Strony

czwartek, 21 grudnia 2023

Matzip- koreańska restauracja w samym sercu Pragi

Do Matzip miałam iść w Nowy Rok. Niestety wtedy była ona zamknięta, dlatego pierwszego poszłyśmy do Zubang, innej praskiej restauracji serwującej kuchnię koreańską. Dlatego będąc na jarmarkach w stolicy Czech postanowiłyśmy to nadrobić. Po krótkim spacerze do starej części miasta szybciutko trafiliśmy do celu naszej podróży.
Po szybkim dostaniu stolika, otrzymaniem menu zdecydowałyśmy się na kilka interesujących nas pozycji, które zostały po chwili do nas przyniesione.
W związku z tym, że w grudniu było dość zimno zdecydowałam się na kimchi jjigae (300 czk). To był strzał w 10! Gorący ostry rozgrzewający gulasz z chrupiącym kimchi podany w kamiennej misce. Z dużą ilością tofu i mięsa. A do tego gotowany ryż, podany jak w Korei w stalowej maseczce. Syta pozycja. A do picia wzięłam herbatę yuzu (79 czk) z mocno wyczuwalna cytrusową nutą, która podobnie jak gulasz bardzo mnie rozgrzała. Cudowny duet gdy za oknem panują minusowe temperatury.
Domówiłam do tego sunsal yangyeom chicken spicy (300czk). Był to kurczak podany bez kości. Miękki i soczysty w smaku, nieprzesuszony. Mimo że nie jestem wielką fanka tego typu mięsa to zawsze go dobrze przygotują w koreańskich restauracjach. Nigdy nie zawiodłam się na tej pozycji. Otoczony słodko-ostrą glazurą, która tylko nadaje charakteru. Podane do tego ziemniaczki niestety nie były za dobrą pozycją. Miękkie, nie chrupiące bez smaku. Banchany, czyli niewielki przystawki podane do dań smaczne. Dostałyśmy 3 różne wersje: chrupiącego kimchi, delikatnych ogórków i nieco tłustego mixu kalarepy z smażonymi kiełbaskami.
Po skończonym posiłku zdecydowałam się na kolejny napój. Widziałam go u jednej z klientek i nie mogłam się powstrzymać. Wiecie jak uwielbiam grejpfruta. Grapefruit ade (95czk) to zbalansowane połączenie kwaśnego owocu przełamane nutką słodyczy. Orzeźwiające i gaszące pragnienie.
Natka z kolei zamówiła chicken bimbimbap (250czk). Duża miska dobroci. W środku znajdowała się duża ilość ryżu, świeżych warzyw i podobnie jak w moim smażonym kurczaku porcja soczystego i dobrze przyprawionego mięsa. Jajko takie jak lubimy: z chrupiącym dołem i ściętym białkiem. Z aromatycznym sosem, który dobrze wszystko połączył. Herbata, którą zamówiła to apple cinnamon tea (79czk). Smakowała jak szarlotka mojej babci. Z zdecydowanie wyczuwalną nutą jabłek i cynamonu. Słodka. Cudownie pachniała. Zapach roznosił się po całej restauracji.

Podsumowując wizytę. Matzip to dobry wybór na obiad. Menu jest obszerne, znajdziemy tutaj dania obiadowe jak i grill. Smaczne i duże porcje a ceny jak na Pragę na serio w porządku. Za wszystko zapłaciłyśmy 1103 korony a wyszłyśmy najedzone. Lokal czysty i zadbany, dwupoziomowy a na dole znajduje się duża salka dla dzieci, które mogą pobawić się w dom, bądź ogólnie dostępnymi zabawki albo przeczytać książeczkę. Bardzo dobra obsługa, dbają o klienta, miła i mówiąca po angielsku co wbrew pozorom nie takie oczywiste w Czechach. Nie ma problemu z rozdzieleniem rachunku, kelnerka która nas obsługiwała od początku rozdzieliła zamówione pozycje na dwie osoby, nie było trzeba jej o tym przypominać. Podziwiam jej pamięć, ponieważ wszystkie te czynności robiła z głowy, niczego nie zapisywała. Bardzo szanuje. Jeśli będziecie w okolicy i najdzie Was ochota na koreańską kuchnie to wstąpcie. Głodni na pewno nie wyjdziecie.

ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 18 grudnia 2023

Suzume

W polskich kinach rzadko puszczają anime. W całym swoim życiu udało mi się widzieć aż dwa japońskie kreskówki puszczane na dużym ekranie. Podobnie jak w przypadku Belle musiałam się sporo najeździć aby zobaczyć ten tytuł. W tym przypadku również najbliżej puszczali go w Katowicach. Ale w przeciwieństwie do poprzedniego seansu nie oglądałam go w Multikinie a w Cinema City IMAX Katowice. Czułam się wyjątkowo, ponieważ początkowo sama byłam na sali, dopiero później dołączyła spóźniona na spektakl grupa.
Opis: Suzume to 17-letnia dziewczyna z małego miasteczka na wyspie Kyūshū. Pewnego dnia na jej drodze staje młody mężczyzna poszukujący pewnych drzwi. Udaje im się je odnaleźć wewnątrz ruin głęboko w górach. Kiedy Suzume otwiera tajemnicze drzwi niespodziewanie więcej drzwi pojawia się w całej Japonii. Niestety, z ich wnętrza wyłania się prawdziwa katastrofa. Suzume rozpoczyna swoją podróż, której celem jest zamknięcie wszystkich tajemniczych drzwi, które pojawiły się w Kraju Kwitnącej Wiśni.
Postaci Makoto Niitsu nie trzeba nikomu przedstawiać, który chociaż trochę interesuje się anime. Ten japoński reżyser odpowiedzialny był za takie projekty jak Twoje imię czy Ogród Słów. Genialną muzykę stworzył duet Radwimps oraz Kazuma Jinnouchi, która na prawdę była fenomenalna. Ścieżka dźwiękowa wbija w fotel. Jest niezwykle dopracowana, wpasowująca się w klimat obrazu, grająca na emocjach. Na prawdę duży plus tego tytułu.
Przechodząc do kwestii estetycznej. Spójrzcie na tę cudownie miękką kreskę i dokładnie odwzorowanie detali. Na te wspaniałe japońskie krajobrazy w tle. Sam tytuł łączy ze sobą elementy dramatu i komedii, jednocześnie możemy się popłakać ze smutku i ze śmiechu. Scena z uciekającym krzesłem na pewno na długo zapadnie Wam w pamięci. Ciekawa historia łącząca współczesną Japonię z mitami. Z dużą ilością ukrytych przekazów. Nie dłuży się, wciąga a dwie godziny mijają bardzo szybko. Jest spójna, nie widziałam większych nieścisłości ani dziur fabularnych. Z postaciami miałam problem. Jeśli mowa o ludziach to ich zachowanie było bardzo dobre rozpisane. Ich relacje były autentyczne. Natomiast przy kotach, które były bóstwami niekoniecznie. Młodszy z nich był za mało kapryśny, psotny beztroski a starszy powinien przejąć większą inicjatywę w roli przewodnika. Regent był po prostu wyjątkowo źle rozpisany. Cały twórca zamieszania a na końcu po ludzku zrobiło mi się go żal. Co nie zmienia faktu, że "koty" były praktycznie najważniejszymi postaciami, które jednocześnie mnie nie zachwyciły. A szkoda, bo na prawdę miały ogromny potencjach. Podsumowując. Suzume to bardzo dobra pozycja dla fanów anime, która niestety nie jest idealna. Ale z drugiej strony. Czy wszystko musi być doskonałe aby cieszyć?

ClaudiaMorningstar

sobota, 16 grudnia 2023

Japońskie słodycze

Kilka tygodni temu mój internetowy kolega postanowił zrobić mi niespodziankę i obdarował mnie dużą paczką japońskich przekąsek. Jak wiecie uwielbiam jedzenie, więc bardzo się ucieszyłam. Niewiele myśląc szybko przeszłam do testów. Jesteście ciekawi efektów?
Zacznijmy od recenzji Shiso Shochu Tan Taka Tan, która została wyprodukowana w Shiranuka na Hoddaido. Głównym składnikiem jest czerwona pachnotka odpowiadająca za specyficzny smak trunku. Próbowałam ją w 3 różnych wersjach, a przepisy na nie stronie internetowej marki. Mają wersję anglojęzyczną, więc nie trzeba "bawić się" z automatycznym tłumaczeniem z języka japońskiego. Na początek spróbowałam alkohol w wersji solo, z samym lodem aby poczuć smak trunku. Był on nieco gorzki, lekko palący. Jak dla mnie za mocny. 
Następnie wypiłam drinka w wersji z lemoniadą. Tutaj wypadło o niebo lepiej. Tan taka tan doskonale pasuje do kwaśnej cytryny. Ostatnia szklaneczka była z wodą gazowaną i limonką. Nie była tak mocna jak z samym lodem, ale jest to doskonały wybór dla osób lubią czuć smak alkoholu. Co może zdziwić przeciętnego Polaka jest opakowanie shochu. W Polsce rzadko widzimy napoje wysokoprocentowe w kartonowym opakowaniu, w Japonii jest to dość częste zjawisko.
Następnie otworzyłam zieloną herbatę od Suntory, która jest bestsellerem w Japonii. W smaku zupełnie inna od popularnego w Europie zielonego Liptona. Jest gorzka, niesłodzona, niesztuczna w smaku. Język nie cierpnie od polepszaczy smaków. Gasi pragnienie. Zupełnie inna jakość napoju. Smakuje jak dobra zielona herbata, ale podana na zimno.
Japońskie Kit Kat zdecydowanie różnią się od tych, które znamy w Polsce. W przeciwieństwie do naszej wersji te malutkie, niewiele większe od czekoladki pakowane po kilka sztuk w paczce. Dużo większy wybór smaków. Ponad 300 różnych wersji. Jak na razie moim ulubionym jest o smaku pieczonego kasztana albo melona z Hokkaido. Ale wracając do tej klasycznej odmiany tego produktu. Oprócz rozmiaru w smaku niczym się nie różni. Czekolada jest delikatnie słodka a wafelek chrupiący. Dobry alternatywa jeśli najdzie Was ochota na batonika.
Ciasteczek od Country Ma'am Vanilla & Cocoa nie widziałam w Polsce. Jadłam je po raz pierwszy w życiu. Były fenomenalne. Najlepsze są wtedy gdy włożysz je na kilka sekund do mikrofalówki. Wtedy są kruche na zewnątrz i płynne w środku. Cieplutkie. Idealne. Delikatne w smaku i nie za słodkie. Każda paczuszka łączy mix smaków (waniliowych i czekoladowych). Dobra opcja dla niezdecydowanych na jaką wersję ma się ochotę.
Mix przekąsek o smaku wasabi od Sanko było najpyszniejszym produktem, który dostałam. W dużej paczce znajdowało się 5 małych paczuszek, a każda z nich zawierała: krakersy ryżowe z wasabi, krakersy o smaku sosu sojowego z wodorostami i orzeszki. Twarde i chrupiące. Ostre i wyraziste w smaku za sprawą chrzanu japońskiego. Mi tak zasmakowały, że zjadłam wszystko na raz. Doskonała słona przekąska do zimnego piwa.

Słodycze bardzo przypadły mi do gustu, uwielbiam takie niespodzianki. Prezent zawierał także cudowną książkę kucharską na temat tradycyjnej kuchni japońskiej, która zasługuje na osobny post. Obiecuję, że pojawi się w niedalekiej przyszłości. Chociaż nie obiecuję, że pojawi się w tym roku.

ClaudiaMorningstar

wtorek, 5 grudnia 2023

Jinling Dumpling - Chinese Food czyli najpiękniejsza chińska restauracjia w Krakowie

Podczas ostatniego wyjazdu do Krakowa oprócz intensywnego zwiedzania miasta, wizyty w piwnym Spa, miłego spędzania czasu na jarmarku świątecznym oraz delektowaniu się cudownymi ciastami w Noel i całkiem spoko obiedzie w My Korea przyszedł czas na dużą kolację regeneracyjną. Po przeczytaniu szeregu opinii na temat różnych miejsc wybór padł na Jinling Dumpling. Obawiając się, że nie uda nam się znaleźć wolnego stolika w sobotę wieczorem odpowiednio wcześniej udało się nam go zarezerwować, nie było z tym najmniejszego problemu.
Na początek zamówiłyśmy zestaw czterech dań na zimno (79.50zł). Wybrałyśmy wołowinę długo gotowaną w wywarze pięciu smaków, wołowinę na zimno w syczuańskim stylu, warzywa w styli jinling oraz ogórki przyrządzone z czosnkiem. Wołowina na ostro była fenomenalna, przyjemnie ostra, warzywa chrupiące a ogórki z wyczuwalną nutą czosnku. Poza tym zostały niezwykle estetycznie podane, w ładnych naczyniach w otoczce z suchego lodu. Robi wrażenie.
Następnie zamówiłyśmy mix pierogów -  do wyboru 3 rodzaje (44.90zł/12sztuk). Wybrałyśmy wersje z krewetkami i kukurydzą, wieprzowiną i selerem naciowym oraz wieprzowiną i dwoma rodzajami grzybów. Jakie one były dobre. Sprężyste, nie za grube ciasto. A soczysty farsz był po prostu fenomenalnie doprawiony. Jedne z lepszych pierogów jakie jadłam w życiu.
Patrycja zdecydowała się na duszoną wieprzowinę pięciu smaków z ryżem (49.90zł). To był strzał w 10! Delikatna w smaku, rozpływająca się w ustach, bardzo dobrze dobrawiona. Słodka.
Mimo że jestem fanką mięsa to tym razem zdecydowałam się na coś innego. Tofu w domowym stylu (42,90zł) to potrawa na którą się skusiłam. Jezu jakie to było dobre. Duża ilość sojowego serka w otoczeniu warzyw i polanego ostrym sosem. W otoczeniu chrupiących warzyw i grzybów. Zarówno smakowało jak i wyglądało fenomenalnie. Uwierzcie mi, że będzie Wam smakowało zwłaszcza jeśli jesteście wegetarianami i lubicie "na ostro". Ta pozycja to na pewno trafny wybór.
A do picia zielona herbata ze świeżymi owocami (45.90zł). Nie przeraźcie się ceną, bo za nią otrzymujemy duży dzbanek z napojem, który gdy wypijemy zostanie ponownie zaparzony. Nie musimy się martwić, że nam wystygnie, ponieważ cały czas jest podgrzewany. W smaku bardzo dobra, za sprawą pomarańczy i jabłek słodka a w połączeniu z owocami oraz przyprawami był doskonałym wyborem ze względu na mroźną pogodę za oknem. Ta herbata szybko Was rozgrzeje. 
Po recenzji kulinarnej przyszedł czas na resztę. Muszę wspomnieć o bardzo miłej, sprawnej obsłudze. Dbającej o gościa, co obecnie nie zawsze się zdarza. Niestety. Wnętrze cudne. Architekt wykonał kawał dobrej roboty z niezwykłą dbałością o detale. Czułam się jakbym przeniosła się do antycznych czasów. Spójrzcie tylko na wybór krzeseł i haftowanych poduszek. Musicie się ze mną zgodzić, że robią wrażenie. Jedyny mankament tej kolacji to temperatura wewnątrz restauracji. Było dość zimno. Ogrzejcie sale a do niczego się nie przyczepię!

Za całą kolację zapłaciłyśmy 262,70zł. Czy było tą niską ceną? Niekoniecznie, ale naszym zdaniem warta wydanej każdej złotówki. W przyszłości chcemy się wybrać na dania z sekcji "dim sum," która miała kilka ciekawych różnorodnych pozycji. A ich bułeczki ze słodkim nadzieniem wyglądały przeuroczo.

ClaudiaMorningstar

piątek, 1 grudnia 2023

My Korea - Shop & Bistro

Ostatnimi czasy rynek koreański prężnie rozwija się w Krakowie. Obok istniejących od dłuższego miejsc takich jak np. Oriental SpoonSweet Life ConceptCHOI'S Korean Chicken & Cupbop powstają nowe- Lala Seul, który swój pierwszy lokal otworzył w Katowicach czy właśnie My Korea- Shop&Bistro, które jest połączeniem sklepu i miejsca, w którym można zjeść przekąski.
Zamówiłyśmy trzy rzeczy: buldak carbonara (20zł), jjajagmyeon (29zł) oraz kimbap kimchi (27zł). Oprócz tego w menu znajdziecie smażonego kurczaka i tteokbokki. Za całość zapłaciłyśmy 76 zł. Po wybraniu interesujących nas pozycji, płacimy przy kasie (kartą/gotówką) i otrzymujemy numerek. Po krótkiej chwili zostajemy wywołani i możemy odebrać swoje zamówienie. 
Zaczynamy od corn doga. Na naszą prośbę bez ostrego sosu, ponieważ Patrycja nie może jeść ostrego. Nie ma najmniejszego problemu z drobnymi modyfikacjami. Na serio dobra pozycja, chrupiące ciasto połączone z pokruszoną zupką to na serio dobre połączenie z miękkim środkiem. 
Kimbap z kimchi to prawdziwa gwiazda tego posiłku. Był po prostu przepyszny. Duża ilość ostrego kimchi w połączeniu z szynką konserwową i dobrym ryżem. A polanie całości majonez sprawia, że całość smakuje jeszcze lepiej. Porcja idealna na mały głód.
I na koniec olbrzymie rozczarowanie. Jak pewnie wiecie praktycznie zawsze kupuję jjajangmyeon jeśli tylko jest w ofercie danej restauracji. Ten makaron z sosem z czarnej fasoli był niestety słaby. Jedyny plus za sprężysty makaron. Sam sos pozostawia dużo do życzenia. Moim zdaniem był mało gęsty i wodnisty. Wzięłam wersję z mięsem i znalazłam jeden niewielki przeraźliwie suchy kawałek. I tak zdaje sobie sprawę, że w tym daniu wieprzowina to tylko znikomy dodatek ale niestety tutaj go zabrakło. Za to dostałam dużą ilość (chyba kapusty). Po co? Nie wiem. Zdanie zdecydowanie do poprawy, a szkoda, ponieważ reszta była na prawdę smaczna i jedzenie tego było na prawdę przyjemnością.
Niewielki lokal ma bardzo dobrą lokalizację. Specjalizuje się przyrządzaniu zamówienia na wynos ale jeśli chcecie zjeść na miejscu nie ma przy tym najmniejszego problemu. Przy długim blacie znajdują się wysokie stołki przy których możecie zjeść swój posiłek. 
Jak już wspominałam lokal jest niewielki. Powierzchnia ma z kilkanaście m2, ale część sklepowa jest bardzo dobrze zaopatrzona. Kupicie wszystkie podstawowe produkty do tradycyjnych koreańskich potraw, słodycze, napoje alkoholowe i bezalkoholowe a także ceramikę, grille oraz książki o k-popie. Ceny podobnie jak w innych tego sklepach. Nie za wysokie ani nie za niskie, niczym się nie wyróżniające. Podsumowując to bardzo dobre miejsce na zakupy i szybki obiad (chociaż jjajangmyeon zdecydowanie do poprawy).

Jaki jest Wasz ulubiony lokal serwujący koreańską kuchnię?
ClaudiaMorningstar



czwartek, 30 listopada 2023

GLAMFOX Sleeping Mask Double Effect Retinol + Collagen

W ten piękny zimowy dzień przychodzę z ostatnią recenzją kosmetyku, który kupiłam podczas ostatnich zakupów w TKMaxx. Poprzednie relacje możecie przeczytać tutaj: żel do mycia twarzytonik oraz krem pod oczy. Zbędnie nie przed zapraszam do przeczytania mojej krótkiej opinii o tym produkcie do pielęgnacji. 
Opis producenta: Połączenie retinolu i kolagenu głęboko nawilża i ujędrnia, wyrównując koloryt skóry.

Jak używać: Nałożyć grubą warstwę na czystą, suchą skórę, w tym na twarz, szyję i okolice oczu. Pozostawić na noc i rano zmyć nadmiar.
Skład: Water, Dimethicone, Cyclopentasiloxane, Propanediol, Caprylic/Capric Triglyceride,Phenyl Trimethicone, Glycerin, Dimethicone Crosspolymer, Butylene Glycol, Glyceryl Stearate, PEG-240/HDI Copolymer Bis-Decyltetradeceth-20 Ether, 1,2-HexanediolEthylhexyiglycerin, Retinyl Palmitate (2970ppm), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyidimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Ammonium Acryloydimethyftaurate/VP Copolymer, PEG-100 Stearate, Panthenol, Caprylyl Glycol, Arginine, Allantoin Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Lavandula Angustifolia(Lavender) Oil, Polysorbate 80, Adenosine, Glycine Soja (Soybean) Oil, Disodium EDTA, Hydrolyzed Collagen(50ppm), Tocopherol, Bixa Orelana Seed Oil, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Origanum Vulgare Leaf Extact, Chamaecyparis Obtusa Leaf Extract, Sodium Hyaluronate, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Portulaca Oleracea Extract, Lactobacillus/Soybean Ferment Extract, Cinnamomum Cassia Bark Extract, Potassium Laurate, Limonene, Linalool.
Podobnie jak reszta produktów z tej serii ma przyjemną dla oka szatę graficzną. Tubka jest praktycznie identyczna jak dla wersji dla żelu do mycia twarzy. Ją również możemy stabilnie postawić na półce bez obawy, że się przewróci. Sama maska szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Bardzo gęsta ale aplikacja to czysta przyjemność. Łatwo się ją rozprowadza. Skóra po niej jest miękka, przyjemna w dotyku i wizualnie odżywiona. Nie zapycha, nie podrażnia. Jest praktycznie bez zapachu. Produkt wegański. Trudno do kupienia, jak już wspomniałam kosmetyki tej marki w Polsce kupimy tylko w TKMaxx. Cena nie jest wysoka, ponieważ za opakowanie mające pojemność 100 gram zapłacimy 29.99zł. Biorąc pod uwagę inflację oraz koszty nie wydaje mi się wygórowaną kwotą.

Znacie kosmetyki od Glamfox? Który jest Waszym ulubionym produktem?
ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 27 listopada 2023

Facial Foam Cleanser Double Effect Retinol Collagen

Markę Glamfox znam i lubię, kosmetyki pielęgnacyjnie stosowałam już wielokrotnie. Produkty tej firmy na próżno szukać w polskich sklepach. Jedyne miejsce w Polsce, gdzie kupisz je stacjonarnie to TkMaxx, w innym wypadku zostają Ci zagraniczne sklepy internetowe.
Opis producenta: Podwójne działanie Retinolu + Kolagenu. Ten delikatny piankowy środek czyszczący pomaga usunąć zanieczyszczenia, utrzymując skórę czystą i gładką. Puszysta pianka do mycia twarzy daje podwójny efekt głębokiego oczyszczenia, jednocześnie oczyszczając, nawilżając i łagodząc, jednocześnie przeciwdziałając procesom starzenia dzięki retinolowi wygładzającemu zmarszczki.       
Sposób użycia: Zwilż twarz i dłonie letnią wodą. Wyciśnij środek czyszczący w dłonie i wmasuj w piankę. Nakładaj na twarz delikatnymi okrężnymi ruchami. Spłucz letnią wodą i osusz miękkim ręcznikiem.
Zaczynając od opakowania produktu. Dobrze wykonane, z elastycznego plastiku, dzięki któremu łatwo wycisnąć produkt do końca. Dzięki niewielkiej dziurce wyleci nam tyle żelu ile potrzebujemy. Duża zakrętka sprawi, że tubkę stabilnie postawimy na półce w łazience a kosmetyk łatwo się nie przewróci. Podoba mi się delikatna kolorowa szata graficzna serii. 
No i oczywiście warto wspomnieć o zaletach dzisiejszej gwiazdy wieczoru.  Jest niesamowicie wydajny, wystarczy niewielka ilość aby oczyścić całą powierzchnię twarzy. Bardzo kremowy, łatwo się rozprowadza i niesamowicie się pieni. Nie uczula, nie podrażnia oczu. Nie pozostaje nieprzyjemnego uczucia "ściągniętej skóry". Zapach jest niezwykle delikatny, kosmetyk prawie nie pachnie. Tani produkt. Za opakowanie, które ma pojemność 120ml zapłacimy 18.99zł. Podobnie jak inne produkty tej firmy (tonik oraz krem pod oczy) trudno dostępny w Polsce. Aktualnie można je kupić tylko w TKMaxx. W innym przypadku pozostaje nam zamówienie go z zagranicznych stron internetowych. Nie testowany na zwierzętach.

Znacie kosmetyki Glamfox? Który jest Wasz ulubiony produkt?
ClaudiaMorningstar

czwartek, 3 sierpnia 2023

Yatta Sushi, czyli gdzie iść na ramen w Trójmieście

Nad polskie morze trafiłam przypadkiem. Nie byłam tam z kilkanaście lat, ale gdy dowiedziałam się, że Lindsey Stirling organizuje tam koncert to wiedziałam, że muszę tam pojechać. Po poszukaniu w miarę taniego noclegu (ceny w Sopocie są zabójcze) postanowiłam znaleźć kilka miejsc na posiłki. I tak trafiłam na śniadanie do White Marlin, na deser do Projekt Cafe, rybę do Całego Gawła a na ramen postawiłam się wybrać do Yatta Sushi, którzy specjalizują się w japońskiej kuchni fusion. Małego uwaga ten lokal nie należy do tego samego właściciela co Yatta w Warszawie, jest to przypadkowa zbieżność nazw. 
Na początek zamówiłam shio ramem (52zł). Wydaje mi się, że jest to mój pierwszy shio. Zwykle zamawiam tantanmen ale zaciekawiły mnie dodatki do tej pozycji. Nie zawiodłam się, całość prezentowała się fenomenalnie. Kulka krabowa fenomenalna, tak samo jak soczyste krewetki w panko. Wyjątkowo dobry makaron i wyrazisty nieco cytrusowy wywar (za sprawą opalanej limonki). Dobrze podane marynowane jajko z płynnym środkiem. Nie lubię ich na twardo w wywarze.
Nieco gorzej wypadły gyoza gyuniku (36zł/5szt). Ciastu nie mam nic do zarzucenie, było takie jakie powinno być, pierogi zostały także dobrze przyrumienione. Niestety farsz nie wypada tak kolorowo, był suchy i jałowy w smaku, co utrudniało cieszeniem się posiłkiem. A szkoda, bo wizualnie prezentują się nieźle.
Kolejną pozycją, którą zamówiłam było sushi. Jestem wielką fanką rolek z gatunku tych nowoczesnych, nietradycyjnych z niecodziennymi dodatkami. W Japonii jestem pewna, że takich wynalazków nie zjecie ale mam do nich wielką słabość. Uwielbiam połączenie ryżu, tempury i owoców. Datemak ebi panko (32zł) był idealną pozycją dla mnie. Krewetki podobnie jak w ramenie były soczyste i chrupiące, ryż idealny a połączenie z słodkim melonem, granatem i tamago bardzo udane. Wszystkie składniki doskonale się dopełniały.
A na zwieńczenie posiłku deser- hokokeki (31zł) czyli przepyszne czekoladowe ciasto z płynnym środkiem podane na ciepło. Słodycz lava cake doskonale przełamana kwaśnym malinowym sorbetem i wiśniami. Kropką nad "i" stała się chrupka posypka.
Wnętrze surowe, utrzymane w ciemnych barwach. Króluję brąz oraz szmaragdowa zieleń a na ścianach drewno. Można usiąść zarówno przy barze jak i przy tradycyjnych stolikach z krzesłami bądź fotelem.
Na uwagę zasługuje także sufit. Dawno nie widziałam takiego rozwiązania, nadaje dodatkowej głębi całemu pomieszczeniu mimo tego że restauracja nie należy do największych. Lokal jest przystosowany do osób niepełnosprawnych posiada na prawdę dużą łazienkę. Miejsce przyjazne psom, każdy czworonóg dostanie własną miseczkę z wodą. Można rezerwować stolik, ale i bez tego Was ugoszczą. Jest to jedna z lepszym obsług kelnerskich z których miałam okazje korzystać od lat. Byli mili, zwracali na Ciebie uwagę, znali kartę i potrafili pomóc wyborze. Chciałabym więcej takich miejsc, ponieważ często ekipa jest co najwyżej akceptowalna. W tym przypadku czułam się jak mile widziany gość, a nikt nie pracował jak za karę. Za całą kolacje zapłaciłam 151 zł co jak na Sopot wydaje się całkiem normalną kwotą, ponieważ ceny w tym nadmorskim miasteczku nie należą do najniższych. Jeśli kiedyś będę w okolicy to z miłą chęcią spróbuję czegoś innego.

ClaudiaMorningstar
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka