Strony

piątek, 19 czerwca 2026

Meishoku Detclear Fruits Peeling Jelly

Podczas mojej wycieczki do Japonii zaopatrzyłam się w tym pięknym kraju we wszystko czego w Polsce nie ma. Słodycze, kosmetyki, ubrania. Przed wyjazdem zrobiłam szeroki research dlatego wiedziałam, że do mojego trafi peeling od Meishoku. Nie spodziewałam się jednak, że kupię wszystkie cztery wersje.
Detclear Bright & Peel Peeling Jelly Mix Fruit to żelowy peeling enzymatyczno-kwasowy z kompleksem owocowych AHA, który delikatnie usuwa martwe komórki naskórka, wspiera oczyszczenie porów i przywraca skórze świeży, promienny wygląd. Lekka konsystencja równomiernie rozprowadza się po twarzy, zapewniając komfortową aplikację bez mechanicznego tarcia. Połączenie ekstraktów z cytrusów, jabłka, trzciny cukrowej, klonu oraz malin i borówki stanowi naturalne źródło kwasów AHA, które wspierają wygładzenie i wyrównanie kolorytu skóry. Kwas salicylowy (BHA) z kory wierzby pomaga oczyścić pory, a papaina wspiera proces odnowy naskórka. Ekstrakty z wąkroty azjatyckiej i dzikiej róży wspierają komfort skóry podczas złuszczania. Owocowy zapach uprzyjemnia pielęgnację.

Skład Mix Fruit: Water, butyelene glycol, carbomer, steartrimonium chloride, hydrogenated polyisobutene, dimethicone, glycerin, lactobacillus/pear juice ferment filtrate, vaccinium myrtillus extract, willow bark extract, sugar cane extract, saccharum officinarum (sugar cane) extract, citrus aurantium dulcis (orange) fruit extract, lemon fruit extract, sugar maple sap extract, apple fruit extract, rubus idaeus (raspberry) fruit extract, orange oil, salicylic acid, malic acid, tartaric acid, glycolic acid, polyglyceryl-10 laurate, fragrance, methyparaben.
Peeling ma konsystencję przeźroczystej gęstej galaretki. Testowałam wszystkie cztery wersje i uważam,  że ta ma najładniejszy zapach, chociaż muszę się przyznać, że jest prawie niewyczuwalny. Aplikacja jest dziecinnie prosta. Odmierzamy odpowiednia ilość kosmetyku i delikatnie wmasowujemy ją w twarz. Skóra po nim jest gładka i oczyszczona. Mądrze przemyślany dozownik z wygodną pompką. Wykonany z mocnego plastiku, nie zliczę ile razy upadł na podłogę w łazience. Nic mu się nie stało. Bardzo wydajny produkt, mamy wrażenie, że nigdy się nie kończy. Kupiony w Japonii, więc cena również było dużą niższa niż w polskich sklepach. Po przeliczeniu zapłaciłam za niego około 30 zł, więc cena w Polsce to lekkie nie porozumienie. W popularnych drogeriach kupimy go 109 złotych. Widać, że moda na kosmetyki azjatyckie jest coraz bardziej popularna, co przekłada się na większą dostępność importowanych produktów. Szkoda tylko, że w takiej cenie. 

ClaudiaMorningstar

środa, 17 czerwca 2026

Yoshoku we Wrocławiu

Tym razem trafiłam do restauracji z polecenia. O Yoshoku słyszałam wiele dobrego, więc podczas wspólnej mini wycieczki do Wrocławia czym prędzej waz z Pauliną postanowiłyśmy przetestować o co tyle zamieszania. 
Było za ciepło, więc zrezygnowałyśmy z ramenu a zamówiłyśmy duży zestaw sushi (nr 3/119zł). W skład zestawu wchodziły: futomaki filadelfia, pieczony łosoś, krewetka w tempurze oraz nigiri tamago.  Przyznaje się: kupiła nas amerykańska rolka, którą obie bardzo lubimy. Połączenie łososia i serka ma coś w sobie. Krewetka w tempurze również niczego nie brakuje. Nigiri z tamago to prosta klasyka, której nie trzeb bronić. Do posiłku idealnie pasuje ich domowa lemoniada (25zł/1l), która jest orzeźwiająca i naprawdę pyszna. Zamówiłyśmy także coca colę (8zł). Jej nikomu nie trzeba przedstawiać.
Korean chicken sando (34zł) i skrzydełka (32zł) są fenomenalne i mimo że nie jestem fanką kurczaka, to te przygotowane w sposób azjatycki zawsze mi smakują. Kawałki były bardzo soczyste, otoczone słodko-pikantną marynatą i chrupiącą panierką w towarzystwie sezamu i szczypioru. W kanapce bardzo dobry shokupan: świeży i puszysty. Nie rozumiem posypania przystawek kiełkami, są one zupełnie zbędne. Wszystkie pozycje  zostały bardzo estetycznie podanie. Cieszą oko pomimo podania na talerzach ze stali nierdzewnej, których nie jestem fanką.
Jiggly cat (19zł) chciałam spróbować od dawna. Za pewne wiele zastanawia się co to za deser. Otóż odpowiedź jest dziecinnie łatwa. Jest to po prostu najprostsza na świecie mleczna galaretka, która częściej możecie znaleźć pod nazwą punyangi. Słodki, czekoladowy przełamany nieco kwaskowatym sosem mocno trzęsącym się kotem. Czy te oczy mogą kłamać?
Za całą górę jedzenia zapłaciłyśmy 237zł. Co uważam za uczciwą cenę biorąc pod uwagę ile otrzymałyśmy jedzenia. Wnętrze zupełnie mi się nie podoba. Krzesła, stoły i podłoga za bardzo przypominają mi podrzędną stołówkę. Jest po prostu brzydkie. Mamy tutaj częściową samoobsługę. Zamówienia składamy przy ladzie i odbieramy, gdy zadzwoni nasz brzęczek. Miejsce przyjazne psom i rowerom. Położenie było kłopotliwe. Znajduje się daleko od turystycznej części Wrocławia, ale niedaleko znajduje się przystanek autobusowy, więc można podjechać. Miejsce przyjazne psom i rowerom. Warto się jednak przejechać jeśli macie ochotę na dobre sando albo sushi.

ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 15 czerwca 2026

MUGI izakaya, japońska restauracja

Mugi to japońska restauracja w stylu izakaya do której od dawna chciałam iść. Pamiętam ich z czasów, gdy sprzedawali swoje wyroby na warszawskich targach śniadaniowych. Dobrze wspominałam ich bento i onigiri. Od lat obiecywałam sobie, że zjem w ich lokalu i w końcu mi się to udało. Nie mieszkam w stolicy, rzadko tam bywam, więc znacząco przeciągnęło się to w czasie. Lepiej późno nich wcale.
Menu jest olbrzymie. Możemy się skusić między innymi na ramen, yakitori, kushiage, sukiyaki bądź shabu-shabu. Właściciele nie zapomnieli o słodkościach takich jak japoński pudding czy kakigori. Nie sposób zapamiętać wszystkich pozycji w menu. Yakisoba (47zł) smakowała prawie jak w Japonii. Giętki makaron oblepiony nieco pikantnym, słodkim sosie w towarzystwie miękkiej wieprzowiny i imbiru. Jak na moje nieszczęście nie żałowano katsuobushi. Musiałam wybierać, bo nie jestem fanką. A co ciekawe miso uwielbiam.
Mini mugi shio (35zł) to przykład japońskiego klasyku. Klarowny wywar drobiowy, nieco słony z wyraźnie wyczuwanym smakiem umami. Makaron, długi, cienki i sprężysty. Pierś z kurczaka mięciutka a połówka jajka miała idealną dla mnie postać. Nie przeciągniętą w żadna ze stron.
Por w bekonie (10zł), cukinia (10zł), dynia (10zł) w formie kushiage ucieszy każdego fana szaszłyków. Nie za gruba panierka, chrupiąca. Oczywiście jak to często się zdarza oparzyłam się w język, więc uważajcie, bo skończycie jak ja. Ponownie. Podane w towarzystwie różnych sosów.
Gyoza (28zł) to doskonałe rozpoczęcie posiłku. Sprężyste ciasto, dużo mięsnego farszu, przyjemnie przyrumienione przy jednej ze stron. Niestety w sprawie alkoholu nie popisali się. Z powodu braków nie mieli praktycznie niczego. Musiałyśmy się zadowolić piwem kraftowym (22zł) oraz kieliszkiem Riesling Wachtenburg (26zł). Smaczne, dobrze schłodzone.
Ichigo kakigori (30zł) to doskonałe zakończenie posiłku. Duża porcja kruszonego lodu w towarzystwie truskawek, bitej śmietany i słodkiego dodatku. Nie za słodkie. Poza tym czy forma podania nie przypomina Wam uroczego kotka? Patrzcie na te uszka? Przeurocze! Cały obiad wyniósł 218 zł co przeciętną cenę dla dwojga za obiad w Warszawie. Wnętrze dość surowe, typowe dla izakayi. Była ładna pogoda, więc siedziałyśmy w niewielkim zielonym ogródku. Bardzo podobają mi się mangowe podkładki, które jednocześnie mogą być kolorowankami. Sailor Moon rządzi!

ClaudiaMorningstar

sobota, 13 czerwca 2026

The Rose w Krakowie

The Rose znam od dawna. Mało tego! Jest to pierwszy koreański zespół, którego zaczęłam słuchać. Jest on także moim ulubionym. Nic więc dziwnego, że jak ogłosili kolejną już trasę koncertową po Europie to wiedziałam, że muszę zrobić wszystko aby zobaczyć ich na żywo!
Na pierwszy koncert, który grali w Polsce niestety nie udało mi się zdobyć biletów. Starałam się jak mogłam, niestety byli lepsi i poległam w walce. Na ten w Krakowie również miałam niewielki problem z kupieniem wejściówki. Na stronie internetowej cały czas wyskakiwały mi błędy. Po kolejnej próbie w końcu udało mi się przejść do płatności. Bilety nie zbyt były drogie. Zapłaciłyśmy około 400 zł za dwa. Dla tych, którzy chcieli by się więcej dowiedzieć zapraszam na ich stronę internetową. A Ci którzy chcieliby ich posłuchać- nic straconego. Za jedenaście dni grają w Warszawie, a bilety ciągle są do kupienia. 
Tauron Arena ma bardzo dobre połączenie komunikacją miejską. Nie było najmniejszego problemu aby dostać się na nią tramwajem bądź autobusem. Wiem, że obok Hali znajduje się parking, ale postój moim zdaniem nie należy do najtańszych. Za miejsce trzeba zapłacić 50zł -70zł.
Widowisko pod względem technicznym również na wielki plus. Oprócz wspaniałego wokalu i interakcji ze strony zespołu widzowie mogli podziwiać pokazy pirotechniczne, laserowe mappingowe. Dobre, czyste nagłośnienie. Na wielkich ekranach również można było ich podziwiać. To bardzo przydatne, gdy ma się miejsce daleko od sceny. Lepiej widać detale.
Sam koncert to była doskonała uczta dla oczu i dla uszu. Energia, emocje i muzyka, która porwała nas wszystkich. Chłopaki dali z siebie wszystko. Był to niesamowity wieczór, który w przyszłości chciałabym powtórzyć. 

ClaudiaMorningstar

środa, 10 czerwca 2026

KPOP NATION

23 września 2023 roku w Warszawie na Narodowym odbył się K-Pop Nation x Korea Music Festival. Była to największa tego typu impreza w Polsce. W tym roku ma odbyć się podobny festiwal w Katowicach. Czy się odbędzie? Zobaczymy! Organizatorzy KPOP NATION nie popisali się ponieważ do zakupionych biletów nie dostaliśmy specjalnych koncertowych opasek. Byłyśmy bardzo zawiedzione!
Co ciekawe najpierw kupiłam nam bilety (zrobiłam to po kryjomu w pracy, ponieważ pierwsza tura sprzedaży wejściówek nastąpiła 23 czerwca równo o 14- właśnie wtedy zaczynałam pracę), a dopiero później organizatorzy zaczęli powoli podawać artystów, którzy wystąpią. Trochę takie kupowanie kota w worku. Za dwa bilety z opłatą serwisową zapłaciliśmy 749.78zł. Myślicie, że to dużo?
Finalnie doczekaliśmy się listy artystów: THE BOYZ, CIX,Kep1er,MAMAMOO,+ ZEROBASEONE, SF9, (G)I-DLE - Headliner, MONSTA X (Shownu x Hyungwon) - Headliner. Najbardziej czekałam na (G)I-DLE i moją ulubioną piosenkę "Lion." Niestety dziewczyny nie zagrały go. Przyznaje się, że spodziewałam się innych zespołów co nie zmienia faktu, że byłam miło zaskoczona listą kto wystąpi na scenie.
Przyznaje się, że organizacja była do dupy. Małe telebimy, brak czerwonego dywanu, obiecanych bransoletek, przeciąganie ogłaszania listy artystów i nieuczciwa próba sprzedaży biletów w dużo niższej cenie oraz brak tłumacza.
Mimo okropnej organizacji doskonale się bawiłam. Mało mam okazji słuchać na żywo słynnych koreańskich zespołów w towarzystwie mojej przyjaciółki Natalii. W końcu "z kim" często znaczenie. Same mini koncerty były fenomenalnie, a artyści dawali z siebie 100%. Od śpiewania piosenek i niespodziewanych sto lat zdarłyśmy gardło.  
Osobiście myślałam, że będzie więcej uczestników na tym festiwalu. Płyta była praktycznie pusta. Na trybunach dużo wolnych miejsc chociaż obecni robili niezły hałas.  
Co ciekawe na teren stadionu bez problemu można było wnieść napoje oraz słodycze zakupione zewnątrz. Nikt ich nie konfiskował. Bardzo podobała mi się ta sytuacja. Nie było trzeba zbędnie wydawać pieniędzy na zawyżone ceny wody czy piwa.
Wraz z Natalią bawiłyśmy się cudownie! Spędziłyśmy miło czas w towarzystwie k-popu. I nawet delikatny deszczyk był nam niestraszny! W końcu na coś wzięłyśmy nasze gustowne pelerynki.

ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 8 czerwca 2026

POCHA- oryginalna koreańska restauracja w Pradze

Jak wiadomo na wyjazdach trzeba coś jeść. POCHA będzie drugą a zarazem ostatnim postem z minionego wyjazdu do Pragi. Zupełnie nie było jej w planach, ale byliśmy głodni, a menu na stronie nas zaciekawiło. 
Na początek zamówiliśmy samgyeopsal (567czk). Nie był to tak wypasiony zestaw, który jedliśmy dzień wcześniej w Hosarova co nie zmienia faktu, że podany nam boczek był przyjemnie tłuściutki. Dodatkowo restauracja zapewniła nam niewielką ilość smacznych dodatków takich jak sosy, liście do zawijania sałaty, grzyby czy cebulę. Obsługa niestety nie pytała się nas czy wiemy jak przygotować nasz posiłek ani nie zaproponowała nam pomocy przy grilowaniu.
Oczywiście, że nie można zapomnieć o pierożkach. Nie wypada iść do koreańskiej restauracji i nie zamówić mandu (5sztuk/155czk). Bardzo chrupiące, smażone w fryturze. Mięsno-warzywny farsz smaczny, nie za suchy. Przyszły bardzo gorące i oczywiście oparzyłam sobie język. Mama i ja zamówiłyśmy po highball (2*122czk=244czk), które okazało się nieco słodkim drinkiem na bazie soju i napoju gazowanego. Tata zdecydował się na zieloną herbatę (69czk), która no cóż była nieporozumieniem. Dostał najtańszą marketową herbatę. W tej sprawie restauracja nie popisała się. Zamówiliśmy także dużą wodę (102czk). Woda jak woda. Każdy z nas wie jak smakuje.
Moi rodzice zamówili dwie wersje japchae: klasyczną (213czk) oraz z wołowiną bulgogi (265czk). Pierwszy raz spotkałam się na tym aby dodać do japchae cukinie. Ciekawy pomysł, chociaż nie wpływa to na smak dania. Bardzo dobre pozycje- nie za słodkie i nie za słone a mięso w niewegetariańskiej odmianie nieprzesmażone. 
Kimchi jjigae (288czk) było fenomenalne. Duża porcja pikantnego gulaszu, z rozpływającym się w ustach mięsem i miękkim tofu. Kimchi również nie pożałowano. Właśnie w tej restauracji w Czechach warto się wybrać na tą pozycję.
Sam lokal nieco przypomina domek za sprawą wszechobecnego drewna. Na ścianach króluje mini słowniczek z popularnymi koreańskimi zwrotami, zdjęcia gości czy stare kpopowe plakaty. Jest czysto, a muzyka gra bardzo cicho. Dania zostały przyniesione bardzo szybko- nic dziwnego, w końcu byliśmy jedynymi klientami na sali. Cały posiłek wyniósł nas 1903czk. Mniej niż ostatnio, ale również nasze zamówienie nie było tak wielkie jak w Hosarova

Która restauracja bardziej przypadła Wam do gustu? Dzisiejsza? A może poprzednia?
ClaudiaMorningstar

sobota, 6 czerwca 2026

Shiseido Sengan Senka All Clear Oil

Nie wiem czy wiedzie, ale początkowo ten blog miał być głównie o kosmetykach. Jedzenie oraz podróże to miał być dodatek. Wyszło inaczej, życie na serio jest nieprzywidywalne!
Shiseido Sengan Senka All Clear Oil to oczyszczający olejek do demakijażu twarzy. Bezzapachowy preparat usuwa wszelkie ślady makijażu, w tym wodoodporny tusz do rzęs, a także brud i sebum nagromadzone w porach, pozostawiając skórę czystą i nawilżoną. Nie wysuszania skóry i nie uszkadza przedłużanych rzęs. 

Skład:Mineral oil, PEG-8 glyceryl isostearate, cetyl ethylhexanoate, isododecane, propylene glycol laurate, PPG-17, dimethicone, glycerin, ethylhexyl palmitate, oryza sativa (rice) germ oil, sodium hyaluronate, sodium acetylated hyaluronate, hydrolyzed silk, water, BHT, tocopherol, alcohol, citric acid, potassium sorbate, fragrance.

Olejek ma bardzo wodnistą formułę co w najmniejszym stopniu nie przeszkadza w użytkowaniu. Nie przypomina ciężkiego, gęstego oleju. Przyjemnie się go rozprowadza i doskonale zmywa makijaż. Nic mu nie straszne: szminka, podkład a  nawet wodoodporny tusz do rzęs. Przy czym nie sprawia, że widzimy jak przez mgłę. Dobrze się łączy z wodą. Wydajny, nie potrzeba go wiele aby wykonał swoje zadanie. Za sprawą wygodnej pompki komfortowo używa się tego produktu. Cena też nienajgorsza. Ja osobiście kupiłam go w Japonii ale bez problemu zamówicie go przez internet.

Mieliście kiedyś ten olejek? Jak Wam się sprawował?
ClaudiaMorningstar 
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka