Jak już pewnie zdałyście sobie sprawę uwielbiam wszelkiego rodzaju wydarzenia. Zawsze jest to okazja aby wyjść z domu, zjeść posiłek, po którym nie trzeba sprzątać oraz porobić coś innego.
Na pierwszy ogień wleciał kimbab (20zł). Powiem Wam, ze to była masakra. Dawno nie jadłam czegoś tak niesmacznego. Rozpadająca się rolka, niedobre nadzienie. Farsz smakował indyjską przyprawą do curry. Czułam tylko kurkumę, która pozostawała nieprzyjemny posmak na języku. Zawód na całej linii. Omijajcie szerokim łukiem.
W Buns byłam ostatnim razem i więcej razy tego nie powtórzę. Bao nie było wystarczające aby ponownie wydać na niego 27zł. Wyglądało lepiej na obrazku niż w rzeczywistości.
Natomiast okonomiyaki były bardzo smaczne. Chrupiący boczek, dobrze wysmażony placek z kapustą. Nie żałowali sosu, majonezu i toppingów. Dali je po prostu od serca. Bardzo mi się to podoba i z miłą chęcią zjem je ponownie.
A stoisko Take o bowl omijajcie szerokim łukim, dawno nie jadłam tak niesmacznej koreańskiej kuchni, a zarówno cena jak i obsługa klienta pozostaje wiele do życzenia.
Co mi się podobało to mimo tego, że kuchnia serwowana kuchnia nie była stricte japońska, bo jak widzicie festiwal serwował również dania kuchni chińskiej, koreańskiej i tajskiej to było dużo jedzenie właśnie z Kraju Kwitnącej Wiśni. Odwiedzający mogli spróbować świeżo robionych mochi, onigiri, tradycyjnych smażonych pierogów czy napoi na bazie matcha.
Pamiątki to chyba coś co większość z nas lubi. Myślę, że każdy znalazł tutaj coś dla siebie: tradycjonaliści zainteresują się malunkami czy lalkami Kokeshi, fani anime pluszakami bądź koszulkami, dla fanek dbania o siebie znalazły się perełki z tej kategorii. Ja nie mogłam przejść obojętnie obok stoisk z słodyczami i alkoholem. Wino brzoskwiniowe bądź owocowe likiery to coś co uwielbiam. Ceny no cóż dość wysokie. Z drugiej strony nie ma co się dziwić. Prowadzenie firmy kosztuje, a sprowadzenie towaru z drugiego końca świata na sprzedaż do najłatwiejszego nie należy.
Jako że bilet na to wydarzenie kosztował kilkanaście złotych to organizatorzy zadbali o szereg atrakcji. Mogliśmy wysłuchać na serio niesamowitej historii o kocie opowiedzianej przez rakugoka, spróbować swoich sił w "go" albo kaligrafii własnego imienia. Nie ukrywam, że mi się bardzo to podobało. Zwłaszcza ta historia o kocie. Nigdy nie słyszałam historii opowiedzianej w takiej formie, więc dla mnie była to olbrzymia nowość. Bardzo przyjemna niespodzianka. Oby tak dalej.
ClaudiaMorningstar

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz