Strony

poniedziałek, 6 grudnia 2021

Kame, czyli japońskie domowe dania w Wrocławiu

Jak jedzie się na wycieczkę do innego miasta to w końcu trzeba zjeść obiad. Po wielu rozmyślaniach padło na Kame, czyli na niewielki lokal położony na ul.Robotniczej 70j. Otoczony budynkami, halami i sklepami. Łatwo dojechać tam tramwajem, ponieważ przystanek znajduje się bardzo blisko baru. Można jechać także autem, ponieważ przed lokalem znajduje się parking. Jeśli nie chcemy ruszać się z domu to możemy zamówić posiłek przez Glovo, Uber Eats czy Pyszne.pl. 
Na początek skusiłam się onigiri z smażoną cukinią (5zł). Niebo w gębie. Ciepłe, ryż kleisty, odpowiednio ugotowany. Farsz chrupiący i dobrze doprawiony. Dobrze komponował się z resztą. Była to moja pierwsza wege kanapka, ponieważ zawsze wybieram wersję rybną. I to był strzał w 10!
Na danie główne skusiłam się na Happousai Bento, czyli smażoną wieprzowinę z warzywami. Za 25 złotych dostaniemy miso, zielona herbatę i danie główne dnia. Przyznam się szczerze, że nie mogę się do niczego przyczepić. Jest to domowe jedzenie, nic wyszukanego ale jest na prawdę smacznie. Ogórki chrupiące, a sałatka delikatna w smaku. Punkt główny zestawu, czyli smażona wieprzowina fenomenalna. Mięso soczyste, dobrze doprawione Grzyby miękkie, a cebulka dobrze karmelizowana. Ryż przyjemnie klejący się, taki jaki lubię najbardziej. Zupa bardzo aromatyczna. Idealna w smaku, a zielone herbata to miły dodatek uzupełniający całość.
Samo wnętrze jest dość małe, chodź przytulne. Mieści kilka stolików, niewielką ladę za którą stoją dwie miłe Japonki i otwartą kuchnie, więc można popatrzeć jak właścicielki przygotowują posiłek.Atmosfera jest domowa. Jedząc tutaj poczujemy się jak na rodzinnym obiedzie.
ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 29 listopada 2021

Okashi, czyli nowo otwarty azjatycki market na wrocławskim rynku

Uwielbiam Wrocław zimą. Przepięknie przyozdobiony światełkami rynek ma swój urok. W otoczeniu zabytkowych uliczek trzy tygodnie temu otworzył się nowy azjatycki sklep Okashi importujący swoje produkty Koreii, Chin oraz Japonii.
Sklep jest bardzo mały, ale przestrzeń jest bardzo dobrze zagospodarowana. Chociaż przyznaję, że jest dość ciasno między regałami. Podoba mi się, że są one drewniane, przez to wnętrze nie wygląda tak surowo. Wchodząc do lokalu zastajemy dania instant różnorodnych marek. Znajdziemy tutaj mój ulubiony Shin Ramyun czy Jjajangmen od Paldo.
Następnie są różne słone przekąski takie ryżowe krakersy czy chrupki kukurydziane w kilku wersjach smakowych. Te bardziej znane (cebulowe krążki czy z posypką krewetkową).
Wybór kolorowych napoi jest imponujący. Jeśli będziecie spragnieni skuście się na zieloną herbatę lub puszkę Welchs. Tylko pamiętajcie o jej wstrząśnięciu ze względu na galaretowatą formę. Kusiły mnie gazowane napoje sygnowane Pokemon, ale cena 16 zł za 330ml skutecznie odstraszyła.
Następnie kawy oraz herbaty w saszetkach oraz mochi, których wybór smakowych jest dość duży. Truskawkowe czy o smaku matchy to klasyki ale wersję bananową widzę po raz pierwszy.
Pocky to coś co polecam każdemu smakoszowi. Długie paluszki obtoczone słodką polewą. Klasyczne czy truskawkowe to moje ulubione. Oprócz artykułów spożywczych kupimy bento, pałeczki w zestawie czy bambusowy parnik.
I na koniec podstawowe produkty spożywcze, ukryte w głębi sklepu. Ryż, makaron, olej, czy pasta z chili to podstawy w kuchni koreańskiej.
Czynny od poniedziałku do soboty. Mają także sklep internetowy oferujący dostawę do domu lub do sklepu. Plus za lokalizację. Minus za ceny. Są wyższe niż w innych marketach. Miła obsługa. Asortyment podstawowy. Jeśli zabraknie Wam czegoś popularnego do obiadu to zapewne to tutaj kupicie, ale nie ma porównania do krakowskiego Asia Deli czy katowickiego K-shop.
ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 22 listopada 2021

