Strony

sobota, 29 sierpnia 2020

Sierpniowy Rynek Smaków Katowice

W zeszłym tygodniu wraz z moją koleżanką byłam na "Sierpniowym Rynku Smaków," które odbywały się w stolicy województwa śląskiego.  Był to już kolejne wydarzenie tego typu w tegoroczne wakacje.
Na obiad poszłyśmy do Lime Leaf, który specjalizuje się w tajskich daniach. Oprócz food trucka LimeLeaf ma swój lokal na mariackiej, w którym się przyznam nigdy nie byłam. LL jest stałym puntem katowickich imprez z wozami, ale zawsze było mi do niego nie po drodze. W końcu postanowiłam to nadrobić. Skusiłam się na padthai z krewetkami (30zł), curry (30 zł) oraz tajską lemoniadę (7zł/350ml) a moja towarzyszka na makaron z kurczakiem (25zł) i lemoniadę. Padthai na moje życzenie bez kolędry. Było smaczne. Krewetki dobrze usmażone, makaron dobry z bardzo smacznym sosem. Czego mi brakowało? Jajka. Zdecydowanie jajka, które byłoby kropką nad "i" w tym daniu. Curry aromatyczne z bardzo dobrze doprawionym soczystym mięsem. Lemoniada bardzo udana. Zimna i orzeźwiająca. Idealna na ten upał, który nas zastał na rynku. Danie Natalii również było udane. Kurczak nieprzesmażony i nie suchy, a makaron sprężysty.Do czego mam zastrzeżenia? Do podania. Bardzo niewygodnie jadło się makaron z tego typu talerza i widelca. Jedzenie łatwo ześlizgiwało się z plastiku. Padhai lepiej jadłoby się drewnianymi pałeczkami z głębokiego talerza/miski a nie plastikowym widelczykiem z plastikowego talerza.
Po udanym obiedzie skusiłam się na lody w Lodzio. Za dwie gałki zapłaciłam 7 złotych. Porcje były duże i bardzo smaczne i mimo że pistacja była przepyszna to właśnie ferrero rocher skradło moje serce. Było po prostu przepyszne. 

Przyznaje się wybór był różnorodny. Oprócz frytek, hot dogów oraz burgerów, które nie ukrywajmy są na każdej tego typu imprezie mogliśmy spróbować dań kuchni indonezyjskiej, tajskiej, japońskiej czy meksykańskiej. W Rumah Mahan i Sushi People już byłam, więc postanowiłam spróbować czegoś innego. Chociaż jeżeli ktoś ma ochotę na przepysznego kurczaka w sosie orzechowym to z całego serca polecam pierwszy wóz. A na deser można skusić się na przepyszne lody czy owoce w czekoladzie. Chociaż przyczepię się do organizacji. Mimo że było dużo miejsca do siedzenia to organizatorzy zupełnie zapomnieli o parasolach czy jakimkolwiek zadaszeniu. Prawdopodobieństwo wystąpienia deszczu było niskie, ale żar lał się z nieba. Słońce było wprost do niewytrzymania, więc następnym inicjator takie wydarzenia powinien pomyśleć nad rozwiązaniem tego problemu.

A Wy co ostatnio dobrego jedliście?
ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 24 sierpnia 2020

FOOD FEST! Rybnik -Lato w mieście

Wracając z Natalią z Warszawy postanowiłyśmy zjeść smaczny późny obiad. Miałam ochotę na tajskie z Curry Point (ich padthai jest bardzo dobry), ale niestety dzień wcześniej popsuł im się samochód i na zlot nie dotarli. Na tego typu imprezie w Rybniku byłam wielokrotnie, ale po raz pierwszy jadłam z wozów na Rybnickim Kampus Park.
Z Bistro.Mięso miałam do czynienia po raz pierwszy. Tzn. ich kimchi burger  już jadłam im był nieziemski. Natomiast po raz pierwszy kusiłam się na kanapkę z szarpaną wołowiną. Oczywiście wybrałam wersję tajską z  wołowiną (26zł). Słodka bułka doskonale grała z autorskim sosem i dobrze wysmażonym mięsem. Dodatkowo Natalia dokupiła do tego frytki belgijskie (12zł). Była to także dobra pozycja.Frytki były chrupiące. Plus za wykałaczki dzięki, którymi można było nabrać jedzenie i nie brudzić sobie przy tym rąk.
W Fabryce Frytek byłam wielokrotnie. Uwielbiam ich fast-food. Zakręcone frytki są genialne, chociaż tym razem skusiłam się na coś innego. Wybrałam kalmary w cieście (11zł) oraz słodką frytkę z batata (11zł). Kalmary były chrupiące i nie gumiaste jak często się kupując owoce morza z głębokiego tłuszczu. Frytki również mi smakowały. Były słodkie i chrupiące, nie przesmażone, czyli takie jakie powinny być.
Z napojów bezalkoholowych można było kupić świeżą lemoniadę. Zdecydowaliśmy się na dwie duże porcję (12zł/sztuka). Ja wybrałam arbuz z miętą, natomiast moja koleżanka rabarbar z truskawkę. Napoje były przepyszne. Słodkie, zimne i orzeźwiające. Idealne na upały.
Pogoda dopisała, więc miałam ochotę na zimno piwo, jednakże tego samego dnia jechałam do pracy, więc musiałam obejść się smakiem. Miałam także ochotę na grecką pitę, ale nie starczyło mi miejsca. Jak widzicie wybór był różnorodny, więc każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Mogliśmy się skusić na burito, burgery czy hot-dogi. A po obiedzie czas deser, czyli owoce w czekoladzie, churros bądź wata cukrowa.

A Wy na jakich food-truckach byliście ostatnio?
ClaudiaMorningstar

sobota, 22 sierpnia 2020

Weekend Japoński na Targu Śniadaniowym

W tą piękną słoneczną niedzielę postanowiłam opisać weekend japoński, na którym byłam w Warszawie. Będzie to ostatni post z tego wyjazdu. Kolejne publikacje na temat warszawskich restauracji koreańskich/chińskich/japońskich będą w grudni, ponieważ po raz kolejny jadę do Warszawy z moją koleżanką Natalią.

Do Mugi chciałam pójść już dawno temu. Przeszkodą była odległość, ponieważ nie mieszkam w Warszawie. Nie ukrywam, że gdy dowiedziałam się, że będą na targu śniadaniowym to się ucieszyłam. Zamówiłam trzy specjały: onigiri z tuńczykiem, bento z kurczakiem i japoński napój w puszcze. Ryżowa kanapka bardzo dobra, nie rozpadała się, a farsz (ryba+majonez) bardzo dobrze doprawiony. Bento również mi smakowało. Kurczak chrupiący i nieprzesmażony, omlet bardzo dobry. Sałatka ziemniaczana była ciekawym doświadczeniem. Nie spodziewałam się takiego dodatku w boxie. Chociaż była bardzo dobra. Śliwka dla mnie cóż za kwaśna. Napój w smaku dobry, słodki. Otwieranie go dostarczyło mi frajdy. Przed wypiciem puszkę należy energicznie wstrząsnąć. Za całość zapłaciłam 49 złotych. I co najważniejsze jedzenie było bardzo świeże. Nikt przecież nie chce się zatruć popsutym jedzeniem.
U Koreany koleżanka skusiła się na yaki-udon z kurczakiem w panierce (23zł). Próbowałam i powiem, że makaron był sprężysty, sos aromatyczny, a kurczak chrupiący. Ja natomiast skusiłam się na ostrego kurczaka w panierce (10zł) i pierogi z kimchi (10zł). Kurczak był przepyszny. Kawałki były chrupiące a pikantny sos bardzo smaczny. Idealnie wpasował się w mój poziom ostrości. Co do mandu smaczne, ale jadłam lepsze. Farsz bardzo doprawiony, ale ciasto nie było chrupiące, a delikatnie namoknięte. Przyznam się szczerze, że trochę się rozczarowałam tą pozycją. Plus za drewniane a nie papierowe sztućce.
U Pana Lokalnego skusiłam się na dwie lokalniady. Jedną porzeczkową a drugą malinową (10 złotych sztuka). Co tu dużo mówić były to smaczne orzeźwiające napoje. Malinowa była słodsza od porzeczkowej. Plus za recyklingowe słomki i kubeczki.
To był jeden najlepszych rogalików francuskich jakie miałam okazję jeść. Ciasto było puszyste a pistacjowy krem to niebo w gębie.Croissant duży, więc uważam, że 9 złotych to niezbyt wygórowana cena. Aż szkoda, że nie kupiłam innych smaków. Następnym razem skuszę się także na wersję z czekoladą bądź kremem różanym. Mam nadzieję, że Lemotion otworzy swój lokal stacjonarnie. Z miłą chęcią się tam udam.
Oprócz jedzenia i pamiątek wydarzenie uświetniły liczne występy. Można było wziąć udział w kursie przygotowania drinków. Chie Piskorska, właścicielka MakiMaki opowiadała o japońskich letnich daniach, było także spotkanie autorskie z Piotrem Milewskim, który jest autorem książki "Planeta K," słuchałam także prelekcji o japońskich nożach. Ale i tak największe wrażenie zrobił na mnie występ muzyczny j-pop Julii Bernard i Pedro Pedrito. Jej głos jej niesamowity. A wybór piosenek bardzo udany. Mam nadzieję, że uda mi się ponownie trafić na jej występ.
Najmłodsi mogli zrobić własnoręczny wianek. Aż sama chciałabym taki zrobić. Uważam, że kwiatowe ozdoby do włosów są przeurocze. I pasują kobietom w każdym wieku.

Ta edycja była w dwóch różnych miejscach. Dobrym jedzeniem mogliśmy się delektować zarówno w parku na Żoliborzu i na Mokotowie. Łatwo tam trafić zarówno komunikacją miejską jak i Uberem. Wstęp, wypożyczenie kocyka i niezliczona ilość płynu do dezynfekcji darmowa. Zwierzaki mile widziane. Mimo że wekeend był dedykowany kuchni japońskiej to mogliśmy zjeść przysmaki z Chim, Korei czy Francji. W ten oto sposób zarówno weganie, bezglutenowcy czy osoby na diecie bez-laktozowej znajdą coś dla siebie. Ja swoją drogą polecam YakiKingu z przepysznymi okonomiyakami. Oprócz restauracji i food trucków swoje stoiska miały sklepy z importowanymi przysmakami, ręcznie malowanymi obrazami, biżuterią itp. Niektórzy skusili się na ekologiczne torby czy mydełka w uroczych kształtach. Co mnie zdziwiło to był tam mały bazar, więc można było kupić owoce i warzywa do domowego obiadu. Fan kwiatów mógł kupić ładnego fikusa albo bluszcz. Do kwestii technicznych szkoda, że nie we wszystkich miejscach nie można było płacić kartą. Żałuję, że takich śniadań tematycznych nie ma bliżej miejsca w którym mieszkam.

A Wy gdzie ostatnio byliście na śniadaniu?
ClaudiaMorningstar
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka