Strony

środa, 9 września 2026

Senka Perfect Whip Medicated

Pianki z serii "perfect whip" znam od dawna. Używałam już kilka wersji z tej serii. "Medicated" jest moją trzecią. Dwie poprzednie: "collagen in" oraz "fresh" polubiłam, więc postanowiłam wypróbować kolejne. Mało tego marka często współpracuje z różnymi twórcami anime, więc mają ciekawe, sezonowe szaty graficzne. Nie wiem jak Wy ale ja lubię takie zabiegi. Sama kupiłam kilka sztuk innej wersji tylko dlatego, że na opakowaniu znajdował się Pikachu. Pokemony to moja ulubiona bajka dzieciństwa. Jestem dorosła, więc mogę wydawać pieniądze na głupoty. W końcu kto mi zabroni?
Pianka do mycia twarzy o konsystencji bardzo gęstego kremu. Zawiera łagodne, przyjazne dla skóry składniki myjące. Opracowana specjalnie z myślą o pielęgnacji bardzo wymagającej skóry, problematycznej z tendencją do trądziku i skłonną do podrażnień. Usuwa zanieczyszczenia, makijaż oraz nadmiar sebum, jednocześnie nawilżając cerę i chroniąc ją przed wysuszeniem. Zapobiega blokowaniu porów i ułatwia penetrację składników aktywnych w głąb skóry. Zawiera wysokiej jakości związki nawilżające w postaci białych białek kokonów jedwabników (serycyny) w tym aminokwasy do prawidłowego utrzymania naturalnego nawilżenia i wygładzenia skóry, pozostawiając ją czystą i gładką. Głównym składnikiem jest Dipotassium Glycyrrhizinate (DPG) –ekstrakt pozyskiwany z korzenia lukrecji. Wykazuje silne działanie uspokajające dla skóry. Poprawia koloryt skóry i widocznie zmniejsza przebarwienia. Skutecznie łagodzi i koi wszelkie stany zapalne i wykwity skórne. Łagodzi działanie codziennych czynników uczulającymi i drażniącymi. Znacząco nawilża suchą i wrażliwą skórę. Kwas hialuronowy gwarantuje natychmiastowe i intensywne nawilżenie. Produkt zmniejsza skłonność do powstawania zaskórników oraz wykwitów skórnych. Sprawia, że skóra pozostaje doskonale gładka i czysta. Idealnie przygotowuje skórę do dalszej pielęgnacji. Doskonale oczyszcza i pielęgnuje skórę bez uczucia przesuszenia i ściągnięcia. Szczególnie polecana jest do cery tłustej i normalnej. Produkt jest bardzo wydajny, wystarczy niewielka ilość kosmetyku do oczyszczenia całej twarzy. Bardzo dobrze się pieni. 
Sposób użycia: Niewielką ilość kremu nanieść na dłonie i wymieszać z wodą, aż do utworzenia się gęstej piany (można zrobić to za pomocą specjalnej siateczki dostępnej w naszym sklepie). Ubitą piankę nakładamy na twarz, delikatnie masujemy skórę i spłukujemy wodą. 
Skład:Purified water, stearic acid, polyethylene glycol 400, myristic acid, potassium hydroxide, concentrated glycerin, lauric acid, ethanol, 1.3-butylene glycol, self-emulsifying glyceryl monostearate, dimethyldiallylammonium chloride, acrylamide copolymer solution, edetonic acid Sodium disodium, sodium pyrosulfite, polyoxyethylene (14) polyoxypropylene (7) dimethyl ether, sodium hyaluronate (2), acetylated sodium hyaluronate, sericin, hydrolyzed silk solution, fragrance.
Kiedyś miałam okropny problem z trądzikiem. Wraz z wiekiem moja cera unormowała się, chociaż od czasu do czasu zdarza się, ze wyskoczy mi jakaś nieprzyjemna niespodzianka. Używam go rano i wieczorem. Doskonale zmywa olejki do demakijażu. Bardzo wydajny. Konsystencja jest nietypowa: kleista i bardzo, ale to bardzo gęsta. Kropla żelu o wielkości ziarenka groszku, który po połączeniu się z wodą wystarczy do umycia całej twarzy. Po użyciu skóra jest idealnie czysta i odświeżona. Zapach bardziej intensywny niż w innych wersjach. Kojarzy mi się z ziołowym kremem albo pastą do mycia zębów. Przyjemny dla nosa. Przynajmniej moim zdaniem. Opakowanie bardzo wygodne. Stabilne, nie wywraca się na półce i nie ma największego problemu z otworzeniem mokrymi dłońmi zakrętki. Myślę, że dla suchej skóry będzie zdecydowanie za mocny ale przy mojej tłustej cerze sprawdza się znakomicie.
 
ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 7 września 2026

Czy Bioré UV Aqua Rich to najlepszy japoński krem przeciwsłoneczny?

Lato zbliża się ku końcu. Skończyły się wakacje, uczniowie poszli do szkół, a rodzice do pracy. Większość z nas zakończyła urlopy. Co nie znaczy, że należy rezygnować z kremów przeciwsłonecznych. Wbrew przeciwnie, tego typu kremu powinniśmy stosować całorocznie. A zwłaszcza po mocniejszych zabiegach na twarz jakim np. z użyciem mocnych kwasów złuszczających.
UV Aqua Rich od marki Bioré to uznany kosmetyk o wyjątkowej formule, który zdobył liczne nagrody (@cosme w latach 2011, 2014, 2015, 2016). Ten niezwykle lekki krem-esencja na bazie wody oferuje doskonałą ochronę przeciwsłoneczną na poziomie SPF50+ PA++++. Dzięki swojej szybkoschnącej konsystencji produkt natychmiast się wchłania, zapewniając jednocześnie odpowiednie nawilżenie i satynowe wykończenie bez efektu bielenia. Doskonale sprawdza się jako baza pod makijaż, nie obciążając skóry i nie pozostawiając tłustego filmu. Przyjemny, subtelny cytrusowy zapach to dodatkowy atut, który uwodzi przy każdym użyciu. Produkt ten jest idealnym wyborem dla osób poszukujących produktów ochronnych, które nie powodują podrażnień ani nie zapychają porów, gwarantując jednocześnie komfortowe użytkowanie przez cały dzień.
To idealne rozwiązanie dla osób, które oczekują skutecznej ochrony UV bez ciężkiej, tłustej warstwy. Skóra pozostaje nawilżona, świeża i komfortowa – jak bez filtra, ale z maksymalną ochroną.
Skład:Water, alcohol denat., lauryl methacrylate/sodium methacrylate crosspolymer, diethylhexyl 2,6-naphthalate, glycerin, dextrin palmitate, dicaprylyl ether, acrylates/C10-30 alkyl acrylate crosspolymer, fragrance, glyceryl behenate, phenyl trimethicone, cetyl alcohol, sorbitan distearate, sodium hydroxide, stearoyl glutamic acid, arginine, disodium EDTA, sodium haluronate, phenoxyethanol, citral, geraniol, limonene, linalool.
Zacznijmy od opakowania, które jest bardzo wygodne. Dzięki miękkiej tubce bez najmniejszego problemu wyciśniemy odpowiednią ilość kosmetyku. Produkt ma lekką konsystencję, która szybko się wchłania i sprawia, że twarz się nie lepi. Bardzo dobrze go się rozprowadza. Nie bieli ani nie roluje, więc jest idealny pod makijaż. Filtr nie pozostawia tłustej warstwy. Mimo mojej tłustej cery nie zapchał mi porów ani nie uczulił. Zapach delikatny, chociaż nie pachnie niczym konkretnym. Kupione w wielopaku w Donki, ale od pewnego czasu można je kupić w Polsce, niestety drożej. 

ClaudiaMorningstar

sobota, 5 września 2026

Kose Softymo Olejek do demakijażu nawilżająco-oczyszczający

Markę Kose znam od dawna. Jest bardzo popularna. Czy mnie to dziwi? Nie! Są dobre, ich działanie bardzo mi odpowiada a w Japonii produkty tej firmy znajdziecie praktycznie wszędzie. Nie ma znaczenia czy wejdziecie do marketu, apteki czy Donki. Zawsze coś znajdziecie. I nie musicie za bardzo szukać.
Kose Softymo Deep Cleansing Oil to zaawansowany olejek do demakijażu, który został stworzony, aby zapewnić Twojej skórze głębokie i skuteczne oczyszczanie. Formuła olejku opiera się na innowacyjnej technologii, która pozwala na rozpuszczenie i usunięcie nawet najtrwalszego makijażu, w tym wodoodpornych produktów, takich jak tusz do rzęs i eyeliner. Olejek doskonale radzi sobie także z usuwaniem sebum, silikonów zawartych w kosmetykach kolorowych oraz wszelkich zanieczyszczeń, pozostawiając skórę idealnie czystą i odświeżoną. Dzięki zawartości olejków organicznych, takich jak olej z oliwek, olej z krokosza barwierskiego, olej jojoba, olej z otrębów ryżowych oraz masło shea, produkt nie tylko oczyszcza, ale również nawilża i odżywia skórę. Olejek pozostawia skórę miękką i jedwabiście gładką, bez uczucia ściągnięcia czy tłustości, co czyni go idealnym wyborem zarówno dla skóry tłustej, jak i suchej czy wrażliwej.
Skład:Mineral oil, PEG-8 isostearic acid glyceryl ethylhexanate, cecromethicone, water, olive fruit oil, sesame seed oil, safflower oil, shea oil, tocopherol, sunflower seed oil, jojojoba seed oil, glycerin, dicaprinate pG, corn germ oil, micaprinate Isopropyl FE noxiethanol.
Konsystencja delikatnie lejąca. Nie ma porównania do olejku od Shiseido gdzie kosmetyk był bardzo wodnisty. Praktycznie bezzapachowy. Jest delikatny a jednocześnie doskonale zmywa makijaż. Tusz do rzęs, podkład czy inne produkty do twarzy mu nie straszne. Nie podrażnia moich oczu oraz po użyciu nie widzimy jak przez mgłę. Nie zatyka porów, mimo że bazuje na oleju mineralnym. Śmiesznie tani. Nawet za produkt sprowadzany do Polski zapłacimy grosze. Oprócz tego że opakowanie jest wygodne to zawiera małą plastikową zakładkę blokującą pompkę, idealną w podróży. W przyszłości trafi do mojego koszyka, a przy okazji skuszę się na wersję "speedy". Słyszałam, że również jest niezła.

ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Czy napoje alkoholowe od Suntory są warte swojej ceny?

Moja koleżanka była w Japonii. Poprosiłam ją o kupno kilku rzeczy, jeśli starczy jej miejsca w bagażu. Udało mi się i  wkrótce po jej przylocie do Polski w moje ręce trafiła średniej wielkości paczuszka wypełniona puszeczkami i batonikami. 
KitKat to moja miłość. Uwielbiam ich japońskie warianty smakowe. Jest ich ponad 400 różnych rodzajów. Nie miałam okazji zjeść nawet 1/10. Dlatego gdy pojawia się okazja testowania nowych wersji to chętnie się zgłaszam. Tym razem padło na opcję Mont Blanc, czyli po prostu deseru o smaku kasztana. Bardzo lubię oryginalne danie. Jest fenomenalne, więc nie urywam, że ucieszyłam gdy je dostałam. Paczka liczy 10 mini batoników, a każdy z nich jest oddzielnie zapakowany. Dobry wybór dla tych, którzy nie chcą zjeść wszystkie na raz. Jasny wafelek oblany jasną polewą. Nieco grubszy od klasycznej "mini" wersji. Słodkie w smaku, ale nie przesłodzone. Z mocno orzechowym posmakiem. Jedne z lepszych, które jadłam, ale i tak przegrywają ze smakiem pomarańcza z czekoladą. 
Napoje Suntory znam bardzo dobrze. Sączyłam je podczas mojej podróży po Japonii i nie ukrywam, że mi zasmakowały. Niestety w Polsce są niedostępne, więc trzeba sobie radzić w inny sposób. Z ciekawostek dodam, że niektóre warianty smakowe kupicie bez problemu w Korei. Smak brzoskwiniowy piłam chyba najczęściej. Nic dziwnego, napój jest przepyszny. Słodki z wyczuwalnym smakiem owocu. Mocno gazowany. Najlepiej smakuje schłodzony. Alkohol praktycznie nie wyczuwalny.
Bar Pomum to linia drinków od Suntory, która ma odtworzyć koktajle barowe w domowym zaciszu. Dostałam najpopularniejszą wersję: o smaku czarnej porzeczki (cassis) i winogrono. Mocniejszy od poprzednika za sprawą wyższej ilości alkoholu w puszcze (6%). Łatwo się go piję. Smak głęboki,bogaty. Porzeczka dominuje cały napój. Zapachu intensywnie winogronowy, niczym wino. Słodki sam w raz. Nazwa zobowiązuje, delektowałam się tym drinkiem niczym w barze.
I ostatni produkt, który znalazłam w paczuszkę to drink o smaku cassis i pomarańczy. Smakuje identycznie jak sok multiwitamina. Delikatnie gazowy. Głęboka, soczysta słodycz pomarańczy i słodko-kwaśny smak czarnej porzeczki idealnie się równoważą. Jest słodki i orzeźwiający. Dzięki niskiej zawartości (3%) alkoholu jest on niewyczuwalny w napoju. 

Część produktów znałam, inne próbowałam po raz pierwszy. Wszystko mi smakowało. Ubolewam nad tym, że nie ma możliwości kupna tych drinków w Polsce. Nie spotkałam się z nimi ani w sklepach z importowanymi produktami ani w japońskich restauracjach czy pubach. Myślałam, żeby zamówić je z zagranicy ale niestety koszta są wysokie. Z finansowego punku jest to po prostu nieopłacalne. Za to Kit Kat Mini Mont Blanc kupicie bez najmniejszego problemu.
 
ClaudiaMorningstar 

piątek, 28 sierpnia 2026

Min's table- czy to najlepsza koreańska restauracja w Poznaniu?

Prawda jest taka, że w Poznaniu poznałam kilka nowych miejsc. Zaczynając od OVO Pracownia, która jest cukiernią o przepięknym wnętrzu, miłej obsłudze, przepysznych monoporcjach. Dawno nie jadłam tak smacznego deseru. Poprzez japońskie restauracje Haikara i Kyōei Sanraku Matcha House. Kończąc na CANDY, barze utrzymanym w słodkim stylu.
Menu krótkie liczące dosłownie kilka pozycji. Jestem ciekawa czy wkrótce powróci ich "zimowa wkładka". Skusiłam się na zestaw kimbap spicy pork set oraz kimchi guk (35zł). W duecie jest taniej, ale każdą z pozycji można zamówić "solo". Kimbap standardowej wielkości. Z dużą ilością warzyw i soczystej wieprzowiny w pikantnym sosie. Posypany sezamem. Zupa mocno rozgrzewająca, pikantna o nieco pomidorowym posmaku. Kwaśna. Z dużą ilością tofu i kimchi. Idealna na mroźniejszą porę. Teokbokki rose (24zł) przepyszne. Bardziej kremowe i mniej pikantne niż klasyczna wersja. Duże kluseczki pokryte roztopionym żółtym serem. A do picia Maesil Ade (12zł). Cieplutki i słodko-kwaśny napar, z wyczuwalnym smakiem zielonych śliwek. Jedzenie smakuje prawie jak w Seulu. A zgodnie z koreańskim zwyczajem woda za darmo. Bardzo dobrze wydane 71zł. Muszę także pochwalić kelnerkę. Była miła, uśmiechnięta, aż nie chciało się wychodzić. Życzyła mi także "przyjemności". Jakaś nowa moda dotarła z Warszawy do Poznania. 
Min's Table to restauracja, którą znają chyba wszyscy. Oszczędna w ozdobach, jasna z dużą ilością drewna i z koreańską muzyką w tle. Niewielki lokal połączony wspólnym korytarzem i toaletą z inną restauracją Kim Chi Ken. Obie należą do jednej właścicielki, a w stolikach przed budynkiem można się delektować potrawami z dwóch różnych miejsc. To super rozwiązanie dla osób, które nie mogą się zdecydować czy wolą zjeść smażonego kurczaka czy kimbap. Osobiście uważam, że jest to jedno z lepszych miejsc z kuchnią koreańską w Poznaniu a ich "rose tteokbokki" są najlepsze w kraju. Warto wpaść, gdy będziecie w okolicy.
 
ClaudiaMorningstar 

środa, 26 sierpnia 2026

Kyōei Sanraku Matcha House w Poznaniu

Za Kyōei Sanraku Matcha House odpowiadają właściciele Madary, ramenowni, która ma swoje oddziały w Katowicach a od niedawna także w Poznaniu. Mają super kluski, w takim tradycyjnym wydaniu, więc jeśli będziecie w okolicy to wybierzcie się do niej na obiad. Z całą pewnością wyjdziecie stamtąd zadowoleni.
Do herbaciarni miałam lekki problem trafić. Minęłam ją dwa razy i nie zauważyłam oznaczenia nazwy lokalu. Jest zaraz obok Madary, szukajcie drewnianej rzeźby przed wejściem.
Oprócz jedzenia klienci mogą kupić przepiękne ceramiczne wyroby takie jak czarki i miseczki oraz drewniane akcesoria do przyrządzenia matchy.
Lokal bardzo duży, dwupoziomowy. Samo wnętrze jest doskonale zaprojektowane. Widać, że architekt wykonał kawał dobrej roboty. Króluje drewno i minimalizm. Chyba nie widziałam w Polsce tak klimatycznej herbaciarni. Klienci mogą usiąść przy klasycznych stolikach, które mieściły się na tatami albo tradycyjnych europejskich. Możecie wybrać. Pamiętajcie tylko, ze na japońskich matach siedzimy bez obuwia. 
Po krótkiej chwili miła kelnerka przyniosła moje zamówienie. Biorąc przykład z japońskich kawiarni na początek otrzymałam wilgotne chusteczki do przemycia rąk. Cudowne rozwiązanie, z którym rzadko się spotykam w Polsce. Na początek zamówiłam onigiri z krewetką w tempurze (24zł). Soczysta chrupiąca krewetka, świeży i dobrze ugotowany ryż. Jedno z lepszych, które jadłam. Sando boczniak w panku (39zł) smaczne, chociaż nie do końca byłam z niego zadowolona. Chleb nie był taki puszysty jak powinien, został także za cienko pokrojony i był zbyt chrupiący. Zdziwiła mnie także forma podania, nigdy nie spotkałam się z podaniem nieprzekrojonego sando "na pół". Farsz bardzo dobry, nie żałowało go a boczniaki w panko były chrupiące. To będzie dobry wybór dla tych, którzy nie poszukują tradycyjnego "sando," w innym przypadku mogą być rozczarowani. Śniadanie było gorące, przygotowane na świeżo. Nie mogłam odmówić sobie niewielkiego deseru. Do wyboru gości były lody, kakigōri i różne słodkie wypieki. Wahałam się pomiędzy ptysiem a canelé (13zł). Oczywiście wszystko z dodatkiem matcha. Wybór był trudny ale ostatecznie  wybrało małe francuskie ciasteczko. Bardzo smaczne. Miękkie w środku i chrupiące na zewnątrz. Nie za słodkie, ale z wyczuwalnym posmakiem sproszkowanej zielonej herbaty. Idealnie pasowało do mojej senchy z wiśnią "sakura" (14zł). Fenomenalna w smaku, zaparzona w odpowiedniej temperaturze, podana w pięknym imbryczku. Ogólnie cała zastawa była bardzo dobrze przemyślana. Cieszyła oko a jedzenie prezentowało się na prawdę apetycznie. Cena myślę, że również była w porządku, ponieważ za całość zapłaciłam 90zł.
Zwykle nie robię zdjęć toalet, ale nie mogłam się potrzymać. Nawet ona była utrzymana w klimacie sal. Dodatki drewniane, surowe ściany, prawie zero szpecącego plastiku. Płyn do dezynfekcji deski, krem pielęgnacyjny, żel do mycia rąk. Nawet znalazła się "różowa skrzyneczka" dla kobiet. Bardzo czysto. A i sedes podgrzewany, aż chce się powiedzieć: "Marian, tu jest jakby luksusowo". 
 
ClaudiaMorningstar 

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Haikara w Poznaniu- kochajmy knajpy, bo tak szybko odchodzą

Pochlebne opinie o  Haikarze słyszałam od dawna. Niestety do Poznania wyjątkowo mi nie po drodze, więc wizyta w niej ciągle była przekładana. Okazało się, ze właściciel w niedalekiej przyszłości planuje wrócić na stałe do Japonii i oddać swoje dzieło w inne ręce. Wiedziałam, że w takim przypadku podczas mojej sierpniowej podróży na koncert Within Temptation, który odbył się w ramach Rockowizny 2026 muszę się tam wybrać.
Na danie główne zdecydowałam się na gyudon (42zł). Cieniutkie plastry miękkiej wołowiny w słodkim sosie w otoczeniu skarmelizowanej cebuli to coś co lubię. Ryż był idealnie ugotowany. Yuzu sour (26zł) to dobra pozycja dla osób, którzy są fanami lżejszych drinków. Przyjemny napój z dodatkiem cytrusowej nuty. 
 Karaage potato (25zł) to całkiem solidna przystawka. Duże kawałki dobrze doprawionego soczyste kurczaka w towarzystwie chrupiących frytek, którym przydałoby się odrobina soli. 
Harumaki (20zł), o których można powiedzieć, że jest to japoński odpowiednik sajgonek bardzo przypały mi do gustu. Chrupiące ruloniki ciasta, które skrywają w sobie dużo warzywnego farszu. Bardzo gorące, więc trzeba uważać, żeby się nie poparzyć. Jedynie co się mogę "przyczepić" do przystawek to forma ich podania. Nie prezentują się estetycznie w żelaznych pojemniczkach. O wiele lepiej wyglądały na talerzykach o podobnych designu co miska do gyudon. Za 113 zł dostaniemy całkiem pokaźną porcję smacznego jedzenia. Chciałabym się wybrać na takoyaki bądź omuraisu  ale wiem, że już nie zdążę. 
Lokal jest niewielki a swoim wyglądam przypomina bar z ramenem, w którym je się przy długim blacie siedząc na wysokich stołach. Klasycznych stolików brak. Właściciel, który jednocześnie zbiera nasze zamówienie jak, je przygotowuje oraz wydaje jest bardzo miłą i ciepłą osobą. Dzięki otwartej kuchni możemy podpatrzeć przygotowanie naszych potraw oraz napoi. Jeśli będziecie w niedalekiej przyszłości to wybierzcie się, bo wkrótce nie będziecie mieli okazji. Szkoda, że na mapie Poznania zniknie japońska knajpa, która serwowała coś innego niż ramen czy sushi. 
 
ClaudiaMorningstar
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka