Strony

czwartek, 21 października 2021

Festiwal Azjatycki w Katowicach

Festiwal Azjatycki w Katowicach był wielokrotnie przekładany ze względu na Covid-19. W końcu odbył się w miniony wekeend. Przyznam się, że czekałam na niego z niecierpliwością. Bardzo lubię takie wydarzenia. Uważam, że to doskonała wymówka aby wyjść z przyjaciółmi i spróbować czegoś nowego. W porównaniu do poprzedniej edycji mam wrażenie, że wypadł słabiej. Na pewno był dużo mniejszy wybór stoisk, mniejsza różnorodność oferowanej kuchni a i miejsc siedzących było stanowczo za mało. W lato odbyło się małe wydarzenie promujące kuchnią azjatycką. I to była zupełnie inna liga. Mogliśmy zjeść okonomiyaki, świeżo przygotowany padthai czy tradycyjne japońskie słodycze. Tutaj mam wrażenie, że oprócz kilku wyjątków królowały podgrzewacze. No tak ale zaczynając od początku.
Ale żeby nie było, że tylko narzekam. Oryginalne chińskie pierogi zrobiły na prawdę dobrą robotę. Gotowane na parze na bieżąco, więc świeże. Skusiłam się na mix pół na pół (wieprzowina i krewetki oraz krewetkami i selerem naciowym/10sztuk/25zł) i były na prawdę udane. Ciasto odpowiedniej długości, farsz smaczny, zbity i dobrze doprawiony, było go dużo. Nie przegotowane, więc się nie rozpadały. Ogórki z chili (10zł) chrupiące, sprężyste z wyczuwalnym olejem chili. 
W Ottomańskiej Pokusie, które sprzedaje baklawę, chałwę czy lokum skusiłam się na to ostatnie. Wybrałam wersję pistacji w płatkach róży oraz pistację i granat (12zł/100gram). To na serio było smaczne. Dobrze przygotowane, "ciągnące się' z dużą ilością dodatków. No i słodkie to najważniejsze.
No i na danie główne skusiłam się na pozycję z stoiska oferującą głównie kuchnię perską. To była porażka. Curry z kurczakiem (30zł) niedoprawione, mdłe. Sos niesmaczny, a kurczak przesuszony. Udon z wołowiną (25zł) również nie wypadł najlepiej. Makaron był sprężysty i tyle mogę pozytywnego powiedzieć o tym daniu. Sos robił tylko kolor, był całkowicie pozbawiony smaku. Mięso prawie niewidoczne, nie mogę powiedzieć jak smakowało, bo prawie go nie było widać. Czy oni nie używają tam przypraw? Jedynie bronił się pudding szafranowy (10zł). On z całego trio był na prawdę smaczny. Słodki, "kremowy," bez grudek. Delikatnie słodki. Idealny, niezbyt ciężki deser.
No i na koniec bardzo dobre lemoniady. Cytrynowa (10zł) przyjemnie kwaśna, idealna dla tych, którzy nie są fanami cukru. Natomiast pomarańczowa (12zł) jest odpowiednia dla fanów nieco słodszych smaków. Za sprawą pomarańczy nie była tak kwaskowata. 
I ponownie jak w zeszłym roku były pierożki, gruzińskie specjały, Kung Fu Kimchi czy Nam Nam. Natomiast Zielona Edukacja (promująca wegetarianizm) i Kuro Neko (stoisko z ciastami) pojawiły się po raz pierwszy.
I na koniec food trucki, tam wszystko przygotowywane jest na bieżąco, więc nie ma zbędnych podgrzewaczy. Dim Sum Factory zjemy przyzwoite pierożki gotowane na parze. Uwaga farsze z gatunku raczej tych pikantnych. Ramen natomiast możemy zjeść w OhMyRamen, nie pobije tego z Madary albo BBQ Ramen-ya Katowice, ale jest całkiem spoko. Wywar aromatyczny, a kluski sprężyste.
ClaudiaMorningstar

sobota, 16 października 2021

Baguette Mi, czyli wietnamskie bagietki w samym centrum Warszawy

Gdy wraz z Patrycją przyjechałyśmy do Warszawy to byłyśmy bardzo głodne. Pierwotny plan był taki aby iść do Pańskiej 85, ale otwierali się dopiero w południe. Nie chciałyśmy czekać ponad godzinę, więc poszukałyśmy alternatywy w internecie. Wiele osób poleciło Baguette Mi, który mieści się zaraz obok Złotych Tarasów. Nie ma więc najmniejszego problemu z trafieniem. Lokal przejął miejsce po nieistniejącym już Wang&Wang. A wczesne godziny otwarcia sprawiają, że jest to idealne miejsce na śniadanie. Obsługa jest miła, a menu ma zdjęcia, więc jeśli nie jesteśmy pewni co to za potrawa lub jak będzie ona wyglądać to zdjęcia są bardzo pomocne. Nam tak smakowały ich bagietki, że postanowiłyśmy zabrać je na drugie śniadanie do Zoo Warszawskiego.Poza tym wysyłają swoje produkty przez wolt i pyszne.pl, więc nie ma problemu z dostarczaniem jedzenia pod same drzwi.
Na początek zamówiłam Bun Tom, czyli zupę krewetkową (28zł). O mój boże jakie to było dobre. Skorupiaki dobrze oczyszczone, miękkie. Wywar aromatyczny. Jak to pachniało. Te ciasteczka rybne miękkie, bardzo dobrze doprawione. Grzyby delikatne w smaku, a pomidor miękki. Bardzo udane danie. Plus za ładną dostawę i długie, plastikowe pałeczki. Nie wiem jak Wam ale mi się o wiele przyjemniej je w ceramicznych miskach i wielorazowych pałeczkach niż w plastikowych bądź drewnianych tekstyliach jednorazowego użytku.
Z wietnamskimi bagietkami nie mam dużej styczności, na Śląsku nie sprzedają ich a w Warszawie jadłam tylko Doza, więc w tego typu kuchni jestem laikiem. Wersja z kurczakiem w sezamie (22zł) była smaczna.  Sama bagietka była świeża, ciepła i przyjemnie chrupiąca. Mięso soczyste, dobrze doprawione, rozpływająca się w ustach. Nie szczędzono dodatków, zwłaszcza kolendry. 
A do picia oczywiście zamówiłyśmy herbaty. Ja brzoskwiniową (15zł) a Patrycja liczi (15zł). Obydwie przyjemnie zimne i aromatyczne. Czuć było w nich owoce. Moja była bardzo słodka, więc idealna dla fanów słodszych smaków, natomiast mojej koleżanki bardziej kwaskowata, wręcz gorzka.
I na sam koniec banh mi z wietnamskich pasztetem i jajkiem sadzonym (18zł). Zapakowane na wynos w folię, aby bagietka nie traciła ciepła. Sposób pakowania nie wpływa na jakość produktu. Również była zbita w środku i chrupiąca na zewnątrz. Sam pasztet był fenomenalny, struktura była  jednolita i ponownie farsz był bardzo dobrze doprawiony. Również w tym przypadku nie szczędzono dodatków.
 
Podsumowując wizytę w tej knajpie. Nie mam do żadnych zastrzeżeń, obsługa miła, ceny niskie (jak na Warszawę) a jedzenie fenomenalne. Jeśli szukacie miejsca w centrum na poranne śniadanie (i nie tylko) to wiecie gdzie trafić.
ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 4 października 2021

Park Cafe Konstancin

Po długim i przyjemnym spacerze po Ogrodzie Botanicznym w Powsinie postanowiłyśmy coś zjeść. Wybór padł na Park Cafe Konstancin, restaurację, którą przyznam się szczerze, że wybrałam ze wzgląd na lokalizację (blisko od ogrodu) oraz wnętrze. Uwielbiam taki połączenie stylu klasycznego i angielskiego. Ogień w kominku, parkiet, kremowe wnętrze, świeże oraz sztukateria na suficie. To coś co lubię.Szkoda jedynie, że nie udało nam się wysłuchać muzyki na żywo, pojawiliśmy się po koncercie. 
Na początek powiem kilka słów o karcie. Nie ukrywam, że taki misz-masz może przerazić. Mamy tutaj w kuchnie z różnych stron świata. Oprócz polskiej, włoskiej (pizza), japońskiej (sushi) znajdziemy tutaj tajski padthai albo wietnamskie pierożki z krewetkami. Bałam się takiej różnorodności, ponieważ mało restauracji potrafi utrzymać dobry poziom kuchni niespecjalizującej się w danym typu kuchni. Dlatego postanowiłam popróbować dać z różnych rejonów. Na początek skusiłam się na nigiri z rybą maślaną (16zł). Uwielbiam sushi z dobrą rybą. Te dwa małe kawałki były dobrze przyrządzone. Ryba była świeża, nie za cienko pokrojona, a ryż nie rozpadał się ani nie przesadzili z octem.
Później obsługa przyniosła zupę rakową Berentowicza (25zł). Ten krem był strzałem w 10! Idealna kremowa konsystencja bez grudek. Bardzo dobrze doprawiona, przyjemnie ostra. A w smaku było czuć raki.
Następnie Patrycja zamówiła prosciutto e rucola (36zł). Jak w prawdziwej włoskie restauracji nie podano nam ketchupu czy sosu czosnkowego a oliwę. Dobrze przyrządzone ciasto, odpowiedniej grubości, dodatkowo stopień wypieczenia był w sam raz. Co do dodatków na górze, były smaczne i dobrej jakości. Szynk parmeńska delikatna w smaku, a mozarella miękka i kremowa. Chociaż dali ciut za dużo rukoli. W końcu królikami nie jesteśmy.
Ja zamówiłam udon z polędwicą wołową w sosie bulgogi (59zł). Bardzo smakowała mi ta pozycja. Porcja była duża, więc bez problemu zaspokoiłam swój mały głód. Makaron sprężysty, nierozgotowany. Kawałki wołowiny soczyste, nieprzesmażone. A warzywka, które były dodatkiem chrupiące.  Sam sos smaczny, słodki aromatyczny. Chociaż wydaje mi się, że ze względu na pikantność tego dania była to autorska wariacja na temat tej marynaty. Niemniej przyjemna pozycja.
Oczywiście po obiedzie nie mogło zabraknąć desery. Patrycja wzięła tiramisu (22zł). Próbowałam go i muszę powiedzieć, że był smaczny, puszysty biszkopt i przyjemnie kawowe mascarpone. Ja zamówiłam bezę z kremem i owocami. Krem mascarpone również w tej pozycji wypadł bardzo dobrze, był zbity, słodki i jednocześnie było go dużo. Konsystencja bezy również mi odpowiadała. Była przyjemnie krucha. Jedynie mam zastrzeżenie do truskawek. Były one całkowicie bez smaku, myślę, że wypadłaby lepiej z samymi malinami. A do posiłku piłyśmy lemoniadę (15zł). Co by tu mówić: zimna, słodka i orzeźwiająca. Dlatego na lepsze trawienie zdecydowałyśmy się na pigwówkę (40ml/15zł). Była ona fenomenalna. W ogóle nie było czuć alkoholu, tylko same owoce i rozpływającą się słodycz.
Samo wnętrze jak już wspomniałam bardzo mi się podoba. Sama willa jest zabytkowa i z zewnątrz także robi wrażenie, zwłaszcza, gdy jest przyozdobiona lampkami. Myślę, że to dobre miejsce aby wybrać się na randkę, urządzić urodziny czy zabrać kontrahenta na obiad. Z tego co orientuje się restauracja dowozi jedzenie do domu a także można je odebrać osobiście. No i na koniec kilka słów o obsłudze. Jest miła - w końcu nikt nie chce zjeść, gdzie czuje się, że pracownicy pracują za karę, pomocna- pomoże w wyborze, kompetentna- zna kartę i wie jakie składniki znajdują się w poszczególnych daniach.

 Znacie tą neoklasycystyczną willę, w której ulokowana jest restauracja?
ClaudiaMorningstar

czwartek, 30 września 2021

Shanghai Garden, czyi chińska restauracja na cybernetyki

Mam nieodparte wrażenie, że ulicę cybernetyki i bliskich okolicy bardzo polubili Chińczycy i Wietnamczycy. W otoczeniu nowego osiedla naliczyłam 1 salon manicure, dwa chińskie hipermarkety,  1 chińską cukiernię i kilka(kilkanaście) lokali serwujących dania kuchni chińskiej, wietnamskiej czy japońskiej.  My z polecenia trawiłyśmy do Shanghai Garden. 
Po otrzymaniu menu nieco się przeraziłam. Karta jest obszerna, więc dzięki różnorodności każdy znajdzie coś dla siebie. Są dania rybne, mięsne, z owocami morza, tofu czy warzywne. Piszę warzywne, bo mimo że w opisie nie ma mięsa to nie wiem czy sos nie zawierał tłuszczy odzwierzęcego. Zamówiłam nieco bezpieczne opcję, ponieważ byłam z koleżanką i bałam się, że ucieknie z lokalu, kiedy na stole pojawią się smażone nerki na ostro czy pocięte świńskie uszy w formie przystawki. Zamówiłyśmy, więc ryż smażony z kurczakiem (22zł),zupę won ton (8zł), żeberka wieprzowe słodko-kwaśne (28zł),wołowinę marynowaną w plastrach (28zł), małą porcję ryżu (5zł), smażony korzeń lotosu z mięsem (38zł), a do picia małą herbatę zieloną (10zł) oraz małą colę (6zł). Za wszystko wyszło 145zł. Niestety aktualnie nie mieli bakłażanu z smażonym mięsem, więc musiałam się obejść smakiem. 

Lokal jest duży,  ma dwie sale: dolną i na piętrze. I szczerze? Wnętrze zupełnie nie jest w moim guście. Jest bardzo proste, lekko kiczowate ale jedzenie jest przepyszne. Dodatkowo są niezłe ceny i miła obsługa. Myślę, że przymknę oko na wystrój. Czasami nie można mieć wszystkiego.
Na początku zdecydowałam się na zupę  won ton. Wywar był bardzo delikatny, doskonale współgrał z pierożkami. Te z kolei były dobrze wykonane, odpowiednia grubość i struktura ciasta a farsz nie był suchy. Wielkość idealna. Idealny pierożek na raz.
Żeberka w sosie słodko-kwaśnym to mistrzostwo. Mięso mięciutkie, idealnie odchodzące od kości. A sos to poezja, aromatyczny, niezważony. Wprost idealnie komponuje się z żeberkami.
Za to wołowina w plastrach to bardzo dobry przykład zimnej przekąski. Delikatna, krucha. Nieprzesuszona. Dobrze doprawiona, a marynata z chili dodaje większą głębie mięsu.
A tutaj smażony ryż z mięsem. Koleżanka się zdziwiła, że jak to bez surówki? Widać jaki poziom trzymają bary wietnamskie w małych miejscowościach. Co do dania to bardzo jej smakowało. Kurczak był soczysty, nieprzesuszony jak to z piersią często bywa. Ryż dobrze usmażony, nie za suchy. Dobrze doprawione danie.
I na koniec moje danie główne: lotos z mięsem. Po otrzymaniu talerza powiem, że się zdziwiłam. Myślałam, że podadzą je w innej formie niż zawinięciu ich w ciasto. Niepotrzebnie się martwiłam. Panierka była chrupiąca, nie był jej za nadto ani nie ociekała tłuszczem. Podobną sprawą miało wnętrze. Kawałki lotosu były kruche, a niewielki kawałki mięsa soczyste. Dobrze doprawione.
 I kilka słów na temat mojej zielonej herbaty. Osoba, która ją parzyła znała się na rzeczy. Liście nie były źle przechowywane, a woda nie była ani za zimna ani za ciepła. Czas parzenia również był odpowiedni.
A jaka jest Wasza ulubiona chińska restauracja?
ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 27 września 2021

K-Pop & K-Hiphop Night by Kevents in Katowice

W zeszły piątek w Katowicach odbywała się potańcówka. O tyle wyjątkowa, że przez całą noc organizatorzy puszczali piosenki koreańskich stwórców. Oczywiście jako wielka fanka tego typu muzyki nie mogłam jej przegapić. W porozumieniu z Natalią czym prędzej kupiłam dla nas bilety, które nie były drogie. Przez internet były tańsze, za jeden zapłaciłam 20 zł, można było je nabyć także w lokalu za 25zł.
Hah Katowice to mały club znajdujący się na ul. Sobieskiego w Katowicach. Ma długi bar, parkiet, loże i bardzo miłą obsługę. Słynie z tego, że jest otwarty dla innych. Nie dyskryminują nikogo ze względu na płeć, rasę czy orientację seksualną. Łatwo go znaleźć. Tuż obok znajduje się Spiż, sklep dla plastyków Matejko, a także K-shop, czyli sklep spożywczy, który bardzo lubię ze względu na asortyment. W końcu mało jest miejsc, gdzie mogę wszystko kupić w jednym miejscu na koreańskiego grilla. 
Samo wydarzenie bardzo przypadło do gustu. Mimo godzinnej kolejki doskonale się bawiłam. Poznałam w niej wspaniałą ekipę. Nie ma to jak poratowanie drobnymi, gdy nie wzięło się z hotelu drobnych na szatnię. Wzięłam telefon, stówę a o kilku monetach zupełnie zapomniałam. Skleroza. Dj Pingyp, który występował w londyńskich klubach doskonale poprowadził imprezę. Zadbał o różnorodność zespołów i piosenek, chociaż puszczał raczej te popularniejsze. W związku z tym mogliśmy się bawić przy hitach BTS, Blackpink, Exo, PSY, Ateez, Stray Kids czy Bigbang. W związku z tym, że było to wydarzenie dla osób pełnoletnich uniknęliśmy pijanej i awanturującej się młodzieży. Osoby w różnym wieku, z różnych kontynentów doskonale się razem bawili. Nic nie zacieśnia więzi jak dobra zabawa. Do hotelu wróciłam o 4-tej, więc zapewne domyślacie się, że bardzo mi się podobało. Z pewnością jeszcze się tam pojawię.
ClaudiaMorningstar

wtorek, 17 sierpnia 2021

Frudia - Tone Up Base Sun Cream SPF50+/PA+++

Jadąc na wycieczkę do Włoch postanowiłam zadbać o dodatkową ochronę. Temperatury są wysokie, a ostre słońce zabójcze dla stanu mojej cery. Oprócz tradycyjnego kremu przeciwsłonecznego postanowiłam wypróbować coś innego, dlatego zdecydowałam się na kupno bazy z filtrem od Frudia.  W końcu chciałam ładnie wyglądać na pamiątkowych zdjęciach, a kremy przeciwsłoneczne zostawiają nieprzyjemną warstwę, która sprawia, że skóra nienaturalnie się świeci.
Baza pod makijaż/podkład marki Frudia, która ujednolica koloryt skóry. Idealnie współgra z innymi kosmetykami nałożonymi na cerę. Dodatkowo, stanowi krem przeciwsłoneczny z SPF50+/PA+++. Nie pozostawia nieprzyjemnego filmu na skórze oraz tłustości. W jej składzie znaleźć można ekstrakt z aceroli. Widocznie rozjaśnia cerę i przywraca jej zdrowy, promienny wygląd.
Water, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Titanium Dioxide, Glycerin, Dipropylene Glycol, Dibutyl Adipate, C12-C15 Alkyl Benzoate, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Niacinamide, Ethylhexyl Triazone, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Polysorbate 60, Dimethicone, PEG-100 Stearate, Aluminum Hydroxide, Cetearyl Olivate, Glyceryl Caprylate, Sorbitan Olivate, Polyhydroxystearic Acid, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Stearyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Methicone, Myristyl Alcohol, Adenosine, Lauryl Alcohol, Sorbitan Isostearate, Pearl Powder, Citrus Unshiu Peel Extract, Malpighia Emarginata (Acerola) Fruit Extract, Coco-Caprylate/Caprate, Butylene Glycol, Glucose, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Propylene Glycol, PEG-5 Rapeseed Sterol, Cholesterol, Brassica Campestris (Rapeseed) Sterols, Biosaccharide Gum-4, Mangifera Indica (Mango) Fruit Extract, Hydrogenated Lecithin, Glutathione, Garcinia Mangostana Peel Extract, Ceteth-5, Ceteth-3, Solanum Lycopersicum (Tomato) Seed Oil, Sodium Ascorbyl Phosphate, Punica Granatum Seed Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Oil, Citrus Paradisi (Grapefruit) Seed Oil, Cetyl Phosphate, Tocopherol, Tocopheryl Acetate, Ethylhexylglycerin, 1,2-Hexanediol, Disodium EDTA, Chlorphenesin, Phenoxyethanol, Fragrance.
Sposób aplikacji: Nałóż odpowiednią ilość kremu na skórę. Delikatnie wklep, aż produkt całkowicie się wchłonie. Stosuj minimum 15 minut przed ekspozycją na słońce.
We Włoszech nie malowałam się. Tegoroczne temperatury były bardzo wysokie, więc bałam się, że podkład mógłby spłynąć, zważyć się lub inny sposób wyglądać nieestetycznie. Harmonogram zwiedzania miałam napięty, więc nie w głowie miałam poprawki. Wybór pomiędzy napiciem się kieliszkiem czerwonego wina w miłym towarzystwie a szybkim poprawianiu makijażu wydaje się oczywisty. Dlatego szukałam kosmetyku, który pozwoli ładnie wyglądać na zdjęciach a jednocześnie pozwoli zachować dodatkową ochronę przeciwsłoneczną. W ten oto zdecydowałam się na bazę od Frudii. Ładnie pachnie, delikatnie ale zapach szybko ulatnia się ze skóry. Jest wydajny. Szybko się wchłania ale niestety bieli. Nie uczula, nie zapycha, nie wyskakują po nim nieprzyjemne niespodzianki.Plus za skład. Niewątpliwym jej atutem jest tubka, która nie odgniata się i łatwo nabrać odpowiednią ilość kosmetyku. Za 50g zapłacimy około 30 zł, więc cena również jest przystępna. Kolejną zaletą jest dostępność. Bez problemu znajdziemy go w drogeriach stacjonarnych i internetowych. 

Znacie markę Frudia? Mieliście jej kosmetyki?
ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 9 sierpnia 2021

Likwidator Kim Un Su

Likwidator to słynne dzieło autorstwa Kim Un-Su, koreańskiego pisarza. Twórca takich książek jak "Hot Blood", "Jab" czy "The Cabinet." W Polsce został wydany tylko jeden tytuł jakim jest "Likwidator".  Premiera tej książki odbiła się szerokim echem w świecie książki. W końcu rzadko wydają thrillery koreańskich twórców. Zazwyczaj są to powieści brytyjskich, amerykańskich czy skandynawskich twórców.
Opis wydawnictwa: “Likwidator” to wciągająca powieść z Seulem w tle. Wszystko dzieje się w alternatywnej rzeczywistości, którą rządzą pewne niepisane zasady. Mocodawcy zlecają rozmaite morderstwa. Jako patroni, działają pod przykrywką i nikt do końca nie wie, kim są ani jakie cele im przyświecają. To oni pociągają za sznurki, natomiast poszczególne zlecenia wykonują wyzuci z uczuć zabójcy.

Dane techniczne: 416 stron, wydawnictwo Akurat, cena 42,90zł (Empik/Złote Tarasy).
 
Intryga interesująca. Czarnego humoru się tutaj nie doczekałam. Grozy też nie było. Zabójstwa były spokojne, nie ma tutaj miejsca na długie opisy przebiegu zbrodni.Postacie bardzo dobrze rozpisane, zarówno postać Resenga jak i Trzech Sióstr mają swój charakter, bez problemu możemy się z nimi utożsamić. Jest to specyficzna pozycja, dobra intryga ale nie jest to styl skandynawskich kryminałów. Jest to coś innego, z czym przyznam się spotkałam się po raz pierwszy. Autor stworzył swój własny niepowtarzalny klimat. Książkę czyta się bardzo szybko, jest napisana prostym językiem. Była tak interesująca, że przeczytałam ją w jeden wieczór. Jest dobrze zredagowana, nie ma błędów stylistycznych czy ortograficznych, a czcionka "nie skacze". No i przyznaje się, że bardzo podoba mi się okładka. Jest prosta i intrygująca.  Zapada w pamięć.

Znacie koreańskich pisarzy? Jaki jest Wasz ulubiony tytuł?
ClaudiaMorningstar
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka