Strony

środa, 20 marca 2019

Aicon 2019, czyli co zjeść

Jak każdy człowiek niezależnie od tego czy jesteśmy na wydarzeniu kulturowym, na imprezie tematycznej czy na wycieczce z przyjaciółmi po pewnym czasie zabawy, ruchu i wspólnego spędzania czasu robimy się głodni. Tak również było  na konwencie w Rybniku. Z pomocą przyszedł organizator wydarzenia, który zadbał o to abyśmy mieli możliwość kupienia czegoś ciepłego albo i nie na Aiconie. Mogliśmy skusić się na gotowe japońskie słodycze takie jak np. Pocky, KitKat czy marynowane kałamarnice, koreańskie zupki chińskie marki Samyang (te charakterystyczne z wizerunkiem zwariowanego kurczaka) w papierowej misce bądź nie albo udać się do jednego z kilku punktów gastronomicznych.
Pierwszym wystawcą, gdzie miałam okazję zjeść było to Hidamari Sushi. Skusiłam się na rolkę z paluszkiem krabowym. Była smaczna. Szybko zrobiona i jeszcze szybciej zjedzona. Dobry, popularny sos sojowy. Wasabi i imbirowi też nie mam nic do zarzucenia. Oprócz pojedynczych rolek można kupić zestawy, onigiri i krewetki w tempurze (20zł).  
Drugi punkt gdzie mogliśmy zjeść był YakiKingu prowadzony przez polsko-japońskie małżeństwo, gdzie mogliśmy zjeść okonomiyaki, onigiri, kakigori, a także wypić matchę oraz miso. Były dania wegetariańskie, ale jako urodzony mięsożerca zdecydowałam się na okonomiyaki (20zł) z bekonem. To było niebo w gębie. Bardzo smaczne danie, które w głównej mierze składa się z poszatkowanej kapusty, bekonu (bądź tofu) oraz sosu. Bardzo podobał mi się pomysł z podaniem godziny wydania posiłku, więc był czas na np. pójście skorzystania z toalety i umycia rąk. Na onigiri już się nie załapałam, więc jeśli będą na kolejnym konwencie mangi to z pewnością się skuszę. Oprócz jedzenia można było kupić ręcznie robione wachlarze, książkę o Japonii oraz materiałowe plakaty. Ostatnim stoiskiem, które odwiedziłam było Bubble Tea Yoppo. Można było kupić tam bubble tea na ciepło bądź zimno, czekoladę oraz bubble waffle (20zł) z dodatkami. Jak widzicie zdecydowałam się na herbatę z lodem. Był to smak Pikachu (12 zł), czyli brzowkiniowa herbata i truskawkowe kuleczki. Przepyszne połączenie, cieszę się, że wybrałam gotowy mix, bo oprócz dwóch innych smaków nazwanych po słynnych pokemonach (Charmander i Bulbasaur) wersje można było dowolnie łączyć. 

Była jeszcze Herbaciarnia Esencja, która swoją stałą siedzibę ma w Gliwicach, ale nie mieli Omija-tea, więc ani na napój ani na muffinki bądź sernik z matchą się nie zdecydowałam. Na teren konwentu można było zamówić pizzę z pobliskich pizzerii (bądź innych knajp z dowozem), więc nie było konieczności zakupu na Aiconie. Do godziny 23 bez problemu można było wyjść i wrócić z powrotem na teren zlotu, więc bez problemu można było udać się do Żabki bądź galerii handlowej na coś ciepłego. Ekonomicznie zawsze można było zabrać z domu kanapki albo bento. Bo tak na prawdę oprócz narkotyków, alkoholu i niebezpiecznych przedmiotów w naszych torebkach mogliśmy mieć wszystko. 

Jeżeli ktoś ma ochotę zobaczyć relację z całego konwentu to zapraszam tutaj. Jest to post, który napisałam w poniedziałek opisujący jakie atrakcje na nas czekały na Aiconie 2019. A Wy gdzie moi Drodzy Czytelnicy udalibyście się zjeść w pierwszej kolejności?
ClaudiaMorningstar

poniedziałek, 18 marca 2019

Rybnicki konwent, czyli Aicon 2019

Mój pierwszy konwent, na który czekałam od bardzo, bardzo dawna. W związku z ogłoszeniem żałoby narodowej ku mojemu niepocieszeniu został przesunięty na marzec. Zmieniono także motyw przewodni. Zamiast Walentynek był tzw."White Day," gdzie panowie wręczają swoim ukochanym jakiś prezent. Mogą być to słodycze, biżuteria, bielizna, które zazwyczaj są w kolorze białym. W związku z tym parter został przyozdobiony w serduszka a zjazd obfitował w "miłosne atrakcje" takie jak np. speed dating, śluby czy robienie kartek walentynkowych.
Dotarcie do szkoły jest niezwykle łatwe. Jest to duży budynek tuż przy prostej drodze, nie sposób tam nie trafić. Organizacyjnie też przemyślanie. Były trzy kolejki. Jedna dla tych, którzy mieli zwykły bilet, druga dla tych, którzy chcieli go zakupić, a trzecia dla vipów, organizatorów, mediów itp. Miałam bilet VIP, więc udałam się do ostatniej kolejki. Całe podanie numeru akredytacji, okazanie dowodu/innego dokumentu tożsamości, odebrania paczki z gadżetami, słodyczami, pianek, mapki, informatora, laminowanego identyfikatora i biletu zajęło mniej niż 3 minuty.  Szybkość i sprawność wejścia na duży plus. W środku natomiast czekało na mnie centrum dowodzenia, które znajdowało się na parterze i 3 piętra atrakcji, gdzie byli wystawcy, sale konwentowe, jedzenie oraz sleep roomy. Nie wiem kto projektował ten budynek, ale wygląda to tak jakby budynek a i budynek b powstały jako dwa oddzielne budynki, a później ktoś połączył je aby stanowiły całość. Sprawiło to, że ciągle się gubiłam. Dzięki zaprawionym w bojach innych uczestnikom udawało mi się dotrzeć tam, gdzie zamierzałam, ale niekiedy było trudno znaleźć interesującą mnie salę.  
Zdjęcie po lewej stronie pokazuje ozdobnie korytarza na parterze. Tam także znajdowały się prysznice, gabinety, sala główna, sleep-roomy vip oraz strefa sypialniana. Po prawej stronie znajdują się wystawcy. Przypinki były wszędzie i z bardzo dużej ilości anime. Raj dla maniaków. 
Były wzory z Yuri on The Ice (fakt Victor kusił mnie, ale dałam się powstrzymać), z Wilczych Dzieci,  z starszych "bajek."
Takie konwenty to ogólnie raj dla anime-maniaków. Można kupić kubki, figurki, poduszki, plakaty ze wzorem swojej ulubionej postaci lub motywu. Dużym powodzeniem cieszyły się "mystery box," czyli torebka niespodzianka, w której znajdowały się gadżety z konkretnego anime czy bajki. Niezwykle popularne były wersję z Spice&Wol, Disney czy Miss Kobayashi's Dragon Maid.
Wszystkie zdjęcia robione były rano, więc tłumów nie ma. Cosplayerzy dopisali. Były neko, postacie z Tokyo Ghul, Sauron z Władcy Pierścieni, smoki, boginie, kostuchy, aniołki, wampiry z Owari no Seraph.  Duży przekrój strojów. Nie było monotematycznie. Ja sama pojawiłam się w czerwonej yukacie w kwiaty i pasem w motyle- zrobiła furorę.  
Jak widać wystawców było pełno. Fani mogli zaopatrzyć się w japońskie słodycze, przekąski i napoje. Dużą popularnością cieszyły się pocky, kitkat i oranżady z charakterystycznym otwarciem. Nie zabrakło koreańskich kosmetyków, słodyczy i dań typu instant. Swoje stoisku znaleźli także fani k-popu. Powstało także stoisko konwentowe, gdzie można było kupić koszulki, kubki i inne gadżety z wzorem tego konwentu. Rękodzieło? Dlaczego nie! Biżuteria, kocie opaski to coś co lubię. 
Duży wybór mang to coś co kocham, niestety serii "Vampire Knight" czy to nowej czy to używanej nie znalazłam. Plakat czy podkładka z "Wilczych dzieci" na ścianie w pokoju? Dlaczego nie! Można było kupić ręcznie robione ozdoby do włosów, wianki, mini kanzashi, naklejki, obrazki. Dużo by wymieniać. O części wystawców możecie przeczytać tutaj.
Oprócz wystawców organizatorzy zorganizowali różne atrakcje. Była m.in. sala konsolowa, gdzie można było pograć w gry na Playstation. Uwierzcie mi zabawa z "google" to świetna rzecz, oprócz kierownicy to idealny gadżet podczas gry w wyścigi samochodowe. Dużą popularnością cieszyła się sala z planszówkami, gdzie było ich od groma. Można było także pójść na karaoke, poskładać origami  czy zrobić prezent dla drugiej połówki. 

Dodatkowo były różne wykłady. Sama uczestniczyłam aż (lub tylko) w 3! Powieści Wizualne- co to jest i od czego zacząć były przedstawione dosyć chaotycznie, ale bardzo miło się słuchało. Tego typu gry brzmią ciekawie, w Polsce nie ma dużego wyboru tego typu gier. Fajne mangi shoujo i josei też to wykład na który bardzo czekałam. Jak zdążyliście zauważyć bardzo dużo czytam i z niecierpliwością poszukuję nowych tytułów, więc nie mogło mnie tam zabraknąć. Ostatni wykład na, którym byłam brzmiał Prelekcja Srebro, osikowe kołki i determinacja, czyli jak polować na wampiry. Uśmiałam się na tym wykładzie jak nie wiem.. Bardzo pozytywny wykład. Punktem kulminacyjnym jak zwykle była Gala Cosplay, z której niestety nie mam zdjęć. 

Jeżeli ktoś szukał czegoś do jedzenia to na terenie konwentu tak na prawdę mógł zjeść w czterech punktach: Herbaciarni Esencja z Gliwic, która oprócz herbaty serwowała także ciasta i babeczki,  Yaki Kingu punkt prowadzony przez polsko-japońskie małżeństwo, gdzie można było matchę, okonomiyaki, miso, onigiri, kakigori, Bubble Tea Yoppo, gdzie można było zamówić herbatę, czekoladę czy gofry punkt z różnymi zestawami sushi oraz krewetkami w panko. O jedzeniu na konwencie pojawi się osobny wpis, więc oczekujcie go w środę!

Aicon to tak na prawdę był pierwszy konwent na którym miałam okazję bawić się. Być może nie było to wielkie wydarzenie na miarę Pyrkonu, ale podobało mi się. Mam w sumie pytanie do Was: byliście kiedyś na takim zjeździe fanów czy to anime czy to fantasy? Podobało Wam się?
ClaudiaMorningstar

sobota, 9 marca 2019

Ginseng Nutriton Mask- Sesamis

Bardzo lubię maseczki na płachcie. Dzięki nimi mogę się zrelaksować i poczuć jak w mini spa. Mam swoje ulubione typy, ale jeszcze chętniej sięgam po nowości. Uwielbiam udoskonalać stan mojej cery. Jest dość kapryśna, więc robię wszystko aby wyglądała na zdrową, bez przebarwień i przykrych niespodzianek. Maseczka z żeń-szeniem wpadła w moje łapki przypadkiem. Dostałam je podczas zakupu różowej pianki Neogen i zielonego olejku do tzw. pielęgnacji dwufazowej. Wiem, że można ją kupić w sklepach internetowych z azjatyckimi kosmetykami za niecałe dziesięć złotych.
Opis ze strony producenta: Bawełniana maseczka Sesamis Ginseng Nutrition Mask z ekstraktem z żeń-szenia o działaniu odżywczo-rewitalizującym. Żeń-szeń zwany również "korzeniem życia" posiada działanie regenerujące i odmładzające - pobudza odnowę skóry, przywraca skórze równowagę, poprawia ukrwienie skóry. Jest znanym i cenionym składnikiem kosmetyków anty-aging wywodzącym się ze starożytnej medycyny Chińskiej. Sesamis Ginseng Nutrition Mask zalecane są do każdego rodzaju cery, szczególnie sprawdzi się u osób 40+ oraz narażonych na długotrwałe działanie negatywnych czynników środowiskowych (stres, promieniowanie UV, zanieczyszczenie środowiska).Bawełniana maseczka delikatnie przywiera do skóry dostarczając jej niezbędnych składników odżywczych.

Opis użycia:
1. oczyść skórę i przygotuj ja do nałożenia maseczki.2. nałóż bawełnianą maseczkę rozpoczynając od okolic oczu oraz nosa, następnie dokładnie zakryj całą twarz.3. zdejmij bawełnianą maseczkę po 15-20 minutach.4. pozostałość żelu delikatnie wklep do pełnego wchłonięcia.

Skład: Water, Glycerin, Butylene Glycol, Propylene Glycol, Panax Ginseng Root Extract, Aloe Barbadenis Leaf Extract, Portulaca Oleracea Extract, Sodium Hyaluronate, Phenoxyethanol, Polysorbate 80, Allantoin, Betaine, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Water, Arginine, Carbomer, Sodium PCA, Dipotassium Glycyrrhizate, Disodium EDTA, Tocopheryl Acetate, Hydroxyethylcellulose, Fragrance.


Saszetka z prostą grafiką na froncie, którą bardzo łatwo się otwiera. Niestety sama maska ma nieprzyjemny zapach. Pachnie po prostu żeń-szeniem, czyli zapachem, za którym nie przepadam. Sama płachta wykonana jest z dobrej jakości bawełny, łatwo ją założyć i nie łatwo ją rozerwać. Po zdjęciu nasza skóra twarzy jest ładnie nawilżona i wygląda promienniej. Resztki esencji szybko się wchłaniają.
Znacie markę? A może mieliście tę maseczkę?
ClaudiaMorningstar

czwartek, 7 marca 2019

Pure Smille- Geisha, Sugar Skull, Green Dot

Uwielbiam wszelkiego rodzaju mazidła na twarz. Mogą być one w formie proszku, maseczki typu peel-off bądź do te cieszące się coraz większą popularnością na płachcie. O tych ostatnich właśnie będzie mowa.
Pure Smile jest to japońska firma kosmetyczna, która specjalizuje się w produkcji tzw. "sheet mask,"które charakteryzują się silnymi właściwościami nawilżającymi. Marka szczyci się także naturalnymi składami. Niezwykle popularne są serie z oryginalnymi wzorami takimi jak: kappa (potwór wodny znany z miłości do ogórków) czy darumy (tradycyjna okrągła japońska lalka). Ja skusiłam się na wzór makijażu Japonki z okresu Edo, śmierci z Meksyku i ozdobnej maski z francuskiego dworu.
Skład:"Purified water, glycerin, PEG / PPG-17/6 copolymer, hydrolyzed collagen, erythritol, Natto gum, Hamamelis virginiana (witch water), Camellia Sinensis leaf extract, dipotassium glycyrrhizate, xanthan gum, Portulaca oleracea extract, arbutin, hyaluronic acid, PEG-14M, disodium EDTA, methylparaben, PEG-40 hydrogenated castor oil, PEG-60 hydrogenated castor oil, allantoin, phenoxyethanol, perfume, tocopheryl acetate."

Po przeczytaniu instrukcji obsługi (co najważniejsze wszystkie informacje znajdziemy w języku polskim i japońskim) zaaplikowałam maseczkę na twarz. Było to łatwe ponieważ produkt łatwo się otworzył, nie potargał i był odpowiedniej wielkości. Ładny wzór, dobrze wykonany. Wiem, że na pewno nie zrobię sobie takiego makijażu, bo wyglądałabym jak bałwan, ale chwilowa przemiana dlaczego nie? Dobrze nawilżył moją twarz. Te maski przywiozła mi znajoma z Japonii, koszt jednej to około ¥324, można je także kupić przez internet na portalach międzynarodowych.
Skład:"Purified water, glycerin, PEG / PPG-17/6 copolymer, hydrolyzed collagen, erythritol, Natto gum, Hamamelis virginiana (witch water), Camellia Sinensis leaf extract, dipotassium glycyrrhizate, xanthan gum, Portulaca oleracea extract, arbutin, hyaluronic acid, PEG-14M, disodium EDTA, methylparaben, PEG-40 hydrogenated castor oil, PEG-60 hydrogenated castor oil, allantoin, phenoxyethanol, perfume, tocopheryl acetate."

O tej masce już pisałam tutaj. Podobnie jak u poprzedniczki staranne wykonanie zarówno samego produktu jak i wzoru na nim. Także dobrze nawilży skórę naszej twarzy. Dodatkowo jeśli naświetlicie ją dłużej niż minutę to będzie świecić w ciemności. Fajny dodatek co nie?
Skład:"Purified water, glycerin, PEG / PPG-17/6 copolymer, hydrolyzed collagen, erythritol, Natto gum, Hamamelis virginiana (witch water), Camellia Sinensis leaf extract, dipotassium glycyrrhizate, xanthan gum, Portulaca oleracea extract, arbutin, hyaluronic acid, PEG-14M, disodium EDTA, methylparaben, PEG-40 hydrogenated castor oil, PEG-60 hydrogenated castor oil, allantoin, phenoxyethanol, perfume, tocopheryl acetate."

Jako, że Japończycy bardzo fascynują się Paryżem, nie dziwie się, że francuski wzór również zawitał na awersy masek. Ta wersja nie świeci w ciemności, ale nie różni się starannością wykonania ani właściwościami. Także bardzo dobrze nawilża. Ps. Wiecie, że odnośnie stolicy Francji powstał tzw. "syndrom paryski"? Jest to  dolegliwość występująca u turystów, najczęściej japońskich, którzy odwiedzając Paryż odkrywają, że miasto nie spełnia ich oczekiwań, a ich wymarzony czy znany z literatury obraz Paryża różni się w znaczący sposób od współczesnej rzeczywistości. Ciekawe zjawisko. Mam nadzieję, że nie będę miała podobnego syndromu w Chinach do których jadę w tym roku czy do Japonii, gdzie wybieram się w lutym przyszłego roku. 

A Wy miałyście jakieś produkty marki Pure Smile? Jesteście z nich zadowolone? 
ClaudiaMorningstar

sobota, 23 lutego 2019

Asia Flavours- Pierożki Gyoza z kurczakiem

Dzisiaj ostatni z testów gotowych produktów garmażeryjnych, które kupiłam w Biedronce podczas akcji z okazji Chińskiego Nowego roku. Jeżeli macie ochotę przeczytać o poprzednich testach na temat gyoz lub chińskich pierożków to serdecznie Was do tego zachęcam. Dziś skupimy się na mięsnych japońskich pierożkach z kurczakiem.
Pierożki zapakowanie identycznie jak poprzednia wersja z warzywami. Cena jak i waga pierożków się nie zmieniły. Sposób przygotowania także nie.
Ciasto odpowiedniej grubości, chrupiące. Farsz smaczny, dobrze doprawiony. I co najważniejsze pierogi, nie rozpadły się podczas smażenia. Ten test nie okazał się klapą. Wręcz przeciwnie. Jest to całkiem smaczny gotowy produkt, który zaspokoi mały głód.

A Wy jak ocenianie ten produkt? Sięgacie czasem po gotowe produkty czy wolicie ich unikać?
ClaudiaMorningstar

czwartek, 21 lutego 2019

Asia Flavours- Pierożki Gyoza z warzywami

W związku z ofertą inspirowaną Chińskim Nowym Rokiem w Biedronce oprócz przysmaków chińskich, pojawiły się dania z kuchni japońskich. Ja przetestowałam dwie wersję gyoz, czyli charakterystycznych pierogów z Kraju Kwitnącej Wiśni, które charakteryzują się tym, że przysmażone są z jednej ze stron.
Zapakowane analogiczne jak we wtorkowym teście chińskich pierożków, czyli próżniowo. Były do kupienia w Biedronce przez około dwa tygodnie. Za paczkę, która waży 230 gramów zapłaciłam 5.99. Do wyboru była także wersja z kurczakiem, której recenzji możecie spodziewać się w sobotę rano oraz wieprzowej, której nie miałam okazji przetestować. 
Sposób przygotowania różni się od tradycyjnego przygotowania pierogów. Najpierw rozgrzewamy patelnię teflonową, dodajemy olej, smażymy je, dodajemy pół szklanki wody i dusimy, aż do jej odparowania.  Ciekawe prawda? W praktyce zamiast chrupiącej otoczki połowa pierogów rozpadła się i zmieniła  w bliżej niezidentyfikowaną breję, która nie nadawała się do sfotografowania, więc oszczędzę Wam nieprzyjemnego widoku. Reszta uratowanego posiłku wypadła blado. Ciasto wyglądało i smakowało ok, ale nie zarumieniło się. Natomiast farsz zupełnie bez smaku. Jakby w ogóle nie został przyprawiony. Zupełnie jałowe wnętrze. Jednym słowem klapa. A szkoda, bo zapowiadało się zupełnie inaczej.

Następnym razem oczekujcie pierożków z kurczakiem. A Wy kupiliście coś z oferty azjatyckiej?
ClaudiaMorningstar

wtorek, 19 lutego 2019

Asia Flavours- Pierożki Dim Sum z wieprzowiną

W związku z Chińskim Nowym Rokiem wiele hipermarketów wprowadziło do swojej oferty produkty inspirowane kuchnią azjatycką. Sama kupiłam kilka gotowych posiłków do przygotowania. Pierwszym z nich to chińskie pierożki błędnie nazwane dim sum. Dlaczego błędnie? Dim sum to nazwa ogólna różnorodnych lekkich przekąsek. Zazwyczaj podaje się je do herbaty. Wśród nich możemy wyróżnić np. wonton,baozi, jiaozi,shumai. Swoją wersję kupiłam w biedronce. Za pięć sztuk, które ważą 200 gram zapłaciłam 5.99zł.
Pierożki ukryte są w hermetycznie zamkniętym opakowaniu, a te dodatkowo ukryte  są kartonowej etykiecie. Z przodu mamy dowiemy się jak przygotować nasz posiłek. Natomiast z tyłu odnajdziemy skład i przepis na danie chińskie.
Po otworzeniu opakowania zewnątrz dobywa się dość nieprzyjemny zapach. Po sprawdzeniu daty przydatności do spożycia i ogólnego wyglądu potrawy postanowiłam zaryzykować i przyrządzić pierożki według przepisu. Po ugotowaniu ich, wyciągnęłam je z wrzącej wody i spróbowałam je. Ciasto dość smaczne, natomiast wnętrze mnie zawiodło. Fakt nie oczekuję od gotowego produktu kulinarnych doznań jak w topowej restauracji z gwiazdką Michelin, ale pewnego poziomu oczekuję. Farsz był mdły i niedoprawiony, ale nie smakował specjalnie źle. Jadłam gorsze inspiracje. Do boxa dodany był sos sojowy, który mnie nie porwał. Ponownie go nie kupię.

Następnym razem oczekujcie pierożków z warzywami. A Wy kupiliście coś z oferty azjatyckiej?
ClaudiaMorningstar
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka