Po niezbyt udanej wizycie w EGGzystencji udałam się do Coffeebara. Nie ukrywam, że przekonały mnie do tego urocze kapibary jak i możliwość zjedzenia koreańskich tostów.
Bardzo smaczne koreańskie tosty. Dobry chrupiący chleb, soczysta smażona szynka, omlet i ciągnący się żółty ser. A to wszystko z dodatkiem super lekko pikantnego majonezowego sosu. Chociaż zabrakło mi w nich dodatku kapusty. Dodajcie ją, a będzie to danie "prawie jak w Korei". Przepięknie zaserwowane. Estetycznie. Zupełnie nie rozumiem podania tego noża, był mikroskopijny, ale przynajmniej się uśmiałam. Moda na pochrzyn skrzydlaty dotarła wszędzie, więc do picia zamówiłam "ube ice latte". Doskonały balans pomiędzy wszystkimi składnikami. Delikatnie słodkie, więc nie trzeba dodatkowo dosładzać cukrem. A na deser zamówiłam "kapibarę tańczącą" (20zł), czyli czekoladową panna cottę. Aksamitna, kremowa i bardzo czekoladowa. Idealne zwieńczenie śniadania. Niestety nie podzielę się informacją ile zapłaciłam za całość ponieważ pierwszy raz w życiu zgubiłam rachunek.
Wnętrze bardzo przytulne. Wszędzie królują kapibary. Znajdziemy je na ścianach, w menu a nawet te słodkie zwierzaki przyozdabiają czystą toaletę. W tle pobrzmiewa sentymentalna muzyka. Leciały takie hity, że gdybym miała menopauzę to potrzebowałabym na prawdę dużą paczkę chusteczek. Lokal duży, a we wtorkowe poranki praktycznie pusty. Nie licząc obsługi byłam tam sama.
ClaudiaMorningstar






















