Kolejna restauracja, którą odwiedziliśmy podczas zimowej wyprawy do Krakowa. Bar zagadka to mieszania dań z różnych zakątków świata. Nie skupia się na potrawach z konkretnego kraju. Dlatego możemy tutaj zjeść japchae, pad thai czy curry.
Na początek pierwszy zgrzyt. Mimo obszernej karty prawie niczego nie było co wybraliśmy i musieliśmy się ratować tym co zostało. Nie powinno dojść do takiej sytuacji. Doskonale zdaje sobie sprawę, że jeden składnik niespodziewanie się skończył. Ale większość?
Bulgogi (44zł/500g) to kawał dobrej roboty. Solidna porcja nieco słodkiej, miękkiej i rozpływającej się w ustach wołowiny. Jajko takie jak lubimy najbardziej: ścięte białko, lejące się żółtko. A całość dopełniają chrupiące ogórki. Shimeji udon (38zł/300g) to dobry wybór dla osób, które nie jedzą mięsa. Dobrze wyważone smaki, sprężysty makaron i dobrze usmażone grzyby. Ciekawie doprawione. Wołowina po syczuańsku (44zł/500g) intensywna, pyszna. Fajne danie dla lubiących ciekawe, pikantne smaki. Chociaż przyznaje nie jest to chińska ostrość. Porcje duże, można było się tym najeść takim talerzem, bez potrzeby zamawiania przystawek czy zupy. Dania bardziej pod smaki europejskie niż "tradycyjne" ale nam osobiście smakowały.
A do picia duży wybór autorskich drinków i napojów bezalkoholowych. Do picia wpadła gorąca rozgrzewająca herbatka z cytryną smaczna, ale nie oszukujmy się trudno to popsuć. Dla mnie drink o dźwięcznej nazwie "The athletic" (32zł). Ładnie podany, mocno truskawkowy. Mama zamówiła "The Peaches" (32zł), który za pomocą brzoskwini dobrze balansował mocny smak gorzkiej żołądkowej.
Lokal jest olbrzymi. Składa się z górnego i dolnego poziomu. Sala na piętrze jest mniejsza i bardziej przytulna. Stoliki są ładniejsze, a fotele miękkie, pokryte przyjemnym w dotyku różowym materiale. Ta w piwnicy przypomina bunkier. Ale ma osobną salkę, która zapewnia większa prywatność gościom. Obsługa miła, można płacić kartą, ale niestety mają problem z terminalem. Długo przechodzi transakcja. Było to dość niekomfortowe, ponieważ się niepotrzebnie czekało. Plus za możliwość zrobienia rezerwacji.
ClaudiaMorningstar


Bar zagadkę zapisuję w notesie, może kiedyś tam trafię. Jestem fanką koreanii :) lubimy rodzinnie. Chociaż wciąż jesteśmy w trybie japonicznym, ale to nie przeszkadza w niczym.
OdpowiedzUsuńChętnie bym się tam wybrała. Wygląda imponująco, dziękuję za taki post. Zaciekawił mnie bardzo.
OdpowiedzUsuńO, a ja w przyszłym miesiącu wybieram się do tego miasta :)
OdpowiedzUsuńSuper to wszystko wygląda. Sam lokal świetny, zaintrygowały mnie te poziomy. Nigdy w takim nie byłam.
OdpowiedzUsuńNazwa intrygująca, może te braki w karcie wpisują się w zagadkę?
OdpowiedzUsuńDrinki chyba przestane zamawiać, bo ostatnio trafiam na ewidentne oszustwo, mnóstwo lodu, mało smaku, a cena z kosmosu!
Jeśli byłaś zadowolona, to wszystko w porządku :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam takie nieoczywiste miejsca. Podobnie zresztą jak Kraków:-)
OdpowiedzUsuńDla każdego coś dobrego, zapisuję 😊
OdpowiedzUsuńLubię takie smaki. Zapisuję sobie ten lokal.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i dziękuję za wizytę na moim blogu.
Dawno nie byłam w Krakowie, może mi się uda znów odwiedzić. Szkoda, że to menu okazało się takie nie do końca, ale potrawy są apetyczne :)
OdpowiedzUsuń...the bulgogi looks like is a masterpiece.to me!
OdpowiedzUsuńHej, zapiszę ten bar do zeszyciku . Na pewno odwiedzę. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńNazwa adekwatna, bo zagadką jest to, co z obszernej karty akurat będzie dostępne :D Wybieram się niedługo do Krakowa i takie azjatyckie klimaty mnie zachęciły, ale jeżeli mam ryzyko, że nie będzie czegoś, na co będę mieć ochotę, to chyba wybiorę inne, pewniejsze miejsce, dzięki za podzielenie się recenzją!
OdpowiedzUsuńLovely photos. Thank you so much for sharing this. Warm greetings from Montreal, Canada.
OdpowiedzUsuńRóżowe fotele kontra bunkier w piwnicy to niezły kontrast. Fajnie, że mimo wpadek z menu, jedzenie obroniło to miejsce. Przyznaję, że chociaż mieszkam w Krakowie to nie znam tego baru...
OdpowiedzUsuńUwielbiam bulgogi! Chętnie zajrzę do tego baru przy najbliższej wizycie w Krakowie :)
OdpowiedzUsuńWszystko pycha się prezentuje :) W moim małym mieście nie mamy zbyt wielu lokali gdzie można zjeść przyjemnie. Ale otwarła się mała restauracja wietnamsko tajska i jak najbardziej planujemy ją odwiedzić :)
OdpowiedzUsuńGdy będę w Krakowie, odwiedzę.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)