Mugi to japońska restauracja w stylu izakaya do której od dawna chciałam iść. Pamiętam ich z czasów, gdy sprzedawali swoje wyroby na warszawskich targach śniadaniowych. Dobrze wspominałam ich bento i onigiri. Od lat obiecywałam sobie, że zjem w ich lokalu i w końcu mi się to udało. Nie mieszkam w stolicy, rzadko tam bywam, więc znacząco przeciągnęło się to w czasie. Lepiej późno nich wcale.
Menu jest olbrzymie. Możemy się skusić między innymi na ramen, yakitori, kushiage, sukiyaki bądź shabu-shabu. Właściciele nie zapomnieli o słodkościach takich jak japoński pudding czy kakigori. Nie sposób zapamiętać wszystkich pozycji w menu. Yakisoba (47zł) smakowała prawie jak w Japonii. Giętki makaron oblepiony nieco pikantnym, słodkim sosie w towarzystwie miękkiej wieprzowiny i imbiru. Jak na moje nieszczęście nie żałowano katsuobushi. Musiałam wybierać, bo nie jestem fanką. A co ciekawe miso uwielbiam.
Mini mugi shio (35zł) to przykład japońskiego klasyku. Klarowny wywar drobiowy, nieco słony z wyraźnie wyczuwanym smakiem umami. Makaron, długi, cienki i sprężysty. Pierś z kurczaka mięciutka a połówka jajka miała idealną dla mnie postać. Nie przeciągniętą w żadna ze stron.
Por w bekonie (10zł), cukinia (10zł), dynia (10zł) w formie kushiage ucieszy każdego fana szaszłyków. Nie za gruba panierka, chrupiąca. Oczywiście jak to często się zdarza oparzyłam się w język, więc uważajcie, bo skończycie jak ja. Ponownie. Podane w towarzystwie różnych sosów.
Gyoza (28zł) to doskonałe rozpoczęcie posiłku. Sprężyste ciasto, dużo mięsnego farszu, przyjemnie przyrumienione przy jednej ze stron. Niestety w sprawie alkoholu nie popisali się. Z powodu braków nie mieli praktycznie niczego. Musiałyśmy się zadowolić piwem kraftowym (22zł) oraz kieliszkiem Riesling Wachtenburg (26zł). Smaczne, dobrze schłodzone.
Ichigo kakigori (30zł) to doskonałe zakończenie posiłku. Duża porcja kruszonego lodu w towarzystwie truskawek, bitej śmietany i słodkiego dodatku. Nie za słodkie. Poza tym czy forma podania nie przypomina Wam uroczego kotka? Patrzcie na te uszka? Przeurocze! Cały obiad wyniósł 218 zł co przeciętną cenę dla dwojga za obiad w Warszawie. Wnętrze dość surowe, typowe dla izakayi. Była ładna pogoda, więc siedziałyśmy w niewielkim zielonym ogródku. Bardzo podobają mi się mangowe podkładki, które jednocześnie mogą być kolorowankami. Sailor Moon rządzi!
ClaudiaMorningstar


Ten deser na końcu mnie zaciekawił.
OdpowiedzUsuńGdy jest taki duży wybór dań w restauracjach, to zawsze mam kłopot co wybrać, bo tyle potraw kusi i chciałby się spróbować. Twoje wybory wyglądają bardzo apetycznie :))
OdpowiedzUsuńŚwietnie....jeszcze jeden blog dla mnie nowo odkryty.
OdpowiedzUsuńWieczorny pozdrowienia z mojej Słowenii, Andreja!
W japońskiej restauracji jeszcze nie byłam, menu wygląda apetycznie!
OdpowiedzUsuńThe presentations are beautiful. Warm greetings from Montreal, Canada ❤️ 😊 🇨🇦
OdpowiedzUsuńramen - muszę w końcu spróbować. Gyoza wygląda ciekawie
OdpowiedzUsuńRamen wygląda zachęcająco i pierożki też. Reszta to dla mnie wielka egzotyka. Nazwy, które pierwszy raz słyszę i nic mi nie mówią. Jeszcze dużo muszę się uczyć o kuchni japońskiej:)
OdpowiedzUsuńChętnie odwiedziłabym taką restaurację. To wszystko wygląda bardzo kusząco :)
OdpowiedzUsuńNo muszę przyznać, że z chęcią bym poszła do takiej restauracji i popróbowała niektórych potraw. Wyglądają i egzotycznie, a przy tym naprawdę smacznie.
OdpowiedzUsuńChyba jeszcze nigdy nie miała okazji spróbować dań kuchni japońskiej. Z przyjemnością bym to zmieniła.
OdpowiedzUsuńDeser mi się podoba :)
OdpowiedzUsuńPoparzonego języka też nie lubię:)
OdpowiedzUsuńDeser-kotek to absolutny hit tej relacji!
OdpowiedzUsuńWszystko wygląda smacznie 😊
OdpowiedzUsuńPotrawy wyglądają niezwykle apetycznie. Myślę, że warto posmakować tego miejsca :)
OdpowiedzUsuńDeser zachwyca. Chętnie bym spróbowała.
OdpowiedzUsuńCiekawe- z tego wszystkiego jadłam tylko kiedyś te pierogi, bardzo mi smakowały. Deser z uszami kotka - dlaczego mnie to nie dziwi- jakie słodkie:D Podkładki z anime z sailor moon skradły moje serducho!
OdpowiedzUsuńpozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy!
Looks delicious !!!!
OdpowiedzUsuńHave a shinny day !
Anna
I really enjoyed reading this! Your description of the yakisoba and the atmosphere really makes me feel like I’m sitting there with you in that green garden. And that Sailor Moon coloring placemat is such a cool touch! Thanks for the recommendation.
OdpowiedzUsuńTaki makaron chętnie bym schrupał. Nigdy nie byłem w japońskiej restauracji. Tylko w chińskiej albo wietnamskiej. Tam zazwyczaj ryż to baza. Mniej dań z makaronu jest. Ale palce lizać! Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńAleż to wszystko wygląda bardzo apetycznie. Chętnie bym zjadła Mini mugi shio.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie:)
Kurczę, aż mi się zachciało tam wpaść po takim opisie. Zwłaszcza ten ramen i yakisoba brzmią jak coś, co mogłabym zamówić bez zastanowienia. Tylko zastanawia mnie trochę to menu — serio aż tyle rzeczy w jednym miejscu działa dobrze, czy jednak trochę „wszystko naraz”? Te kushiage z warzywami brzmią super, ale też znam ten ból poparzonego języka… zawsze się człowiek uczy na nowo, że trzeba chwilę odczekać 😅
OdpowiedzUsuńUwielbiam poznawać nowe miejsca z kuchnią japońską, a wszystko wygląda niezwykle smakowicie i zachęcająco.
OdpowiedzUsuńRzadko bywam w Warszawie (właściwie to pojedyncze razy w życiu i zawsze przelotem), ale dobrze znać różne ciekawe miejsca do zjedzenia. Pierogi lubię w prawie każdym wydaniu :) Deser ciekawy, ale nie przepadam za kruszonym lodem w większych ilościach. A wśród innych dań pewnie ciężko byłoby mi wybrać.
OdpowiedzUsuńZapisuję miejsce w pamięci. Wszystko smacznie opisałaś :)
OdpowiedzUsuńSuper że o tym napisałaś. Same pyszności. Chętnie tu wpadam. Ciekawie o tym piszesz. Oczy same jedzą.
OdpowiedzUsuńciekawe miejsce ;)
OdpowiedzUsuńTo wszystko naprawdę wygląda bardzo apetycznie! 😋
OdpowiedzUsuń