Co kupiłam będąc w Xanxin Supermarket?

Ostatnia wizyta w Stolicy była udana. Spędziłam czas z przyjaciółką, zjadłam przepyszne banh mi oraz krojone plastry wołowiny a także zrobiłam zakupy w chińskim hipermarkecie. Nie byłabym sobą, gdybym nie przywiozła kilku słodkości do przetestowania. 
O moon cake pisałam cały obszerny post, więc powtórzę pokrótce. Mimo że to był produkt paczkowany, wyprodukowany wcześniej to na serio mi smakowały. Nadzienie dostępne w 3 smakach przyjemni słodkie. Mi najbardziej smakowała opcja z orzechowych pestek. Ciasto delikatne, nieco kruche w smaku. Koszt niewysoki: 15 zł za ciasteczko, a przy zakupie 4 są one pakowanie w śliczny metalowy box. Spójrzcie na ten design z piwoniami.
Skoro było coś do jedzenia to również musiało być coś do picia. Wybór padł na czarną cytrynową herbatę od Master Kung. Produkt chiński. Przyznam się szczerze, że nie miałam napojów tej marki. Wypada dużo lepiej od popularnego Litopna czy Nestea. Ma łagodniejszy smak, nie czuć dużej ilości chemii i jest delikatnie słodka. Gasi pragnienie. Koszt: 3zł/500ml.
Kolejną przekąską były truskawkowe chrupki marki Oishi. Konstrukcją przypominające Flipsy, ale te smakołyki były delikatniejsze i dużo mniejsze. Truskawkowa polewa była fenomenalna. Delikatna, słodka i co najważniejsze nie miała chemicznego posmaku, który często towarzyszy tego typu produktom. I spójrzcie na opakowanie. Czy nie jest przeurocze? Cena: 7zł/40g.
I kolejne chrupki od Oishi tylko tym razem w wersji melonowej. Struktura identyczna jak w poprzedniej wersji. Tylko różniła się polewą. Była również smaczna, delikatna w smaku i słodka. Dobrze komponowała się w chrupkami. Nie było jej ani za dużo ani za mało. I również  w tym przypadku spójrzcie na opakowanie. Uwielbiam jak firma dba o szczegóły. Cena: 7zł/40g.
I na koniec skusiłam na zestaw do bubble tea, które można przygotować w domu. Ile ja się namęczyłam aby ogarnąć sposób przygotowania. Zupełnie nie znam chińskiego, a napisów w języku polskim bądź angielskim nie było. Ale od czego jest internet. W końcu znalazłam tłumaczenie na angielski. W skład paczki wchodzi: mleko w proszku, czerwona fasola, kakao i słomka. Podoba mi się to, że nie potrzeba dodatkowych kubków czy innych elementów, a napój można przygotować gdziekolwiek z dostępem do ciepłej wody. W smaku delikatne, słodkie. Smaczne, chociaż ja osobiście wolę bubble tea na zimno. Bardzo łatwy do przygotowania.Fajny produkt to wypróbowania jako ciekawostka albo dla fanów herbat na ciepło. Cena: 8zł/zestaw.

Macie takie sklepy w okolicy? Który jest Waszym ulubieńcem?
ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 8 listopada 2021

Moon cake, czyli słodycze na Święto Środka Jesieni

W zeszłym roku testowałam moon cake produkcji wietnamskiej. W tym roku spróbowałam ich chińskich odpowiedników. Ponownie są one gotowe, ponieważ gdy pojechałam po nie do Warszawy to okazało się, że kawiarnia tymczasowo jest zamknięta. No cóż w przyszłym roku spróbuję ponownie zjeść te świeżo zrobione. W końcu do trzech razy sztuka. W tym roku kupiłam je w Wanxin Supermarket, który oferował te słodycze w kilku wersjach smakowych. Oczywiście w moim koszyku wylądowały wszystkie odmiany dostępne w sklepie. Cena nie była wysoka, bo za porcję zapłacimy 15 zł. 
Jak widzicie poszczególne smaki nie różnią się zdobieniem ciasteczka, są identyczne zewnątrz. Rozróżnicie je jedynie po wyglądzie wewnętrznym oraz smaku.
Przy zakupie 4 sztuk nasze ciasteczka zostają zapakowane w metalową puszkę z wzorem piwonii, które zawsze kojarzą mi się z zakazanym miastem. Jak to w haremie przywileje zależały od pozycji. Jeśli byłaś cesarzową to mogłaś mieć na ubraniu różę a jak konkubiną to piwonię. Bardzo lubię taką sztukaterię. W pudełku każdy moon cake odpowiednio był chroniony przed stwardnieniem, dodatkowo dołączone były plastikowe widelczyki i nożyki jeśli chcieliśmy podkroić je na cząstki.
Wuren Mooncake wersja, która zdecydowanie trafia w starsze pokolenie. Mimo że do niego nie należę to bardzo za nimi przepadam. Farsz wykonany jest z różnych pestek, ziaren i orzechów takich jak np. migdały bądź orzechy włoskie. Delikatnie słodki, przyjemnie ciągnący się.
Wersja z czerwoną fasolą to klasyk. Również smaczny. Przyjemnie miękki oraz zbity. Dobrze przygotowany, więc nie znajdowały mi się żadne grudki. Nie zapychał, a słodycz nie dominowała nad smakiem.
I ostatnia wersja. Przyznam się szczerze, że miałam niemały problem z rozszyfrowaniem smaku. Nie znam chińskiego, a oznaczeń angielskich nie było. Z pomocą przyszedł mi niezastąpiony wujek google. Metodą prób i błędów wywnioskowałam, że to ciasteczko faszerowane jest pastą z nasion lotosów. Samą roślinę uwielbiam w wersji z mięsem, więc nic dziwnego że na słodko również mi smakowała. Wnętrze miało identyczną strukturę co wersja z czerwoną fasolą. Różniło się smakiem. Było słodsze i bardziej wyraziste w smaku.

Jedliście kiedyś moon cake?
ClaudiaMorningstar

sobota, 30 października 2021

3 azjatyckie kultowe Horrory na Halloween 2021

Nie wiem dlaczego, ale posty z tej serii pojawiają się co dwa lata. W 2019r. królowały yokai, duchy i upiory. Natomiast te, które polecałam w 2019r. był bardziej psychologiczny. Wiolonczela i Krwawe pojednanie to idealne tytuł dla tych, którzy nie lubią zjawisk paranormalnych. W tym roku są pozycję zarówno z duchami jak i bez nich.
Lament

Policjant usiłuje rozwiązać tajemnicę nieznanej choroby szerzącej się w małej wiosce.
 
Na niezwykłe uznanie zasługuje klimat filmu. Ciężki i mroczny klimat wsi. Typowej wiochy, gdzie wierzy się w zabobony, duchy i w dobroczynną moc szamana. Jest on utrzymany w spokojnej konwencji. Nie uraczy się tutaj krwi wyciekającej z ekranu telewizora czy psychopatycznego zabójcy polującego na swoją ofiarę. Fabuła jest wielowarstwowa oraz czepie klimat z biblii, mitologii koreańskiej oraz wierzeń ludowych.
Ktoś za Tobą
 
W rodzinie pewnej młodej dziewczyny dochodzi do serii bardzo brutalnych morderstw. Musi ona poznać sekret kryjący się za tajemniczymi zbrodniami, zanim sama stanie się ofiarą. Nie wiadomo jednak, komu może ufać, skoro wydaje się, że wszyscy są przeciwko niej.
 
Starszy pozycja bo aż z 2007 roku. Mój ulubiony podgatunek- slasher. Dla tych, którzy nie kojarzą o co chodzi: zabójca lub zabójcy bierze sobie na cel grupę ludzi, którzy zaczynają znikać w "niewyjaśnionych okolicznościach". Nieco krwawy z kilkoma zabójcami. Zabawa w kotka i myszkę.
Kara
 
Doświadczony detektyw zajmuje się sprawą morderstwa nieznanej kobiety w czerwonej sukience. Poszlaki wskazują na to, że on sam może być sprawcą zbrodni. Kiedy zostają odkryte kolejne zwłoki, detektywa zaczyna prześladować duch kobiety w czerwonej sukni. Wszystkie ofiary zostały utopione w słonej wodzie...

Kara podobnie jak Ktoś za Tobą jest jednym z starszych filmów. Ale tym razem jest to film japoński. Z duchem kobiety w roli głównej. Idealny dla tych, którzy lubią motyw zemsty i kary. Przypomina o tym, że każda zbrodnia ma swoją cenę. Film bez muzyki, ale to właśnie zawodzące głosy nadają upiorny klimat tego filmu.

A Wy co będziecie robić w Halloween?
ClaudiaMorningstar

czwartek, 28 października 2021

Wanxin Supermarket na cybernetyki

Ostatnio bardzo polubiłam ulicę cybernetyki i bliskich okolic w Warszawie. Oprócz kilkunastu chińskich (np.Shanghai Garden), wietnamskich czy japońskich knajpek znajdują się tutaj chińskie hipermarkety z importowanym dobrem. jednym z nich jest Wanxin Supermarket w którym porozmawiacie po chińsku, angielsku czy polsku. Jeśli będziecie mieli problem z dogadaniem się to zawsze możecie pokazać zdjęcie z telefonu albo dogadać się na migi. Obsługa jest pomocna. Bez problemu skażą produkt na półce, albo pomogą rozszyfrować smak danego produktu. Chińskie znaki to dla mnie czarna magia.
Dużą część zajmują słodkie i słone przekąski. Sklep sprowadza towar nie tylko chińskich producentów, więc możemy tutaj kupić artykuły japońskich i koreańskich koncernów. Produkty Lotte, Imei, Oishi znajdziecie na półkach. Spróbujcie plastrów kalmarów, czekoladowych grzybków albo chrupków o smaku krewetek.
Macie ochotę na bubble tea? Na półce znajdziecie tapiokę. A skoro o niej mówimy. Kojarzycie cukierki white rabbit? Są to mleczne cukierki pokryte jadalnym papierem ryżowym z charakterystycznym logo- białym króliczkiem. Bardzo słodkie. Jakiś czas temu marka wypuściła zestawy do bubble tea, który można zrobić w domu. Dostępny w kilku smakach, ja skusiłam się na ten klasyczny, bez dodatków.
Kolejne półki zapełniają dania instant. Tych droższych zestawów jeszcze nie próbowałam, ale polecam koreańskie zupki błyskawiczne. Zwłaszcza te od Shin, ich wersja z kimchi jest fenomenalna.
Następne działy obfitują w słone przekąski, marynowane dodatki, suszone grzyby i przeróżne rodzaje makaronów. Są te klasyczne ryżowe a także robione w stylu charakterystycznym dla danego rejonu Chin. Wybór jest dość spory.
W lodówkach stojących znajdują się egzotyczne świeże owoce oraz paczkowane tofu. Natomiast zamrażarki to królestwo mrożonek. Bez problemu znajdziemy w nich mrożone pierogi bądź ciasto na nie, słodycze, ryby czy plastry wołowiny, które będą idealne na koreańskiego grilla.
Napoje to tak tradycyjnie. Oprócz zachodnich koncernów kupicie koreańskie i chińskie trunki. Jeśli lubicie słodkie to sięgnijcie po te małe puszki z sokiem z dashi. Przepyszne.
No i nam sam koniec dział z sosami, curry w kostce i dodatkami. Samych sosów sojowych jest kilka rodzajów. I różnych pojemności. Od małych buteleczek do 5 litrowych baniaków.

Co mi się podoba to różnorodność. Sklep nie specjalizuje się w jednym typie kuchni, bądź w jednej marce dlatego możemy kupić produkty różnych producentów w jednym miejscu. Nie trzeba jeździć od sklepu do sklepu za składnikami z naszej listy zakupów.
ClaudiaMorningstar

czwartek, 21 października 2021

Festiwal Azjatycki w Katowicach

Festiwal Azjatycki w Katowicach był wielokrotnie przekładany ze względu na Covid-19. W końcu odbył się w miniony wekeend. Przyznam się, że czekałam na niego z niecierpliwością. Bardzo lubię takie wydarzenia. Uważam, że to doskonała wymówka aby wyjść z przyjaciółmi i spróbować czegoś nowego. W porównaniu do poprzedniej edycji mam wrażenie, że wypadł słabiej. Na pewno był dużo mniejszy wybór stoisk, mniejsza różnorodność oferowanej kuchni a i miejsc siedzących było stanowczo za mało. W lato odbyło się małe wydarzenie promujące kuchnią azjatycką. I to była zupełnie inna liga. Mogliśmy zjeść okonomiyaki, świeżo przygotowany padthai czy tradycyjne japońskie słodycze. Tutaj mam wrażenie, że oprócz kilku wyjątków królowały podgrzewacze. No tak ale zaczynając od początku.
Ale żeby nie było, że tylko narzekam. Oryginalne chińskie pierogi zrobiły na prawdę dobrą robotę. Gotowane na parze na bieżąco, więc świeże. Skusiłam się na mix pół na pół (wieprzowina i krewetki oraz krewetkami i selerem naciowym/10sztuk/25zł) i były na prawdę udane. Ciasto odpowiedniej długości, farsz smaczny, zbity i dobrze doprawiony, było go dużo. Nie przegotowane, więc się nie rozpadały. Ogórki z chili (10zł) chrupiące, sprężyste z wyczuwalnym olejem chili. 
W Ottomańskiej Pokusie, które sprzedaje baklawę, chałwę czy lokum skusiłam się na to ostatnie. Wybrałam wersję pistacji w płatkach róży oraz pistację i granat (12zł/100gram). To na serio było smaczne. Dobrze przygotowane, "ciągnące się' z dużą ilością dodatków. No i słodkie to najważniejsze.
No i na danie główne skusiłam się na pozycję z stoiska oferującą głównie kuchnię perską. To była porażka. Curry z kurczakiem (30zł) niedoprawione, mdłe. Sos niesmaczny, a kurczak przesuszony. Udon z wołowiną (25zł) również nie wypadł najlepiej. Makaron był sprężysty i tyle mogę pozytywnego powiedzieć o tym daniu. Sos robił tylko kolor, był całkowicie pozbawiony smaku. Mięso prawie niewidoczne, nie mogę powiedzieć jak smakowało, bo prawie go nie było widać. Czy oni nie używają tam przypraw? Jedynie bronił się pudding szafranowy (10zł). On z całego trio był na prawdę smaczny. Słodki, "kremowy," bez grudek. Delikatnie słodki. Idealny, niezbyt ciężki deser.
No i na koniec bardzo dobre lemoniady. Cytrynowa (10zł) przyjemnie kwaśna, idealna dla tych, którzy nie są fanami cukru. Natomiast pomarańczowa (12zł) jest odpowiednia dla fanów nieco słodszych smaków. Za sprawą pomarańczy nie była tak kwaskowata. 
I ponownie jak w zeszłym roku były pierożki, gruzińskie specjały, Kung Fu Kimchi czy Nam Nam. Natomiast Zielona Edukacja (promująca wegetarianizm) i Kuro Neko (stoisko z ciastami) pojawiły się po raz pierwszy.
I na koniec food trucki, tam wszystko przygotowywane jest na bieżąco, więc nie ma zbędnych podgrzewaczy. Dim Sum Factory zjemy przyzwoite pierożki gotowane na parze. Uwaga farsze z gatunku raczej tych pikantnych. Ramen natomiast możemy zjeść w OhMyRamen, nie pobije tego z Madary albo BBQ Ramen-ya Katowice, ale jest całkiem spoko. Wywar aromatyczny, a kluski sprężyste.
ClaudiaMorningstar
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka