Strony

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Czy napoje alkoholowe od Suntory są warte swojej ceny?

Moja koleżanka była w Japonii. Poprosiłam ją o kupno kilku rzeczy, jeśli starczy jej miejsca w bagażu. Udało mi się i  wkrótce po jej przylocie do Polski w moje ręce trafiła średniej wielkości paczuszka wypełniona puszeczkami i batonikami. 
KitKat to moja miłość. Uwielbiam ich japońskie warianty smakowe. Jest ich ponad 400 różnych rodzajów. Nie miałam okazji zjeść nawet 1/10. Dlatego gdy pojawia się okazja testowania nowych wersji to chętnie się zgłaszam. Tym razem padło na opcję Mont Blanc, czyli po prostu deseru o smaku kasztana. Bardzo lubię oryginalne danie. Jest fenomenalne, więc nie urywam, że ucieszyłam gdy je dostałam. Paczka liczy 10 mini batoników, a każdy z nich jest oddzielnie zapakowany. Dobry wybór dla tych, którzy nie chcą zjeść wszystkie na raz. Jasny wafelek oblany jasną polewą. Nieco grubszy od klasycznej "mini" wersji. Słodkie w smaku, ale nie przesłodzone. Z mocno orzechowym posmakiem. Jedne z lepszych, które jadłam, ale i tak przegrywają ze smakiem pomarańcza z czekoladą. 
Napoje Suntory znam bardzo dobrze. Sączyłam je podczas mojej podróży po Japonii i nie ukrywam, że mi zasmakowały. Niestety w Polsce są niedostępne, więc trzeba sobie radzić w inny sposób. Z ciekawostek dodam, że niektóre warianty smakowe kupicie bez problemu w Korei. Smak brzoskwiniowy piłam chyba najczęściej. Nic dziwnego, napój jest przepyszny. Słodki z wyczuwalnym smakiem owocu. Mocno gazowany. Najlepiej smakuje schłodzony. Alkohol praktycznie nie wyczuwalny.
Bar Pomum to linia drinków od Suntory, która ma odtworzyć koktajle barowe w domowym zaciszu. Dostałam najpopularniejszą wersję: o smaku czarnej porzeczki (cassis) i winogrono. Mocniejszy od poprzednika za sprawą wyższej ilości alkoholu w puszcze (6%). Łatwo się go piję. Smak głęboki,bogaty. Porzeczka dominuje cały napój. Zapachu intensywnie winogronowy, niczym wino. Słodki sam w raz. Nazwa zobowiązuje, delektowałam się tym drinkiem niczym w barze.
I ostatni produkt, który znalazłam w paczuszkę to drink o smaku cassis i pomarańczy. Smakuje identycznie jak sok multiwitamina. Delikatnie gazowy. Głęboka, soczysta słodycz pomarańczy i słodko-kwaśny smak czarnej porzeczki idealnie się równoważą. Jest słodki i orzeźwiający. Dzięki niskiej zawartości (3%) alkoholu jest on niewyczuwalny w napoju. 

Część produktów znałam, inne próbowałam po raz pierwszy. Wszystko mi smakowało. Ubolewam nad tym, że nie ma możliwości kupna tych drinków w Polsce. Nie spotkałam się z nimi ani w sklepach z importowanymi produktami ani w japońskich restauracjach czy pubach. Myślałam, żeby zamówić je z zagranicy ale niestety koszta są wysokie. Z finansowego punku jest to po prostu nieopłacalne. Za to Kit Kat Mini Mont Blanc kupicie bez najmniejszego problemu.
 
ClaudiaMorningstar 

piątek, 28 sierpnia 2026

Min's table- czy to najlepsza koreańska restauracja w Poznaniu?

Prawda jest taka, że w Poznaniu poznałam kilka nowych miejsc. Zaczynając od OVO Pracownia, która jest cukiernią o przepięknym wnętrzu, miłej obsłudze, przepysznych monoporcjach. Dawno nie jadłam tak smacznego deseru. Poprzez japońskie restauracje Haikara i Kyōei Sanraku Matcha House. Kończąc na CANDY, barze utrzymanym w słodkim stylu.
Menu krótkie liczące dosłownie kilka pozycji. Jestem ciekawa czy wkrótce powróci ich "zimowa wkładka". Skusiłam się na zestaw kimbap spicy pork set oraz kimchi guk (35zł). W duecie jest taniej, ale każdą z pozycji można zamówić "solo". Kimbap standardowej wielkości. Z dużą ilością warzyw i soczystej wieprzowiny w pikantnym sosie. Posypany sezamem. Zupa mocno rozgrzewająca, pikantna o nieco pomidorowym posmaku. Kwaśna. Z dużą ilością tofu i kimchi. Idealna na mroźniejszą porę. Teokbokki rose (24zł) przepyszne. Bardziej kremowe i mniej pikantne niż klasyczna wersja. Duże kluseczki pokryte roztopionym żółtym serem. A do picia Maesil Ade (12zł). Cieplutki i słodko-kwaśny napar, z wyczuwalnym smakiem zielonych śliwek. Jedzenie smakuje prawie jak w Seulu. A zgodnie z koreańskim zwyczajem woda za darmo. Bardzo dobrze wydane 71zł. Muszę także pochwalić kelnerkę. Była miła, uśmiechnięta, aż nie chciało się wychodzić. Życzyła mi także "przyjemności". Jakaś nowa moda dotarła z Warszawy do Poznania. 
Min's Table to restauracja, którą znają chyba wszyscy. Oszczędna w ozdobach, jasna z dużą ilością drewna i z koreańską muzyką w tle. Niewielki lokal połączony wspólnym korytarzem i toaletą z inną restauracją Kim Chi Ken. Obie należą do jednej właścicielki, a w stolikach przed budynkiem można się delektować potrawami z dwóch różnych miejsc. To super rozwiązanie dla osób, które nie mogą się zdecydować czy wolą zjeść smażonego kurczaka czy kimbap. Osobiście uważam, że jest to jedno z lepszych miejsc z kuchnią koreańską w Poznaniu a ich "rose tteokbokki" są najlepsze w kraju. Warto wpaść, gdy będziecie w okolicy.
 
ClaudiaMorningstar 

środa, 26 sierpnia 2026

Kyōei Sanraku Matcha House w Poznaniu

Za Kyōei Sanraku Matcha House odpowiadają właściciele Madary, ramenowni, która ma swoje oddziały w Katowicach a od niedawna także w Poznaniu. Mają super kluski, w takim tradycyjnym wydaniu, więc jeśli będziecie w okolicy to wybierzcie się do niej na obiad. Z całą pewnością wyjdziecie stamtąd zadowoleni.
Do herbaciarni miałam lekki problem trafić. Minęłam ją dwa razy i nie zauważyłam oznaczenia nazwy lokalu. Jest zaraz obok Madary, szukajcie drewnianej rzeźby przed wejściem.
Oprócz jedzenia klienci mogą kupić przepiękne ceramiczne wyroby takie jak czarki i miseczki oraz drewniane akcesoria do przyrządzenia matchy.
Lokal bardzo duży, dwupoziomowy. Samo wnętrze jest doskonale zaprojektowane. Widać, że architekt wykonał kawał dobrej roboty. Króluje drewno i minimalizm. Chyba nie widziałam w Polsce tak klimatycznej herbaciarni. Klienci mogą usiąść przy klasycznych stolikach, które mieściły się na tatami albo tradycyjnych europejskich. Możecie wybrać. Pamiętajcie tylko, ze na japońskich matach siedzimy bez obuwia. 
Po krótkiej chwili miła kelnerka przyniosła moje zamówienie. Biorąc przykład z japońskich kawiarni na początek otrzymałam wilgotne chusteczki do przemycia rąk. Cudowne rozwiązanie, z którym rzadko się spotykam w Polsce. Na początek zamówiłam onigiri z krewetką w tempurze (24zł). Soczysta chrupiąca krewetka, świeży i dobrze ugotowany ryż. Jedno z lepszych, które jadłam. Sando boczniak w panku (39zł) smaczne, chociaż nie do końca byłam z niego zadowolona. Chleb nie był taki puszysty jak powinien, został także za cienko pokrojony i był zbyt chrupiący. Zdziwiła mnie także forma podania, nigdy nie spotkałam się z podaniem nieprzekrojonego sando "na pół". Farsz bardzo dobry, nie żałowało go a boczniaki w panko były chrupiące. To będzie dobry wybór dla tych, którzy nie poszukują tradycyjnego "sando," w innym przypadku mogą być rozczarowani. Śniadanie było gorące, przygotowane na świeżo. Nie mogłam odmówić sobie niewielkiego deseru. Do wyboru gości były lody, kakigōri i różne słodkie wypieki. Wahałam się pomiędzy ptysiem a canelé (13zł). Oczywiście wszystko z dodatkiem matcha. Wybór był trudny ale ostatecznie  wybrało małe francuskie ciasteczko. Bardzo smaczne. Miękkie w środku i chrupiące na zewnątrz. Nie za słodkie, ale z wyczuwalnym posmakiem sproszkowanej zielonej herbaty. Idealnie pasowało do mojej senchy z wiśnią "sakura" (14zł). Fenomenalna w smaku, zaparzona w odpowiedniej temperaturze, podana w pięknym imbryczku. Ogólnie cała zastawa była bardzo dobrze przemyślana. Cieszyła oko a jedzenie prezentowało się na prawdę apetycznie. Cena myślę, że również była w porządku, ponieważ za całość zapłaciłam 90zł.
Zwykle nie robię zdjęć toalet, ale nie mogłam się potrzymać. Nawet ona była utrzymana w klimacie sal. Dodatki drewniane, surowe ściany, prawie zero szpecącego plastiku. Płyn do dezynfekcji deski, krem pielęgnacyjny, żel do mycia rąk. Nawet znalazła się "różowa skrzyneczka" dla kobiet. Bardzo czysto. A i sedes podgrzewany, aż chce się powiedzieć: "Marian, tu jest jakby luksusowo". 
 
ClaudiaMorningstar 

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Haikara w Poznaniu- kochajmy knajpy, bo tak szybko odchodzą

Pochlebne opinie o  Haikarze słyszałam od dawna. Niestety do Poznania wyjątkowo mi nie po drodze, więc wizyta w niej ciągle była przekładana. Okazało się, ze właściciel w niedalekiej przyszłości planuje wrócić na stałe do Japonii i oddać swoje dzieło w inne ręce. Wiedziałam, że w takim przypadku podczas mojej sierpniowej podróży na koncert Within Temptation, który odbył się w ramach Rockowizny 2026 muszę się tam wybrać.
Na danie główne zdecydowałam się na gyudon (42zł). Cieniutkie plastry miękkiej wołowiny w słodkim sosie w otoczeniu skarmelizowanej cebuli to coś co lubię. Ryż był idealnie ugotowany. Yuzu sour (26zł) to dobra pozycja dla osób, którzy są fanami lżejszych drinków. Przyjemny napój z dodatkiem cytrusowej nuty. 
 Karaage potato (25zł) to całkiem solidna przystawka. Duże kawałki dobrze doprawionego soczyste kurczaka w towarzystwie chrupiących frytek, którym przydałoby się odrobina soli. 
Harumaki (20zł), o których można powiedzieć, że jest to japoński odpowiednik sajgonek bardzo przypały mi do gustu. Chrupiące ruloniki ciasta, które skrywają w sobie dużo warzywnego farszu. Bardzo gorące, więc trzeba uważać, żeby się nie poparzyć. Jedynie co się mogę "przyczepić" do przystawek to forma ich podania. Nie prezentują się estetycznie w żelaznych pojemniczkach. O wiele lepiej wyglądały na talerzykach o podobnych designu co miska do gyudon. Za 113 zł dostaniemy całkiem pokaźną porcję smacznego jedzenia. Chciałabym się wybrać na takoyaki bądź omuraisu  ale wiem, że już nie zdążę. 
Lokal jest niewielki a swoim wyglądam przypomina bar z ramenem, w którym je się przy długim blacie siedząc na wysokich stołach. Klasycznych stolików brak. Właściciel, który jednocześnie zbiera nasze zamówienie jak, je przygotowuje oraz wydaje jest bardzo miłą i ciepłą osobą. Dzięki otwartej kuchni możemy podpatrzeć przygotowanie naszych potraw oraz napoi. Jeśli będziecie w niedalekiej przyszłości to wybierzcie się, bo wkrótce nie będziecie mieli okazji. Szkoda, że na mapie Poznania zniknie japońska knajpa, która serwowała coś innego niż ramen czy sushi. 
 
ClaudiaMorningstar

sobota, 22 sierpnia 2026

KOSE Clear Turn Keana Komachi - Maseczki z ekstraktem z fermentowanego ryżu i CICA do nawilżenia i wygładzenia skóry

Maseczki w Donki kupiłam w ilości hurtowej. Powód jest dziecinnie prosty. W Japonii są one dużo tańsze niż w Polsce i jest ich po prostu większy wybór. Można je kupić praktycznie wszędzie: w drogeriach, w aptekach czy w hipermarketach. 
 
Powstał we współpracy z popularną ilustratorką Yasuną. Formuła z ekstraktem z fermentowanego ryżu i CICA zapewnia podwójną pielęgnację suchej skóry, porów widocznych z powodu sebum oraz szorstkiej skóry. Przywraca równowagę nawilżenia i natłuszczenia skóry, zapewniając gładką, porcelanową cerę o wyrafinowanej fakturze.
 
Skład: Water, BG, DPG, Glycerin, Rice Bran Extract, Fermented Rice Filtrate, Centella Asiatica Leaf Extract, Houttuynia Cordata Extract, Disodium EDTA, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, PEG-50 Hydrogenated Castor Oil Isostearate, Isotridecyl Isononanoate, Carbomer, Triethylhexanoin, Malic Acid, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Fragrance.
Opakowanie jest bardzo urocze. Nic dziwnego, ze mi się podobają. w końcu japońska ilustratorka Yasuna odwaliła kawał dobrej roboty. Jej ilustracje są delikatne i dopracowane mimo lekkiej kreski. W paczce mieści się 7 sztuk produktu. Dzięki sprytnemu zamknięciu płachty nie wysychają po otwarciu. Wykonane są z grubej bawełny. Dobrze nasączonej esencją. Pachną delikatnie, kwiatowo. Przyjemnie dla nosa. Podobnie jak w maseczkach od Keana nie trzeba jej trzymać długo na sobie. Wystarczy tylko 8 minut. Sprawdzą się podczas szybkich przygotowań przed pracą bądź niespodziewaną imprezą. Po użyciu skóra jest miększa i wygląda na bardziej nawodnioną. Zaczerwienienia widocznie jaśniejsze. Cena jest także niewątpliwą zaletą. Nie są drogie, nawet jeśli chcielibyśmy sprowadzić je z zagranicy.
 
ClaudiaMorningstar 

czwartek, 20 sierpnia 2026

Ishizawa-Lab Nadeshiko Tightening Mask

Kosmetyki były na mojej liście "pamiątek", które postanowiłam przywieźć z Japonii. Słyszałam, że maski Keana Nadeshiko Tightening idealnie sprawdzają się do skóry mieszanej, wiec postanowiłam je przetestować biorąc pod uwagę, że cena była niska.
Opis produktu: Keana Nadeshiko Tightening Mask to japońska maska w płachcie o działaniu ściągającym i matującym, stworzona z myślą o skórze z widocznymi porami, nadmiarem sebum i nierówną teksturą. Formuła pomaga odświeżyć cerę, wygładzić jej powierzchnię oraz ograniczyć błyszczenie skóry, pozostawiając ją bardziej gładką, czystą i komfortową.
 
Sposób użycia: Po oczyszczeniu skóry nałóż maskę na twarz i dopasuj do jej konturów. Pozostaw na około 5 minut, następnie zdejmij maskę i delikatnie wklep resztę esencji w skórę.
 
Składniki: Water, glycerin, pG, ethanol, cucumber fruit extract, loofah/leaves/stem extract, sodium hyaluronic acid hydrolyzed collagen, turtle flower extract, roman chamisle flower extract, rosemary leaf extract, rosemary leaf extract, rooibos extract, hammeris leaf extract, token soda flower extract, goat blossom extract, Flower/Leaf/Stem Extract, Fuyubo Daiju Flower Extract, Cypulus Extract, Arnica Flower Extract, Cizarus Leaf / Stem Extract, Zenia Oyster Extract, Parietalia Extract, Parisian Oyster Extract, Glyceryl Glucoside, (Styrene/VP) Copolymer, BG, Menthxypropandiol, PEG-60 Waterborne Castor Oil, PEG-60 Aquasantigum, Xantine Tankum, Citric Acid, Citric Sodium acid, phenoxyethanol, methylparaben.
 
Po nałożeniu na skórę natychmiast odczujemy chłodzący efekt. Po zdjęciu maseczki moja skóra była zauważalnie świeższa i lekko napięta. Cera wyglądała na gładszą. Pachnie zielonym ogórkiem, zapach jest bardzo orzeźwiający. Bardzo podoba mi się, że nie trzeba długo jej trzymać. Wystarczy tylko pięć minut. To doskonała propozycja dla zabieganych, którzy po prostu nie mają wielkiej ilości czasu na czasochłonną pielęgnacje. Bardzo praktyczne opakowanie, które nie sprawia, że reszta maseczek wyschnie. Prosty design, chociaż za sprawą charakterystycznego motywu kobiety z grzywką rzuca się w oczy. Cena regularna w Japonii nie jest wysoka. Za pakiet 10-ciu maseczek zapłaciłam około 20zł. Następnym razem oprócz tego maseczek w koszyku wyląduję Keana Nadeshiko Keana Rice Pack. Słyszałam, że ich produkt w formie wyciskanej tubki jest fenomenalny.
 
ClaudiaMorningstar 

wtorek, 18 sierpnia 2026

ROM&ND Juicy Lasting Tint

Moja koleżanka niedawno wróciła z Korei. Poprosiłam ją o przywiezienie jakiegoś produktu do ust. Są one tańsze, a wybór niewątpliwie większy. Miałam jeden prosty warunek: chciałam aby był to tint czerwonego koloru. W reszcie miała wolną rękę.  
Juicy Tint jest dostępny w czterech odcieniach opracowanych specjalnie na jesień i zimę, inspirowanych sezonowymi smakołykami, takimi jak dynie i żołędzie. Zapewnia długotrwały kolor i błyszczące wykończenie, które nie jest tłuste. Aby uzyskać wyraziste usta, nałóż pomadkę wzdłuż krawędzi warg przed wypełnieniem ich wewnętrznej części lub nałóż ją delikatnie od wewnętrznej do zewnętrznej linii warg, aby uzyskać bardziej subtelny, stopniowany wygląd.
Skład: Water, Octyldodecanol, Dimethicone, Alcohol Denat., Acrylates Copolymer, Sorbitan Stearate, Ethylcellulose, Behenyl Alcohol, Pentylene Glycol, Actinidia Chinensis (Kiwi) Fruit Extract, Carica Papaya (Papaya) Fruit Extract, Citrus Paradisi (Grapefruit) Fruit Extract, Cocos Nucifera (Coconut) Fruit Extract, Mangifera Indica (Mango) Fruit Extract, Psidium Guajava (Guava) Fruit Extract, Polysorbate 60, Silica, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polyglyceryl-2 Triisostearate, Polysorbate 80, Sorbitan Oleate, Diisostearyl Malate, Polyglyceryl-2 Diisostearate, Ethylhexylglycerin, Butylene Glycol, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Fragrance, Red 28 Lake (CI 45410), Yellow 6 Lake (CI 15985), Iron Oxides (CI 77499), Red 33 Lake (CI 17200), Yellow 5 Lake (CI 19140), Blue 1 Lake (CI 42090).
Tint do ust ma przepiękny wiśniowy kolor, nie klei się. Długo się utrzymuje, a schodzi równomiernie. Piękne wykończenie. Za pomocą wygodnego aplikatora aplikacja jest bardzo przyjemna. Kosmetyk cudownie pachnie. Nieco słodko, zupełnie niechemicznie. Opakowanie trwałe, plastikowe. Co mi się bardzo podoba to specjalnie oznaczenie na spodzie produktu gdzie możemy wpisać datę otwarcia. Cudowna praktyka. Czasami zapominamy jak świeży jest nasz produkt i kiedy się kończy data zużycia. Zdecydowanie uważajcie na oznaczenie tego produktu. Na opakowaniu jest to "07 cherry bomb" natomiast w sklepach internetowych kryje się pod numerem "12", więc uważajcie co zamawiacie. Ja natomiast jestem ciekawa innych kolorów.  Kusi mnie "21 Deep Sangria", który idealnie sprawdzi się jesienią bądź zimą.

ClaudiaMorningstar
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka