Strony

poniedziałek, 9 listopada 2020

K-shop, czyli koreański sklep spożywczy w centrum Katowic

K-shop to dawny GinPol Korea, czyli koreański sklep spożywczy ulokowany na obrzeżach Katowic. Owszem był tam dobry dojazd, ponieważ sklep znajdował się tuż obok przystanku autobusowego, ale ze względu na lokalizację nigdy nie było tam po drodze. Kilka tygodni temu sklep zmienił nazwę na K-shop i zmienił lokalizację. Sklep znajduje się teraz w centrum, na ulicy Opolskiej zaraz obok sklepu dla plastyków Matejko i restauracji indyjskiej Icy& Spicy, około 8 minut spaceru od Galerii Katowickiej. Powiększył się także i zwiększył asortyment. Oprócz artykułów spożywczych możemy także kupić akcesoria do domu oraz kosmetyki koreańskie.

Przekrój asortymentu w sklepie jest na prawdę imponujący. Możemy tutaj kupić różne dania instant. K-shop w swojej ofercie ma nie tylko ramyun, ale także zupę w wodorostów, owsianki i tteokbokki. Kupimy zarówno słodkie jak i słone przekąski. Bez problemu kupimy składniki na kimchi, kawę w saszetkach i przepyszną herbatę w słoikach. Sklep oferuje także szeroki wybór octów, sosów oraz składników na kimbab i sushi.
Oprócz artykułów spożywczych  bez problemu kupimy artykuły do domu. Bez problemu zaopatrzymy się w nową maszynkę do sushi, bambusowe parniki, naczynia czy podstawy do grilla.
W lodówkach i zamrażarkach bez problemu kupimy warzywa, zioła oraz cienko pokrojone mięso, które jest idealne na koreańskiego grilla czy japońskiego hot pota. Jeśli nie chcemy robić kimchi w domu to w lodówkach znajdziemy kilka rodzajów gotowego kimchi. Oprócz tego kupimy gotowe (mrożone) produkty takie jak pierogi, ciasteczka rybne, tradycyjne koreańskie ciasteczka oraz ryby i owoce morza. K-shop oferuje także duży wybór lodów, napoi w puszcze, butelkach oraz słodyczy.
A tuż przy kasie możemy kupić pojedyncze ciasteczka (szczególnie polecam choco pie) oraz maski na płachcie z wizerunkiem egzotycznych zwierząt.
Ryż można kupić w wielkich kilku litrowych workach, więc nie trzeba się martwić, ze nagle zabraknie go do obiadu.
A tutaj patrzcie na mój koszyk. Mimo że jest cały zapełniony to w porównaniu do asortymentu sklepu mało kupiłam. Skusiłam się na kilka dań instatnt, lody oraz słodycze i słodkie napoje w puszcze. Bardzo lubię tą wersję o smaku koreańskiej gruszki. Na chwilę obecną nie było alkoholi, ponieważ nowy lokal nie uzyskał jeszcze koncesji ale wiem z ich strony internetowej, że od kilku dni można kupić soju w kilku wersjach smakowych i kilka rodzai win. Co do kwestii technicznej, można płacić zarówno kartą jak i gotówką a obsługa jest miła i pomocna. Obstawiam, że będę dość częstym gościem, ponieważ uwielbiam ramyun, chociaż przyznaje się staram się nie jeść jej za często.
A tutaj na koniec zdjęcie lodu o smaku winogron, który zjadłam praktycznie na miejscu. Był bardzo smaczny, słodki a konsystencją przypominał sorbet. Zwróćcie uwagę na opakowanie, w Polsce nie spotyka się lodów w takiej formie, natomiast w Korei są bardzo popularne. Bardzo często widać je na koreańskich dramach. Oprócz owocowych smaków często można zobaczyć ich czekoladową wersję.

Lubicie koreańską kuchnie? Zamierzacie spróbować?
ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 2 listopada 2020

Ponownie BUBU ARARE-Veggie Japanese Food w moim rodzinnym mieście

W ogóle nie znam się na kuchni wegetariańskiej. Jestem człowiekiem, który wychodzi z założenia, że obiad bez mięsa to nie obiad a co najwyżej przekąska przed daniem głównym. W restauracjach zazwyczaj zamawiam wołowinę albo owoce morza. Jestem typowym mięsożercą (gdyby ktoś się zastanawiał wyniki mam doskonałe). Do Bubu Arare po raz pierwszy trafiłam przypadkiem, zamówiłam u nich bento, wegetariańskie curry, kimchi i się po prostu zakochałam. Jedzenie było fenomenalne. Jak dowiedziałam się, że ponownie przyjadą na Śląsk tym razem z samym wegańskim ramenem to byłam w 7 niebie. Tym razem dostarczali jedzenie prosto do domu, więc nie musiałam nigdzie jeździć po moją reklamówkę z jedzeniem. Chociaż przyznam się szczerze, że gdybym musiała to pojechałabym na drugi koniec miasta, bo wiem, że warto.
Jak widzicie ramen został odpowiednio zapakowany. Osobno wywar, dodatkowo zapakowany w sreberko chociaż zupełnie nie potrzebnie, ponieważ plastikowe wiaderko było bardzo szczelne i nic się nie wylało a osobno makaron i toppingi. Dodatkowo food truck dołącza plastikową łyżeczkę, drewniane pałeczki oraz serwetki, więc nie musimy martwić się o sztućce.
Wegański ramen  (29zł) miał bardzo ładny kolor słabej kawy z mlekiem. Zdjęcia tego nie oddają, ale był to bardzo ładny odcień cappuccino, o jednolitym kolorze. Wywar był na bazie dashi, kapusty białej, prażonej soi, cebuli, imbiru i mleka owsianego. I musicie mi uwierzyć na słowo, że smakował tak jak pachniał. Fenomenalnie. Przyznam się szczerze, że nie wiem jak były przyrządzone grzyby, ale były bardzo aromatyczne i maślane, kukurydza miękka i rozpływająca się w usta a dodatki takie jak kiełki mung, dymka czy olej bardzo przemyślane. Doskonale prezentowały się w bulionie, nadawały mu smaku i charakterystycznej ostrości. Makaron sprężysty, nie sklejał się ani nie rozpadał. Jajko marynowane w miso (2zł) ugotowane w punkt. Bardzo dobra konsystencja żółtka, który dobrze współgrał z delikatnym aromatem miso.Teraz pozostaje tylko czekać aż przyjdą z całym food truckiem i będę mogła spróbować ich pysznego sushi w całej odsłonie oraz menu sezonowego. Jestem bardzo ciekawa wegetariańskiej wersji Korean Fried Chicken oraz ramen burger. Bubu Arare codziennie stoi w Krakowie. Poza pandemią zjecie w uroczym ogródku, a przez Covid możecie zamówienie odebrać osobiście lub zamówić przez Wolt albo Pyszne.pl prosto do swojego domu.

Znacie ten food truck? Byliście w nim? Co możecie mi z niego jeszcze polecić?
ClaudiaMorningstar

środa, 21 października 2020

Pilaten, czyli chińska marka kosmetyczna podbijająca szturmem internet

Marka Pilaten kilka sezonów temu szturmem podbiła zarówno polski jak i zagraniczny internet. Ich czarną maskę peel of, chciał mieć każdy. O dziwo ja oparłam się pokusie kupienia produktów tej marki. Powód? Nie wydawała się ona za bezpieczna dla mojej tłustej cery. Dlaczego teraz piszę o tej firmie? Dlatego, że podczas zakupów mojego krwawego peelingu z The Ordinary zabrakło mi kilka złotych do bezpłatnej przesyłki. Mając do wyboru zapłacić za pocztę a dobrać coś za kilka złotych do darmowej opcji oczywiście, że zdecydowałam się na to drugie.
Każde z nich kupione w promocji. Za kolagenowe płatki pod oczy zapłaciłam 2.99 z 3.99 złotego natomiast za maskę na usta 1.99 z 2.99 złotego.
Opis producenta: Pilaten Pila Girl to kolagenowe płatki pod oczy, przeznaczone do pielęgnacji bardzo delikatnej skóry w tym obszarze.W swoim składzie zawierają liście wodorostów, które są bogate w witaminy, przeciwutleniacze i minerały. Dodatkowo dogłębnie nawilżają skórę i opóźniają jej starzenie. Maska skutecznie rozjaśnia skórę, likwidując cienie pod oczami. Dodatkowo skóra pozostaje nawilżona i odżywiona przez długi czas, co niweluje obrzęki, poprawia jędrność i wygładza zmarszczki. Roślinny kolagen uwalniany jest pod wpływem temperatury ciała, a płatki same dopasowują się do kształtu skóry.

Zacznijmy od plusów, bo ich jest dużo mniej. Obydwa produkty do twarzy mają bardzo ładny design. Urocza dziewczynka na różowym tle przypadła mi do gustu. Łatwo się je aplikuję i nie spadają z twarzy. I to byłoby na tyle z pozytywnych wiadomości. Samo opakowanie trudno się otwiera a płatki wypadły z tacki na, której były. Aby założyć je na twarz to musiałam rozerwać całe opakowanie. Nie mają zapachu, nie pachną niczym. I nic nie robią. Nie niwelują obrzęków, nie nawilża i nie wygładza moich prawie niewidocznych. zmarszczek. Produkt praktycznie nic nie robi.
Opis producenta:Pilaten Collagen to maska na usta, która doskonale nawilża i regeneruje skórę ust i wokół ust. Widocznie poprawia jej jędrność, elastyczność i napięcie. Zwiększa także gęstość i grubość skóry, dzięki czemu staje się mocniejsza i mniej podatna na przesuszenie. Naturalny kolagen morski pobudza odbudowę naskórka oraz wypełnia komórki skóry. Usta stają się pełniejsze i bardziej jędrne a ich skóra nabiera pięknego czerwonego kolorytu. Dostarcza także skórze wielu cennych witamin i substancji odżywczych.

Również miałam trudność z otworzeniem tego produktu. Te płatki w porównaniu do poprzednich cały czas spadały po nałożeniu. Nie nawilżają. Moje usta nie stały się pełniejsze, jędrniejsze i bardziej czerwone. Ten produkt także nic nie zrobił, a ciągłe spadanie z ust powodowały moją irytację.

Znacie tą markę? Lubicie kosmetyki tej firmy?
ClaudiaMorningstar

niedziela, 18 października 2020

Pocky, czyli zatrzęsienie słodkich paluszków w hipermarketach

Azja jest na topie. Nic więc dziwnego, że większość hipermarketów ma w swojej ofercie tzw. "Tygodnie azjatyckie". Ostatnio były one m.in w Lidlu, Aldi, Biedronce czy Auchan. Marketingowcy odrobili swoją pracę domowa, więc wiedzą co się sprzedaje. Oprócz oryginalnych sosów i przypraw są spragnieni dań typu instant oraz słodyczy. Dzisiaj skupię się na Pocky, czyli japońskich słodkich przekąskach produkowanych przez firmę Ezaki Glico. W Kraju Kwitnącej Wiśni zjemy je w na prawdę wielu smakach. Codziennością są paluszki o smaku mango czy borówki. Jest też wiele wersji sezonowych np. inspirowanych hanami, wiórkami kokosowymi czy lodami miętowymi. U nas stacjonarnie dostępne były w 3 smakach: matcha, ciasteczkowym oraz truskawkowym, który wszędzie był wyprzedany. Słyszałam, że na stałe możne je kupić na stacji Orlen, ale nie mam jej w okolicy, więc nie mogę tego sprawdzić. Różne smaki możecie zakupić w sklepach internetowych specjalizujących się w importowaniu słodyczy do Polski. 
Jak już wspomniałam w Polsce były dostępne w trzech wariantach truskawkowym (38g), matcha (33g) i ciasteczkowym (40g). Każdy z nich do kupienia w jednej cenie 4.99zł. Produkowane w Tajlandii. Pocky zamknięte jest w szczelnym opakowaniu, które te dodatkowo zamknięte jest w kartoniku. Przyznam się, że szata graficzna bardzo mi się podoba. Opakowania są przeurocze. Ich grafika jest bardzo "kawaii".  
Jak już wspomniałam jadłam dwa smaki: matcha oraz o smaku ciasteczek. Pocky o smaku zielonej herbaty bardzo przypadło mi do gustu. Delikatny chrupiący paluszek szczodrze został oblany polewą, która w smaku była słodka z nieco wyczuwalną goryczką charakterystyczną dla matchy. Ma ona prześliczny kolor, więc cieszy oko. Paluszek w smaku przypominał klasyczne herbatniki, które często jemy do kawy. Wersja z ciasteczkami jest dużo słodsza od poprzedniej. Paluszek oblany jest białą czekoladą z kawałkami ciasteczek. Smakiem przypomina klasyczne oreo. Dobre chociaż mniej wyrafinowane od poprzednich. Dla prawdziwych cukroholików. Obydwie wersje bardzo ładnie pachną. Aż chce się je zjeść.
Z ciekawostek dodam, że wokół Pocky firma Glico wykonała bardzo dobrą robotę marketingową. Są one bardzo popularne jako przekąska wśród dzieci i młodzieży. Można je jeść solo, z kawą, herbatą. Są bardzo popularnym dodatkiem w parfait, czyli deserem podawanym w wysokim kielichu. Ja osobiście chciałabym spróbować Giant Rainbow Pocky, które są w kolorach tęczy. Te słodkie przekąski mają nawet swoje święto w Japonii, które przypada na 11.11. W Korei  istnieje ich ich odpowiednik "Pepero," który jest produkowany przez międzynarodowy konglomerat Lotte. W Polsce istnieje coś podobnego. Firma Beskidzkie wypuściła paluszki w czekoladzie, które możemy kupić za niecałe 3 złote.

A Wasz jaki jest ulubiony smak Pocky?
ClaudiaMorningstar

środa, 14 października 2020

BUBU ARARE-Veggie Japanese Food, czyli Zwycięzca European Street Food Awards 2019 Polska- Kraków Finalista European Street Food Awards Szwecja -Malmö

Są miejsca, które chce się odwiedzić za wszelką ceną. W tą idee zalicza się food truck, który na co dzień stacjonuje w Krakowie, czyli Bubu Arare, których właściciele pochodzą z mojego rodzinnego miasta. Chciałam skosztować ich kuchni odkąd wygrali European t Food Awards Poland. Gdy dowiedziałam się, że właściciele przyjeżdżają do mojego miasta to wiedziałam, że muszę tam się wybrać. Nie jechali swoim wozem, ale gotowali u zaprzyjaźnionej restauracji. Etap zamawiania wyglądał tak, że chwilę wcześniej podali menu na grupie wyjazdowej, składało się zamówienie przez messengera i odbierało się paczkę o danej godzinie w restauracji. W czasie pandemii nie można było zjeść w lokalu, ale płaciło się zamówienie i zabierało papierową torbę ze sobą. Była także opcja dowozu do domu. My postanowiłyśmy zjeść w parku w otoczeniu zieleni. W końcu trzeba się czasami dotlenić, a nie tylko siedzieć przed laptopem oglądając Netflixa. Pandemia pandemią, ale nie dajmy się zwariować.
Cały food truck jest wegetariański, więc ten wóz to prawdziwy raj dla osób, które nie jedzą mięsa. Skusiłam się na prawie wszystko. Nie kupiłam kombuchy, która już wyszła ani onigarazu na które nie miałam ochoty. Na początek  zdecydowałam się na gyoze (12zł).  Zaczęliśmy z grubej rury. Pierogi był fenomenalne. Kapuściany farsz z sake był bardzo dobrze doprawiony, ciasto odpowiedniej grubości. Idealnie przysmażone. Sos sojowy bardzo dobrej jakości. Kare raisu (18zł) również cudowne. Odpowiednio kremowe z lekko wyczuwanym dashi. Ryż dobrze ugotowany, nie przeciągnięty. Doskonałe połączenie.
Bento box (28zł) był najmocniejszym punkem. Jezu jakie to było dobre. Uromaki z pieczonym burakiem, serkiem i pietruszką było cudowne. Ryż odpowiednio kleisty, a burak bardzo dobrze doprawiony. Nie widziałam, że wegetariańskie sushi może być tak pyszne. Okonomiyaki z kapustą pekińską, kukurydzą, cebulką prażoną, szczypiorkiem i autorskimi sosami bardzo mi przypadły do gustu. Były ciepłe, chrupiące i nie rozwarstwiały się. Sosy dodawały kropkę nad i. Onigiri proste a smaczne. Idealne na raz. Yaki kushiyaki, czyli szaszłyki z warzywami idealne. Tempura chrupiąca, nie nasiąknięta tłuszczem.  Powiedzmy sobie szczerze dobrze przygotowana tempura=food porn. Daikon z ponzu i wodorastami były spoko dodatkami. 
Nukazuke, czyli kiszone w odrębach owoce i warzywa (8zł) jadłam po raz pierwszy. Smaczne, ale nie wiem jak wypadają na tle innych, ponieważ nie mam porównania. Smakowało mi zwłaszcza mango, było bardzo ciekawe. Nigdy nie jadłam owoców w takiej formie. Do tego kupiłam kimchi (12zł). Kiszonki można było kupić w dwóch rozmiarach. Ja skusiłam się na mały słoiczek. Również bardzo udane. Odpowiednio sfermentowane, pikatne, idelany dodatek do koreańskiego ramenu bądź jako dodatek do smażonego kurczaka.
A tak to nasze zamówienia były zapakowane. Jedzenie zostało spakowane w szczelne pojemniki, więc nic nie wypłynęło na zewnątrz. Ciepło także uciekało powoli. Dodatkowo była łyżka do curry i jednorazowe pałeczki, więc nie musiałyśmy martwić się o sztućce. Mam nadzieję, że w przyszłości zawitam do food trucka. Widzę, że mają nowe menu. Ich ramen, nowe bento i wegetariańskie rolki wyglądają przepysznie. Już wiem, że muszę się tam wybrać.

I co? Krakowianki (i nie tylko) znacie może coś również pysznego?
ClaudiaMorningstar 
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka