Strony

poniedziałek, 26 czerwca 2017

First impression

Często na różnych forach internetowych spotykam się z pytaniami o zapach, kolor czy konsystencję produktu. Nie zawsze kupujemy dany kosmetyk dlatego czy działa, ale ze względu na osobiste preferencje. Jedne osoby lubią produkty zapachowe a inne bezzapachowe, dla jednego konsumenta ważna jest lejąca się konsystencja, a dla innego zbita. Ja sama szukam kosmetyków pielęgnacyjnych o płynnej konsystencji i o miłym kwiatowym zapachu. Równie ważne jest działanie, ale mając do wyboru zakup kosmetyku o podobnym działaniu i składzie wybiorę ten, który ma odpowiedniejszą dla mnie konsystencję. W ten oto sposób wpadłam na pomysł nowej serii, która będzie się pojawiać dość nieregularnie. Może się pojawić trzy razy w miesiącu, aby później zniknąć i pojawić się po pół roku. Spowodowane będzie to częstotliwością zamawianych przeze mnie kosmetyków i testowania zamówionych próbek. I nie będę tutaj broń boże oceniać właściwości produktów. Moim zdaniem nie da się sprawdzić czy krem działa po milimetrowej próbce. Opiszę tutaj tzw. pierwsze wrażenie, czyli zapach, kolor i konsystencję. W przyszłości pojawią się także składy sprawdzanych prze zemnie kosmetyków. Zaintrygowane? No to zaczynajmy!
BCDATION Tony Moly- Krem BB. Ładnie wtapia się w skórę, nie zostawia plam, mocne krycie. Produkt bezzapachowy. Konsystencja półpłynna, ale trudno/topornie się go rozprowadza. Próbka starczyła na jednokrotne użycie. Pełnowymiarowy produkt ma pojemność 40g i kosztuje około 60 złotych (16$-18$).

Tony Moly Goat Milk Premium Moisture Cream Naturalh- Krem nawilżający o niezidentyfikowanym zapachu i kremowej konsystencji. Szybko się wchłania. Opakowanie starczyło na jedno użycie.  Cały słoiczek zawiera 60ml kremu i kosztuje 23$.

Tony Moly Panda's Dream- Biały krem do rąk o delikatnym zapachu. Szybko się wchłania i nawilża skórę dłoni. Nie tłuści.

Tony Moly Lab- Żel o kremowej konsystencji do mycia twarzy. Nie pachnie, dobrze zmywa krem BB. Już teraz wiem, że ze względu na gęstość produktu nie kupiłabym pełnowymiarowego opakowania, który kosztuje 9$-12$ za 150 ml.Saszetka starczyła na jedno zużycie.

Tony Moly Banana Sleeping Pack- Całonocna maska przyjemne pachnie bananami. Zapach jest chemiczny, ale kojarzy mi się z dobrymi cukierkami, które jadłam w dzieciństwie, więc wywołuje przyjemne wspomnienia. Konsystencja bardzo mi odpowiada nie jest oni ani bardzo gęsta ani wodnista. Szybko rozprowadza się ją na skórze twarzy. Ma także ładny kolor- jasnożółty,który cieszy oko. Próbka starczyła mi na dwa użycia. Maska na noc ma pojemność 85 ml i kosztuje 11-13$.

PHA Moisture Renewal Powder Cream- Bezzapachowy mleczny krem, który szybko się wchłania. Ma żelową formułę. Jest to prawie najdroższy produkt, który testowałam, ponieważ słoiczek kosztuje 25$.

Geolution Shark's Fin Collagen Eye Crem- Krem pod oczy o ciekawej konsystencji. Ma fajną żelową konsystencję, która wyjątkowo przypadła mi do gustu. Produkt cechuje delikatny zapach. Próbka starczyła na 3 użycia. Pełnowymiarowe opakowanie ma 30 ml i kosztuje od 30-36$.
Wyżej wymienione próbki dostałam do zakupu arbuzowego żelu od Etude House i jeszcze nie zrecenzowanej ulubionej maseczki od Elizavecaa. Jak widać królowały próbki od Tony Moly. Same saszetki łatwo się otwierało i nietrudno był wycisnąć kosmetyk do ostatniej kropli.
Co myślicie o wprowadzeniu nowej serii? Wyraźcie swoją opinię w komentarzach.
ClaudiaMorningstar

sobota, 24 czerwca 2017

Maseczki Tony Moly- I'm real- podsumowanie

Kilka tygodni temu skończyłam testowanie maseczek Tony Moly z serii I am real. Na skórę twarzy nałożyłam 11-ście różnych maseczek, które miały różne właściwości. Między innymi miały za zadanie rozświetlić, ukoić i nawilżyć naszą cerę. Producent czerpał inspirację z natury: wodorosty, czerwone wino, pomidory, awokado, herbata, aloes, brokułowa, granatowa, cytrynowa, ryżowa,  makgeolli. Będą to krótkie podsumowania tak, aby każda z nas znalazła najlepszą dla siebie maseczkę.

Tony Moly Seaweeds- "Po ściągnięciu zauważyłam, że ładnie uspokoiła moją zmęczoną skórę twarzy. Efekt promiennej cery utrzymuje się przez dwa dni. Moje mini stany zapalne zostały złagodzone. Jestem zadowolona z efektu, chociaż żałuję, że jest on tak krótkotrwały."
Tony Moly Red Wine-  "Skóra wizualnie nawodniła się i rozświetliła. Niestety nie zauważyłam efektu zmniejszenia porów, który obiecał producent. Nadmiar produktu szybko się wchłania."
Tony Moly Tomato- "Ładnie ukoił moją skórę, ale jej nie rozświetlił."
Tony Moly Avokado- "Maska nawilża, ale nie tłuści skory mojej mieszanej cery. Moja skóra jest miła w dotyku i wygląda na wygładzoną."
Tony Moly Tea Tree- "Miałam niewielki problem z rozłożeniem maski i nałożeniem jej na twarz, ponieważ była ona bardzo gęsta.  Chociaż myślę, że jej działanie było wystarczające."
Tony Moly Aloes- "Po zaaplikowaniu maseczki moja twarz stała się milsza w dotyku i nawilżona"
Tony Moly Broccoli- "Skóra jest wyraźnie nawilżona i odżywiona"
Tony Moly Pomegranate- "Produkt spisał się na medal i przywrócił równowagę mojej tłustej twarzy. Skóra wygląda na nawilżoną, ale pory się nie zmniejszyły".
Tony Moly Lemon- "Ze względu na właściwości jest idealna dla tłustej skóry".
Tony Moly Makgeolli-"Moja twarz po użyciu maseczki jest ładniejsza, ale nie zauważyłam dodatkowego oczyszczenia. Wygląda na bardziej promienną, ale kolor się nie wyrównał."
Tony Moly Skin Rice- "Koi naszą skórę twarzy".
A Wy miałyście jakąś maseczkę z tej serii? Jeśli tak to napiszcie w komentarzach, która przypadła Wam do gustu.
ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Koncertowy Rynek Smaków- food trucki i muzyka

Prawie miesiąc temu wraz z moją przyjaciółka Pauliną postanowiliśmy pojechać na zlot food trucków do stolicy województwa  śląskiego, czyli Katowic. Łącznie odwiedziliśmy cztery wozy z jedzeniem, które oferowały posiłki z różnych stron świata. Skosztowałyśmy aromatycznego ramenu, przepysznych belgijskich frytek, słodkich churros i klasycznych hamburgerów. 26,27 i 28 maja mogliśmy skosztować przysmaków z AkitaRamen, Rollujemy,  Mafiosso Food Truck, Najlepsze Frytki w Mieście, Real Greek,  Fragola - Owoce w Czekoladzie,  Królleski Burger, Kraina Kurtosza, Fabryka Naleśników, Makaroneria Sosnowiec, U Wlocha Food Truck. Dobra Szama Food Truck, Klapsznita Food Truck, Fit-Fat Dim-Sum, Naszebao, Własna Robota, POżarcie, Cafe Cool'a & Cafe Diesel, Concrete Jungle Meals, Churros and More, Natural Born Grillers, Fit-Fat Food Truck Katowice, Bielsko GastroFaza, Głodny Misiek - food Truck, JOHN-LEMON POLSKA, Browariat.
W Fit-Fat Dim-Sum już byłam podczas majówki w Rybniku i powiem, że jedzenie było wyborne. W tamtym roku podczas zlotu w Cieszynie udało mi się skosztować przysmaków z Fragolii i mile to wspominam. Owoce były słodkie, a czekolada rozpływająca się w ustach. Niestety nie zdążyłam wstąpić do Naszebao, które oferowało azjatyckie bułeczki i zupy, ponieważ brakło już funduszy, ale w najbliższą sobotę ponownie jadę na podobny zlot, gdzie oczekiwany przeze mnie food truck również ma się pojawić.
Prawda jest taka, że pogoda dopisała. Było ciepło, słonecznie i nie wiało. Organizacja pierwsza klasa. Dobrze wybrane miejsce, łatwo dostępne i było gdzie zaparkować autem, zarówno na parkingach płatnych i bezpłatnych. Dodatkowym plusem było zrobienie zlotu blisko przystanków autobusowych i tramwajowych. Bardzo mi się podobał szeroki wybór wozów z jedzeniem i piciem. Była kuchnia m.in. polska, hiszpańska, azjatycka, amerykańska, każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Mimo że był ludzi tłum to nie było problemu z znalezieniem wolnego miejsca. Można było zjeść posiłek, napić się piwa bądź lemoniady lub tylko posłuchać dobrej muzyki na licznych ławkach, krzesłach, pufach, skrzyniach czy hamakach. Po prostu bosko.
Pierwszym food truckiem w którym postanowiłam coś zjeść był AkitaRamen, gdzie oczywiście możemy kupić przepyszny ramen oraz onigiri, którego food truck niestety nie serwuje podczas zlotów, a szkoda, ponieważ byłabym wierną klientką. Jestem wprost uzależniona od kanapek ryżowych. 
Na uwagę zasługuje przepięknie ozdobione auto. Oraz ciekawe tabliczki z Naruto przed wozem. Nie musimy się także martwić, ze będziemy jeść nasz ramen na stojąco. Właściciele zadbali o wysoki stół, gdzie możemy położyć naszą miskę zupy.
Z pięciu dostępnych rodzajów ramenu wybrałam TricityRamen. Lubię ostrą kuchnie, więc ten wybór wydawał się idealny i wiecie co? Nie myliłam się! Posiłek nie miał żadnej wady, był wprost idealny. Aromatyczny bulion, dobry makaron i dobrej jakości kurczak to strzał w dziesiątkę. Do tego dodajmy odpowiednia ilość chili oraz sezamu i mamy przepis na obiad doskonały.
Drugim wyborem był krakowski food truck  Churros and More serwujący przepyszne churros, czyli  podłużny wypiek z ciasta parzonego, który smażony jest na głębokim tłuszczu. Najczęściej podawany jest na śniadanie z dodatkiem cukru pudru lub czekolady. Oprócz słodyczy możemy kupić lemoniadę hiszpańską w dwóch rozmiarach 300ml/6zł i 400ml za 8zł.
Churros możemy kupić również w dwóch rozmiarach z jedną posypką (oreo, cynamon,cukier puder) i z jednym sosem (nutella, truskawka,karmel, biała czekolada, ciemna czekolada). Jako prawdziwa czekoholiczka wybór był tylko jedny. Skusiłam się na małe churros z nutellą i pokruszonym oreo. Złożyłam zamówienie, odczekałam chwilę i w moich dłoniach wylądował przepysznie wyglądający deser. Smakował równie dobrze. Ciasto było odpowiedniej grubości, dobrze wysmażone, bez surowych miejsc. Dodatki dodawały charakteru deserowi. 
Podczas gdy ja zajadałam się churros moja przyjaciółka Paulina czekała z wielką niecierpliwością frytki belgijskie w Najlepsze Frytki w Mieście. Z tym food truckiem miałam już do czynienia zeszłego lata. Poziom się utrzymał, tak samo jak ceny. Frytki są chrupiące, a sosy dobre (andaluzyjski i czosnkowy). Nie wiem czy poszłabym tam ponownie, ponieważ Najlepsze Frytki w Mieście w niczym się nie wyróżniają, znam wiele podobnych miejsc, gdzie można zjeść dobre frytki belgijskie.
Ostatnim food truckiem, w którym zdecydowałyśmy się jeść był Królleski Burger. Obydwie skusiłyśmy się zjeść, ponieważ spodobał nam się prosty wygląd food trucka, skrzynki do leżenia a przede wszystkim wolne, miękkie leżaki, gdzie zjadłyśmy przepyszne burgery. 
Zarówno ja jak i Paulina spośród kilkunastu rodzajów burgerów zdecydowałyśmy się na Classic Burger (16zł). I w tym przypadku również był to dobry wybór. Bułka pszenna bardzo dobrej jakości, wyjątkowo smaczna. Byłam mile zaskoczona, ponieważ niestety często trafiam na spalone/przypalone/twarde pieczywo. Mięso bardzo dobrze przyprawione i upieczone. Dodatki pierwsza klasa. Krótki czas oczekiwania to niewątpliwy atut, gdy za kilkanaście minut trzeba iść na autobus powrotny do domu.
A Wy Drodzy Czytelnicy jesteście fanami takich zlotów? Jakie są Wasze ulubione food trucki?
ClaudiaMorningstar

piątek, 16 czerwca 2017

Kit Kat Strawberry Cheese Cake Chockolate Box

Tym razem przychodzę z popularnymi w Japonii mini batonikami Kit Kat o smaku truskawkowego sernika. Ta edycja inspirowana jest Jokohamą, gdzie znajduje się największy port morski w Kraju Kwitnącej Wiśni. Symbolami tego miasta jest miłorząb i róża. Dość niecodzienne połączenie. Prawda?
Producent: Nestle. Batonik (11.6g) zawiera: 64kcal, białko:0.43g,tłuszcz:3.6g,węglowodany 7.4g, sól 2-9mg.

Quasi-Chocolate (Sugar, Vegetable Oil, Lactose [Milk], Powdered Whole Milk, Cocoa Butter), Wheat Flour, Vegetable Oil, Sugar, Lactose (Milk), Natural Cheese (Milk), Yeast, Powdered Whole Milk, Cocoa Powder, Cocoa Mass, Cocoa Butter, Emulsifier (Soy Bean), Flavouring, Baking Powder, Yeast Food. Also contains Soy Bean. May contain traces of Almond and other Nut.
Na szczególną uwagę zasługuje przepiękna grafika z przodu kartonika. Bardzo, ale to bardzo mi się podoba. Wizerunek truskawkowego serniczka jest niezwykle uroczy. Może to przez to, że jestem kobietą, ale wolę mając do wyboru kupić produkt, który różni się tylko opakowaniem wybiorę ten ładniejszy. Brzydkie motywy kojarzą mi się z czym niesmacznym, czego podświadomie unikam. Też tak macie? 
W środku kryje się dwanaście przepysznych mini batoników.  Na każdym opakowaniu można zostawić miłą notatkę. Małe chrupiące wafelki oblane są białą czekoladą, za którą osobiście nie przepadam, ale tutaj pasują jak ulał. W smaku są przepyszne, ale bardzo słodkie. W przeciwieństwie do Kit Kat Melon nie czuć w nich kwaśnej nuty. Będą doskonałe dla cukroholików i dla osób, które chcą wypróbować nowe smaki. KitKat z truskawkowym sernikiem kosztował mnie 800 yen (z podatkiem 864 yen), co w przeliczeniu wychodzi 34,6 złotych.
ClaudiaMorningstar

wtorek, 13 czerwca 2017

Kit Kat- Hokkaido Melon

Hokkaido jest prawie największą wyspą w Japonii. Rozwija się tam przemysł drzewny, papiernictwo oraz leśnictwo. Dużą rolę odgrywa tam także turystyka. Podróżnicy chętnie odwiedzają Park Narodowy Daisetsu-zan z gorącymi źródłami, Park Narodowy Akan, który słynie z czystych jezior oraz jezioro Toya. Nie można także zapomnieć o słynnych lodowych figurach, które można zobaczyć podczas Festiwalu Śniegu w Sapporo, które odbywa się co roku w lutym. Uprawia się tam najdroższy owoc świata. Mowa tu oczywiście o Yubari Kings melon, który osiąga astronomiczne kwoty. Jeden z nich sprzedano za 2 000 000 yenów. Dużą popularnością cieszy się melon z wizerunkiem Hello Kitty. Marka Nestle wprowadziła na rynek limitowaną edycję Kit Kat Mini Hokkaido z serkiem mascarpone.
Kit Kat  mini z melonem Hokkaido z serkiem mascarpone oblany białą czekoladą. Posiada łagodną słodycz melona Hokkaido i świeży smak sera mascarpone.

Skład:Quasi-Chocolate (Sugar, Lactose [Milk], Vegetable Oil, Powdered Whole Milk, Cocoa Butter), Wheat Flour, Vegetable Oil, Lactose (Milk), Sugar, Natural Cheese (Milk), Melon Powder, Powdered Whole Milk, Yeast, Cocoa Powder, Cacao Mass, Cocoa Butter, Emulsifier (Soy Bean), Flavouring, Baking Powder, Paprika Colouring, Yeast Food. Also contains Soy Bean. May contain traces of Almond and other Nuts. 

Składniki odżywcze(11.6 g. batonik): energia: 64kcal, białko: 0.43g,tłuszcz: 3.7g, węglowodany: 7.3g,sól: 2-8mg.
Powyższe kartonowe pudełko z przepiękną grafiką na froncie składające się z 3 batoników, kosztowało 200 yen bez podatku, a z 216 yen (8,64 złotych). Natomiast na rewersie możemy umieścić miłą notatkę dla ukochanej osoby. Box łatwo się otwiera i chroni zawartość w środku bez problemu do mnie dotarły. Bezpiecznie dotarły do mnie z Japonii na Śląsk.
A pojedynczy batonik wygląda tak. Jak już zdążyliście się zorientować jest mniejszy i krótszy od standardowego Kit Kat, które możemy kupić w Polsce. Smak także się wyróżnia, ponieważ zarówno w hipermarketach jak i małych osiedlowych sklepikach widziałam tylko wersję klasyczną w ciemnej czekoladzie, a czasami wersję w białej, która moim zdaniem jest beznadziejna. Wersja z melonem bardzo mi smakuje. Jest jednocześnie słodka i kwaśna, a wafelek chrupiący i rozpływa się w ustach. Przyjemnie pachnie. Nie wiem czy kupię ponownie, ponieważ uwielbiam próbować nowe smaki, a samych rodzajów jest ponad 300. Chcę spróbować wszystkie.
Pozdrawiam, ClaudiaMorningstar

czwartek, 8 czerwca 2017

Bibułki matujące od Jolse

Od pewnego czasu staram się  bardziej o siebie dbać. Staram się aby moja tłusta cera była odpowiednio nawilżona, uczę się robić nowe fryzury, a w pod koniec miesiąca zamierzam kupić kilka ładnych ubrań na nadchodzące lato. Chociaż dalej jestem wielką fanką chodzenia w piżamie, gdy nie wychodzę z domu. Bardzo nie lubię taszczenia ze sobą ciężkich toreb z multum rzeczy w środku. Mój makijaż musi być w nienagannym stanie przez cały dzień. W swojej listonoszce lub puzderku w zależności od tego, gdzie się wybieram zawsze jest płynna pomadka do ust i opcjonalnie bibułki matujące. Swoje dostałam gratis podczas zakupów internetowych. Oprócz nich w paczce był żel arbuzowy, peeling papajowy, plasterek na nos i masę próbek. Może jestem naiwna, ale jak większość kobiet lubi dostać miły gratis do zakupów. A jak już się dostało prezent to dlaczego z niego nie skorzystać?
Opis od producenta: Sposób użycia: Weź jeden papierek, gdy skóra stałe się tłusta. Zastosuj delikatnie na skórę. Marka: Jolse. Do wszystkich typów skóry.. Wyprodukowano w Korei Południowej. Zawiera 25 bibułek.
Bibułki matujące zamknięte są w prostym prostokątnym opakowaniu. Znajdują się na nim najważniejsze informacje takie jak skład, sposób użycia i producent. Jak już mówiłam te bibułki dostałam gratis do przesyłki, ale zauważyłam, że możecie zamówić je w boxie, który składa się z 10 paczuszek za 5.90$, a podczas trwania w promocji za 5.01$. Są bezzapachowe i nie są obtoczone pudrem. Jeden listek skutecznie zbierze nadmiar serum i zmatuje naszą cerę. Można je stosować zarówno przed makijażem jak i na makijażu,bez obaw, że się zniszczy. Nie mniej polecam mimo że za często ich nie używam.
ClaudiaMorningstar

środa, 24 maja 2017

Sushinki, czyli jak rodzice chcieli mnie otruć

Moi rodzice wiedzą, że uwielbiam sushi. Podczas zakupów w sieci sklepów Auchan postanowili zrobić zarówno sobie jak i mi przyjemność i kupili trzy boxy "sushi," które dumnie reklamuje się: "Sushinki dla chłopczyka i dziewczynki." Już sama nazwa sugeruje, zdrobnienie potrawy sugeruje, że to się nie może udać. A potem jest już tylko gorzej.
Sushinki są wytworem MatsuSushu, który w swojej ofercie ma inne boxy oraz onigiri, czyli japońskie ryżowe kanapki. W jego skład wchodzi: 4 rodzaje sushi (które nie są podpisane), deser (dwie czekoladowopodobne kulki z kokosem) i sos. Cały "set" waży 210 gramów i zawiera 400 kcal.Niestety nie wiem ile kosztował, ale i tak twierdzę, że nie są warte złamanego grosza.
Pudełko było nieodpowiednio zabezpieczone, a pojemnik na sos nieszczelny w wyniku czego sos rozlał mi się w torebce. Dobrze, że było go na tyle mało, że nie zalał mojego laptopa ani komórki. Samo sushi było mdłe i niedobre. Ryż rozpadał się w palcach. Jeśli mam być szczera to poszczególne rolki niczym się w smaku nie różnią. Pożal się boże deser był tragiczny, nie wiem po co go tam dali. Chyba, żeby ukryć pierwsze złe wrażenie. No cóż, nie udało im się. O tym zestawie nie mogę nic dobrego powiedzieć. Ani ładnie się prezentuje, ani nie smakuje, ani nie pozwala pozbyć się uczucia głodu. Ponadto producent nie zadbał o pałeczki, więc musiałam jeść zestaw rękoma, co nie jest zbyt komfortowe. O dziwo moim rodzicom nawet smakował, obawiam się o kupki smakowe i gust kulinarny. Plusów nie stwierdzono, minusów aż nadto. Jednym słowem nie polecam ani dla dzieci ani dla osób, które chciałyby spróbować to danie po raz pierwszy. Po co się zniechęcić i rozczarować. Dla amatorów sushi polecam dobre lokalne restauracje, food trucki czy przyrządzenie takiego zestawu w domu. Poprzednie testy Tokyo Sushi oraz Lucky Fish może nie smakowały genialnie, ale na pewno wypadły o niebo lepiej.
ClaudiaMorningstar

niedziela, 21 maja 2017

Co kupić na Dzień Matki?

Czasem się zdarza, że nasze rodzicielki biorąc przykład ze swoich dzieci zaczynają interesować się koreańską i japońską pielęgnacją oraz  azjatycką sztuką i kulturą. W związku z zbliżającym się wielkimi krokami "Dniem Matki" postanowiłam przygotować mini ściągę, którą możecie wykorzystać szukając prezentu dla Waszych mam. Zdradzę Wam, że moja rodzicielka dostanie ode mnie własnoręcznie zrobiony sernik matcha, rozświetlasz, maseczkę na płachcie Tony Moly-Red Wine, serduszko "hand made" oraz świeże kwiaty. Mam nadzieję, że mój wybór się jej spodoba.
Myślę, że dobrym wyborem będzie zakup dobrego kosmetyku. Nie ważne czy to będzie produkt do pielęgnacji twarzy, ciała, włosów czy tzw."kolorówka," myślę, że większość mam się ucieszy z możliwości wypróbowania nowego produktu. W zależności od zasobności naszego portfela możemy kupić krem z wyższej półki cenowej lub z niższej. To od Was zależy czy kupicie droższy czy tańszy produkt. Ale jedno jest pewne, nie ważne ile wydacie to najważniejsze aby było od serca! Wtedy matula na pewno się ucieszy. The History of Whoo słynie z dobrych kremów do twarzy i szminek do ust. Niewątpliwym atutem są przepiękne opakowania, gdzie właścicielka może poczuć się jak prawdziwa księżniczka. Niestety ma także jedną wadę.Jest to marka luksusowa, więc nie każda kobieta może sobie na nią pozwolić. Dobrym wyjściem jest także róż od Sulwhasoo. Czy wzór na tafli produktu nie jest uroczy? Dla fanek granatu poleciłabym serum SkinFood. Oczywiście nie możemy zapomnieć o bardzo dobrych, trwałych, kruczoczarnych eyelinerach albo o maseczkach na płachcie. W końcu każda z nas potrzebuje chwili odprężenia. Jeśli poszukujecie tańszych zamienników to więcej inspiracji znajdziecie tutaj. Rzetelnych informacji o produktach szukajcie na sprawdzonych forach internetowych i pamiętajcie BioAqua to jest cenioną marką, a "chińską shit firmą" specjalizująca się w podrabianiu znanych koreańskich marek.

Drugą opcją je zabranie mamy na wycieczkę. Wiele placówek w Polsce oferuje ciekawe tematyczne wystawy czasowe. W Rybniku jest to "Terakotowa Armia Chin w Zabytkowej Kopalni Ignacy," w Wrocławiu "Ogród Botaniczny i Japoński," w Krakowie "Muzeum Sztuki i Techniki Japoń*skiej," w Warszawie bardzo często organizowane są wystawy tematyczne w licznych muzeach. Można także kupić bilety na "Występ Chińskiego Cyrku Narodowego" lub do Filharmonii Śląskiej na ciekawe wydarzenie kulturalne, ja byłam ostatnio na koncercie pt."Artyścii z Kraju Kwitnącej Wiśni" i nie ukrywam, że byłam bardzo zadowolona.

Jeśli mama lubi gotować to niektóre restauracje organizują jednodniowe lub kilkudniowe kursy nauki przyrządzania charakterystycznych potraw z Japonii/Korei/Chin (np."Masala" czy "Instytut Kuchni Kulinarnej"). Jeśli chcesz to Ty możesz ugotować miły posiłek, w szczególności polecam Omurice, ostre kimchi, aromatyczną zupę,  kaczkę po pekińsku czy aromatyczny ramen. Możesz zrobić proste dango czy sernik matcha. Jeśli nie masz czasu gotować lub po prostu masz dwie lewe ręce i brak zdolności kulinarnych zawsze można gdzieś wyjść. Jeżeli nie przeszkadza Wam jedzenie na dworze to polecam AkitaRamen, 8 misek, Yatai czy Dim-Sum-Fit Fat.

Najważniejsze jest to aby spędzić czas z rodziną. Możecie to zrobić w sposób, który najbardziej Wam odpowiada. Domowe spa? Bomba! Wspólne oglądanie koreańskich dram przy dobrym winie i chińszczyźnie? Idealnie! To od Was zależy jak spędzicie ten dzień. Zadbajcie tylko oto, aby 26 maja był szczególny.
 ClaudiaMorningstar
*zdjęcia z kolaży pochodzą ze stron dystrybutorów

środa, 17 maja 2017

Etude House 98% Watermelon Soothing Gel

Czasami się zdarza, że w pośpiechu nie dokładnie czytam etykiety i w moim koszyku lądują rzeczy zbędne, nikomu nie potrzebne. Nie wiem dlaczego, ale kupując ten produkt byłam święcie przekonana, że jest to arbuzowy żel do mycia twarzy. Nie spodziewałam się, że otrzymam owocowy odpowiednik koagulantu aloesowego, który możemy nakładać na twarz, ciało czy włosy. Jednakże nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Potrzebny kosmetyk kupiłam w katowickim TkMaxxie, a w moich skromnych czterech kątach zabrałam się za testowanie  Etude House 98% Watermelon Soothing Gel. Jeśli jesteście ciekawe wyników badania to zapraszam na dalszą część tego krótkiego testu.
Watermelon Soothing Gel jest to kojąco - nawilżający żel składający się w 98% z ekstrktu z arbuza, który może być stosowany zarówno na skórę twarzy, ciało jak i włosy w formie nawilżającej odżywki. Łagodzi podrażnienia i stany zapalne, nawilża suchą skórę - może być również stosowany jako baza pod makijaż.

Sposób użycia: niewielką ilość żelu nanieść na skórę twarzy lub ciało. Można również zastosować na 10-15 min w formie odżywki na włosy. 

Skład: Citrullus Lanatus (Watermelon) Fruit Extract, Sodium PCA, PCA, Sodium Lactate, Arginine, Aspartic Acid, Glycine, Alanine, Serine, Valine, Proline, Threonine, Isoleucine, Histidine, Phenylalanine, Water, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Glycerin, 1,2-Hexanediol, Dipropylene Glycol, Phenoxyethanol, Tromethamine, Carbomer, Ethylhexylglycerin, CI 17200, Theobroma Cacao (Cocoa) Extract, Fragrance.
Moje przyjaciółki wiedzą, że mam obsesję na punkcie dalekich podróży,dobrego jedzenia, flamingów i arbuzów, które uwielbiam w każdej postaci. Nie ważne czy to lemoniada, sałatka czy wersja "solo". Teraz już wiecie, że zauroczył mnie piękny wizerunek tego owocu na etykiecie butelki, która wykonana jest z mocnego, ale jednocześnie elastycznego plastiku. Niewątpliwym atutem jest szczelny korek, który nie pozwala wydostać się żelowi z opakowania. Zapach tego kosmetyku jest obłędny. Bardzo świeży i orzeźwiający. Wąchając go natychmiastowo robię się głodna. Niestety nie utrzymuje się długo na skórze. Sam koagulant jest bardzo gęsty i przeźroczysty. Trochę żałuję, że nie jest różowy jak wnętrze prawdziwego arbuza, ale w życiu nie można mieć wszystkiego. Prawda? Żel nałożony na skórę szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej i lepkiej warstwy. Sprawia, że nieproszeni goście szybko wynoszą się z mojej twarzy. Dodatkowo chłodzi naszą skórę. Bardzo dobrze nawilża skórki przy paznokciach. Na p ewno zabiorę go ze sobą na wakacje.Za 250ml/8.45oz w polskim sklepie internetowym zapłacimy około 34 złote brutto+ wysyłka, natomiast w koreańskim 12.98$ z darmową przesyłką. Testowanie tego produktu należy do prawdziwej przyjemności. Ciekawie czy kolejny kosmetyk kupiony na "szybko" mnie nie zawiedzie.
ClaudiaMorningstar

niedziela, 14 maja 2017

A'PIEU Fresh Mate Papaya Mask Peeling

Cześć dziewczyny! Dzisiaj przywołujemy wiosnę. Nie wiem czy to za sprawą peelingu A'pieu w energetycznej żółtej tubce czy tego, że pogoda postanowiła się nad nami zlitować, ale na śląsku w końcu wyszło słońce. Bez obaw mogłam iść do pracy w lekkiej kurtce zamiast w zimowym płaszczu.  Minusem takiego stanu jest, że muszę poszukać kremu do twarzy z większym filtrem, nigdy nie lubiłam się opalać i teraz też nie zamierzam zmienić koloru mojej skóry. Wraz z coraz większymi temperaturami muszę zmienić częstotliwość robienia peelingów. Zimą i jesienią wykonuję je 1-2 razy w tygodniu, natomiast wiosną i latem co 2-3 dni. Dlatego uwielbiam łączyć peelingi mechaniczne i enzymatyczne, w końcu każdy z nich działa na coś innego.
Skład:Water,,Glycerin,Glycereth-20,Butylene Glycol,Carica Papaya Fruit Extract,Alcohol,
PEG/PPG-17/6 copolymer,Betaine,PEG-60 Hydrogenated Castor Oil,Actinidia Chinensis Fruit Extract,Arnica Montana Flower Extract,Alchemilla Vulgaris Extract,Ananas Sativus Fruit Extract,Mangifera Indica Fruit Extract,Citrus Aurantifolia Fruit Extract,Litchi Chinensis Fruit Extract,Pyrus Malus Fruit Extract,Prunus Armeniaca Seed Powder,Acrylates/C10-30 alkyl acrylate crosspolymer,TromethamineSodium, PolyacrylateXanthan, GumCellulose, gumDisodium,EDTA,Phenoxyethanol,ChlorphenesinCaprylyl,Glycol,Ethylhexylglycerin,Fragance.

Sposób użycia:  Po umyciu twarzy masuj produkt bez użycia wody przed 2-3 minuty. Zostaw na 5-10 minut i zmyj letnią wodą.

Peeling zamknięty jest w bardzo ładnej żółtej tubce z prostą grafiką na froncie. Oznaczenia produktu z przodu są po angielsku natomiast z tyłu tylko i wyłącznie po koreańsku, więc osoby nieznające tego języka będą miały problem z rozszyfrowaniem składu, ale od czego mamy słowniki internetowe? Apieu Fresh Mate Papaya Mask Peeling to w przeciwieństwie do Yoskine peeling gęsty enzymatyczny.  Jest także delikatniejszy i ma przepiękny owocowy zapach. Zawiera małe drobinki, które w słońcu mienią się jak drobinki złota. W rzeczywistości to starta skórka papai. Doskonale złuszcza moją mieszaną cerę. W zależności od potrzeb używam go 1-2 razy w tygodniu. Zauważyłam, że ten produkt bardzo polubiły rosyjskie blogerki, ponieważ nigdzie indziej nie potrafiłam znaleźć recenzji tego produktu. Kupiony za 6.36$ w zagranicznym sklepie internetowych i nie uważam, aby cena była wygórowana. Myślę, że w przyszłości skuszę się na niego ponownie, ponieważ w polskich sklepach nie spotkałam dobrego peelingu enzymatycznego.
ClaudiaMorningstar

środa, 10 maja 2017

Yoskine- Intensywny Mikropeeling Szafirowy

Cześć dziewczyny. Jeśli Was tak samo jak mnie pogoda nie rozpieszcza to usiądźcie sobie wygodnie na miękkiej kanapie, przykryjcie się ciepłym kocykiem i przeczytajcie post o bardzo dobrym peelingu mechanicznych. Poniższą czynność możecie wykonać z kubkiem aromatycznym kakao lub filiżanka dobrej herbaty z miodem i cytryną w dłoni. Jesteście gotowe? To zaczynajmy!
Opis producenta:" Rewolucyjne połączenie kompleksu In ’Detox z szafirowym eksfoliatorem dla spektakularnego efektu odmłodzenia skóry. Jego działanie porównuje się do profesjonalnych zabiegów eksfoliacyjnych i odmładzających. Dax Szafirowy peeling do cery normalnej i mieszanej Yoskine Jonodermabraza z kompleksem Anti Age Yo`Saphire skutecznie ściera martwe komórki naskórka, odsłaniając nową skórę – odczuwalnie wygładzoną i świeżą. Stymuluje autoregenerację komórek, przywracając skórze zdrowy koloryt i młodzieńczy wygląd."

Skład: Aqua, Alumina, Polyvinyl Chloride, Glycerin, Paraffinum Liquidum, Sodium Hyaluronate, Disodium Cocoamphodiacetate, Cephalins, PVP, Dimethicone, Isopropyl Myristate, Glyceryl Stearate, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Butylene Glycol, Enantia Chlorantha Bark Extract, Oleanolic Acid, Hydrolyzed Candida Saitoana Extract, Sapphire Powder, Stearyl Alcohol, Ceteareth-20, Ceteareth-25, Disodium EDTA, BHA, Hydroxyacetophenone, Phenoxyethanol, Benzyl Salicylate, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Parfum, CI 42090.
Na ten produkt trafiłam zupełnym przypadkiem. Pewnego zimowego dnia zupełnie nieoczekiwanie moje wykłady skończyły się wcześniej niż zakładałam. Korzystając z nadmiaru wolnego czasu postanowiłam nie robić obiadu w domu, zjeść aromatyczne curry na mieście i pójść na nieoczekiwane zakupy do pobliskiej galerii handlowej. Chcąc poszukać ciekawych nowinek kosmetycznych udałam się do drogerii Hebe. Moim oczom ukazał się peeling Yoskine i już wiedziałam, że muszę go kupić. Cena nie była wysoka (kilkanaście złotych), więc czym prędzej za niego zapłaciłam, kupiłam kilka ważnych drobiazgów i pojechałam do siebie. Zabrałam się za intensywne testy tego kosmetyku. I po pewnym czasie mogę go rzetelnie ocenić. Aby wykonać peeling wystarczy niewielka ilość tego gęstego żelu, jest bardzo wydajny. Jak dla mnie nie a zapachu. Posiada niewielkie drobinki, bardzo dobrze złuszcza twarz i co najważniejsze nie rysuje jej. Doskonale sprawia się przy tłustej i problematycznej cerze. W moim odczuciu jest rewelacyjnym produktem i myślę, że gdy skończę to opakowanie to z pewnością kupię kolejne. Sam produkt zamknięty jest w wygodnej tubce, która ma bardzo ładną zakrętkę z efektem lustra. Jestem estetką, więc zwracam uwagę na takie drobiazgi. Do  produktu dołączono ulotkę, która zawiera najważniejsze informacje o intensywnym mikro-peelingu szafirowym. Oprócz Hebe możemy go także nabyć w przystępnej cenie w Rossmanie i Perfumerii Douglas.
ClaudiaMorningstar

sobota, 6 maja 2017

Food Fest Rybnik- Fit-Fat Dim Sum- Curry Point

Moją majówkę można uznać za prawie udaną. Udało mi się zaliczyć wspaniały zlot food trucków na Rybnickim rynku, pojechać do Ustronia na pyszny bigos i pajdę świeżego chleba z prawdziwym smalcem ze skwarkami i ogórkiem małosolnym. Niestety nie udało mi się jechać na zakupy i do Krakowa nad czym bardzo ubolewam. Z drugiej jednak strony dwa miło spełnione dni z rodzinami i przyjaciółmi uważam za satysfakcjonujący mnie  wynik. Zatrzymajmy się jednak przy zlocie wozów z jedzeniem. Cała impreza trwała kilka dni (29.04.-2.05) i karmili nas: Barefoot Wine & Bubbly, Bike Café, Browar Brewera, Burger Ratunkowy, Choco Kebab Śląsk, Churros & More, Curry Point Fabryka Frytek, Fish Wagon - Food Truck, Fit-Fat Dim-Sum, JOHN-LEMON POLSKA,
Król Kur, Królleski Burger, Lodzio Miodzio, Mięso, Pan Bulwa, Po Nitce Food Truck, Rolling Ice - Lody Tajskie, Sowia Zwija, Świder Food Truck,Tio Malo, Food Truck Villa Polanica, Własna Robota, wusztzkarry
Jak na każdym szanującym się wydarzeniu muszą być balony napełniane helem ku uciesze tych młodszych i trochę starszych. Same wozy prezentowały się na prawdę dobrze, może to nie były najnowsze ferrari, ale zostały dokładnie umyte, nie straszyły, a cieszyły oko. Cała zabawa została podzielona na dwie strefy. Jedna z nich znajdowała się centralnie na rynku i znajdowała się tam duża scena na której grali bardziej znani i mniej znani artyści, a druga- gastronomiczna była tuż przy kościele, gdzie znajdowały się wozy z food trackami. Było to niesamowite uczucie, gdy siedzisz w słoneczku na hamaku, słuchasz muzyki, a nagle słyszysz chrześcijańskie pieśni. Sama organizacja przebiegła bardzo sprawnie, kolejki nie były długie, na jedzenie nie czekało się godzinami, a i było gdzie zjeść. Zupełnie inaczej wspominam "Zlot Food Trucków w Cieszynie 2016r," gdzie mam złe wspomnienia związane z tym wydarzeniem. Było drogo, kolejki olbrzymie, na jedzenie czekało się dosłownie godzinami, a smak posiłków nie ratował sytuacji. Bardzo podobał mi się slogan Pana Bulwy, który nawiązywał do słynnego programy 500+. Jak to mówią reklama dźwignią handlu. Z ciekawostek mogę dodać, że ciepłe napoje w Bike Cafe są podawane przez Azjatę.
Fit-Fat Dim-Sum to młodszy brat Fit-Fat Katowice, gdzie możemy kupić przepyszne pierożki na parze w czterech wersjach smakowych: pikantna kura, szpinak i tofu, wieprzowina i krewetka, wołowina i kolendra. Ja spróbowałam ostatnich dwóch smaków i nie zawiodłam się. Pierożki były gorące, odpowiednio przyprawione, ciasto odpowiedniej grubości i sprężyste. Jedyne do czego się mogę przyczepić to wielkość pierożków, powinny być one ciut większe. Sos dołączony do zamówienia smaczny. Podoba mi się, że można łączyć smaki (wsiąść po pół porcji). Dobrym pomysłem jest to, że możemy kupić mniejszą porcję za 18 złotych (12 sztuk) i mniejszą za 12 złotych (6 sztuk). Plus za dobrej jakości drewniane pałeczki i za przygotowanie widelczyków dla osób, które nie potrafią się nimi posługiwać. Danie można zjeść na miejscu w "bambusowym parowniku" jak i zabrać do domu w jednorazowym pojemniku. Niesamowitą zaletą tego food trucku jest miła i kompetentna obsługa przez, którą chętnie wrócę do tego "lokalu" jak będę na zakupach w Katowicach. Smaczku dodaje fakt, że właściciele byli w programie "Biznes na kółkach," który możemy oglądać w każdy poniedziałek w Discovery Channel.
Curry Point był drugim food truckiem, którego odwiedziłam na Food Fest Rybnik. W swoim menu ma pozycje zarówno tajskiej jak i hinduskiej kuchni. Jadłospis ciekawy, chociaż zawiodłam się, że żółty ryż, który uwielbiam był akurat niedostępny. Zamówiłam przepysznego pad thai, którego można zamówić w wersji łagodnej i pikantnej. Ja skusiłam się na tą drugą wersję i nie żałuję. Była wyśmienita. Do mojego obiadu dobrałam także zupę Tom Gha Kai, która również przypadła mi do gustu. Nierozgotowany ryż, dobrze doprawiona, smaczna esencja. Obsługa kompetentna. Możliwość jedzenia potraw za pomocą pałeczek jak i plastikowych europejskich sztućców. Ceny mogłyby być niższe. Cieszy mnie możliwość płatności kartą. 
I to już koniec mojej "foodtrackowej" przygody. Może na kolejnym zlocie się spotkamy?
ClaudiaMorningstar

wtorek, 2 maja 2017

Omurice (Omelette Rice: 오므라이스)

Omuraisu jest to bardzo proste w wykonaniu japońskie danie, które składa się z dwóch części. Jedną z nich jest omlet, a drugą farsz, którym jest owinięty. Głównymi składnikami nadzienia jest ryż, warzywa, ketchup i mięso, które zazwyczaj jest kurczakiem. Czasami ryż zastępowany jest smażonym makaronem (yakisoba). Danie to zostało przywiezione do Korei w czasie japońskiej okupacji. Omurice jest popularne także na Tajwanie, a podobne dania możemy spotkać w Malezji, Singapurze i Indonezji. Zapewne wypatrzyliście, że w tekście zostały podane różne nazwy tej smacznej potrawy, ale bez obaw wszystkie są poprawne, a nazewnictwo zależy od rejonu jej podawania.

Nigdy tak nie przeklinałam przy gotowaniu nowego dania. Wszystko co miało pójść źle poszło nie tak. Miałam użyć dwie patelnie, garnek, talerzyk i miskę.  W ogólnym rozrachunku zgadzała mi się tylko ilość garów oraz woków. Salaterek i talerzy ubrudziłam o wiele więcej, cud, że zmieściły się w zmywarce. Już nie będę wspominała o ilości zanieczyszczonych sztućców. Smak wynagradza wszystkie trudy.
Lista zakupów:
* 1 zielona i 1 czerwona papryka,
* 1 marchew, 
* 5 dużych pieczarek,
* 1 mała cebula,
* 1 posiekany ząbek czosnku,
* 1 wędzona kiełbasa,
* kawałek sera żółtego,
* 1 łyżka masła,
* 1/2 łyżeczki (soli,pieprzu,cukru),
* 100 gram ryżu do sushi,
* ketchup.
Sposób przygotowania.
1. Ryż gotujemy do miękkości. 2. W międzyczasie myjemy, obieramy, kroimy w kostkę wszystkie warzywa. Podobnie robimy z pieczarkami tylko tym raz kroimy je w paski. Kiełbasę dzielimy na części według upodobań. 3. Podgrzej dużą patelnie, dodaj masło, kiełbasę, czosnek i smaż przez minutę. 4. Dodaj resztę składników, włącznie z ryżem (bez jajek będą nam potrzebne do omletów), doprawiamy, dodajemy ketchup, mieszamy i smażymy przez kilkanaście minut. 5. Starty ser wkładamy do miski, usmażony ryż z warzywami i mięsem również. Wywracamy miskę na talerzyk, tak aby jedzenie ładnie się uformowało. 6. Robimy omlet. Wbijamy jajka do miski, roztrzepujemy je trzepaczką, doprawiamy i smażymy omlety. 7. Formujemy omlety na farszu. 8. Omurice ozdabiamy ketchupem.
맛있게 드세요! ClaudiaMorningstar

niedziela, 30 kwietnia 2017

Tony Moly- I'm real Seaweeds Mask Sheet

To już ostatnia recenzja masek na płachcie od Tony Moly. Za kilka tygodni pojawi się zbiorowe podsumowanie całej serii. Zazwyczaj wodorosty podziwiam w akwarium albo w morzu. Czasem się zdarzam, że jakieś zjem w przepysznym azjatyckim daniu lub słonej paczkowanej przekąsce. Po raz pierwszy spotykam się z tego typu maską z algami morskimi. Zostańcie jeszcze chwilę, a zobaczycie co z tego wyjdzie!
Skład:Water, Glycerin, Butylene Glycol, PEG/PPG-17/6 Copolymer, Panthenol, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil Chlorphenesin, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, Fucus Vesiculosus Extract, Phenyl Trimethicone, Carbomer, 1,2-Hexanediol, Propanediol, Tromethamine, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Glacier Water, Dipotassium Glycymhizate , Caprylyl Glycol, Illicium Verum (Anise) Fruit Extract, Alantoin Disodium EDTA, Fragrance.

Sama maska jest bawełniana,cienka i trójwarstwowa. Mocno ocieka bogatą w dobroczynne składniki esencja. Nawet ładnie pachnie bliżej nieokreślonym zapachem, którego nie mogę konkretnie zidentyfikować z daną rośliną czy substancją. Standardowo trzymam maskę 20-30 minut, ważne aby tego czasu nie przekraczać, ponieważ, gdy płachta będzie wysychać to automatycznie odbierze nam to co dała. Po ściągnięciu zauważyłam, że ładnie uspokoiła moją zmęczoną skórę twarzy. Efekt promiennej cery utrzymuje się przez dwa dni. Moje mini stany zapalne zostały złagodzone. Jestem zadowolona z efektu, chociaż żałuję, że jest on tak krótkotrwały.
Claudia Morningstar

sobota, 29 kwietnia 2017

Tony Moly I' Real Red Wine Mask Sheet Pore Care

Zauważyłam, że Koreańczycy i Japończycy chętnie wykorzystują ekstrakt z wina w swoich kosmetykach. Holika Holika wyprodukowało całonocną maskę, Innisfree peeling w formie galaretki, Neogen wpadł na pomysł stworzenia peeling w formie płatków kosmetycznych. Chateau Labiotte podszedł do sprawy niestandardowo. Stworzył serię kosmetyków do malowania twarzy w kształcie butelki wina. W swojej ofercie ma różnokolorowe tinty i lakiery do ust, których opakowanie ma imitować butelkę francuskiego wina. 
Od producenta: Maska wzbogacona kompleksem z czerwonego wina, szybkoschnąca, łagodzi nierównomierność skóry i utrzymuje optymalną wilgotność. Produkt wolny od parabenów, talku, benzofenu.

Sposób użycia: "Rozprowadzić maskę równomiernie na czystą twarz. Odpoczywaj przez 20-30 minut, a resztę pozostaw do pełnej absorbancji".

Skład:Purified water, Glycerin, Butylene Glycol, PEG/PPG-17/6 Copolymer, Panthenol, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Chlorphenesin, Phenoxyethanol, Xanthan Gum, Phenyl Trimethicone, Red Wine Extract, Carbomer, 1,2-Hexanediol, Propanediol, Tromethamine, Camellia Japonica Flower Extract, Chrysanthellum Indicum Extract, Green Tea Extract, Melissa Officinalis Leaf Extract, Rosemary Leaf Extract, Aspalathus Linearis Leaf Extract, Thymus Vulgaris Flower/Leaf Extract, Jasmine Flower Juice, Dipotassium Glycyrrizate, Caprylyl-Glycol, Illicium Verum Fruit Extract, Allantoin, Disodium EDTA, Perfume.

Uwielbiam maski płachtowe. Systematyczni czytelnicy po ostatnich postach zapewne doskonale zdają sobie z tego sprawę. Jest to przedostatnia maska od Tony Moly, którą zamówiłam. Nalałam sobie do kieliszka holenderskiego wina Hugo, które swoją drogą polecam i przystąpiłam do działania. Sama płachta wykonana jest z bawełny. Zapach esencji jest przyjemny, pachnie słodkim winem, lecz znika po upływie chwili. Skóra wizualnie nawodniła się i rozświetliła. Niestety nie zauważyłam efektu zmniejszenia porów, który obiecał producent. Nadmiar produktu szybko się wchłania. Rada dla Was: mimo że produkt jest dobrej jakości to nie kupujcie kosmetyków Tony Moly w Polsce, niepotrzebnie przepłacicie.
ClaudiaMorningstar

piątek, 28 kwietnia 2017

Tony Moly I'm Real Tomato Mash Sheet Radiance

Pomidory, czyli warzywo, które Krzysztof Kolumb przywiózł w XV- stym wieku z Ameryki do Europy. Zawierają bardzo zdrowy likopen, który ma działanie przeciwutleniające. Od lat wykorzystywany zarówno w gastronomi jak i kosmetyce. W zależności od położenia geograficznego ludzie przetwarzają te rośliny w różny sposób. Chińczycy zrobili ketchup, czyli dodatek do ryby. Grecy pokroili tomatę, dodali ogórki, paprykę, czerwoną paprykę, fetę, oliwki, a wszystko skropili dobrą oliwą z oliwek. Polacy wyjątkowo polubili je w formie pomidorowej na rosole z wczoraj. Chętnie wybierają różne dodatki. W tej zupie w formie dodatku możemy spotkać smaczny makaron, miękki ryż i domowej roboty kluseczki. Żałuję, że przez pogodę na działce moich dziadków nie wyrosły aromatyczne pomidory. Ten wspaniały zapach i dobry smak wynagradza nam ciągłe dbanie o grządki. Wbrew pozorom doskonale sprawdza się w kosmetologii. Chętnie sięgam po liczne maseczki, peelingi a nawet kremy do twarzy. W mojej kosmetyczce nie może zabraknąć lotionu, który nawilża moje skórki i popękane dłonie. Dzisiaj przyszedł czas na wypróbowanie nowości w moim domu, czyli maski na płachcie Tony Moly I'm Real Tomato Mash Sheet Radiance.
Skład: Water, Glycerin, PEG/PPG-17/6 Copolymer, Tomato Extract(210mg), Erythritol, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Methylparaben, Hydroxyethylcellulose, Natto Gum, Allantoin, PEG-14M, Caprylyl Glycol, 1,2-Hexanediol, Propanediol, Illicium Verum (Anise) Fruit Extract, Fragrance(Parfum), Disodium EDTA.

Tony Moly zrobił na prawdę ciekawą serię masek. Jak na razie moim faworytem jest cytrynowa maska, która jest idealna do tłustej skóry. Producent obiecuje, że nasza szorstka skóra stanie się miękka, gładka, promienna i w dodatku rozświetlona. Standardowo należy nałożyć produkt, ściągnąć po 20-30 minutach, resztki esencji wklepujemy w skórę twarzy. 

Pogoda na Śląsku zwariowała. W ciągu kilku dni mieliśmy opady śniegu, deszczu ze śniegiem, deszczu oraz gradu. Przez dosłownie chwilę świeciło słońce. Nic, więc dziwnego, że stan mojej cery pozostawia wiele do życzenia. Zdecydowałam się sięgnąć po pomidorową maskę. Pierwsze co mnie zdziwiło to przyjemny słodki zapach, który wydobywa się z otworzonej saszetki. Jeśli mam być szczera to nie tego się spodziewałam, ale nie powiem, że to była niemiła niespodzianka. Ekstrakt jest przeźroczysty, a nie mleczny jak w przypadku maski z awokado. Ładnie ukoił moją skórę, ale jej nie rozświetlił. Cena niewysoka, bo kosztowała 1-2$, ale myślę, że nie kupię jej ponownie, ponieważ w kolejce do wypróbowania czekają inne.
Claudia Morningstar

wtorek, 25 kwietnia 2017

Tony Moly I'm real avokado

Jestem wielką fanką awokado. Ten owoc za sprawą kwasu oleinowego obniża źródło cholesterolu, a dzięki potasowi reguluje ciśnienie krwi. Ja chętnie zapiekam go z jajkiem lub robię meksykańskie guacamole. Koreańczycy inaczej do tematu i wykorzystali smaczliwkę w swoich niezwykle popularnych w Azji maseczkach na płachcie.
Skład: Purified water, Glycerin, Butylene Glycol, Mineral Oil, Macadamia Nut Oil, Allantoin, Panthenol, Polysorbate 80, Xanthan Gum, Sorbitan Sesquioleate, Chlorphenesin, Carbomer, Dimethicone, Phenoxyethanol, Tromethamine, Avocado Fruit Extract, 1,2-Hexanediol, Propanediol, Perfume, Apricot Fruit Extract, Caprylyl Glycol, Illicium Verum Fruit Extract, Disodium EDTA, Retinol Palmitate, Thiamine HCl, Rivoflavin, Niacin, Carnitine HCl, Pantothenic Acid, Biotin, Folic Acid, Ascorbic Acid, Tocopherol.

Tym razem zacznijmy od ładnej jednorazowej saszetki. Urzekł mnie limonkowy wzór na zewnętrznej warstwie opakowania oraz uroczy rysunek awokado. Jeśli mam być szczera to uwielbiam maski Tony Moly i nic dziwnego, że prędko kupiłam kolejną maskę, która tym razem wykonana jest ze sprężystej bawełny. Sama esencja nie jest lejąca się, lecz mleczna. Ma jednocześnie słodki i bardzo subtelny zapach.  Maska nawilża, ale nie tłuści skory mojej mieszanej cery. Moja skóra jest miła w dotyku i wygląda na wygładzoną.
Claudia Morningstar

niedziela, 23 kwietnia 2017

Tony Moly I'm real Tea Tree Mask Sheet Skin Soothing

Niedziela, ostatni dzień tygodnia a ja już mam dość. Moje zszargane nerwu odmówiły posłuszeństwa. A jeszcze byłam na imieninach mojego dziadka. Oprócz mnie, moich rodziców było także moje kuzynostwo, które myślałam, że autentycznie zamorduję. Rozpuszczeni są jak dziadowski bicz. Postanowiłam wykorzystać resztę dnia na relaks. Włączyłam ciekawy horror, ubrałam ładną a zarazem wygodną tunikę, a na twarz nałożyłam bawełnianą maseczkę, która miała za zadanie ukoić moją twarz.
Skład:Water, Glycerin, Butylene Glycol, PEG/PPG-17/6 Copolymer, Glycereth-26, Panthenol, Bis-Ethoxydiglycol Succinate, Allantoin, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil Chlorphenesin, Carbomer, Phenoxyethanol, Tromethamine, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Extract, 1,2Hexanediol, Propanediol, Hydroxyethylcellulose, Musa Sapientum (Banana) Fruit Extract, Portulaca Oleracea Extract, Capryltl Glycol, Illicium, Verum (Anise) Fruit Extract, Disodium EDTA, Melealeuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil.

Wiele firm kosmetycznych korzysta z dobrotliwych właściwości herbaty. The Body shop wprowadził linię pielęgnacyjną twarzy, w drogich perfumeriach możemy kupić produkty zarówno do twarzy jak i do ciała. Miałam niewielki problem z rozłożeniem maski i nałożeniem jej na twarz, ponieważ była ona bardzo gęsta.  Chociaż myślę, że jej działanie było wystarczające. Skóra została złagodzona, ale  z tej serii były lepsze maski, które sprawiły, że moja cera promieniała. Myślę, że nie kupię tego produktu ponownie, ponieważ jest duża ilość produktów, które chciałabym przetestować.
Claudia Morningstar

sobota, 22 kwietnia 2017

Tony Moly- I'm real Aloe Mask Sheet

Witam Was bardzo serdecznie moi mili czytelnicy po długiej przerwie spowodowanej zawirowaniem w moim życiu prywatnym wracam z dwojoną siłą na bloga z nowym postem o maseczce płachtowej, którą nakładamy na twarz.
Skład: Purified water, Glycerin, Butylene Glycol, PEG/PPG-17/6 Copolymer, Glycereth-26, Panthenol, Bis-Ethoxydiglycol Succinate, Allantoin, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Chlorphenesin, Carbomer, Phenoxyethanol, Tromethamine, Aloe Barbadensis Leaf Extract, 1,2-Hexanediol, Propanediol, Hydroxyethylcellulose, Sodium Hyaluronate, Caprylyl Glycol, Illicium Verum Fruit Extract, Phyllostachis Bambusoides Juice, Disodium EDTA, Perfume. 
 
Jak używać? Otworzyć opakowanie, rozłożyć maseczkę i nałożyć na twarz, dopasowując jej ułożenie. Pozostawić na 10-20 minut, następnie zdjąć maseczkę. Lekko wklepać, aby serum całkowicie się wchłonęło. Jeśli pojawią się oznaki podrażnienia, zaprzestać używania.

Każda z nas zna dobre działanie aloesu. Często jest on hodowany w naszych doniczkach jako roślina ozdoba. Często wykorzystuje się go w kosmetykach pielęgnacyjnych. W tym przypadku pomógł działanie jednorazowej maseczki na twarz. Po zaaplikowaniu produktu moja skóra stała się miększa i milsza w dotyku. Mam wrażenie, że produkt jest bezzapachowy, ponieważ mój nos nie wyczuł konkretnych nut zapachowych. Od kilku dni na Śląsku jest niewiosenna pogoda, pada śnieg, jest bardzo wietrznie i zimno. Nic dziwnego, że moja cera się przesuszyła, ale ta wersja maseczki ładnie ją nawilżyła. Uważam, że nie opłaca się jej kupować w Polsce, ponieważ cena jest zbyt wysoka (17-20 złotych),  gdy możemy ją sprowadzić ze sprawdzonej strony z Korei Południowej i za 11 maseczek za 10-13$  z darmową przesyłką. 
Claudia Morningstar

wtorek, 28 marca 2017

Tony Moly - I'm Broccoli Mask Sheet Vitality

Skład: Water, Glycerin, Butylene Glycol, PEG/PPG-17/6 Copolymer, Panthenol, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil Chlorphenesin, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, Phenoxyethanol, Phenyl Trimethicone, Brassica Oleracea Italica (Broccoli) Extract, Carbomer, 1-2Hexanediol, Propanediol, Tromethanmine, Brassica Oleracea Capitata (Cabbage) Leaf Extract, Olea Europaea (Olive) Leaf Extract, Dipotassium Glycyrrhizate, Capryly Glycol, Illicium Verum (Anise) Fruit Extract, Allantoin, Disodium EDTA, Fragrance, Ascorbic Acid.
Użycie: Zaaplikować maskę na twarz. Po 20-30 minutach ściągnąć. Resztki esencji wklepać w skórę twarzy.

Moja obsesja na punkcie masek w płachcie coraz bardziej się pogłębia. Bardzo lubię brokuły, ich zapach czy smak. Nieważne czy są gotowane, surowe czy zapiekane pod serową pierzynką. Na myśl o nadziewanej piersi z kurczaka kapustą szparagową lub sałatce z dodatkiem pomidorów, śmietany, czerwonej cebuli i jajka aż ślinka mi cieknie do buzi. Chociaż nie mogę zrozumieć tego, że wiele dzieci jak i dorosłych nie lubi tego zielonego warzywa, które jest bogate odżywcze w witaminy "A" i "C". Opakowanie w ogóle nie przypadło mi do gust. Mimo że teoretycznie ten kolor powinien uspokajać to w moim przypadku działa jak płachta na byka. Maska delikatna, cienka, ale bardzo trwała. Esencja przeźroczysta, bez zapachu, co nie ukrywam, że bardzo mi nie na rękę. Uwielbiam pięknie pachnące produkty. Po nałożeniu maski i ściągnięciu jej po dwudziestu minutach moja skóra jest wyraźnie nawilżona i odżywiona.
Claudia Morningstar

wtorek, 21 marca 2017

Tony Moly- I'm real pomegranate

Udało mi się dzisiaj odebrać bilety na koncert pt."Z kraju Kwitnącej Wiśni", który z kolei odbędzie się w sobotę. Już nie mogę się go doczekać. Do wizyty w Filharmonii Śląskiej postanowiłam dokładniej zadbać o swoją cerę, w końcu w takim miejscu nie wypada się źle prezentować. Oprócz odpowiedniego stroju powinniśmy zadbać o dodatki takie jak zadbana skóra twarzy, eleganckie upięcie włosów czy odpowiednie buty.  
Skład:Water, Glycerin, Butylene Glycol, Peg/ppg-17/6 Copolymer, Glycereth-26, Panthenol, Bis-ethoxydiglycol Succinate, Allantoin, Peg-60 Hydrogenated Castor Oil, Chlorphenesin, Carbomer, Phenoxyethanol, Tromethamine, Hydroxyethylcellulose, Punica Granatum Fruit Extract, 1,2-hexanediol, Propanediol, Hydrolyzed Collagen, Caprylyl Glycol, Illicium Verum (anise) Fruit Extract, Hydrolyzed Elastin, Disodium Edta, Fragrance.
Na początek wspomnę o tym, że bardzo trudno robi się zdjęcia tych masek. Trudno złapać dobre światło naturalne oraz pozbyć się brzydkich refleksów. Granat, symbol miłości. Nieodzowny element mojego ulubionego greckiego mitu o "Demeter i Korze'. Nic dziwnego, że Koreańczycy szukali źródeł młodości w tych owocach. 
Opakowanie maski jest przepiękne. Jestem nim zachwycona. Wspaniały wzór i śliczny kolor. Jako wielka fanka różu nie mogłam przejść obojętnie wobec tego produktu. Maska podobna jak w wersji cytrynowej: cienka, delikatna i lekka. Substancja, którą nasączony jest produkt przepięknie pachnie, świeżo i orzeźwiająco. Aż zrobiłam się głodna trzymając tą maseczkę na twarzy. Produkt spisał się na medal i przywrócił równowagę mojej tłustej twarzy. Skóra wygląda na nawilżoną, ale moje pory się nie zmniejszyły. Myślę, że kupię ją ponownie chociażby dla samego zapachu, ponieważ jest nieziemski.
Claudia Morningstar

niedziela, 19 marca 2017

Lucky Fish Zestaw Suhi Yoko

Czasem się zdarzy, że nie chce mi się ugotować obiadu. Wtedy z pomocą przychodzą mi różne bary szybkiej obsługi, restauracje i stoiska z jedzeniem. Ale ile można jeść sałatki z Salad Story, dania z North Fish i kurczaka smażonego po wietnamsku? Aby przełamać monotonię sporadycznie kupuję gotowe danie z Tesco, które można zjeść od razu i nie trzeba go podgrzewać. Posiłek musi smakować na zimno, ponieważ w pracy nie mam kuchenki mikrofalowej. Prawie dwa miesiące temu kupiłam gotowy zestaw Sushi Tokyo, który był całkiem smaczny. A ja wypadł box konkurencji? Do tego zaraz dojdziemy.
Zestaw zawiera: 3xNigiri, 3x Futomaki, 6xHosomaki, 2xUramaki, sos sojowy- 15ml, sos smakowy- 50ml,imbir marynowany, wasabi i pałeczki.
Zestaw całkiem ładnie się prezentuje. Odpowiednio jest zabezpieczony, aby pojedyncze kawałki sushi nie rozwaliły się. Podoba mi się osobna komora na pałeczki, dobrze zamknięty ostry sos, oraz wgłębienie na sos sojowy, który z kolei jest zamknięty w szczelnej miniaturowej buteleczce. Plus za czytelny skład i tabelę z wartościami odżywczymi.
Nigiri z łososiem bardzo mi smakowało. Zarówno ryba jak i ryż były odpowiedniej jakości. Niestety wersja z krewetką rozczarowuje, skorupiak jest bardzo suchy i niedobry. Podzielono go na kilka części, więc stracił swój smak. Hosomaki wypadły dobrze. Każda z trzech wersji (2x tykwa i ogórek, 2x paluszki krabowe, 2x rzepa) smakowały mi. Na futomaki z łososiem, paluszkiem krabowym i rzepą nie można narzekać. Jedynie do czego mogę się przyczepić to do alg, są bardzo śliskie i wyślizgują się z pałeczek. Uromaki są przepyszne, niebo w gębie. Najlepszy wybór. Dodatki są koszmarne. Zarówno sos sojowy, wasabi i kawałki bambusa są koszmarnej jakości. Pikantny sos to nieporozumienie i prawdziwy Japończyk popłakałby się, gdyby widział ten dodatek. Jest on zupełnie niepotrzebny i bez sensu. Cały czas się zastanawiam po co? Nie rozumiem kto wpadł na taki genialny pomysł i dodał go do zestawu. Myślę, ze nie kupię go ponownie, zapłaciłam za niego 9.99 zł z 19.99zł. Poszukam czegoś lepszego. Lepiej wypadł poprzedni zestaw Tokyo.
Claudia Morningstar
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka