Strony

piątek, 16 października 2026

A gdyby tak sie wybrać do Coffeebara Club - All day breakfast club i zjeść koreańskiego tosta?

Po niezbyt udanej wizycie w EGGzystencji udałam się do Coffeebara. Nie ukrywam, że przekonały mnie do tego urocze kapibary jak i możliwość zjedzenia koreańskich tostów.
Bardzo smaczne koreańskie tosty. Dobry chrupiący chleb, soczysta smażona szynka, omlet i ciągnący się żółty ser. A to wszystko z dodatkiem super lekko pikantnego majonezowego sosu. Chociaż zabrakło mi w nich dodatku kapusty. Dodajcie ją, a będzie to danie "prawie jak w Korei". Przepięknie zaserwowane. Estetycznie. Zupełnie nie rozumiem podania tego noża, był mikroskopijny, ale przynajmniej się uśmiałam. Moda na pochrzyn skrzydlaty dotarła wszędzie, więc do picia zamówiłam "ube ice latte". Doskonały balans pomiędzy wszystkimi składnikami. Delikatnie słodkie, więc nie trzeba dodatkowo dosładzać cukrem. A na deser zamówiłam "kapibarę tańczącą" (20zł), czyli czekoladową panna cottę. Aksamitna, kremowa i bardzo czekoladowa. Idealne zwieńczenie śniadania. Niestety nie podzielę się informacją ile zapłaciłam za całość ponieważ pierwszy raz w życiu zgubiłam rachunek. 
Wnętrze bardzo przytulne. Wszędzie królują kapibary. Znajdziemy je na ścianach, w menu a nawet te słodkie zwierzaki przyozdabiają czystą toaletę. W tle pobrzmiewa sentymentalna muzyka. Leciały takie hity, że gdybym miała menopauzę to potrzebowałabym na prawdę dużą paczkę chusteczek. Lokal duży, a we wtorkowe poranki praktycznie pusty. Nie licząc obsługi byłam tam sama. 

ClaudiaMorningstar 

środa, 14 października 2026

Czy Eggzystencja w Krakowie jest warta hype?

Śniadaniownia Eggzystencja od pewnego czasu jest bardzo promowana na różnych platformach internetowych. Dodatkowo dowiedziałam się, że w menu zajdziemy słynną koreańską kanapkę typu "egg drop,"więc widziałam, że muszę się tam wybrać.
W menu królują jaja. Możemy tutaj zjeść SokraTost, Mango Aureliusz czy Tostus Maximus. Widać, że osoba układająca nazwy potraw wykazała się niemałą kreatywnością. Ja skusiłam się na azjatycki duet: egg drop z łososiem (39zł) oraz matcha cherry spice (26zł). Osobiście średnio byłam zadowolona z mojej kanapki. Chleb był zdecydowanie zbyt mocno przypieczony. Jajecznica smaczna, chociaż zabrakło jej tej charakterystycznej puszystości. I nie wiem po co tutaj była ta cytryna. W końcu ryba była wędzona a nie świeża. Również zbędny dodatek kolorowego pieprzu. Matcha była okey. Spodziewałam się większej ilości przypraw i wiśni (których pożałowano) ale była okey. Raczej nie pójdę tam ponownie. W Krakowie są dużo lepsze miejsce na śniadanie za 65złotych. Chyba, że po prostu miałam pecha. Ale nie pójdę dać im drugiej szansy. 
Lokal jest śliczny. Utrzymany w jasnych barwach w stylu retro. Z licznymi jajecznymi elementami. Śniadaniownie zdobią tutaj lampy o owalnym kształcie, jajeczne figurki i tego typu akcesoria. Nic dziwnego. W końcu jaja są podstawą ich menu. Obsługa także zasługuje na dużego plusa. Była bardzo miła i długo nie czekałam na złożone przeze mnie zamówienie. Tym bardziej szkoda, że jedzenie nie zachwyciło mnie. Bo potencjał był.

ClaudiaMorningstar 

poniedziałek, 12 października 2026

Czy Hankki w Krakowie zasługują na to aby znaleźć się w przewodniku Michelin?

Od pewnego czasu testuję lokale z przewodnika Michelin. Poprzednio w Krakowie udało mi się odwiedzić dwa miejsca: Bufet, gdzie zarówno jedzenie, obsługa i klimat były na najwyższym poziomie oraz Karakter, który serwuje bardzo pyszny tatar z trusia natomiast reszta była tragiczna. Zachowanie kelnerów to nieporozumienie a muzyka puszczona na full również. Czułam się niczym w klubie a nie czołowej (ponoć) restauracji. O Hannki słyszałam wiele dobrego, nic więc dziwnego, że postanowiłam przetestować na własnej skórze o co tyle szumu. 
Bulgogi (61zł) to był pierwszy mój wybór. Danie znam i bardzo lubię. Miałam także okazję być na warsztatach w Seulu i samodzielnie przygotować to danie, więc poprzeczka była zawieszona wysoko. Ryż był smaczny, nie spodziewałabym się czegoś innego po azjatyckiej restauracji. Wołowina delikatnie słodka, miękka i soczysta. Nie wiem natomiast dlaczego dodano tutaj taką ilość papryki oraz cukinii. W oryginalnych przepisach one nie występują. Banchan bardzo smaczne. Zwłaszcza delikatnie pikantny kalafior oraz chrupiące kimchi. Porcje za to były mikroskopijne. Kasia mówi, że jej vege pattan (52zł) był po prostu dobry. Aromatyczny wywar, sprężysty makaron. Niestety jej pozycja nie załapała się na zdjęcie, więc nie zobaczycie jak o wyglądał.
Na pierwszą z dwóch przystawek zamówiłam popcorn chicken sweet-chilli (33zł). Kurczak chrupiący z zewnątrz i soczysty w środku. Za sprawą glazury bardzo słodki. Dla mnie idealny, ale dla mojej towarzyszki za słodki. 
Wraz z Kasią zamówiłyśmy po pierogach. Każda z po porcji (34zł). Były fenomenalne. Ciasto idealnej grubości z dużą ilością mięsnego farszu. Charakterystycznie przyrumienione z jednej strony. Podane najbardziej tak jak lubię. 
Nie mogłyśmy przejść obojętnie wobec karty napoi. Moja kombucha (25zł/330) delikatnie słodka i dobrze schłodzona. Herbata (24zł) w zalana w odpowiedniej temperaturze, a liście nie zostały "sparzone". Urakasumi junmaishu (50zł/200ml) łagodne w smaku, z wyczuwalnym owocowym posmakiem.  
Nie wiem jak Wy ale ja po obiedzie zawsze mam miejsce na deser. Kasia również. Jiggly panna cotta (24zł) była na serio bardzo smaczna. Delikatnie kokosowa, a dodatek granoli i karmelowej miso było oryginalnym i ciekawym połączeniem.

Miałyśmy zrobioną rezerwację, zupełnie niepotrzebnie, ponieważ zarówno wewnątrz jak i w ogródku znajdowało się pełno wolnych stolików. W niedzielę spodziewałam się tłumów. Zostałam mile zaskoczona. Czas oczekiwania na jedzenie był dość długi, choć w lokalu nie było dużego ruchu. Należy wspomnieć że pomimo tego, że obsługa była powolna to jednak miła.Wnętrze bardzo ładne. Proste, z dużą ilością drewna, architekturą nawiązującą do stylu koreańskiego i japońskiego. Nasz późny obiad składający się z 3 przystawek, 2 dań głównych, 2 deserów i 3 napoi tym razem wyniósł nas 361zł. Smacznie zjadłyśmy chociaż dania zostały nieco zeuropeizowane, myślę, że gdyby kucharze postanowili zostać przy oryginalnych recepturach to klientów przybyłoby, bo miejsce na serio ma potencjał.

ClaudiaMorningstar

sobota, 10 października 2026

Czy "Suisai Beauty Clear Powder Wash" od Kanebo to idealne rozwiązanie na wycieczki?

I dotarliśmy do ostatniej recenzji kosmetyków, które miałam okazję przywieźć sobie podczas ostatniej wycieczki do Japonii. Czuję z tego powodu niewielki smutek, bo skończył się pewien etap ale i radość, bo już wkrótce zabiorę się za publikacje relacji z odbytej podróży. Już nie mogę się doczekać. 
Suisai Beauty Clear Powder Wash N to złuszczający puder do mycia twarzy, przeznaczony do skóry tłustej i trądzikowej. Zawiera kwas hialuronowy, mleczko pszczele, ekstrakt z rzeżuchy, ekstrakt z sfermentowanego mleka sojowego i ekstrakt z torfu, dzięki którym usuwa martwy naskórek bez naruszania bariery hydrolipidowej. Skutecznie usuwa wszelkie zanieczyszczenia, resztki sebum i martwy naskórek. Może być stosowany codziennie, nawilża i wygładza skórę. Peeling jest bardzo delikatny, sprawia że skóra jest miękka i pełna blasku. Po zmieszaniu z wodą puder zmienia się w puszystą gęstą piankę. Nie zawiera substancji zapachowych.
Skład: Talc, cocoyl isethionate Na, olefin (C14-16) sulfonic acid Na, lauroyl glutamic acid Na, myristoyl glutamic acid Na, lauric acid K, carrageenan, silk, water, cyclomethicone, BG, isostearyl alcohol, BHT, ethanol, polyquaternium - 51, Lactobacillus / soy milk fermented liquid, Netherlands mustard extract, lactic acid, hydroxide K, protease, lipase, methyl paraben, phenoxyethanol. 
Nie wiem czy wiecie ale jestem wielką fanką wszelkiego rodzajów produktów, które mogę wrzucić do torebki nie martwiąc się, że kosmetyk się rozsypie bądź wyleje. Jest to idealne rozwiązanie dla osób, które lubią podróżować i robią to często. Higieniczna kapsułka idealna na jeden raz. Bardzo praktyczna i wygodna w użyciu. Otwieramy, wysypujemy proszek na dłoń, dodajemy  "miarkę" wody i mamy gotowy produkt w postaci puszystej piany. Po umyciu nie czuję też nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. A po użyciu skóra jest znacznie gładsza i bardziej oczyszczona. Skutecznie usuwa martwy naskórek i oczyszcza pory, nie powoduje przy tym podrażnień. Twarz jest miększa i przyjemniejsza w dotyku. Ma delikatny, przyjemny zapach. Z pewnością do niego wrócę!
 
 ClaudiaMorningstar 

czwartek, 8 października 2026

Quality 1st Derma Laser Super Tea Tree 100 Soothing Sheet Masks

Przyznaje się. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia ani z marką ani z tymi maseczkami. Wrzuciłam je do koszyka przy okazji kupna innych kosmetyków. Wyszłam z założenia, że skoro jestem w Japonii i nie wiem kiedy wrócę ponownie to mogę kupić więcej. Zwłaszcza, że yen był niski a ja miałam wykupiony powrotny bagaż rejestrowany. 
Łagodzące maski w płachcie Quality 1st Derma Laser Super Tea Tree 100 pomagają zapobiegać szorstkości skóry. Ten wyjątkowy produkt wykorzystuje moc drzewa herbacianego, cenionego za swoje właściwości antybakteryjne i przeciwzapalne. Chroniąc skórę przed przesuszeniem i czynnikami drażniącymi z zewnątrz, maska ​​pomaga zachować gładką i zdrową cerę. Dzięki zawartości ekstraktu z liści drzewa herbacianego utrzymuje ona skórę w doskonałej kondycji, a orzeźwiający zapach dodatkowo potęguje uczucie ukojenia podczas stosowania.
 
Skład: Woda, DPG, gliceryna, BG, glicyzynian dipotasu, glikol tripropylenowy, olejek z liści herbaty, ekstrakt z liści drzewa herbacianowego, uwodorniona lecytyna, sojowa sterol, ceramid 3, ekstrakt z ziaren traw, olej ryflowy PEG-60, guma ksantanowa, karbomer, etyloheksyloheksylo. gliceryna, sód um wodorotlenek, kwas cytrynowy, cytrynian sodu. 

Maseczki zamknie są w wygodnej torebce z szczelnym zamkiem wielokrotnego użytku. Prosty design, powiedziałabym, że apteczny. Jedynie żywy limonkowy kolor jest charakterystyczny dla tego opakowania. Płachty są nieco małe, wolałabym żeby były większe, ponieważ nie przykrywają całkowicie mojej twarzy. Podejrzewam, że to przez to, że jest to produkt przeznaczony na rynek azjatycki a Japonki mają nieco inne rysy. Są za to niesamowicie nasączone esencją. Widać, że nie żałowano jej tutaj. Po użyciu moja  skóra jest przyjemnie nawilżona i miększa. Dobrze łagodzi wszelkie zmiany. Cytrusowo-ziołowy zapach również spodobał mi się. Mocny i wyrazisty co dla niektórych może być wadą, ale ja osobiście nie jestem fanką bezzapachowych kosmetyków. Jeśli tak jak ja macie cerę tłustą to bez wahania polubicie te maseczki. 
 
ClaudiaMorningstar 

wtorek, 6 października 2026

Kose Turn Kore Komachi Sakura Scented Mask

Markę Kose również znam od pewnego czasu. Maseczki na płachcie również. Opinię o wersji z sfermentowanym ryżem i wąkrotką azjatycką mogliście już przeczytać.
Zaprojektowany we współpracy z popularną ilustratorką Yasuną. Sformułowany z ekstraktu fermentacyjnego ryżu x CICA, aby zmniejszyć pory spowodowane suchą i łojową, a także dbać o skórę. Równoważy wilgoć i sebum skóry dla gładkiej skóry ceramicznej. Świeży zapach kwiatu wiśni. Sformułowany z ekstraktu z japońskiego kwiatu wiśni, pomoże Ci osiągnąć błyszczącą, nawilżoną, piękną skórę.
 
Skład: Water, BG, DPG, Glycerin, Komenuka Extract, Comet Fermentation, Someioshino Leaf Extract, Tuvoxa Leaf Extract, Dokudami Extract, EDTA-2Na, (Acrylates/Alkyl Acrylate (C10-30)), Cross-polymer, Isosterearate PEG-50 water based castor oil, isonanate Tridecir Cal Bomber triethylhexanoine, malic acid, sodium hydroxide, phenoxyethanol, fragrance. 
Opakowanie oprócz tego, że jest niezwykle praktyczne i chroni maseczki zamknięte w środku to jest prześliczne. Cudowny design. Bardzo kawaii. Ilustratorka Yasuna wykonała kawał dobrej roboty. Poszczególne elementy doskonale ze sobą współgrają i tworzą przyjemną dla oka całość. Jestem wielką fanką jej twórczości. Szkoda, że te maski dostępne były wyłącznie w ofercie limitowanej. Mogliby wprowadzić je do oferty na stałe. Jestem pewna, że wiele użytkowniczek kupiłoby je ponownie. Przepięknie pachną, kwiatowo. Esencja jest wodnista i lekka, szybko się wchłania. Wystarczy tylko kilka minut aby nasza skóra wyglądała promiennie i świeżo. Idealnie się sprawdzi przed wielkim wyjściem w przypadku, gdy nie mamy dużej ilości czasu na pielęgnację. Uspokaja strefę "t" ale nie wysusza reszty twarzy. Osobiście życzyłabym sobie więcej tego typu maseczek. Szkoda, że nie będę miała okazji  ponownie ich użyć. 
 
ClaudiaMorningstar 

niedziela, 4 października 2026

Ishizawa Lab Keana Nawilżająca maska ryżowa w płachcie

Markę Keana Nadeshiko znam od dawna. Firma słynie z ryżowych masek do twarzy w tubce  oraz produktów poprawiających widoczność naszych porów. Wy również mogliście się spotkać z inną wersją tego produktu. Keana Nadeshiko Tightening, które miało właściwości matujące i ściągające. Dzisiejsza ma nawilżyć naszą skórę.
Japońska nawilżająca maska w płachcie Ishizawa Lab Keana Nadeshiko Rice Mask nasączona esencją ze 100% japońskiego ryżu. Fermentowany ekstrakt z ryżu, olej z otrębów ryżowych i ceramidy ryżowe intensywnie nawilżają, poprawiają elastyczność i zmniejszają widoczność porów. Ekspresowa pielęgnacja w 5 minut - pakiet 10 sztuk.
 
Skład: Woda, gliceryna, pg, etanol, kopolimer (styrenu/winylopirolidonu), fermentacja kometowa, olej komenuka, hydrolizowany ekstrakt comenuka, tłuszcz komenukasfiny, glukokocyloceramid, α-glukan, bg, guma ksantanowa, polisorbat 80, kwas cytrynowy, kwas cytrynowy sodowy, fenoksyetanol, fenoksyetanol, chilparaben.
Opakowanie jest identyczne jak wszystkie inne opakowania masek na płachcie tej firmy. Wygodne, niezawodne i chroniące produkt przed wyschnięciem. Design utrzymany jest podobnym stylu, tak na prawdę poszczególne wersje różnią się jedynie kolorem i niewielkimi detalami. Sama płachta jest wygodna, wykona z dobrej jakości bawełny. Nie mam najmniejszego problemu z aplikacją jej na twarz. Idealnie przylegają. Są mega nasączone odżywczą esencją. Po użyciu cera wygląda na zdrowszą. Doskonale nawilża. Nie zatyka porów ani na podrażania. Cenowo również są bardzo przystępne. W Japonii kupicie je praktycznie wszędzie. W Polsce niekoniecznie. A szkoda, bo na serio są fenomenalne.
 
ClaudiaMorningstar 
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka