Strony

sobota, 22 sierpnia 2020

Weekend Japoński na Targu Śniadaniowym

W tą piękną słoneczną niedzielę postanowiłam opisać weekend japoński, na którym byłam w Warszawie. Będzie to ostatni post z tego wyjazdu. Kolejne publikacje na temat warszawskich restauracji koreańskich/chińskich/japońskich będą w grudni, ponieważ po raz kolejny jadę do Warszawy z moją koleżanką Natalią.

Do Mugi chciałam pójść już dawno temu. Przeszkodą była odległość, ponieważ nie mieszkam w Warszawie. Nie ukrywam, że gdy dowiedziałam się, że będą na targu śniadaniowym to się ucieszyłam. Zamówiłam trzy specjały: onigiri z tuńczykiem, bento z kurczakiem i japoński napój w puszcze. Ryżowa kanapka bardzo dobra, nie rozpadała się, a farsz (ryba+majonez) bardzo dobrze doprawiony. Bento również mi smakowało. Kurczak chrupiący i nieprzesmażony, omlet bardzo dobry. Sałatka ziemniaczana była ciekawym doświadczeniem. Nie spodziewałam się takiego dodatku w boxie. Chociaż była bardzo dobra. Śliwka dla mnie cóż za kwaśna. Napój w smaku dobry, słodki. Otwieranie go dostarczyło mi frajdy. Przed wypiciem puszkę należy energicznie wstrząsnąć. Za całość zapłaciłam 49 złotych. I co najważniejsze jedzenie było bardzo świeże. Nikt przecież nie chce się zatruć popsutym jedzeniem.
U Koreany koleżanka skusiła się na yaki-udon z kurczakiem w panierce (23zł). Próbowałam i powiem, że makaron był sprężysty, sos aromatyczny, a kurczak chrupiący. Ja natomiast skusiłam się na ostrego kurczaka w panierce (10zł) i pierogi z kimchi (10zł). Kurczak był przepyszny. Kawałki były chrupiące a pikantny sos bardzo smaczny. Idealnie wpasował się w mój poziom ostrości. Co do mandu smaczne, ale jadłam lepsze. Farsz bardzo doprawiony, ale ciasto nie było chrupiące, a delikatnie namoknięte. Przyznam się szczerze, że trochę się rozczarowałam tą pozycją. Plus za drewniane a nie papierowe sztućce.
U Pana Lokalnego skusiłam się na dwie lokalniady. Jedną porzeczkową a drugą malinową (10 złotych sztuka). Co tu dużo mówić były to smaczne orzeźwiające napoje. Malinowa była słodsza od porzeczkowej. Plus za recyklingowe słomki i kubeczki.
To był jeden najlepszych rogalików francuskich jakie miałam okazję jeść. Ciasto było puszyste a pistacjowy krem to niebo w gębie.Croissant duży, więc uważam, że 9 złotych to niezbyt wygórowana cena. Aż szkoda, że nie kupiłam innych smaków. Następnym razem skuszę się także na wersję z czekoladą bądź kremem różanym. Mam nadzieję, że Lemotion otworzy swój lokal stacjonarnie. Z miłą chęcią się tam udam.
Oprócz jedzenia i pamiątek wydarzenie uświetniły liczne występy. Można było wziąć udział w kursie przygotowania drinków. Chie Piskorska, właścicielka MakiMaki opowiadała o japońskich letnich daniach, było także spotkanie autorskie z Piotrem Milewskim, który jest autorem książki "Planeta K," słuchałam także prelekcji o japońskich nożach. Ale i tak największe wrażenie zrobił na mnie występ muzyczny j-pop Julii Bernard i Pedro Pedrito. Jej głos jej niesamowity. A wybór piosenek bardzo udany. Mam nadzieję, że uda mi się ponownie trafić na jej występ.
Najmłodsi mogli zrobić własnoręczny wianek. Aż sama chciałabym taki zrobić. Uważam, że kwiatowe ozdoby do włosów są przeurocze. I pasują kobietom w każdym wieku.

Ta edycja była w dwóch różnych miejscach. Dobrym jedzeniem mogliśmy się delektować zarówno w parku na Żoliborzu i na Mokotowie. Łatwo tam trafić zarówno komunikacją miejską jak i Uberem. Wstęp, wypożyczenie kocyka i niezliczona ilość płynu do dezynfekcji darmowa. Zwierzaki mile widziane. Mimo że wekeend był dedykowany kuchni japońskiej to mogliśmy zjeść przysmaki z Chim, Korei czy Francji. W ten oto sposób zarówno weganie, bezglutenowcy czy osoby na diecie bez-laktozowej znajdą coś dla siebie. Ja swoją drogą polecam YakiKingu z przepysznymi okonomiyakami. Oprócz restauracji i food trucków swoje stoiska miały sklepy z importowanymi przysmakami, ręcznie malowanymi obrazami, biżuterią itp. Niektórzy skusili się na ekologiczne torby czy mydełka w uroczych kształtach. Co mnie zdziwiło to był tam mały bazar, więc można było kupić owoce i warzywa do domowego obiadu. Fan kwiatów mógł kupić ładnego fikusa albo bluszcz. Do kwestii technicznych szkoda, że nie we wszystkich miejscach nie można było płacić kartą. Żałuję, że takich śniadań tematycznych nie ma bliżej miejsca w którym mieszkam.

A Wy gdzie ostatnio byliście na śniadaniu?
ClaudiaMorningstar

czwartek, 20 sierpnia 2020

TianFun w ZłotychTarasach

Powiedzmy sobie szczerze do Pałacu Kultury i Nauki oraz Złotych Tarasów w Warszawie niezwykle łatwo trafić. Są to miejsca tak charakterystyczne, że nie sposób ich przeoczyć. Każdy je kojarzy. Po szybkiej kolacji w Cavi (swoją drogą bardzo dobry kurczak i koktajle alkoholowe) wraz z koleżanką udaliśmy się do TianFun, którzy oprócz lokali na ulicy mają swój mały punkt w galerii handlowej.
Zdecydowałam się na mleczną z taro bez dodatków (16zł). Natomiast Natalia skusiła się na matchę z kuleczkami o smaku pomarańczowym  (19zł). Obydwie były przyjemne. Chociaż nie ukrywam, że moja bardziej mi smakowała. Delikatna w smaku, słodka. I w cale nie była chemiczna. Co zdarza się w tego typów napojach. Plastikowy kubek bardzo fajny. No cóż podoba mi się design, a serduszko jest wprost urocze. Nawet są mini torebki aby zabrać swoją herbatę na wynos. Świetne rozwiązanie, pomysłowe, po raz pierwszy się z nim spotykam.
Na drogę powrotną skusiłam się na zieloną herbatę z fiołkiem (16zł). Bardzo dobra. Delikatnie słodka z subtelnym kwiatowym posmakiem. I co najważniejsze: zimna z dużą ilością lodu. Ten punkt jest niezwykle ważny, ponieważ wtedy w Warszawie było bardzo ciepło.
TianFun to lokal serwujący bubbletea. Ten punkt znajduje się w ZT. Dość trudno do niego trafić, ponieważ mapka w drogierii handlowej jest dość niejasno opisana. Nie zmienia to jednak faktu, że warto się namęczyć aby znaleźć lokal. Obsługa jest miła i pomocna. Jedno zastrzeżenie: fajnie jakby w sobotę wieczorem był większy wybór smaków herbaty.

Znacie TianFun? Jaki lokal serwujący bubbletea chcecie mi polecić w następnej kolejności?
ClaudiaMorningstar

wtorek, 18 sierpnia 2020

Galeria Koreańska w Ethnomuseum

Kolejne muzeum, które odwiedziłam będąc w Warszawie. W ciągu tak na prawdę jednego dnia byłam aż w 3 różnych muzeach: Azji i Pacyfiku,Muzeum Wojska Polskiego i w Państwowym Muzeum Etnograficznym. Dzień z pewnością był bardzo zabiegany. Ale szczerze? Warto było. 
Do Muzeum bardzo łatwo się dostać autobusem. Bilety też nie są drogie. Za normalny zapłacimy 14zł, ulgowy 7zł a w czwartki zwiedzimy obiekt za darmo. Cena nie jest wysoka, ponieważ instytucja ma kilka pięter, sale przestronne a eksponatu dużo.Podoba mi się to, że można zostawić bagaże w dużych szafach zamykanych na kluczyk, idealne rozwiązanie dla przyjezdnych (takich jak ja), którzy podróżują z walizką.
Pierwszą salą do, której się udałam była tzw."Galeria Koreańska."Biorąc pod uwagę moje zainteresowania to nic zaskakującego. Oprócz przepięknych hanboków (zwróćcie na tkaniny) mogliśmy zobaczyć rekonstrukcję niektórych pomieszczeń z hanoków, czyli tradycyjnych koreańskich domów. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to to jakie to wszystko małe. Ja wiem, że Koreańczycy są dość drobni i niewysocy a kilka wieków temu ich wzrost był jeszcze niższy, ale w moim odczuciu te wszystkie meble chociaż piękne były dość mikroskopijne. Ślubna lektyka (oryginalna) też jest dość mała. Chociaż zdobienia na oknach są przepiękne.  Dodatkowo puszczany jest, krótki film jak zmieniała się Korea na przestrzeni wieków. No cóż robi wrażenie.
Wystawa "Porządek rzeczy" to gratka dla fanów sztuki tradycyjnego rzemiosła. Znajdziemy tutaj starodawne krosno,  beczki do przechowywania ogórków, sieć do łowienia ryb czy drewniane łódki.
Sala z "Biblia Pauperum" przedstawia chłopską sztukę chrześcijańską. Znajdziemy tutaj zarówno ręcznie wykonane figurki świętych jak i obrazy malowane na szkle przedstawiające sceny biblijne.

Sala z tradycyjną "sztuką wiejską." Znajdziemy tutaj bogato zdobione skrzynie na ubrania, świąteczne pisanki, haftowane obrazy i wycinanki. Istna gama kolorów.
Ta sala to gratka dla fanów wzornictwa. Stroje ludowe bardzo kolorowe. Różnorodność jest ogromna. Osobiście nie chciałabym nosić takich strojów, zupełnie nie mój styl. Jednakże przyjemnie jest zobaczyć jak żyli innych czasach.A próbki tkanin bardzo ładne. Kolorowe skarpetki rzucają się w oczy (chociaż osobiście zastanawiam się jak bardzo muszą one gryźć), tak samo jak czepce czy dodatki do strojów. 

Dla najmłodszych jest organizowana wystawa "Wcielenia jelenia," zachwyca zwłaszcza przedsionek z czerwonym baldachimem. Bardzo ładnie dobrane kolorystycznie. Myślę, że najmłodszym się spodoba.

Byliście kiedyś w tym muzeum? Które powinnam odwiedzić w następnej kolejności?
ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Muzeum Azji i Pacyfiku

Kilka dni temu wraz z koleżanką byłam w Warszawie na dwa dni. Oprócz zwiedzenia Muzeum Wojska Polskiego i Ethnomuseum postanowiłam wstąpić do Muzeum Azji i Pacyfiku. Bilety były śmiesznie tanie (3/5zł), więc żal było nie skorzystać. W obiekcie znajdowała się kawiarenka (na którą się nie zdecydowałyśmy, ponieważ byłyśmy po sytym śniadaniu), gdzie można było kupić przekąski, a także napić się piwa/soju albo ciepłych napoi bezalkoholowych. W muzeum znajduje się także mini sklepik, gdzie można kupić pamiątki.
Wejście do samego muzeum jest na prawdę bardzo ładne. Drzwi są bogato zdobione, a przed samym budynkiem znajdują rzeźby hinduskich bogów. 
Strefa dźwięków, która jest wystawą stałą robi wrażenie. Tradycyjne instrumenty są bardzo ładnie wyeksponowane ale to nie one robią największy efekt wow. Na kilku panelach wyświetlane są pokazy tańca w tradycyjnych strojach. Rozpoznałam ubiory z Chin oraz Indii. Bardzo mi się to podobało. 
Drugą wystawą było "Poruszenie". Jest to wystawa czasowa, więc śpieszcie aby zdążyć zobaczyć perełki. Kolejne sale obfitowały w bogato zdobione posążki, tradycyjną kaligrafię i sztukę współczesną. Muzeum nie jest duże, ale miejsce zostało wykorzystane w 100 procentach. Dla chętnych instytucja organizuje wystawę online "Tu jest Polska," którą można zobaczyć bez wychodzenia z domu. W czasie pandemii bardzo dobre rozwiązanie, aby wzbogacić się kulturalnie. Przyznaje się, że nie posiadam za wiele zdjęć z tego miejsca, ponieważ rozładował mi się telefon.

Znacie to muzeum? Byliście? Odwiedzaliście?
ClaudiaMorningstar

sobota, 8 sierpnia 2020

Zupa makaronowa instant Kuksu

Kolejna opinia na temat produktów z serii  "czasu na Azję," które były do kupienia w zeszłym miesiącu w sieci hipermarketów. Będzie to także ostatni post z serii. Nic więcej ciekawego nie kupiłam. Bałam się testować kimchi, a Pocky nie było w żadnym sklepie.
Do kupienia były trzy wersje: pikantna zupa orientalna z makaronem (kimchi), hot bowl soup oraz zupa o smaku kurczaka. Za każdą z nich trzeba było zapłacić 3.99 złotego.
Mój ulubiony smak. Kupując danie w pudełku ma tą niewątpliwą zaletę, że nie trzeba brudzić dodatkowej miski.Idealne rozwiązanie dla tych, którym w danym momencie nie chce się sprzątać garów z zlewu czy nastawiać zmywarki. Makaron tej zupki chińskiej smakuje mi. Dalej uważam, że najlepsze są od "Shin Ramyun," ale ten daje radę.  Zdecydowanie lepsza jakość od Knorra. Sama zupa bardzo przyjemna smaku. Ostra ale nie za ostra, nie trzeba wypić litra mleka aby zjeść całość. Zupa także ładnie pachnie przyprawami, które są dołączone do pudełka.
Drugie danie typu instant, które z całą pewnością mogę polecić. Makaron tak samo dobry jak w poprzedniej wersji. Wywar także mi smakuję, chociaż jest nieco ostrzejszy w smaku od wersji z kimchi. No i ładnie pachnie. Nie lubię bezwonnych potraw tak jak to było z poprzednimi boxami azjatyckimi. A z tych zapach unosił się w całym mieszkaniu. 
Natomiast zupa z kurczakiem zdecydowanie była niewypałem. Owszem makaron jak w poprzednich wersjach bardzo mi smakował. Był sprężysty i się nie rozlatywał. Natomiast wywar to zupełnie inna bajka. Dawno nie jadłam tak przesolonej zupy. Zupełnie jakby ktoś się pomylił i wsypał o dużo za dużo soli do kadzi. Tego smaku zdecydowanie nie polecam, chyba, że chcecie mieć wrażenie, że spożywacie sól łyżką. Wyjątkowo nieprzyjemne uczucie. 

A jakie są Wasze ulubione smaki zupek typu instant?
ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

BoxAsiaFlavours

Oprócz chipsów o których pisałam już w poprzednim poście kupiłam także zupki Kuksu i azjatyckie boxy z makaronem ryżowym marki Vifon. O tym ostatnim właśnie dziś będzie mowa.
W Biedronce były 3 wersje azjatyckiego boxa: Pho, o smaku kurczaka i smaku kimchi. Każdy z nich ważył 85 gramów, kosztował 2.99 złotego i był szczelnie zapakowany. Każdy z nich zawierał także rozkładany widelczyk, który nie oszukujmy się był tragiczny. Trudno nakładało się nim kluski, samoczynnie się składał i był niepraktyczny.
Na pierwszy ogień poszło Pho. I powiem szczerze wybór był tragiczny. Na pierwszy rzut oka nie wygląda źle. Mamy nieco koloru, spoko wyglądające kluski i dodatki. Na tym pozytywy się kończą. To było po prostu złe, dawno nie jadłam dania typu instant, które było tak jałowe i bez smaku. Nawet nie pachniało. Porażka na całej linii.

Druga wersja z kurczakiem wcale nie wypadła lepiej. Nawet po dokładnym wymieszaniu zupa nie nabrała koloru. Nie nabrała także smaku. Także ta opcja zupełnie nie pachniała. Dziwne uczucie. Makaron był spoko.
No i dochodzimy do zupy błyskawicznej z kimchi. Wa wersja smakowa wypadła najlepiej. Najładniej wyglądała i nabrała koloru. Smakowo nie powalała, na pewno nie kupię ponownie, ale przynajmniej ładnie pachniała. Zapach w przeciwieństwie do poprzednich dwóch było słychać w całym pomieszczeniu. Niemniej jednak uważam, że te boxy to strata pieniędzy. Ani nie są tanie, ani nie smakują a wizualnie też wiele pozostawiają do życzenia. Plus chyba tylko za dostępność, ponieważ można je było dostać praktycznie w każdej Biedronce.
ClaudiaMorningstar
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka