Strony

Strony

poniedziałek, 13 lipca 2026

Pan.Pot w Łodzi

Pierwszy lokal Pana.Pota powstał we Wrocławiu przed pandemią. Następnie zamknął się aby ponownie otworzyć się w innej lokalizacji. Zainteresowanie tą forma spożywania posiłku było na tyle duże, że wkrótce musieli zmienić swój lokal na większy. A całkiem niedawno właściciel otworzył swoje punkty w Katowicach i w Łodzi. 
Sposób wyboru produktów jest taki sam jak wszędzie. Podchodzisz do wielkiej lodówki i wybierasz na co masz ochotę. Pierożki, różnego rodzaju mięsa, zieleninę, jajka przepiórcze. Co tylko dusza zapragnie. Zainteresował mnie fioletowy makaron ale tym razem zdecydowałam się na noodle typu instant, fioletową rzodkiew, mini pak choy, lotus i szaszłyka wołowego. Następnie wybrałam bazę zupy- w moim przypadku bulion koreański. Zapłaciłam i dostałam "brzęczek". Finalnie odebrałam gotowe danie. Dobra opcja dla wegetarian ponieważ można skombinować własną "zielona miskę". W przeciwieństwie do lokalu we Wrocławiu oprócz malatanga możemy zrezygnować z zupy i wybrać opcję "stir fry" gdzie kucharz przygotuje zawartość naszej miski w woku! Moja miska wypadła bardzo dobrze. Sprężysty makaron, chrupiące warzywa i rozpływające się mięso. Wywar pikantny z charakterystycznym posmakiem kimchi. Cena za posiłek wyniosła: 35.35zł za mix na wagę plus bulion koreańskie kimchi 6zł, czyli 41.35. Dobra kwota jak za taką dużą miskę jedzenia. 
Dodatkowo można skomponować własny sos. Ja polecam połączenie pasty sezamowo-orzechowej, dużej ilości oleju chili i orzeszków. Idealne połączenie do maczania miesa.
Lokal jest nieco ukryty ale bardzo dobrze oznaczony, więc bez problemu tam traficie. Oprócz wewnętrznej sali możemy zjeść swój posiłek w niewielkim ogródku. Nie skorzystałam, ponieważ restauracja jest klimatyzowana co było wybawieniem w taką pogodę. Wnętrze proste, z kilkoma ozdobnymi ledami na ścianach. Poziom serwowanych dań w niczym nie odbiega od poziomu siostrzanego lokalu we Wrocławiu. Następnym razem przetestuję punkt znajdujący się w Katowicach. Słyszałam, że ich menu jest dużo bardziej rozbudowane ale nie miałam okazji tego sprawdzić.

ClaudiaMorningstar

17 komentarzy :

  1. Bardzo podoba mi się możliwość samodzielnego skomponowania miski i wyboru bulionu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiedziałam, że w Łodzi jest taki lokal. Fajnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiedziałabym na co się zdecydować :), fajnie że powstaje w nowych lokalizacjach, może uda mi się odwiedzić w Katowicach

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę przyznać, że takie miejsca, gdzie samemu komponuje się miskę, mają w sobie coś fajnego, bo za każdym razem można zjeść trochę inaczej. Lubię ten pomysł, szczególnie kiedy można wrzucić dużo warzyw i dopasować ostrość pod siebie, bo czasem restauracje przesadzają albo w jedną, albo w drugą stronę. Zastanawia mnie tylko, czy przy takim wyborze z lodówki łatwo nie popłynąć z ceną, bo człowiek zaczyna dorzucać „jeszcze tylko to” i nagle robi się spora kwota.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z chęcią bym się wybrała do takiego lokalu 😊

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki za polecajkę! Jak będę we Wrocławiu u siostry, nie przegapię okazij do odwiedzenia tego lokalu :)

    Jak to się stało, że nie znałam wcześniej Twojego bloga?!
    Na pewno będę często do Ciebie zaglądać :)

    PS. Zaobserwowałam Cię. Odwdzięczysz się tym samym? :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Koniecznie muszę się tam wybrać! Genialne miejsce! :D Najbliżej mamy do Wrocławia, więc tam zajrzymy. Dzięki za polecajkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. chyba najlepsze jedzenie "dalekowschodnie" /błędnie zwane "chińszczyzną"/ jadłem na nieistniejącym już Jarmarku Europa /zwany popularnie "Stadionem"/, była to prosta, domowa kuchnia wietnamska, kilka, kilkanaście porcji bardzo miłe panie przywoziły na wózeczkach, głównie dla stałych, swoich klientów, ale nie tylko... produkty do nich użyte były po części sprowadzane /warzywa/, po części miejscowe, z polskich bazarów, owe panie znakomicie umiały dobrać zamienniki... a że głównym targetem byli Wietnamczycy pracujący na stoiskach z odzieżą, to smak był chyba najbardziej zbliżony do oryginalnego...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawe miejsce, zapisuję! Łódź od dawna mnie kusi, dobrze więc mieć w zanadrzu miejscówkę z dobrym jedzeniem

    OdpowiedzUsuń
  10. O, to chyba najbliżej mi do Katowic. Ciekawe, czy odbiór będzie taki sam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam takie miejsca, w których człowiek sam komponuje sobie posiłek, choć istnieje ryzyko, że przy tej mnogości składników obudzi się w nim kulinarny Frankenstein ;) Fioletowa rzodkiew, mini pak choy, lotus, szaszłyk wołowy i bulion kimchi brzmią jak miska, która nie tylko karmi, ale jeszcze opowiada historie. Opcja stir fry dodatkowo mnie przekonuje, bo czasem zupa jest po prostu zbyt spokojną formą podania obiadu. Cena za taką porcję wydaje się rozsądna, zwłaszcza że po lekturze poczułam głód wielkości średniego województwa. Jedyny problem polega na tym, że do Łodzi mam kawałek, a ekran, niestety, nadal nie przewodzi makaronu ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Podoba mi się ten samodzielny wybór 😀

    OdpowiedzUsuń
  13. Na tak smaczne jedzonko zawsze warto się wybrać.

    OdpowiedzUsuń
  14. Z pewnością na coś bym się skusiła. Super, że można samemu skomponować danie według własnych preferencji.

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka