Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bon Appetit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bon Appetit. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Minato Sushi and Ramen Bar

Należę do kilku prywatnych grup internetowych o tematyce podróży i jedzenia. Całkiem niedawno z jednej z nich udało nam się umówić i spotkać w niewielkim gronie na ciekawej rozmowie o minionych podróżach. W Minato nigdy nie byłam ale koledzy bardzo zachwalali tą restaurację, więc postanowiłam dać im szansę. Lokal jest niewielki, ale przestronny. Króluje drewno, surowe ściany i wielkie ledy na nich. 
Na danie główne zamówiłam tantanmen (45zł). Duża przyjemna porcja zupy. Jajko ugotowane tak jak lubię, sprężysty makaron i dodatki na bogato. Wywar intensywny, ale dobrze wyważony. Pikantny ale nie trzeba po zjedzeniu wypić szklanki wody aby ugasić pragnienie. Mięsa również nie żałowali. Zrezygnowałabym z kiełek fasoli, jak dla mnie są tam zupełnie nie potrzebne.
Bardzo dobre lemoniady (gruszkowa 1l/33zł i lawendowa 1l/33zł). Wiecie takie nie za słodkie. Nie były także za kwaśne jakbyś próbował zjeść cytrynę w całości.
Edamame z solą Maldon (18zł/200gram). Przyjemnie chrupiące i nieprzesolone. Fasolka słodkawa przełamana płatkami soli, o idealnym jasnozielonym kolorze.
A na deser zamówiliśmy różne rolki. Każda z nich to było niebo gębie. Wyjątkowo syte. Dopracowane w każdym detalu. Świeże ryby i owoce morza, dobrze przygotowany ryż. Nie ma nic gorszego jak rozpadający się kawałek. Najbardziej smakowała mi wersja z krewetką w tempurze. Mam wyjątkową słabość do tej wersji. Również zostały bardzo estetycznie podane. Niestety nie wiem jak cenowo, ponieważ niektóre rolki były autorskie, inne z karty a zgubiłam rachunek, więc nie mam fizycznej możliwości sprawdzenia ile finalnie wyszło za tak wspaniałą kolację. Pamiętajcie jednak, że w okolicy jest problem z zaparkowaniem. Z drugiej jednak strony tuż przy lokalu znajduje się przystanek autobusowy, więc nie ma problemu z podjechaniem do restauracji za pomocą komunikacji miejskiej. 

ClaudiaMorningstar

czwartek, 23 kwietnia 2026

Street Food Polska Festival w Rybniku

Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam na food truckach. Musiało być to wieki temu skoro doszło do takiej sytuacji. O Street Food Polska Festival dowiedziałam się zupełnym przypadkiem. Powiedziała mi o nim moja przyjaciółka, ponieważ mówili o nim w radiu. Co ciekawe nigdzie nie mogłam znaleźć informacji o tym wydarzeniu. Przez chwilę myślałyśmy, że pomyliłyśmy daty bądź miasto. Po przyjechaniu na miejsce okazało się dobrze, że dobrze usłyszałyśmy i mogłyśmy ruszać na łowy. Kilkanaście foodtrucków raczej z gatunku tych fast- foodowych. Dość mało różnorodny wybór. Królowały różnego rodzaju burgery i ziemniaki w wielu formach. Podobało mi się, że zadbano o najmłodszych. Dzieci wraz prowadzącymi mogli zaśpiewać i potańczyć w rytm skocznych piosenek. Ilość ławek i stolików niestety ponownie malutko. Jedzenie na stojaka nie należy do najwygodniejszych.
Na początek Parowóz. Na ogień wleciały chińskie bułeczki w dwóch wersjach: smażony kurczak po koreańsku oraz kurczak sweet chili. Dość płaskie te bao. Zupełnie niewyrośnięte. Sosy gotowe. Za to sam kurczak smaczny. Nie gumowy, soczysty, dobrze doprawiony. Niestety nie pobije mojego ukochanego nieistniejącego już niestety Naszebao. A szkoda, bo poprzeczka była założona wysoko. Szkoda, że się nie udało. Jaki koszt? 31 zł za dwie. W razie czego za jedną sztukę zapłacicie 16 zł. Czym więcej, tym taniej. Z plusów należy wspomnieć o bardzo uśmiechniętej załodze, szybkiego wydania produktów oraz możliwości płatności kartą. 
Corndog & hot-dog to drugi i zarazem ostatni food truck w którym jadłam na tym festiwalu. Jak nazwa wskazuje sprzedaje amerykański fasfood. Oczywiście nie mogłyśmy się oprzeć i nie zamówić corndogów. W Polsce nie cieszą się one zbyt dużą popularnością ale w Korei jest pełno budek, które sprzedają ten smakołyk. Sama przekąska była bardzo smaczna. Chrupiące ciasto kukurydziane, dużo ciągnącego się sera i soczysta kiełbaska. Duży wybór sosów. Cena myślę, że okey. Każdy kosztował 22 złote. Na minus brak płatności kartą. W grę wchodziła gotówka i blik.

Lubicie takie festiwale? Czy może uważacie, że to strata czasu i pieniędzy?
ClaudiaMorningstar

wtorek, 14 kwietnia 2026

Woosabi w Gdańsku

Do Woosabi wybierałam się od pewnego czasu. Może nie tej konkretnej restauracji (bo w Polsce mają kilka oddziałów), ale menu w każdym jest bardzo podobne. Tak czy siak w końcu mi się udało. Idąc do tej knajpy miejmy na uwadze, że jedzenie nie jest tradycyjne a inspirowane orientalnymi smakami. Biorąc to wiadomości nie rozczarujecie się potrawami, a jedzenie sprawi Wam prawdziwą przyjemność. 
Na początek wleciało czekadełko w postaci smażonych chipsów krewetkowych. Miłe i smaczne zaskoczenie. Chrupałyśmy w oczekiwaniu jedzenie i napoje.
Po krótkiej chwili miła kelnerka przyniosła nasze napoje oraz dania. Skorzystałyśmy z promocyjnego zestawu i za dwa dowolnie skomponowane bao (w naszym wypadku wołowina bulgogi i chrupiący kurczak) oraz frytki zapłaciłyśmy 50 zł. Same bułeczki mięciutkie i świeże z bardzo dobrze skomponowanym mięsnym farszem. Wołowina była rozpływająca się w ustach, a kurczak chrupki.  Złociste frytki były idealne wysmażone. I co najważniejsze- nie przesolone. Moje curry bowl z kurczakiem (49zł) również przypadło mi do gustu mimo kontrowersyjnych pieczarek w daniu. Porcja dość duża, idealna na średni głód. Przyjemnie rozgrzewająca. Mięso soczyste, nieprzesmażone, a ryż po prostu dobry. Patrycja skusiła się na rice bowl z kurczakiem (49zł), który również wypadł dobrze. Solidna porcja świeżych warzyw, kimchi, ponownie soczystego kurczaka oraz ryżu. Do picia mimo licznego menu bezalkoholowego skusiłyśmy się na autorskie drinki: dla mnie "pink panter" (36zł), a dla niej "red hugo" (35zł). W smaku były przepyszne, nie za słodkie i jednocześnie ciut orzeźwiające. Dodatkowo czerwone hugo zawierał jadalny brokat, który za sprawą promieni słonecznych cudownie się mienił. Napoje zostały bardzo łanie podane. Miło jak lokal dba o takie szczegóły. Nie wiem jak Wy ale moim zdaniem lepiej się je i pije gdy coś zostanie estetycznie przed nami postawione na stoliku. Całość obiadu wyniosła nas 221 złotych. Jak dla mnie cena akceptowalna jak za obiad w centrum turystycznego miasta. Myślicie, ze to dużo czy mało?
Wnętrze jest ładne. Drewniane meble, zieleń i abażury z pewnością przyciągają wzrok. Weźcie pod uwagę czy wybieracie dobre drzwi, ponieważ w innym wypadku traficie do lokalu serwujące steaki tak jak myśmy to zrobiły. Finalnie znalazłyśmy i przeprosiliśmy za pomyłkę. Chociaż przyznaje się, że zdziwienie było duże jak zobaczyłyśmy tamte menu.

Jeśli będziecie w Gdańsku to myślę, że to dobra alternatywa jeśli macie dość smażonej ryby.

ClaudiaMorningstar

sobota, 8 marca 2025

Kuroneko w Łodzi

Nie wiem jak Wy ale osobiście nie jestem fanką Łodzi. Miasto wygląda jakby niedawno wybuchła tam wojna, jest brzydko i nie za ciekawie. Oczywiście jest kilka perełek, ale miasto nie jest na tyle interesujące aby jechać tam bez ważnego powodu przez pół Polski. Chcąc połączyć przyjemne z pożytecznym. Postanowiłam spotkać się z internetową koleżanką w Kuroneko, miejscu, które słynie z kuchni japońskiej. Byłyśmy w sobotę w godzinach wieczornych i co nas zdziwiło, że oprócz nas była jeszcze jedna para. Praktycznie cała sala pusta a bałam się, że nie znajdziemy wolnego stolika, bo nie miałyśmy rezerwacji. Niepotrzebnie. Cała sala ozdobiona jest różnymi zdjęciami czarnych kotów- w końcu nazwa lokalu do czegoś zobowiązuje. Pamiętajcie, że restauracja ma dwa różne menu: na zamówienie (m.in. sukiyaki, nabe czy shabu shabu oraz drugą część dostępną od ręki (np. kurczak karaage, grillowana makrela, sushi).
Okonomiyaki z wieprzowina (48zł). Jedne z lepszych, które jadłam w Europie. Nie pobiły tych od YakiKingu. Ale mi osobiście smakowały. Chrupiące z zewnątrz, miękkie w środku. Nie żałowali płatków bonito, za którymi osobiście nie przepadam ale zapomniałam poprosić o wersji bez. No trudno. Tak to w życiu bywa.
Gyoza z wieprzowiną (35zł). Uwielbiam dobrze wysmażone, chrupiące pierogi z przyrumienioną skórką. Farsz też niczego sobie, dobrze doprawiony. Nie żałowali mięsa. Do picia zamówiłam choya oryginal (21zł). Jak zawsze przyjemnie słodka. Całość kolacji wyniosła mnie 104zł. Jak myślicie to dużo? Mało?
Agata zamówiła curry. Ja na ten temat tego dania nie mogę się wypowiedzieć, ale z jej relacji dowiedziałam, że było na prawdę bardzo smaczne. Curry aromatyczne a mięso miękkie. Wierzę na słowo!
Z ciekawostek wspomnę, że  Kuroneko dostała certyfikat "autentycznej japońskiej restauracji" w roku 2024 przyznawanej przez General Incorporated Association Nintei Nihon Restaurant. Pamiętajcie, że restauracja serwuje kuchnię domową. Możecie się poczuć jak na obiedzi u cioci. Nic wyszukanego, ale najważniejszy jest smak, który moim zdaniem się tutaj broni.

ClaudiaMorningstar

czwartek, 6 marca 2025

Pan.Pot, czyli jedyne miejsce we Wrocławiu, który serwuje malatang

Pan. Pot swój pierwszy lokal otworzył kilka lat temu. Podczas pandemii zamknął się. Ponowne otwarcie nastąpiło w zeszłym roku, a po kilku miesiącach przenieśli się do większego lokalu. Dlatego podczas planowania  spotkania towarzyskiego ze znajomymi wybrałam ten lokal. W końcu trzeba go przetestować większą grupą. Dlatego wybraliśmy się w piątkę. Stoliki bez problemu pomieszczą większą grupę, chociaż siedzenie na stołkach może być uciążliwe, ponieważ królują wysokie barowe hokery. Twarde i niewygodne. A i pamiętajcie, aby ubrać ubrania, które od razu wrzucicie do pralki, ponieważ przesiąknięcie zapachem jedzenia.
Dla tych, którzy nie wiedzą czym jest malatang. Jest to potrawa do której sam wybierasz składniki, wiec Twoja zupa będzie jedyną w swoim rodzaju. Od czego zaczynasz? Podchodzisz do stanowiska i za pomocą szczypiec kładziesz do miseczki wszystko na co masz ochotę. A masz z czego wybierać! Wśród licznych rodzajów mięsa, pierożków, makaron i warzyw zdecydowałam się między innymi na mini pak choi, bataty, lotos, mięsne kule i szaszłyki. Wszystko jest w jednej cenie 11.99zł/100 gram. Następnie idziesz do kasy i wybierasz wywar u mnie był to koreański kimchi w wersji mięsnej, a dla osób nie jedzących mięsa jest wspaniała alternatywa, ponieważ każda zupa ma swój odpowiednik wegetariański. Płacisz, dostajesz "brzęczek," który zadzwoni, gdy Twój posiłek będzie gotowy. W międzyczasie możesz podejść do osobnego stanowiska i zrobić skomponować swój własny autorski sos.
Tutaj malatang koleżanki Kali. Jak widzicie w jej wersji królują inny bulion oraz różne dodatki. To wspaniałe, że jest taki wybór i każdy znajdzie cos dla siebie.

A tutaj moja wersja w szerszym wydaniu. Jak widzicie jest na bogato. Pierożki, soczyste mięsne kule, ramen i liczne chrupiące warzywa, a to wszystko zatopione w aromatycznym bulionie z kimchi. Z  pikantnym ale nie za ostrym twistem. Dodatkowo do picia zamówiłam nepo alkoholowe (16zł), które było delikatne w smaku, o niskiej zawartości alkoholu i w ogóle nie słodkie. Po różowym kolorze myślałam, że będzie słodsze. A tu taka niespodzianka! Składniki do wywaru ważyły 0.478 pomnożone przez cenę 11.90 do daje nam 57.31 zł, do tego wywar "kimchi korean" 5zł nie zapominając o puszcze alkoholu 16zł co daje nam finalnie 78.31. Dużo? Mało? Ja się najadłam tak sycącą porcją, a wiecie, ze ja lubię dużo zjeść. Pan.Pot to ciekawa koncepcja z chińską kuchnią, więc jeśli poszukujecie czegoś innego na spotkanie w większym gronie to weźcie to miejsce pod uwagę, myślę, że będziecie zadowoleni.

ClaudiaMorningstar

sobota, 22 lutego 2025

Japońskie dobroci

Mam znajomego. Poznaliśmy się na japońskiej grupie językowej. Widzimy się dwa razy w roku. Na tych spotkaniach wymieniamy się drobnymi upominkami takimi jak słodycze, alkohol czy książki. Taka (skrócone imię znajomego) wie co lubię dlatego dostałam kilka paczek słonych przekąsek i puszek jasnego piwa. Jak kiedyś będziecie w Japonii to skoczcie do combini lub marketu po te dobroci.
Na pierwszy ogień idzie Sapporo Ichiban Supervised by Hidakaya. Przyznam się szczerze, że nie jadłam go będąc w Japonii dlatego ucieszyłam się, że znalazł się w mojej paczuszce. Zupa aromatyczna, z mocno wyczuwalnym czosnkiem, łagodna z delikatnym posmakiem chili. Nie wiem dlaczego myślałam, że wywar będzie bardzo pikantny. Bardzo smaczny makaron! Chociaż nie pobija tego od Nongshim. Było go w sam raz, nie posklejał się, nie był także za gruby. Zjadłam kilka takich miseczek i powiem Wam, że jeśli będę miała możliwość kupienia tego produktu to z całą pewnością wyląduje w moim koszyku.
Orzeszki ziemne oraz ryżowe krakersy o kształcie nasion kaki o smaku wasabi to idealna przekąska do piwa! Pikantna, chrupiąca oraz niskokaloryczna. Lekka. Przepyszna. Do kupienia w sieci sklepów Lawson.
A skoro mówimy o alkoholu to nie można zapomnieć o Ichiban Shibori Kirin Beer z limitowanej zimowej edycji. Bardzo dobry lager o delikatnym smaku. Zdecydowanie lżejszy od oryginalnej wersji. Bardzo aromatyczny, przyjemny zapach sodu a przy tym smak niecierpki oraz niegorzki. Spójrzcie na tą piękną jasną barwę i dużą ilość bąbelków, które nie utrzymują się długo. Idealny wybór dla tych, którzy nie są fanami gorzkich piw.

ClaudiaMorningstar

piątek, 17 stycznia 2025

K-Bar Piękna

Ostatnia wizyta w restauracji koreańskiej ubiegłego roku. Wybór padł na K-bar piękna. Lokal położony w bliskiej odległości od Marcello, gdzie serwują wyśmienite drinki, smaczna pizze oraz ravioli oraz naszego hotelu, gdzie wraz z Pauliną zatrzymałyśmy podczas wspólnego weekendu w Warszawie.
Na początek zdecydowałam się na kimchi jjiagae. Danie, które bardzo lubię i chętnie zamawiam. To nie do końca było udana pozycja. Smaczna, nie zaprzeczę ale to nie był ten smak. Smakowała jak ostry kapuśniak. Jakby do garnka nalano za dużo wody i wyszła rozwodniona. Banchany na które składały się algi oraz kalarepa oraz ryż bez zarzutu.
Paulina skusiła się na yellow KFC chicken. Kurczak soczysty, idealnie chrupiący a za sprawą lepkiego sosu odpowiednio słodki. Ryż kleisty, kimchi idealne. Nie za ostre ani nie za kwaśne.
Na przystawkę do dzielenia zamówiłyśmy pajeon. Chrupiący, aromatyczny z dużą ilością kimchi. Nie za tłusty ani nie namoknięty olejem.
Bulgogi kimabap to druga przystawka, której nie mogłyśmy sobie odmówić. Duża rolka wypełniona po brzegi delikatnym mięsem wołowym oraz chrupiącymi warzywami. Plus za bardzo smaczny ryż. Do picia każda z nas zamówiła lemoniadę. Zimne, orzeźwiające z wyczuwalną owocową nutą.
Lokal zupełnie nie w moim guście. Było ładnie, surowo z neonami. Na ścianie przepiękne murale. Klimat przypominał stare bary w Berlnie albo Szanghaju. Nie słodko-pierdząco jak w lokalach do których często chodzę. Za to meble rodem z PRL-u, ciekawe chociaż żywcem wyciągnięte z mieszkania od ulubionej cioci. Nieco głośno za sprawą lecącego z głośników techno. Miła oraz pomocna obsługa, dbająca o klienta. Chciałabym więcej miejsc z taką obsługą kelnerską. Jeśli poprawią kimchu jiaga to byłabym częstszym gościem. Niestety nie mogę powiedzieć ile kosztowały poszczególne zamówione pozycje, ponieważ zgubiłam rachunek. Wyciąg z banku podpowiada, że za całość zapłaciłam 165 złotych, co wydaje się normalną ceną jak za obiad w koreańskiej restauracji.

ClaudiaMorningstar

sobota, 23 listopada 2024

Test japońskich alkoholi przy zimowej aurze

Niedawno moi rodzice odwiedzili japoński ogród Siruwia mieszczący się w Karpaczu. Oczywiście oprócz podziwianiu licznej roślinności, największej prywatnej w Polsce kolekcji japońskiej broni odwiedzający ogród mają okazję zjeść przekąskę lub napić się herbaty w kawiarence bądź zrobić zakupy w niewielkim ale dobrze wyposażonym sklepiku. Moja mama wiedząc, że jestem fanką alkoholi przywiozła mi dwa różne trunki: Choya Umeshu Extra Years oraz Sake Shochikubai.
Obydwa alkohole znam od dawna, piłam je wielokrotnie. Choya extra years to mój wybór od lat. Przyjemnie słodki bursztynowy likier o 17% zawartości alkoholu. Idealny do picia solo, z dodatkiem lodu albo aby móc robić z nim drinki. Nie za mocny w smaku. Aromatyczny. Jest na prawdę słodki, więc jeżeli lubicie tego typu napoje ten produkt będzie idealnym dla Was wyborem. Pachnie cytrusowo-migdałowo. Zamknięty w masywnej szklanej prostej butelce. W środku pływają kwaśne morele japońskie. Uwaga na środek, ponieważ owoce zawierają pestki a nikt przecież nie chce przymusowo korzystać z usług dentysty. Efektywnie to wygląda. Takie szczegóły cieszą oko. Druga butelka to Sake Shochikubai Kyoto Fushimizu Jitate Jun. Mniejsza, licząca 300 ml wódka ryżowa. Gorzka, mocna w smaku. Moim zdaniem za mocna aby pić ją solo. Dla mnie za wytrawna. Zdecydowanie wole alkohole z kwiatową lub owocową nutą. Nada się do ryb czy owoców morza, raczej nie do deserów. Zdecydowanie nie zostanę fanką. Zwróćcie uwagę na szczegóły. Ta etykieta jest niesamowita, bardzo kolorowa a jednocześnie elegancka. Bogato zdobiona, po prostu śliczna.

Lubicie japońskie alkohole? Który jest Waszym ulubionym?
ClaudiaMorningstar

sobota, 19 października 2024

Mandu, miejsce na najlepsze koreańskie pierogi w Krakowie

Jak pewnie zdążyliście się zorientować uwielbiam kuchnię koreańska. Dobrze przyrządzone jedzenie to coś co lubię. W Krakowie przetestowałam większość miejsc. Na wspólnym wyjeździe z Pauliną przetestowałyśmy dwa miejsca: Pan Kimbab z cudownym kimbabem oraz Mandu o którym więcej przeczytacie w dzisiejszym poście. Niewielki bar z pierogami mieści sią na Starym Kleparzu zaraz obok piekarenki Krusz oraz Oriental Spoon, gdzie możecie zjeść smaczny bibimbap. Lokal jest mały, w środku znajduje się kilka stolików i lodówka z napojami, na ścianach białe kafle, które nadają nieco szpitalny wygląd. Ale w końcu nie przyszliśmy tutaj oceniać wyglądu a zjeść. Ma być czysto i smacznie. W obu przypadkach nie mam nic do zarzucenia. 
Na początek zamówiłyśmy bao, które były fenomenalne. Po zamknięciu NaszeBao nie spotkałam się z miejscem serwującym tak smacznych bułeczek. Były puszyste i delikatne w smaku. Zamówiłyśmy wersję z wieprzowiną z sosem musztardowym (34zł). Soczyste mięsko w dużej ilości to coś co doceniam a sos musztardowy z dodatkiem sosu bbq doskonale pasował do mięsa. Orzeszki ziemne i kolendra to miły akcent, który nadawał daniu głębi.
Jako danie główne zamówiłyśmy 4 rodzaje mandu. Co mi się podobało, że porcję składającą się z 8 sztuk można podzielić na dwie wersje smakowe po 4 sztuki. Dlatego mogłyśmy delektować się różnymi opcjami: Seul mandu, Habak mandu, Kimchi mandu oraz Chicken mayo mandu. Byłam bardzo zadowolona z tego, że każdy rodzaj miał inny kształt. Lubię takie detale. Podobał mi się także sposób podania pierogów w bambusowym parowniku. Powód jest prosty. Moim zdaniem przyjemniej się je gdy danie prezentuje się estetycznie. Ciasto w mandu jest sprężyste, nie za cienkie ani nie za grube. Farsze dobrze dobrawione, z wyczuwalnym smakiem. Nie żałowano ich. Całość bardzo dobrze wypada. Bez problemu można się nimi najeść. Za porcję zapłacimy 24zł bądź 25 zł. Jest to dobra cena jak za lunch na mieście. Do picia obowiązkowo OnLemon gruszkowy oraz rabarbarowy (12zł/sztuka). Chętnie wybrałabym się ponownie na wekeendowy menu, którego niestety nie ma w tygodniu roboczym, a szkoda bo wydaje się być ciekawe.

Byliście kiedyś w Mandu? Jak je oceniacie?
ClaudiaMorningstar

wtorek, 30 lipca 2024

Pan KimBap

W ubiegły weekend Paulina i ja pojechałyśmy na babski wyjazd. Nie byłabym sobą aby nie pójść do jednej lub dwóch koreańskich restauracji na obiad. Padło na Pan Kimbap, czyli bistro o którym słyszałam dużo dobrego. Jak myślicie jak wypadł?
Na początek niemałe zdziwienie, ponieważ wycofali z menu pierożki. Szkoda, bo miałam na nie wielką ochotę. Tymczasowo zabrakło im herbaty śliwkową, więc zamówiłam moją ulubioną herbatę yuzu (250ml/8,50zł) natomiast Paulina wybrała pepsi (250ml/7,50zł).
Nieoczekiwanie dla mnie zdecydowałam się na bibimbap klasyczny bulgogi (450g/34zł). Smaczne. Dużo chrupiących warzyw, świeży ryż, a za sprawą marynaty przyjemnie słodkie i miękkie mięsko. Jajko sadzone takie jakie lubię najbardziej. Zdjęcie oczywiście przed wymieszaniem, w takiej formie prezentuje się najbardziej reprezentacyjnie.
Paulina zdecydowała się na japchae z kurczakiem (450zł/34zł). Gdy kelnerka przyniosła nam to danie to nieźle się zdziwiłam. Podał on bardzo dziwnie podany. Zbędny jest tutaj zarówno ryż i jajko sadzone a także mix sałat. Nie mam najmniejszego pojęcia po co je dodali. To jakby do zamówionego dania typu spaghetti bolognese dodać ugotowane ziemniaki oraz surówkę. Nonsens. Sam makaron był poprawny ale fajerwerków nie było. Mięso w nieco ostrym sosie gryzł mi się z resztą. 
Kimbap serowy (250g/26zł) oraz kimchi-bulgogi (280g/29zł) to chyba najsmaczniejsze pozycje z całego menu. Elastyczne i kleiste, z dobrym ryżem. Wypełnione dużą ilością farszu. Nie jestem w stanie wybrać, która wersja przypadła mi bardziej do gustu. Jeśli ktoś chce zamówić danie na wynos to musi dodatkowo zapłacić 1 zł za plastikowe opakowanie. Kolacja dla dwóch osób wyniosła nas 140zł, co jak na Kraków nie jest wygórowaną ceną.

Sam lokal położony jest daleko od rynku, więc czeka Was przyjemny spacer. Jest niewielki, chociaż ma dwie osobne salki. Oszczędne w dekoracjach. Za to możemy posłuchać k-popu. Polecam rezerwację, bo jeśli nie to możecie odbić się od drzwi. W niedzielę wszystkie stoliki było zarezerwowane, a lokal był pełny co nie przeszkadzało kuchni na szybkie wydawanie zamówionych dań. Jeśli ktoś potrzebuje doprawić danie to na stolikach znajduje się sos sojowy, majonez i ostry sos paprykowy. Obsługa miła i uśmiechnięta. Nie jest to jedyna koreańska restauracja w Krakowie. Jeśli będziecie mieli czas to możecie odwiedzić inne: Oriental Spoon, My Korea shop&bistro bądź Choi's Korean Chicken.

Znacie te bistro?
ClaudiaMorningstar
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka