Chodzenie do kina jest fascynującą rzeczą. Najpierw omijasz je szerokim łukiem przez prawie rok z powodu puszczanych nieciekawych filmów, a następnie w krótkim odstępie czasu kupujesz kilka biletów, ponieważ w końcu możesz zobaczyć coś interesującego. Dlatego miałam przyjemność zobaczenie Scarlet, Wichrowych Wzgórz, Krzyku 7 oraz właśnie Bez wyjścia. Dzisiaj wybieram się na transmitowany koncert BTS, a w niedalekiej przyszłości na Ready or Not 2: Here I Come. Trzymam kciuki, aby druga część była przynajmniej tak samo dobra jak pierwsza. W końcu wszyscy wiemy jak jest z kontynuacjami.
Mimo że Bez wyjścia wyświetlali praktycznie wszędzie: zarówno w wielkich multipleksach jak i małych kinach (nawet w moim miejscowym co nie ukrywam bardzo mnie zdziwiło) to zdecydowałam się wybrać moje ulubione kino studyjne. Zwykle jest mniej oblegane, bardziej kameralne i przystępniejsze cenowo. Ten tytuł oglądałam prawie sama. Na sali oprócz mnie cieszyła się seansem tylko jedna osoba.
Man-su prowadzi idealne życie: stabilne zatrudnienie, rodzina, dom, dwa golden retrievery. Ale wystarczy jeden dzień, by sielanka zmieniła się w horror. Man-su traci pracę w fabryce papieru, a z nią status, męskość, tożsamość, honor i sens życia. By je odzyskać, nie cofnie się przed niczym, szczególnie że mokra robota przynosi tyle samo satysfakcji, co ta papierkowa.
Osobiście uważam, że opis promujący Bez wyjścia jest nie do końca adekwatny do filmu. Po narracji spodziewałam się czegoś innego: więcej krwi, porachunków gangsterskich czy gwałtowniejszej wewnętrznej przemiany głównego bohatera. W zamian otrzymujemy zdesperowanego ojca, która robi wszystko aby utrzymać rodzinę na powierzchni. Z drugiej jednak strony głowa rodu nie docenia tego co ma i za wszelką cenę chce wrócić do starego życia. Nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości czym krzywdzi najbliższych. Finalnie pozornie udaje mu się odzyskać tamte życie: pracę, dom, stabilizację i harmonię rodzinną. Pozostaje pytanie czy warto było się tak poświęcać? Nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki. A cena jaką było trzeba zapłacić za to była zbyt wysoka. Film balansuje na pograniczu thrillera, dramatu rodzinnego i absurdu. Do tego dodajmy szczyptę komedii i abstrakcji. Na duży plus zasługują kwestie techniczne, praca światłem, kamerą oraz nienachalna ścieżka dźwiękowa.
Bez wyjścia to przyjemny seans. Nie jest to najlepszy film Chan Wook Park, nie pobije Służącej, Pragnienia ani słynnej trylogii z początku lat (Pan Zemsta, Oldboy i Pani Zemsta) ale zdecydowanie jest lepszy od poprzedniego dzieła tego reżysera- Podejrzanej. Zdecydowanie po niego sięgnąć zwłaszcza jeśli lubicie obsadę. Ja jako wielka fanka Son Ye Jin nie mogłam przejść obojętnie obok tego tytułu.
Przyznajcie się? Kto z Was oglądał Bez wyjścia?
ClaudiaMorningstar



Film zapowiada się bardzo ciekawie, z chęcią obejrzę. Przyznam, że dawno nie byłam w kinie. Jest dość daleko, i wygodniej mi oglądać w domu :D
OdpowiedzUsuńJa jeszcze nie oglądałam. Ale może się skuszę, kto wie.
OdpowiedzUsuń