszków surimi i 3x hosomaki z serem twarogowym z kawiorem z alg morskich. jednorazowe pałeczki, sos sojowy, imbir marynowane i sos chrzanowy o smaku wasabi. 
Nie wiem czy w Japoni je się sushi z marynowanym śledziem, ale ten rodzaj był wprost koszmarny. Ryba była po prostu niedobra i nie pasowała do ryżu i nori. Futomaki z paluszkiem krabowym to klasyka w gotowych zestawach, podobnie jak poprzednia wersja niesmaczna. California roll to kolejna porcja paluszków surimi tylko w tym przypadku bez alg a ryż obtoczony jest ziarnami amarantusa. Nieco lepsze od poprzedników. Hosomaki z serem twarogowym z kawiorem z alg był chyba najmocniejszym punktem tego zestawu, chociaż kawioru było tam tyle co kot napłakał. Co do ryżu o dziwo nie rozwalał się podczas nabierania kawałka, ale daleko mu było do ideału. Sos sojowy i imbir marynowany no cóż bardzo przeciętny, sos chrzanowy ostry ale myślę, że był czymś barwiony, aby miał ładniejszy kolor. Podsumowując nie kupię tego zestawu ponownie, a w wrócę do kanapek. Te wypadają o wiele lepiej. 

To jest kolejny test z serii gotowych zestawu sushi z marketu. Po inne eksperymenty jedzeniowe zapraszam tutaj: "Lucky Fish Unagi""Lucky Fish Oki""Marineo Sushi", "Sushinki",""Lucky Fish Yoko""Tokyo Sushi,"  "Sushi box Kiku," Lucky Fish Saido.
 ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 28 października 2019

3 azjatyckie kultowe horrory na Hallowen wersja 2019

Lubię Halloween. Nie obchodzę tego święta jakoś szczególnie. W związku z tym, że dzień później jeżdżę na groby zwykle nie chodzę na imprezy tematyczne a ten dzień spędzam go przed telewizorem z tematycznymi smakołykami. Lubię horrory, więc postanowiłam po raz kolejny zrobić listę z trzema propozycjami filmów, które warto obejrzeć nie tylko w "Święto Duchów," zestawienie, które polecałam niecałe dwa lata temu możecie zobaczyć tutaj.  
The Eye 2

Joey Cheng została rzucona przez swojego chłopaka z Hong Kongu Sama, przez co stara się popełnić samobójstwo, jednak nieskutecznie. Gdy dowiaduje się, że jest w ciąży, postanawia zostać przy życiu. Jednak po próbie samobójstwa Joey widzi duchy. 

Bardzo dobra fabuła. Doskonała gra aktorska "Joey". Doskonała scena na przystanku autobusowym, gdzie główna bohaterka spotyka się duchem matki i syna. Plus za wykorzystywanie charakterystycznego motywu reinkarnacji. Jestem pewna, że The Eye 2 spodoba się miłośnikom horroru, który czerpie z thrillera oraz dramatu.
Wiolonczela

Mi-ju, spokojna nauczycielka muzyki przeżyła makabryczny wypadek samochodowy, w którym zginęła jej najlepsza przyjaciółka. Wspomnienia tego wydarzenia zamiast z czasem blaknąć powracają i uporządkowane życie młodej kobiety zamienia się w koszmar. Co gorsza wygląda na to, że mroczna i zła siła obrała jej rodzinę za swój cel. Dopóki Mi-ju nie znajdzie sposobu, żeby ją powstrzymać, nikt nie jest bezpieczny...

Dobry horror z elementami dramatu z wiolonczelą w roli głównej. Ciekawa fabuła, kilka dobrych zwrotów akcji a zakończenie na prawdę robi wrażenie. Film o dziwo z bardzo dobrym i jasnym przesłaniem. 
 Bloody Reunion

Pani Park to była nauczycielka, która jest schorowana i porusza się na wózku inwalidzkim. W pustym domu położonym nad brzegiem morza, pomaga jej dawna uczennica Mi-ja, która po śmierci swojej matki została przygarnięta przez panią Park. Kobiety zaczynają się szykować do wizyty byłych uczniów Pani Park. Zjawia się Se-ho wraz z narzeczoną Eun-young, buntowniczy Myung-ho i sympatyczny, utykający na nogę Dal-bong, seksowna Sun-hee oraz nieśmiały, zamknięty w sobie Jung-won. Powitaniom nie ma konca, wszyscy wspominają szkolne czasy. Jednak w miarę upływu czasu, klimat staje się nieprzyjemny i kłopotliwy. Okazuje się, że Pani Park nie była dobrą nauczycielką, a jej uczniowie nie przybyli tylko w odwiedziny.

Typowy slasher w wersji azjatyckiej bez wątków paranormalnych. Na pewno mogę go polecić fanom gore, krwi oraz wymyślnych scen tortur.. Dobra gra aktorska i spójnie poprowadzona historia. Jest mniej schematyczny niż amerykańskie wersje tego gatunku. Zakończenie dość zaskakujące, co myślę, że jest normą w południowo-azjatyckich horrorach.

Planujecie coś szczególnego w Halloween? Czy spędzicie ten dzień klasycznie przed telewizorem?
ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 21 października 2019

Festiwal Azjatycki

Lubię festiwale, chętnie na nie jeżdżę. Jest to okazja do dobrego spędzenia czasu z przyjaciółmi, wyrwania się z domu czy zjedzenia nowych nieznanych dotąd potraw.  W moim mieście rodzinnym rzadkością są tego typu imprezy, żeby spróbować czegoś innego trzeba jechać do metropolii. W Katowicach bywam często i chętnie, ponieważ stolica województwa Śląskiego obfituje w szereg imprez kulturalnych. Jest tam także Filharmonia Śląska, gdzie chętnie jeżdżę na polskie i zagraniczne koncerty oraz niszowe kina, gdzie wyświetlają filmy z Korei, Japonii czy Indii. W Galerii Szyb Wilsona, gdzie odbywał się jednocześnie  Festiwal Azjatycki oraz  Festiwal Piwa, Wina i Cydru byłam po raz pierwszy. Zdziwiłam się nieco, ponieważ obiekt położony jest na konkretnym zadupiu. Z centrum jedzie się dwadzieścia minut, ale autobusy są w miarę częste a przystanek autobusowy jest położony tuż obok interesującego nas obiektu.
Prawda jest taka, że uwielbiam wszelako rozumianą kuchnię chińską, więc gdy zobaczyłam pierwsze stoisko dostałam małpiego rozumu, chciałam spróbować wszystkiego z tego stoiska. Kij z tym, że dalej były inne pyszności na które nie miałam już miejsca. Mała rada: najpierw zobaczcie co stoiska mają do zaoferowania, a dopiero później idźcie kupować. To duże stoisko oferowało zupę pho, kalmary w cieście, chrupiące krewetki, mochi i różne pierożki. Sama skusiłam się na pięć różnych potraw. Chrupiąca krewetka (5zł) była nieziemska. Pikantna a jednocześnie chrupiąca i soczysta.  Babo bao (5zł), czyli wietnamska buła z mięsem w smaku bardzo podobna do naszych pampuchów tylko, że ta akurat miała w sobie mięso.  Uwaga, żeby się nie oparzyć, ponieważ była bardzo gorąca.  Fresh rolls (5zł), czyli  sajgonka na zimno bez smażenia bardzo dobrze komponowała się z ostrym, chociaż nieco chemicznym sosem. Także dobra pozycja, chociaż myślę, że gdyby krewetki nie było gotowane a smażone to smażone to smakowałoby to lepiej. Bułeczki na słodko (5zł- 2 sztuki) były wyborne. Kształtem, wyglądem i kolorem cieszyły oko a dodatkowo były bardzo smaczne. Nadzienie o smaku czerwonej fasoli wyborne. Nie bardzo słodkie, bardzo dobrze nadaje się na deser. I na koniec banh gio, czyli pyza ryżowa z mięsem, grzybami mun. Ta potrawa nie przypadła mi do gustu, bo o ile farsz był smaczny to sama pyza mi nie smakowała. Była po prostu bez smaku, konsystencja też mnie nie zachwyciła. Za to bardzo podoba mi się to podanie w liściu. Robi duże wrażenie. Bardzo efektywne opakowanie.
Jako fanka pierogów pierogów nie mogłam się na nie nie skusić. Zdecydowałam się na cztery sztuki: kurczaka na ostro, pierożka dim sum z krewetkami, z kimchi na ostro i z wołowiną na ostro. Zapłaciłam za nie 12 złotych. Dodatkowo sos ostry i sojowy był gratis. O pierożkach co tu dużo mówić. Nie wiem czy były one robione na miejscu czy kupne i gotowane, ale były na serio bardzo smacznie. Nie rozwalały, a ciasto było delikatne i sprężyste. Farsze soczyste i odpowiednio doprawione. Przyznam się szczerze, że bardzo mi smakowały. Jeśli będą one na wege festiwalu w wersji bezmięsnej to ponownie się na nie skuszę.
Dla miłośników kpopu było także stoisko z płytami, zeszytami, przypinkami itp. z koreańskimi gwiazdami. Można było kupić także japońskie gotowe paczkowane słodycze takie jak mochi,  oranżady ramune, fantę w niespotykanych w Polsce smakach czy koreański instant ramen. Jeśli jesteście ciekawi jak azjatyckie instant noodles różnią się od naszych zupek chińskich to zapraszam tutaj.

Jak widzicie zakres kuchni jest ogromny. Jedna osoba nie jest w stanie tego wszystkiego zjeść, ani nawet spróbować po małym gryzie. Moim zdaniem organizatorzy zadbali o różnorodność, więc zarówno mięsożercy czy weganie znajdą coś tu dla siebie. Mamy zarówno turecką baklawę, smaki Persji czy gruzińskie chlebki z jajkiem. Widziałam także kuchnię chińską, japońską, wietnamską czy koreańską. Kupiłam kimczi na którymś ze stanowisk i było po prostu niedobre. Cena nie była wysoka, ponieważ zapłaciłam 8 złotych, ale za tą cenę wolałabym się skusić na kawałek ciasta, baklawy czy jeszcze kilka pierogów. 
W przedsionku było tylko jedno stoisko oferujące bubble tea kawę czy bubble waffle.  Osobiście na nic nie miałam ochoty, więc się nie zdecydowałam. Prawda jest taka, że nie jestem olbrzymią fanką butelkowanego alkoholu. Po prostu wolę słodkie drinki przygotowane przez barmana, więc zdjęć drugiej części festiwalu dla dorosłych nie posiadam.  
Natomiast na zewnątrz były dwa food trucki. Jeden Sushi People, który jak nazwa wskazuje miał w swojej ofercie różne zestawy sushi oraz Shinobi Ramen, który sprzedawał ramen. Tutaj również nie udało mi się zjeść, ponieważ nie miałam już miejsca w brzuchu. A to dziwne, bo zawsze jestem głodna. Czyżby te pierogi były aż tak bardzo sycące?
Oprócz różnych przysmaków można było podziwiać różne obrazy, niezwykłe instalacje czy schody. Tak dobrze widzicie, kolorowe schody z różnymi scenkami zrobiły na mnie duże wrażenie.  Już 9.11 -10.11 ma odbyć się Wege Festiwal Silesia i Babski targ/Ekopiękno na który zamierzam się wybrać. Bo o ile wegetarianką ani tym bardziej weganką nie jestem ani nigdy nie zostanę to bardzo lubię poznawać nowe smaki. Po cichu liczę na pikantne pierogi z kimczi czy tofucznik z matchą.

ClaudiaMorningstar 
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka