Strony

środa, 22 lipca 2026

Origami Sushi- duże oczekiwanie w małym mieście

O Origami Sushi miałam napisać dawno temu. Niestety dopiero całkiem niedawno odzyskałam zdjęcia, notatki i prawie napisane posty z starego dysku. Mimo że recenzja jest dość stara co widać po niskich cenach to postanowiłam ją wrzucić, bo porządnie przy niej napracowałam. 
Sushi całkiem niezłe (tempura set 38szt/139zł). W amerykańskim stylu z majonezowymi sosami. Jeśli ktoś lubi ten styl rolek to z pewnością wyjedzie zadowolony. Deska przystawek (49zł) ciekawa, ale poziom był nierówny. Krewetki w tempurze soczyste i chrupiące. Pierożki i mini sajgonki również, mimo że nie przyrządzali ich samodzielnie. Kimchi bez smaku a ogórki po prostu mi nie smakowały. Podane Mucha Prossecco Treviso (15*2=30zł) dobrze schłodzone. Chociaż nie rozumiem dlaczego ten sam trunek podali w różnych kieliszkach. Uczta wyniosła 218zł. Same wnętrze nie zachwyca. Surowe, bez klimatu. Przypomina stare ekskluzywne sushi bary, gdzie królowały czarne skórzane kanapy. W ogóle mi się tam nie podobało. Jedyna rzecz warta uwagi to halloweenowe dodatki. Sztuczne pajęczyny, pomarańczowe dynie dodawały koloru temu nijakiemu wnętrzu. 
Na przystawkę zamówiłyśmy brokuły w tempurze (16zł) oraz krewetki w tempurze (5szt/30zł). Smaczna zagryzka. Chrupiąca tempura, brokuł i soczysta krewetka. Udane połączenie. Sosik majonezowy był idealny dopełnieniem.  Niepotrzebna rzeżucha. Przyznaje się, że nie jestem fanką takich zbędnych ozdób. Tom yum z krewetką (24zł) bardzo aromatyczna, lekko pikantna z dużą ilością mleczka koksowego. Daniem głównym dla każdej z nas był pad thai z krewetką (2*30zł=60zł). To było jedno wielkie nieporozumienie. Nigdy w życiu nie jadłam tak niedobrego tajskiego makaronu. Niedoprawiony, okropnie suchy, sosu praktycznie brak. Tofu również się nie doszukałam. Owoce morza przesmażone. W niczym nie przypominało prawdziwego pad thai. Jednym słowem porażka. Nasze dania wróciły do kuchni. Dziwne było to, że nikt nie zapytał się dlaczego. A do picia dla każdej z nas po herbacie zimowej (10zł*2)=20zł. Co tu dużo mówić. Dzień był wyjątkowo zimny, więc potrzebowałyśmy czegoś rozgrzewającego. Spełniła swoje zadanie. Aromatyczny napar z świeżymi cytrusami i cynamonem. Chociaż nie ukrywam, że byłabym zadowolona z większego kubka. Napoju starczyło na dosłownie dwa łyki. Tym razem obiad wyniósł nas 150zł. Kiedyś te ceny były niższe prawda?
Innym razem wybrałyśmy się na drinka do niewielkiego ogródka. Nic szczególnego, kilka żelaznych stolików i parasol, ale na świeżym powietrzu. Nie było nic szczególnego, ale pogoda była na tyle łaskawa, że bez sensu było kisić się w lokalu. Tanie drinki. Elderflower Collins (21zł) doskonały balans pomiędzy słodyczą bzu a kwaśnością cytrusów. Daiquiri marakuja (20zł). Wakacyjna wariacja na temat klasyka. Orzeźwiający. Był to chyba nasz najniższy rachunek w życiu (41zł).

Całkiem okey restauracja, która ma zarówno dobre, jak i złe strony. Można wstąpić będąc przy okazji, ale nie jechałabym do niej specjalnie z drugiego końca świata. Niewątpliwą zaletą jest lokalizacja- znajduje się w centrum miasta i łatwo do niej trafić.

ClaudiaMorningstar

niedziela, 19 lipca 2026

Mileo Express- convenience store w samym sercu Warszawy

O Mileo Express dzięki SM słyszałam jakiś czas temu. Zeszłoroczne otwarcie było bardzo głośne i zachęcają do odwiedzin. W Polsce nie widziałam wielu lokalów tego typu. Osobiście byłam tylko w jednym- My Korea, który był mikroskopijnych rozmiarów. Mileo Exspress jest bardzo duży, sklep połączony z bistro mieści się na dwóch poziomach.
Z tego powodu, że nie byłyśmy bardzo głodne zamówiłyśmy do dzielenia kurczaka w słodkiej glazurze (40zł). Obsługująca nas ekspedientka była bardzo miła, ale mało mówiąca po polsku. Najważniejsze, że ogarnia podstawowe zwroty a menu i tak ma pomocnicze obrazki. Po krótkiej chwili sprzedawczyni (która jednocześnie jest kucharką) przynosi nasze zamówienie i załącza nam przenośną klimatyzacje. Włączyła nam także relaksującą  wietnamską muzykę. Nie za głośno. Dało się w spokoju porozmawiać. Bardzo miła praktyka. Frytki chrupiące mimo że jest to produkt gotowy z paczki. Kurczak soczysty z chrupką panierką w starym stylu oblepiony słodkim sosem. Colesław świeży z dużą ilością kukurydzy i majonezu.
Zerknijcie na dział z batonikami KitKat. Możecie kupić smaki, które rzadko znajdziecie tradycyjnych marketach. Dodatkowe są one w formacie "mini" a duża paczka sprawi, że możecie podzielić się z bliskimi. Polecam także koreańską herbatę w słoiku bądź suszone chińskie daktyle.
Olbrzymi wybór importowanych napoi i butelkowanych herbat. Osobiście nie polecam słynnych kaw w puszcze reklamowanych przez BTS. Mocne i bardzo gorzkie w smaku. Jeśli poszukujcie sosów, zupek "chińskich" czy makaronów to też je tu znajdziecie.
Jeśli w Waszej kuchni brakuje Wam misek, noży czy pałeczek bez problemu zaopatrzycie się w nie tutaj.
Oprócz różnego mięsa na wagę sklep oferował najróżniejsze mrożonki. Bardzo chciałam kupić sobie gyozę, pierogi "buldak" i tornado potato ale rozmroziłyby się zanim dotarłabym do domu. W kocu czekała na mnie czterogodzinna podróż pociągiem do domu!
W lodówkach domowe kimchi, inne kiszonki, świeże zioła. Czasami można trafić na wietnamskie dania czy desery. Duży wybór słodkich i słonych przekąsek. Jeśli uwielbiacie przeraźliwie słodkie ciastka to klasyczne "orion" będą idealne. Ja osobiście je uwielbiam.
Nie mogłyśmy przejść obojętnie wobec bubble tea. Moja duża herbata w tropikalnej wersji (27zł+4zł (topping)=31zł) mocno orzeźwiająca, nie za słodka. Wersja Patrycji z liczi (31zł) również smaczna, ale bardzo bardzo słodka.   
Przekąska latiao (6zł). Długi patyk, o delikatnie pikantnym smaku. Fajnie przyprawiona. Ciągnącą się konsystencja. Ciasto biszkoptowe (10zł), które zachowuje się jak gąbka zna już chyba każdy. Szturmem opanowały TikToka, niestety okropnie chemiczne.
Herbata jaśminowo-grejpfrutowa (10zł) to dobry wybór dla fanów owocowych herbat. Tylko pamiętajcie, że za sprawą syropu glukozowo-fruktozowo jest słodka. Może nie bardzo ale jednak jest. Moon cake (18zł) z nadzieniem z czerwonej fasoli jadłam już wielokrotnie. Smaczne, ale dalej uważam, że najlepsze są robione na "świeżo."
Sok z liche (7zł) znałam już wcześniej. Jest to popularny napój, który możemy kupić w licznych wietnamskich barach. Dobry, ale zabójczo słodki. Najlepiej smakuje zmrożony. Self-heating (15zł) chciałam spróbować od dawna. Niestety w innych sklepach kosztował ponad 40 zł, co wydaje mi się absurdalną kwotą za tego typu danie. Smaczne, można zjeść w razie gdy najdzie nas ochota na coś innego. Niekoniecznie najzdrowszego.
Parter i piętro łączą tęczowe schody. Zrobiły mi mnie olbrzymie wrażenie, bo były takie radosne i kolorowe. W części, gdzie możemy zjeść oprócz loży i długiej lady z wysokimi krzesłami znajdują się mini scenki do robienia zdjęć. Nastolatki chętnie robią sobie fotki w słodko-pierdzącym otoczeniu. Oprócz stolików do zjedzenia na górze znajduje się mini sklepik, gdzie możemy kupić chińskie kiczowate popierdółki. 
A do pociągu zamówiłyśmy po banh mi. Pieczywo smaczne ale niestety nie było robione na miejscu a kupione mrożone, a następnie pieczone. Zamówione wersje "banh mi char siu" (25zł) oraz "bánh mì thịt nướng" (25zł) były wyborne. Duża ilość świeżych warzyw, kolendry i soczystego dobrze doprawionego mięsa. Nie żałowano wieprzowiny, co mnie cieszy. Jestem fanką kanapek "na bogato."

Podsumowując Mileo Express to dobre miejsce na zakupy i szybki posiłek. Asortyment tego sklepu to głównie importowane gotowce, ale klienci znajdą tutaj domowe kimchi czy inne przetwory oraz produkty do gotowania. Obiad wyniósł nas 152zł a przekąski 66zł. Co daje nam sumę 218zł. Nie wiem jak Wam ale mi wydaje się spoko ceną. Nie za wysoką, ani nie za niską. Przeciętną. Zwłaszcza w centrum Warszawy.

ClaudiaMorningstar

piątek, 17 lipca 2026

Bula- smaczne jedzenie i rozczarowująca obsługa

Bula.concept to młodsza siostry od Doza, przyjemnej kawiarni położonej na warszawskim Żoliborzu. Musicie pamiętać, że restauracja nie specjalizuje się w konkretnej kuchni a menu śniadaniowe i obiadowe oferuje potrawy wywodzące się głównie z Azji.
Obydwie uwielbiamy wietnamskie kanapki, więc nic dziwnego, że każda z nas zamówiła banh mi. Moja przyjaciółka wybrała wersję klasyczną (34zł), a ja do mojego klasycznej wersji dobrałam dwa smażone jajka (40zł). Bardzo dobre świeże pieczywo. Jajka usmażone tak jak lubię- z nieco płynnym żółtkiem. Dobrze doprawiony pasztet, warzywa. Sos wyrazisty, lekko pikantny. W smaku nie mam nic do zarzucenia. Chciałabym aby było więcej farszu, ponieważ bez dodatkowych jajek bułka skrywa mało mięsnego wnętrza. Patrycja została przy darmowej karafce wody a ja skusiłam się na "strawberry foam iced matcha (25zł). Nie zamawiam zbyt często matchy w Europie, ale nazwa w menu brzmiała na tyle interesująco, że się skusiłam. Dobra matcha, przyjemna dla języka pianka z dużą ilością syropu truskawkowego. Bardzo smaczne połączenie. Po intensywnym wymieszaniu wszystkich składników mój napój za sprawą owoców staje się przyjemnie słodki. 
Słodkie wypieki podobnie jak w Doza fenomenalnie. Otwarta jagodzianka z kremem śmietankowym (25zł) cudna. Duża ilość słodkich jagód w połączeniu z delikatnym kremem a to wszystko w otoczeniu przyjemnej kruszonki, której jak możecie zobaczyć na zdjęciu nie żałowano. Danish z jagodami i białym kremem (25zł) również bardzo dobrze wypadło. Z zewnątrz chrupiący a środek mięciutki. Nadziany mocno czekoladowym kremem z dużą ilością owoców. Śniadanie dla dwojga wyniosło nas 149zł. Nie ukrywam, że "słodkości" były najmocniejszym punktem  naszego posiłku.

Co do obsługi. Była ona miła, ale niestety nie kompetentna. Mimo niepełnej sali czas oczekiwania na kanapki był bardzo długi. Następnie zapomniano o reszcie zamówienia. Po ponownym przypomnieniu również go nie dostałyśmy. I kolejnym też nie. Finalnie po 3 trzecim przypomnieniu się dostałyśmy wypieki, które nie były tym co wybrałyśmy. Po wymianie w końcu dostaliśmy to na co pierwotnie zdecydowałyśmy się. Sytuacja była po prostu bardzo słaba, zajęła mnóstwo czasu i była irytująca. Jak można kilkakrotnie zapomnieć o przyniesieniu dwóch talerzyków z deserem? A przypominam, że nie było dzikiego tłumu klientów.

Podoba mi się wystrój. Główna sala utrzymana jest w przyjemnym retro. Oryginalne lampy, kolorowe krzesła i wszechobecna kratka to znaki charakterystyczne tego miejsca. Czy polecam to miejsce? Tak, ale tylko jeśli macie dużo czasu i cierpliwości aby czekać na Wasze zamówienie. W innym przypadku nie warto. 

ClaudiaMorningstar

środa, 15 lipca 2026

JOAYO K-FOOD, czyli koreańskie rozczarowanie

Miałam ochotę na koreańskie pierogi. Okazało się, że w Łodzi nie ma zbyt dużego wyboru aby je zjeść. Po przeczytaniu licznych komentarzy wybór padł na JOAYO K-FOOD, niewielką knajpę na piotrowskiej. 
Zamówiłam moje ukochane kimchi jjigae (49zł). Po krótkiej chwili bardzo miła kelnerka przyniosła moje zamówienie. Po ładnym kolorze miałam olbrzymie oczekiwania. Niestety spotkał mnie duży zawód! Owszem porcja była duża z licznymi kawałkami tofu oraz mięsa wieprzowego. Co z tego jak jedzenie było zupełnie bez smaku. Jałowa, niepikantna, pozbawiona charakterystycznej ostrości dla tego dania zupa. Bardzo wodnista. Banchany prawidłowe za wyjątkiem kimchi. Było krótko fermentowane i również pozbawione smaku. Ryż smaczny. Tego chyba nie da się popsuć. Osobiście nie rozumiem dlaczego w tego typu restauracji nie ma koreańskiej zastawy. Łyżki są europejskie, a pałeczki jednorazowe.
Na przystawkę zamówiłam mix mandu (8szt/30zł), który również okazał się klapą. Sam farsz był w porządku, cienki i chrupiący za sprawą frytury (prawdopodobnie). Niestety na tym się kończą pozytywy. Zamówiłam zestaw pół na pół. Farsz mięsny w niczym nie różnił się od warzywnego. Był suchy, bez smaku. Zupełnie niedoprawiony. Za całość zapłaciłam 79 zł i były to najgorsze wydanie pieniądze w tym roku. Nie polecam i również Wam odradzam. Klapa na całej linii. Jeśli będziecie w Łodzi wybierzcie się do OriPana Pota lub jakiejkolwiek innej restauracji. Wyjdzie Wam to na dobre.

ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 13 lipca 2026

Pan.Pot w Łodzi

Pierwszy lokal Pana.Pota powstał we Wrocławiu przed pandemią. Następnie zamknął się aby ponownie otworzyć się w innej lokalizacji. Zainteresowanie tą forma spożywania posiłku było na tyle duże, że wkrótce musieli zmienić swój lokal na większy. A całkiem niedawno właściciel otworzył swoje punkty w Katowicach i w Łodzi. 
Sposób wyboru produktów jest taki sam jak wszędzie. Podchodzisz do wielkiej lodówki i wybierasz na co masz ochotę. Pierożki, różnego rodzaju mięsa, zieleninę, jajka przepiórcze. Co tylko dusza zapragnie. Zainteresował mnie fioletowy makaron ale tym razem zdecydowałam się na noodle typu instant, fioletową rzodkiew, mini pak choy, lotus i szaszłyka wołowego. Następnie wybrałam bazę zupy- w moim przypadku bulion koreański. Zapłaciłam i dostałam "brzęczek". Finalnie odebrałam gotowe danie. Dobra opcja dla wegetarian ponieważ można skombinować własną "zielona miskę". W przeciwieństwie do lokalu we Wrocławiu oprócz malatanga możemy zrezygnować z zupy i wybrać opcję "stir fry" gdzie kucharz przygotuje zawartość naszej miski w woku! Moja miska wypadła bardzo dobrze. Sprężysty makaron, chrupiące warzywa i rozpływające się mięso. Wywar pikantny z charakterystycznym posmakiem kimchi. Cena za posiłek wyniosła: 35.35zł za mix na wagę plus bulion koreańskie kimchi 6zł, czyli 41.35. Dobra kwota jak za taką dużą miskę jedzenia. 
Dodatkowo można skomponować własny sos. Ja polecam połączenie pasty sezamowo-orzechowej, dużej ilości oleju chili i orzeszków. Idealne połączenie do maczania miesa.
Lokal jest nieco ukryty ale bardzo dobrze oznaczony, więc bez problemu tam traficie. Oprócz wewnętrznej sali możemy zjeść swój posiłek w niewielkim ogródku. Nie skorzystałam, ponieważ restauracja jest klimatyzowana co było wybawieniem w taką pogodę. Wnętrze proste, z kilkoma ozdobnymi ledami na ścianach. Poziom serwowanych dań w niczym nie odbiega od poziomu siostrzanego lokalu we Wrocławiu. Następnym razem przetestuję punkt znajdujący się w Katowicach. Słyszałam, że ich menu jest dużo bardziej rozbudowane ale nie miałam okazji tego sprawdzić.

ClaudiaMorningstar

czwartek, 9 lipca 2026

ORI* w Łodzi

Kilka dni temu byłam na krótkiej wycieczce w Łodzi. Przyznaje się, że nie lubię tego miasta. Jest brzydkie, zaniedbane i nie zachęca mnie do przyjazdu. Niestety to w tym mieście grali Draculę w Teatrze Muzycznym. Jeśli planujecie się wybrać to zachęcam z całego serca. Cudowny spektakl! Zawsze przed wycieczką robię listę miejsc w których zamierzam zjeść. Życie jest zbyt krótkie aby jeść niesmaczne jedzenie. Pierwszym miejscem do którego przyszłam było ORI, modna knajpa o której słyszałam wiele dobrego. Postanowiłam przekonać się na własnej skórze o to tyle krzyku!
Zanim złożyłam zamówienie na powitanie dostałam szklankę wody. Miły zwyczaj. Nie mogąc się zdecydować zamówiłam kilka pozycji. Mochi shiso malina (16zł) było doskonałe. Nieco słodkie, ciągnące się z kwaskowatą maliną w środku. Pączek z czekoladą (19zł) rozczarował mnie. Był smaczny ale stanowczo za twardy. Zdaje sobie sprawę, że z powodu upałów trzymali go w lodówce co się odbiło na konsystencji. Plus za dużą ilość dobrej jakościowo czekolady. Sando ebi (37zł) to cudowna pozycja. Idealna. Miękki, przysmażony chleb z chrupiącymi soczystymi krewetkami w panko. A wszystko to połączone świeżą surówką. Mimo serwowanej darmowej wody nie mogłam przejść obojętnie wobec napoi. Wybór padł na lemoniadę yuzu oolon (18zł). Doskonały orzeźwiający wybór na cieplejsze dni. Nie za kwaśna. Doskonale wyważony smak. Za całe "śniadanie" zapłaciłam 90 zł. W moim odczuciu to dobra cena biorąc pod uwagę całokształt. 
Oprócz tradycyjnego papierowego menu na stalowej ladzie znajduje wystawka sprzedawanych dobroci.  Ciekawe rozwiązanie z którym w Polsce rzadko się spotykam. Nie martwcie się. Nasze posiłki przygotowane są na świeżo.
Sam lokal jest niewielki. W środku znajduje się kilka metalowych stolików. Ładny, prosty z ciekawymi grafikami na ścianach. Lada przy której obsługa przygotowuje nasze napoje przypomina niewielkie laboratorium. Pełno tu wag, czarek i szkieł. Obsługa jest na wysokim poziomie. Miła, dbająca o klienta, znająca kartę. Czułam się dopieszczona. Chętnie wrócę tu wypróbować inne dobroci.

ClaudiaMorningstar

wtorek, 7 lipca 2026

Top mang, które przeczytałam w 2023r.

Dzisiejszy post zamyka (w końcu) rok 2023. Po rekomendacjach dram,anime, manhw przyszła pora na listę moich trzech ulubionych mang, które przeczytałam w 2023 roku. Nie czytałam ich zbyt dużo, dlatego lista jest taka krótka. Ostatnio przerzuciłam się na kolorowe komiksy. Zaczynamy? Zaczynamy!
Replica - Moto Tsuma no Fukushuu

Aoi dorastała, nieustannie wyśmiewana i prześladowana z powodu swojego wyglądu. Po wielu traumatycznych doświadczeniach w szkole, w końcu wychodzi za mąż za mężczyznę swoich marzeń, który kocha ją taką, jaka jest. Jednak on również w końcu szuka kogoś przystojniejszego i zdradza ją, co kończy się rozwodem. Co dziwne... kobieta, z którą zdradził Aoi, to ta sama dziewczyna, która znęcała się nad nią przez całe lata szkolne...! Teraz Aoi pragnie zemścić się na mężczyźnie, który ją zdradził, a który teraz jest mężem kobiety, która uprzykrzyła jej życie. Zmieniła kształt twarzy, zmieniła imię na Sumire i powoli zaczyna odnajdywać się w ich życiu...

Psychologiczna drama o zemście. Bardzo dobre rozpisane postacie. Były mąż Aoi to kawał dziada, który ma zbyt duże mniemanie o sobie. Samej Aoi było mi szkoda. Jak można tak traktować drugiego człowieka tylko dla tego, że nie jest piękny? Prosta kreska bez zbędnych ozdobników. Dla czytelników, którzy nie są fanami słodko-pierdzących wątków. 
The Obsessed Mage and His Beloved Statue Bride

Ratując swojego młodego ucznia Alistaira przed smokiem, magik Lara Bradley w ostateczności przemienia się w kamień. Kiedy po dwudziestu latach zaklęcie w końcu przestaje działać, odkrywa, że ​​wiele się zmieniło, także jej były uczeń.

Ja wiem, że ten tytuł to zapewne nie mój target wiekowy ale zakochałam się w nim. Urocza kreska, pięknie odwzorowane detale.  Podoba mi się, że uniknęli wątku z ogromną różnicą wieku. To było wyjątkowe i naprawdę sprawiło, że historia stała się świeża i ciekawa. Bardzo podobało mi się, że autor opowiedział historię z zarówno z punktu widzenia Lary jak i Alistaira.
The Former Prostitute Became a Rich Wife

Przemoc domowa- życie pełne cierpienia, które dręczyło 18-letnią Honokę. „Nigdy więcej nie chcę tam wracać!” – powtarzała w myślach. Jedynym miejscem, do którego dziewczyna bez żadnego celu mogła trafić, był przemysł seksualny… Wszystko było po to, by znaleźć prawdziwe szczęście.

Tym razem manga dla dorosłych widzów. Przyznaje się, że zwykle nie sięgam po takie historie, ale zaciekawił mnie tytuł. Sam komiks opowiada o życiu prostytutki, jej pracy, życiu i tego co skłoniło ją do podjęcia takiego zawodu. 

Poprzednie części podsumowania: top koreańskich dram, top chińskich dram,top anime, top koreańskich manhw cz.1top koreańskich manhw cz.2. Dla zainteresowanych części zamykające rok 2022: top koreańskich dram, top japońskich dram, top chińskich dram, top manhw cz.1, top manhw cz.2, top mang 2021:  top koreańskich dram, top chińskich dram, top anime, top manhw cz.1,top manhw cz.2, 2020: top koreańskich dram, top chińskich dram, top anime, top manhw cz.1, top manhw cz.2, 2019:  top koreańskich dram,  top chińskich dram, top japońskich dram, top anime, top mang cz.1, top mang cz.2, top manhw cz.1, 2018: top koreańskich dram cz.1, top koreańskich dram część. 2,  top japońskich dram,top chińskich dram, anime część 1 , anime część 2, top mang cz.1, top mang cz.2, top manhw cz.1.i top manhw cz 2 2017: ogólne podsumowanie roku, top japońskich dram, top koreańskich dram cz.1, top koreańskich dram cz.2, top chińskich dram, top anime, top mang cz.1, top mang cz.2, top manhua cz.1 i top manhua cz.2, więc jeżeli potrzebujecie więcej propozycji do obejrzenia to serdecznie zapraszam.

Ps. Wszystkie opisy manhw jak i grafiki je obrazujące nie są moją własnością. Są to materiały promującą dany tytuł.

Co ciekawego ostatnio czytaliście?

ClaudiaMorningstar
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka