Strony

sobota, 1 października 2022

Dzisiaj studenci wracają na uczelnię, czyli koreańskie dramy, gdzie akcja dzieje się na studiach

1 października studenci wracają na uczelnie. Znów będą się uczyć w bibliotekach, imprezować w klubach a duża część z nich także pracować aby utrzymać się w obcym mieście. Ale wiadomo nie samymi książkami uczniowie żyją, więc przygotowałam listę 5- ciu dram, których akcja dzieje się na uniwersytecie. 
Law school

Surowy profesor prawa i jego ambitni studenci sprawdzają swoją wiedzę o sprawiedliwości w praktyce, gdy na ich prestiżowej uczelni dochodzi do makabrycznego zdarzenia.

Jeśli kochacie prawo i związane z nim zawiłości to pokochacie tą dramę. Chemia miedzy aktorami cudowna. To napięcie. Doskonale rozpisane postacie. Fenomenalna obsada. Kim Myung Min jako profesor rewelacyjny. Poruszający wiele problemów młodych ludzi. Mimo że jest to drama z tych powolnych to za sprawą licznych plot twistów niesamowicie wciąga i czeka się z niecierpliwością na kolejny odcinek.
Why her

Oh Soo Jae to najmłodsza partnerka w jednej z najbardziej prestiżowych kancelarii adwokackich w kraju. Kierując się swoimi obłudnymi zasadami i niekończącym się pragnieniem wygrywania, udowadnia, że ma wszystko, czego potrzeba, aby zostać jedną z najlepszych adwokatek. Gdy jedna z jej spraw przybiera nieoczekiwany obrót, Soo Jae jest zmuszona patrzeć, jak cała jej ciężka praca rozpada się na kawałki. Przez to zostaje zdegradowana w pracy i zmuszona do objęcia roli adiunkta w miejscowej uczelni na wydziale prawa. Tam poznaje Gong Chana, zdolnego studenta prawa. Czy wsparcie chłopaka i determinacja Soo Jae wystarczą, aby wróciła na szczyt?

To kolejna drama, której akcja dzieje się na wydziale prawa. Oh Soo Jae to wybitna prawniczka, mądra, silna, która wytorowała sobie na szczyt w męskim świecie. Why her to drama o jej życiu, wyborach i walce. Pokazuje, że wbrew pozorom nie wszyscy są równi w oczach sprawiedliwości, a często wygrywa ten co ma więcej pieniędzy czy koneksji. 
Police University

Impulsywny detektyw, który za karę musi odnaleźć się w roli profesora na uczelni, haker, który popełnia przestępstwo, żeby pomóc swojej rodzinie i na wskroś prawa dziewczyna, której pragnieniem jest stać na straży prawa — oto bohaterowie, których losy połączy Akademia Policyjna. Kang Sunho, który stracił rodziców, kiedy miał zaledwie dziesięć lat, wykorzystuje swoje genialne umiejętności hakerskie, próbując ukraść nielegalne fundusze z hazardu, aby zapłacić za operację raka swojego przybranego ojca. Pewnego dnia spotyka charyzmatyczną Oh Kanghee i zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia. Postanawia iść na studia tam, gdzie ona. Jednak nie spodziewa się, że profesorem na tej uczelni będzie znany mu już detektyw, Yoo Dongman. Dodatkowo okazuje się, że profesor-detektyw i student-haker mają ze sobą o wiele więcej wspólnego, niż podejrzewali. Jak rozwiną się relacje bohaterów? Czy ktoś, kto popełni poważny błąd, jest w stanie się zmienić? Czy każdy zasługuje na drugą szansę? W jaki sposób bohaterom uda się wspólnie rozwiązywać zagadki kryminalne? To zabawna komedia ze wzruszającymi elementami i morałem, która na pewno niejednego urzeknie i rozbawi.

Teraz odchodzimy od wydziału prawa a przechodzimy do uniwersytetu, gdzie kadeci uczą się na policjantów. Powody wybrania tej ścieżki są na prawdę różne. Jedni wybrali ją dlatego, że była darmowa a inni z powodu dziewczyny. Jest to jedna z tych lekkich pozycji, nie porusza systemu jaki działa system policji w Korei a skupia się na relacjach międzyludzkich. Możemy znaleźć tutaj delikatny romans, siłę przyjaźni czy rodząca się więź oparta na szacunku pomiędzy uczniem a profesorem.
My Id is Gangam Beauty

Kang Mi Rae była niezbyt urodziwą dziewczyną, przez co stała się nieśmiała. Gdy chodziła do szkoły, wiele osób z tego powodu ją wyśmiewało i prześladowało. Obecnie Kang Mi Rae przeszła operację plastyczną i stała się piękną dziewczyną, jednakże jej nieśmiałość nie odeszła wraz z brzydotą. Dziewczyna zaczyna właśnie swój pierwszy rok na studiach, a wraz z nim powracają koszmary z przeszłości. Ludzie zaczynają nazywać ją “Pięknością z Gangnam”, które to określenie dotyczy kobiet, które stały się piękne wskutek operacji plastycznych. Na tę samą uczelnię uczęszcza Kyung Seok, który to nie ocenia ludzi po wyglądzie, a po ich charakterze. Wkrótce Kyung Seok zaczyna czuć coś do Kang Mi Rae.

Mi Rae to postać, którą pomimo zamknięcia w sobie da się lubić. To właśnie prześladowanie w przeszłości ją ukształtowało. Trudno się jej dziwić, że nie łatwo jej zaufać ludziom. Pokazuje, że łatwiej zmienić się z zewnątrz niż w wewnątrz. Potrzeba dużo czasu. A piękno nie jest wszystkim. Z My Id dowiemy się też o tej mrocznej stronie Korei, gdzie społeczeństwo kładzie duży nacisk na perfekcyjną twarz czy ciało a wszelkie odstępstwa od normy są potępiane.
Cheese in The Trap

Hong Seol i Yoo Jung uczęszczają do tego samego college'u, ale nie mogłyby się bardziej różnić. Hong Seol jest biedną, nielubianą studentką bez pieniędzy, podczas gdy Yoo Jung jest bogaty, lubiany, niezwykle inteligentny i popularny. Hong Seol chce po prostu spokojnie przejść przez studia, ale daje się wplątać we wszystko, w co wciągnie ją Yoo Jung. Czy Hong Seol zdoła się od tego uwolnić, czy nadal będzie jedyną osobą, która dostrzeże prawdziwe oblicze Yoo Junga?

Kim Go Eun jest piękną kobietą, ale w tej dramie wygląda jak rudy pudel. Oto przykład doskonałej charakteryzacji. I jak kolor włosów czy rodzaj fryzury potrafią zmienić człowieka. Między głównymi bohaterami nie ma gorącego romansu, ale przyjemnie się ogląda ich "walkę" pomiędzy sobą. Cheese in The Trap jest bardzo realistyczną dramą. Ukazuje życie studenckie z różnych stron, z chwilami szczęścia i radości jak ze smutnym wyścigiem o miejsce na dane zajęcia. 

Ps. Wszystkie opisy dram jak i grafiki je obrazujące nie są moją własnością. Są to materiały promującą dany tytuł.
Jakie są Wasze ulubione dramy, których akcja dzieje się na uniwersytecie?
ClaudiaMorningstar

środa, 28 września 2022

Miyu sushi, czyli japońska restauracja w Żorach

Uwielbiam Miyu Sushi. Cudowne wnętrze, smaczne jedzenie i wspaniała obsługa. Mają tylko jedną wadę: położenie. Znajdują się za Auchan, na poboczu dlatego zawsze jadę do nich autem, nie ma za to najmniejszego problemu z zaparkowaniem. Zdjęcia pochodzą z różnego okresu- te z ogródka są przed remontem- w tym miejscu znajduje się teraz druga salka.  Miyu zjecie ramen, wariację na temat makaronu czy sushi w nowoczesnym wydaniu.
Tantamen (32zł) niestety nie należał do najbardziej udanych. Makaron sprężysty. Wywar mało gęsty, mało sezamowy niepikantny. Wieprzowina niedoprawiona, i nie mam zielonego pojęcia dlaczego jest taka jasna. Plus za marynowane jajko, które miało płynny środek. Duża porcja. Jak na razie nikt nie pobił Madary i BBQ Ramen Ya Katowice.
Udon z łososiem (32zł) to zupełnie inna bajka. Makaron (udon) sprężysty, łosoś dobry gatunkowy. Sos na bazie mleczka kokosowego przyjemnie ostry. Całość przełamały pomidorki koktajlowe i chrupiący groszek cukrowy.
Sushi z cukinią- "zuccini" (20zł) to majstersztyk. Bardzo smaczne, tempura chrupiąca, nie ociekająca tłuszczem i nie "ciągneła się". Chili nadawało rolce przyjemnej ostrości. Do picia zamówiliśmy choye (150ml/14zł) oraz flar white (10zł). A na wynos (ponieważ można zamówić i odebrać interesujące Was zamówienie) udon z kurczakiem (30 zł+ torba papierowa 1zł+1 zł opakowanie= 32zł). Złego słowa o nim nie można powiedzieć. Był to nasz najdroższy obiad, ponieważ za całość zapłaciliśmy 140zł.
Do jedzenia wybraliśmy makaron z grzybami oraz padthai. O obu daniach nie mogę słowa powiedzieć. Makarony mimo że różne były bardzo dobrze przyrządzone. Wegetariański cudownie smakował grzybami a sos był bardzo aromatyczny. Mój padthai również dobrze przyrządzono, sos nie był za słodki, nie zapomniano o dodatkach takich jak orzeszki czy limonka a krewetki były soczyste. A do picia przyjemnie zamówiliśmy gruszkowy On Lemon oraz dobrze schłodzona Choya.
Innym razem zamówiliśmy makaron z fasolką edamame i ciecierzycą (wtedy 26zł-teraz 30zł) oraz makaron ze smażonym tofu (wtedy 26zł-teraz 30zł). Tym razem dania z sekcji wegetariańskiej, co w moim przypadku jest niecodziennym wyjściem. Makarony sprężyste a dodatki dobrze się komponowały. Wersja z tofu słodka, delikatna w smaku. Natomiast z fasolką lekko pikantna za sprawą chili. Idealne mi podszedł.
Sandra na przystawkę zamówiła smażone krewetki. Były oczyszczone, soczyste a panierka niezwykle chrupiąca. Obydwie zamówiłyśmy ten sam lunch a do picia herbatę. Skorzystałyśmy z promocji i za każdy imbryk zapłaciłyśmy po 1 zł. 
Na lunch (28zł) składała się zupa kokosowa. O matko. Jak ona pachniała, na myśl o tym zapachu leci mi ślinka do buzi. Była niezwykle aromatyczna z dużą ilością dodatków (krewetek i grzybów).
Jako dodatek podano zupy dołączono futomaki z łososiem, tykwą i serkiem philadelphia. Nowoczesna rolka, która przypadła mi do gustu. Ryż odpowiednio przyrządzony, kleisty, ryba (łosoś) bardzo świeża i dobra gatunkowo. A serek no cóż dobrze łączył się z resztą. 
Jako, że mój żołądek dużo zmieści dodatkowo zamówiłam pao krao pa (kiedyś 28zł-teraz 34zł). Danie smaczne, kurczak soczysty a makaron sprężysty. Znawczynią tajskiej kuchni nie jestem ale wydaje mi się, że to danie nie ma za wiele wspólnego z oryginałem. Nigdy nie spotkałam się aby jeść je z makaronem, zawsze z ryżem. Brakowało mi też sadzonego jajka, który jest częstym dodatkiem. Nie wiem dlaczego nie nazwano go inaczej, jeżeli ktoś szuka klasycznej wersji to będzie zawiedziony. Za cały mój posiłek zapłaciłam 57 zł.
Po raz kolejny z Sandrą, tym razem na nieistniejącym już ogródku. A szkoda, bo bardzo przyjemnie się jadło w promieniach słońca na leżakach. Ona zamówiła skromny zestaw wodę, herbatę i wegetariańskie hosomaki. Sushi bez najmniejszych zastrzeżeń. Ja na natomiast lunch (28 zł), herbatę z imbryku (1zł) oraz padthai krewetka (32zł). Lunch był fenomenalny. Na pierwsze danie podana zupę miso, która smakowała jak miso a nie jak woda jak to w miało w przypadku Koku Sushi. Rozgrzewają i aromatyczna w smaku, z dużą ilością wodorostów i tofu. Na danie główne podano futomaki z cukinią w tempurze. Było to najlepsze wegetariańskie sushi jakie jadłam w życiu i wcale nie przesadzam. Ryż jak zwykle bardzo dobry, a cukinia chrupiąca za sprawą tempury, której było w sam raz. Niewielka ilość chili dodaje odpowiedniej nutki ostrości. Pychota. A dodatkowo dobrałam pad thai z krewetką, które często tu zamawiam. Jak zwykle bez zarzutu. Całość 61 zł. No cóż mam dużo większy żołądek i moje posiłki są większe. Życie.
Makaron z cukinią (wtedy 24zł-teraz 30) przepyszny. Udon sprężysty, nie za gruby-nie za cienki. Lekko pikantne danie z kolendrą. Dużo chrupiącej cukinii i grzybów. Sos na bazie mleczka kokosowego bardzo przypadł mi do gustu.
Laksa curry mee (26zł) smakowała mi. Nie wiem jak miała się do oryginału, ponieważ tak na prawdę jadłam ją tylko i wyłącznie w tym lokalu, więc nie mam porównania. Wiem natomiast, że była aromatyczna, nieco ostra i kremowa. Niecodzienna w smaku, wydaje mi się, że to za sprawą curry, mleczka kokosowego i limonki.
Udon z kurczakiem (kiedyś 28 zł-teraz 30zł) to bezpieczne wyjście. Makaron ugotowany jest w punkt, kurczak soczysty i nie surowy w środku a sos słodki za sprawą sosu teriyaki, który jest przełamany za sprawą groszku i dymki. Dodatkowo do picia zamówiliśmy herbatę egzotyczną (9zł- regularna cena a nie jako dodatek do lunchu), riesling feinherb (150ml/14zł), który jest moim ulubionym obiadowym winem oraz on remon rabarbar (9zł), który jest dużo kwaśniejszy od wersji gruszkowej. Za cały obiad zapłaciłam 110 zł co nie wydaje mi się wygórowaną ceną.

Podsumowując. Miyu sushi do dobre miejsce na rodziny obiad. Przytulne wnętrze, miła obsługa, smaczne jedzenie. Ceny również należą do przystępnych. 
ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 26 września 2022

Patio sushi, czyli gdzie na sushi w Rybniku

Lubię sushi. Natalia też, więc jemy je często. Dobrym miejscem jest Patio Sushi? Dlaczego? Rolki są przepięknie podane, wykonane z dobrej jakości składników, po prostu smaczne. Obsługa jest na najwyższym poziomie, a wnętrze to majstersztyk chociaż bardziej kojarzy mi się ze starą francuską kawiarnią niż miejscem gdzie sprzedają dania kuchni japońskiej.
Wizyta z okazji urodzin Natalki. Na danie główne sushi. Zarówno uromaki, futomaki czy hosomaki smakowały nam. Ryż dobrze zaprawiony, dobry jego stosunek do reszty dodatków. Rolki smaczne a kawałki odpowiedniej wielkości. Nie było problemów z jedzeniem "na raz". I co najważniejsze świeże i dobrej jakości składniki.
Na przystawkę zamówiłyśmy gyozę z mięsem. Dobrze doprawiony farsz i odpowiedniej grubości ciasto. Sajgonki również nam smakowały, chrupiące z ponownie odpowiednio przyprawionym wnętrzem.
Jako że były to urodziny to nie mogliśmy nie zamówić alkoholu. Dobrej jakości prosecco, odpowiednio schłodzone i profesjonalnie otworzone przez obsługę. Przepyszne.
Ponieważ urodziny Natki są w grudniu cały lokal był świątecznie przyozdobiony. Wnętrze zdobiły naturalnej wielkości "Dziadki do orzechów," girlandy i lampki. Klimatycznie.
Kolejna wizyta również z Natalką. Na początek przystawka: krewetka w tempurze (6 sztuk/36zł), która była oczyszczona, soczysta i nie gumiasta a panierka chrupiąca i nie oczekająca tłuszczem oraz pierożki hacao z krewetkami (6 sztuk/23zł) błędnie nazwane w karcie pierożkami dim sum, ponieważ dim sum to są lekkie przekąski podawane do herbaty w południowych kinach a nie rodzaj pierogów. Hacao również były bardzo dobre w smaku, nie przeciągnięte, z intensywnym farszem. Gyoza z kurczakiem (18zł), która nie załapała się na zdjęcia równie bez zarzutu.
Jako, że Patio Sushi oprócz sushi sprzedaje także makarony, zupy i dania główne moja towarzyszka zamówiła makaron Patio Vege. Makaron sprężysty, warzywa chrupiące. Całość dopełniały orzeszki i nienachalny w smaku sos. Dobre połączenie.
Mój ramen wieprzowy (31zł) nie należał do udanych. Owszem chasu było tłuściutkie i soczyste, ale reszta pozostawiała wiele do życzenia. Makaron był rozgotowany, wywar płaski w smaku a jajko zdecydowanie za długo gotowane. Powinno być półpłynne. 
Do schabu tonkatsu (29zł) również mam zastrzeżenia. Mięso smaczne, ale porcja mała. Podobny problem był z sosem. Przypadł mi do gustu ale było go tyle co kot napłakał. Za to ryż przyjemny, kleisty.
A do picia zamówiłyśmy różowe wino Martin Rose (750ml/55zł). Było fenomenalne. Podane w odpowiedniej temperaturze, lekkie, słodkie, nieco kwiatowe w smaku. Z całą pewnością kupię a winiarni. Za całą kolację zapłaciłyśmy: 213zł. Myślę, że to akceptowalna kwota za 3 przystawki, zupę, dwa dania główne i butelkę wina.
W przeciwieństwie do poprzedniej pozycji nie siedzieliśmy na dolnej sali, lecz wewnętrznym (bardzo klimatycznym patio) w otoczeniu bibelotów, bluszczu i lampek. A i poczekajcie na obsługę: po przybyciu niezwłocznie zaprowadzi Was do stolika.
Tym razem z Pauliną. Zamówiła bezpieczne dani jakim jest makaron z kurczakiem. Baza identyczna jak w wersji wege, z dodatkiem mięsa. Pierś była soczysta w środku i nie przeciągnięta.
Gyoza z kaczką (22zł/6sztuk). Tradycyjna przystawka w tym lokalu. Ponownie pierożki chrupiące, charakterystycznie przysmażone. Farsz smaczny, ale niczym kaczka się nie wyróżnia.
Moja tomkha kai (17zł) mi osobiście bardzo smakowała. Była niezwykle aromatyczna za prawą mleczka kokosowego, nie żałowano go. Treściwa. Duża ilość dodatków.
Zamówiłyśmy także futomaki (chicken roll/22zł). Nie jest to pozycja tradycyjna, nie znajdziemy tutaj ryby czy tykwy. W Japonii takiego "wynalazku' nie znajdziemy, jest to całkowita wariacja kucharza na temat dania ale nie wiem dlaczego lubię czasem zjeść rolki z nieoczywistym wnętrzem. Ryż ponownie dobrze był zaprawiony, kleisty, nie rozpadał się. Kurczak soczysty, a strips z bekonu chrypiący. Nietradycyjna pozycja. 
Sake na zimno- On The Rock (120ml/19zł) wyjątkowo nie przypadło mi do gustu. Zdecydowanie za gorzkie i za mocne. Wolę dużo słodsze kompozycje smakowe. Za moją część obiadu zapłaciłam 80 zł.
I znów na stół wjechały makarony. Moja wersja udonu z krewetkami (34.50zł) była bez zarzutu, dobrze przyrządzone i oczyszczone krewetki, wersja Natki z kurczakiem (25zł) jak zwykle dobre.
Na przystawkę gyoza z kurczakiem (18zł/6sztuk) oraz mięsne (22zł/6sztuk). Obydwie bez zarzutu z identycznie przyrządzonym ciastem. Natomiast te z "mięsem" miały farsz bardziej zbity i doprawiony.
Do picia zamówiłyśmy czarną herbatę cytrynową. Dobrze zaparzona w nie za gorącej wodzie. Małe zastrzeżenia do serwisu. Obsługa powinna się zdecydować czy chce żelazny czy porcelanowy, w stylu wschodnim czy zachodnim, bo dziwnie się to prezentuje. I oczywiście nie mogliśmy oprzeć się alkoholowi, na stół przyniesiono wino musująco Giuseppe Prosecco (750ml/55zł). Dobrze schłodzone i bardzo smaczne. Za całość zapłaciłyśmy 164.50 zł.
A tak wygląda górna sala. Ładna, chociaż trzeba przyznać, że mało japońska. Podoba mi się, że między piętrami jest winda, więc kelner nie musi biegać z dołu do góry z ciężkimi gorącymi talerzami, łatwo przecież o wypadek. Podsumowując idealne miejsce na obiad czy randkę z nieortodoksyjną kuchnią japońską, smacznym jedzeniem i alkoholem oraz dobrą obsługą.
ClaudiaMorningstar

sobota, 24 września 2022

Theatermuseum w Wiedniu, czyli gdzie zobaczyć orientalne lalki

Dobra przyznaje się. Do Theatermuseum w Wiedniu wybrałam się praktycznie w jednym celu: zobaczyć obraz "Naga prawda" jednego z moich ulubionych malarzy Gustawa Klimta. Reszta tego niewielkiego muzeum to tylko dodatek. Oprócz małej sali z przepięknie zdobionym sufitem, salki z fotografiami znajdują się dwa łączone pokoje z artykułami do teatrzyki lalkowego. Oprócz marionetek stylizowanych na osoby z różnych stron świat, potworów takich jak smoki znajdują się tutaj także makiety budowli i ogrodów .
Lalki przestawiają kobiety, mężczyzn i dzieci z różnych okresów historycznych i różnych krain. Możemy tutaj podziwiać zarówno średniowieczne europejskie królowe ich rycerzy, Marię Antoninę wraz z świtą jak i tajską rodzinę królewską. Obok hinduskich i mandżurskich przedstawicieli stoją współczesne postacie ze świata mody. Oprócz ludzi w kolekcji znajdują się buddyjskie bóstwa oraz mityczne stworzenia, np. smoki. Postacie wykonane są niezwykle dokładnie. Artyści doskonale przedstawili rysy twarzy, mimikę czy  makijaż charakterystyczny dla danej grupy etnicznej. Zadbano także o detale stroi czy zwrócili uwagę na kolor ubioru. Chociażby to, że złoty był zarezerwowany dla rodziny królewskiej.
Oprócz lalek możemy także podziwiać makiety. Niektóre pochodzą z lat 80-tych zeszłego wieku. Najprościej można powiedzieć, że przedstawiają architekturę z różnych zakątków świata. Zobaczymy murowane grody czy orientalny ogród. Chińska makieta datowana na 1989 rok prezentuje tradycyjne chińskie budownictwo. Ładnie ukazana pailou (wolnostojąca brama). Zwróćcie uwagę na charakterystycznie wygięte zdobione dachy, huabiao (dekoracyjne kolumny), kadzielnice i figury zwierząt. Nieodzownym elementem są także altany oraz pagody. Nie można także zapomnieć o roślinności. Wiśnie, śliwy czy chryzantemy były niezwykle popularne wśród architektury obrazu. 

Theatermuseum był to krótki przystanek przed wizytą w AlbertinaMuseum. Bilety nie były drogie, ponieważ za studencką wersję zapłaciłam 9 euro. Dobry punkt dla fanów Gustawa Klimta i lalek ale jeśli kochacie sztukę (malarstwo, rzeźbę czy wnętrza) to pędźcie do Albertiny. Cudowne doświadczenie. A jeśli zachce Wam się pić albo przyjdzie Wam ochota na coś słodkiego to wpadnijcie do Ichiban Tea. Ich kawaii makaroniki i owoca herbata na pewno przypadnie Wam do gustu.

czwartek, 22 września 2022

Sushi 4You Sushiko

Oops... I did it again. A raczej mój tata zrobił. Zbytnio się nie przejął, że ostatni zestaw tej marki wypadł słabo. Postanowił naprawić swój błąd i w ten oto sposób w moje ręce trafił box o nazwie Sushiko, który ponownie możemy kupić w ulubionym sklepie mojego ojca (Biedronce) za zawrotne 9.99zł.
Opakowanie tradycyjne u tej marki. Plastikowa dół z osobnymi komorami na rolki, drewniane pałeczki oraz dodatki. Góra zgrzana fabrycznie. Tym razem grafika w ogóle mi się nie podoba, jest kiczowata. Z serii premium ilustracje są przyjemniejsze dla oka.
W zestawie "california maki" wypadają słabiutko. Odchodząc od ryżu, który w każdym rodzaju dzisiejszego zestawu jest tragiczny: suchy i bardzo twardy to wnętrze też wiele pozostawia do życzenia. Ryby zupełnie nie smakują rybą, a przyprawami. Bardzo mocnymi, a ostrość to jedyne co wyczuwam na języku, inne smaki nie mają szans się przebić. Futomaki są z marchewką i paluszkiem rybnym, który był bardzo miękki, łącznie z panierką, którą pozbawiono charakterystycznej chrupkości. Nie wiem kto wpadł na takie połączenie, ale ok. Widocznie nie rozumiem wizji twórcy. Hosomaki. No cóż również mamy jedną porcję z marchewką, moim zdaniem niepotrzebne szukanie oszczędności, bo przecież połączenie rozdrobnionych paluszków krabowych z serkiem, które są w środku dwóch innych porcji za drogo nie wychodzi a nie ukrywajmy lepiej się prezentuje. Podsumowując wyjątkowo słaby zestaw od którego trzymajcie się z daleka. Ciekawie czym kolejnym tata mnie zaskoczy.


Jedliście kiedyś gotowe sushi?
ClaudiaMorningstar
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka